poniedziałek, 16 lutego 2015

Marchewkowo-pomidorowo-pomarańczowa zupa krem z kuminem.

W ogródkach na wrocławskim Biskupinie podczas spacerów z Malaiką coraz częściej wypatruję przebiśniegów. Tych samych, które pojawiały się w wierszykach w elementarz w przedszkolu i podstawówce. Te, o których ostatnio pisała nawet Gazeta Wrocławska. Cóż, wszyscy czekamy na wiosnę. 





Wychowałam się na wsi, gdzie prawie każdy miał swój ogródek i kolejno wychodzące wiosenne kwiaty zawsze były dla mnie ważnym znakiem, że robi się lepiej, bo cieplej. Milej, słoneczniej, fajniej. I do wakacji już nie tak daleko. 
Kwiaty oznaczają, że coś się w przyrodzie dzieje, bo coś drgnęło i wiosna próbuje się przebić do atmosfery, a ja wyczekuję jej zniecierpliwiona, bo zapowiada się być dla mnie niesamowita. 


Póki co jednak, nadal marznę i nie mam ochoty na dłuższe włóczenie się po okolicy. W związku z tym, że zima wraca jak bumerang i dni na przemian są ciepłe i przenikliwie zimne, wciąż często sięgam po zupy i nawet, kiedy jadam w knajpach wolę posilić się jakimś pysznym kremem niż czymkolwiek innym.

Zupy dobrze się przygotowuje, bo zazwyczaj wystarcza nam do tego jeden garnek, W dodatku można przygotować je dzień wcześniej i z powodzeniem, bez straty, a często nawet z zyskiem dla smaku odgrzać, kiedy wraca się z pracy.


Dziś częstuję niecodzienną zupą, całkiem wykwintną, a jednocześnie stworzoną z prostych składników, po które możemy wyjść do sklepu koło domu lub  zwykłego dyskontu. Kto powiedział, że wykwintnie musi znaczyć drogo? Kto powiedział, że wegańskie jedzenie musi się zawierać składniki, z których połowa nazw brzmi jak żywcem wyjęta z  chińskiego? Nie musi. 
Przygotowując różne materiały, prezentacje przeglądam z uwagą menu najbardziej cenionych roślinnych restauracji na świecie. W większości przypadków ich dania bazują na sezonowych, lokalnych i prostych składnikach. Tutaj bardziej liczy się umiejętność łączenia i tworzenia nowego z czegoś, co znane nam jest od dawna.
Chciałabym, aby na moim blogu wśród wyszukanych przepisów przeważały te, które  pomimo oryginalności wcale nie są skomplikowane i drogie. Choć czasami zaszaleję z jakiś daniem to jednak wolałabym przygotowywać dla Was coś, na co składniki możecie nabyć w jednym sklepie, zamiast latać po całym mieście w poszukiwaniu produktów. 

Wracając do mojej zupy... Jest pyszna, prosta i smaczna, a jednak niezwykła. Ni to marchewkowa, ni to pomarańczowa, ni to pomidorowa.
Nie jest to pierwsza owocowo-warzywna zupa, którą proponowałam na blogu. Jesienią pojawiła się zupa z dyni piżmowej z jabłkami i cydrem i aromatycznym rozmarynem. Inną znaną z bloga opcją jest zupa krem z buraków i malin, którą moja Mama przygotowuje na Wigilię. 


Składniki:
  • 1 biała cebula, obrana i posiekana w kostkę 
  • 2/3 szklanki świeżo wyciśniętego soku z pomarańczy
  • 500 -600 g marchewki, obranej i pokrojonej w krążki
  • 1 płaska łyżka mielonego kuminu 
  • 3 szklanki wody
  • 3 listki laurowe 
  • 2 puszki krojonych pomidorów 
  • skórka starta z jednej pomarańczy 
  • 1 płaska łyżka  soli
  • pieprz do smaku
  • świeża kolendra lub pietruszka do posypania 
W garnku umieść cebulę,marchew, kumin, liście laurowe, sok pomarańczowy i wodę. Przykryj i doprowadź do wrzenia. Zmniejsz ogień i gotuj do czasu, aż marchewki będą miękkie, czyli około 15 minut. Dodaj pomidory z puszki wraz z sokiem, skórkę pomarańczową. Doprowadź do wrzenia. Posól i gotuje na małym ogni bez pokrywki przez około 20 minut. Wyciągnij liście laurowe i zmiksuj przy użyciu blendera. Dopraw do smaku świeżo mielonym pieprzem, ewentualnie odrobiną soli. 
podawaj posypane kolendrą lub natką. 


3 komentarze:

  1. Odpowiedzi
    1. Próbuj, próbuj! Bardzo fajne połączenie smaków :)

      Usuń
  2. Taki miks pomarańcza, kumin - meksyk, marchew - pomidor polska :D
    Podsunę Ci pomysł na kolejną zupkę, a mianowicie jadłem zupę dyniowo kokosową(słodko ostra) i ten smak strasznie przypominał mi właśnie marchewkę. Moja propozycja to zupa marchewkowo kokosowa. Podejmiesz wyzwanie? ;)

    OdpowiedzUsuń