piątek, 9 stycznia 2015

Konkurs Primaviki i mój zwycięski przepis na buraczaną tartę z sosem sezamowym.


Pochwalę się. A co! Mam trochę kłopot z okazywaniem radości i umiejętnością cieszenia się z sukcesów. Myślę, jednak, że to niedobra cecha i jeżeli coś nam wychodzi, fajnie jest móc się tym dzielić, zgodnie z myślą, że "szczęście to jedyna rzecz, która się mnoży, gdy się ją dzieli." Ale co ja właściwie wygrałam? Otóż udało mi się zająć pierwsze miejsce w konkursie organizowanym przez firmę Primavika. W konkursie na najlepszy przepis z użyciem ich produktu. Pole do popisu było spore, gdyż Primavika ma bardzo szeroką ofertę, od rozmaitych maseł orzechowych, migdałowych, tahini przez przetwory, pasty do chleba po gotowe dania w słoikach. Niestety wielu produktów nie udało mi się zdobyć i musiałam porzucić pomysł na niejedną ciekawą potrawę.
Poradziłam sobie z tymi, które znalazłam w okolicznych sklepach, choć czasami trzeba było trochę pogłówkować, aby nie powielić tego, co już pojawiło się wśród konkursowych przepisów. Część moich receptur była całkiem nowa. Inna była modyfikacją już kiedyś przyrządzanych, a teraz przerobionych tak, aby można było do nich dodać coś z oferty Primaviki.  


Musiałam przemyśleć co chciałabym ugotować, kupić odpowiednie składniki, pamiętać o zdjęciach, czyli robić rzeczy, do których tak naprawdę nie przywykłam. Porzucić spontaniczność i działać według ściśle określonego planu. Z drugiej strony musiałam pozostać twórcza, a to cenię w kuchni może nawet bardziej niż smak. 
Niewątpliwie doświadczenie, jakim jest tworzenia bloga o charakterze kulinarnym bardzo mi się tym razem przydało. Myślę, że mam artystyczne zacięcie w sobie, jednak za krzty talentu plastycznego. Cały swój twórczy charakter poświęcam więc kuchni. 
Do wzięcia udziału w konkursie przede wszystkim zachęciły mnie nagrody: fajny robot kuchenny, którego nie kupiłabym sobie sama oraz warsztaty kulinarne, na które też raczej bym sobie nie pozwoliła, bo zawsze znajdzie się coś ważniejszego i dokształcenie się w zakresie umiejętności kulinarnych zdaje się być w moim przypadku fanaberią... 
Nie za bardzo wierzyłam, że mam realne szanse na wygraną, bo choć zdawałam sobie sprawę, że moje pomysły są oryginalne, ciekawe to jednak przeglądając to, co robili inni uczestnicy konkursu widziałam wiele fantastycznych propozycji i nie czułam, aby moje były lepsze. Przeciwnie. 
W grudniu, choć miałam głowę pełną pomysłów, zupełnie nie mogłam znaleźć czasu ani na zakupy, ani na gotowanie, ani robienie zdjęć, więc wiele przepisów, które mogły się pojawić, nie udało się zamieścić na stronie Primaviki.  Podczas trwania całego konkursu udało mi się być trzykrotnie nominowaną do nagrody tygodnia i dwa razy zdobyłam z tego tytułu nagrodę tygodnia. Było to o tyle miłe, że tutaj przepis był wybierany przez internautów, a nie jury i dzięki uprzejmości znajomych oraz znajomych znajomych byłam wyróżniana. Wśród typowanych wówczas przepisów znalazła się też tarta, która pozwoliła mi wygrać konkurs ostatecznie. 


Siódmego stycznia, w dniu ogłoszenia wyników przez Primavikę, prowadziłam akurat roślinne warsztaty kulinarne dla kucharzy Andersia Hotel w Poznaniu i zupełnie zapomniałam, aby sprawdzić czy przypadkiem nie poszczęściło mi się w konkursie. Dopiero, kiedy siedziałam już po warsztatach w kawiarni pijąc herbatę, ocknęłam się i zajrzałam na stronę. Byłam totalnie zaskoczona tym, że moje nazwisko widniało na liście jako pierwsze, ale radość była ogromna... Tak wielka, że podzieliłam się nią ze wszystkimi obecnymi wokół mnie w kawiarni...:)  Zupełnie zapomniałam, jaką satysfakcję można czerpać, kiedy się wygrywa cokolwiek i miło było sobie o tym uczuciu przypomnieć. Tym bardziej na samym początku Nowego Roku, kiedy ma się tyle postanowień i potrzebuje się dodatkowej dawki energii, aby się rozwijać. 
Mam nadzieję, że ten pozytywny "kop", jaki mi zafundował siódmy stycznia pozostanie za mną cały czas. 
Was natomiast zachęcam do tego, abyście brali udział w konkursach. Innych niż te, które polegają na udostępnianiu czegoś na Facebooku, ale tych, które wymagają od nas działania, aktywności, które sprawiają, że się rozwijamy, a do tego pozwalają cieszyć się naprawdę fajnymi nagrodami. :) 

Zostawiam Was ze zwycięskim przepisem. 

Składniki: 
  • 1 słoik buraczków Primaeco "Pychotka"
  • 1 opakowanie gotowego ciasta francuskiego
  • 1 czerwona cebula
  • 1 łyżeczka cukru trzcinowego
  • 1 łyżeczka octu balsamicznego
  • 180 g tofu
  • 3/4 szklanki mleka roślinnego
  • 2 kopiaste łyżki mąki z ciecierzycy lub mąki kukurydzianej
  • sól do smaku
  • pieprz do smaku
  • 3 ząbki czosnku (1 do tarty i 2 do sosu)
  • olej
  • sok z jednej limonki
  • tahini naturalne Pirmaviki
  • sól do sosu (do smaku)
  • ciepła woda
  • 2 łyżeczki tymianku
Piekarnik rozgrzać do 200 st.C.
Cebulę posiekać w kostkę. Na patelni rozgrzać 3-4 łyżki oliwy. Wrzucić na nią cebulę, przyprawić solą i pieprzem i duście do miękkości na małym ogniu przez 6-7. Dodać posiekany drobno ząbek czosnku i smaży jeszcze 2 minuty. Następnie dodać łyżeczkę cukru i wymieszać. Wlać ocet i wsypać tymianek. Dokładnie wymieszać. Wrzucić buraczki i podusić przez 2 minuty z cebulą i przyprawami.
W blenderze zmiksować razem tofu, mleko, czosnek. Dodać mąkę z ciecierzycy. Przyprawić solą i pieprzem. Miksować.
Na koniec wymieszać miksturę z tofu z masą buraczaną ( może być przy pomocy łyżki). 
Foremkę do tarty wypełnić gotowym ciastem francuskim, odpowiednio przycinając brzegi. Ciasto wypełnić tofu-buraczanym farszem. Włożyć do gorącego piekarnika i pieczcie 25-36 minut do czasu aż masa się zetnie, a ciasto na brzegach się zarumieni.

Podczas, gdy tarta się piecze przygotowujemy sos. 
Wymieszać tahini z sokiem z limonki, roztartymi ząbkami czosnku i solą, dolewać po trochu wodę. Na początku pasta zacznie gęstnieć, ale dodanie kolejnej porcji wody ją rozrzedzi. Sos powinien mieć konsystencję śmietany. 

Tratę podawaj ze świeżymi warzywami i sosem sezamowym.


11 komentarzy:

  1. gratulować :) czy ja dobrze rozumiem, że szkoliłaś kucharzy w hotelu, w którym Ci wcześniej nie dali jeść? bezcenne :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dokładnie, życie bywa przewrotne. A o samym szkoleniu pisałam na stronie FB Hello Morning, ale i tu pojawi się notka o tym co i jak. Bo oprócz samego szkolenia, namówiłam wraz z członkiem Otwartych Klatek hotel, aby przystąpił do akcji Roślinniejemy i wprowadził do menu na stałe kilka opcji typowo roślinnych. :) Wraz z nadejściem wiosny nowe menu powinno być gotowe :)

      Usuń
  2. Brawo!!! :) Cieszę się z Twojej wygranej, jeee!

    OdpowiedzUsuń
  3. gratuluję! uważam, że twoja tarta w pełni zasługuję na wygraną :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetnie , gratuluję , a tarta bardzo apetyczna :)

    OdpowiedzUsuń
  5. ale super! gratulacje!
    A powiedz, tahini - cały sloiczek dałaś?

    OdpowiedzUsuń
  6. Wielkie gratulacje ! Tarta wygląda bardzo apetycznie. Zasługuje na wygraną w 100%. Bardzo zazdroszczę talentu do gotowania.Przepis mnie tak zainteresował,że chyba sam spróbuje to danie wykonać. Podejrzałem wiele ciekawych przepisów na Twoim blogu i możesz być pewna że będę tu częściej zaglądał. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję pięknie... Moja mama się zawsze śmieje ze mnie i moich sióstr, które też gotują z niezłym rozmachem, że nie wie po kim odziedziczyłyśmy te zdolności... ;) Zapraszam na bloga jak najczęściej. :)

      Usuń