sobota, 3 stycznia 2015

Karobowy pudding z tapioki i noworoczne rozkimny, aby tradycji stało się zadość ;)


Mmmm... Karobowa tapioka to moja kolejna kulinarna miłość..., ale zanim przejdę do przepisu, opowiem trochę. 

Czas Świąt za nami. Nowy Rok zawitał na dobre i nie pozostaje mi nic innego, jak mieć nadzieję, że będzie nas oszczędzał. Wydaje mi się, a nawet jestem tego niemalże pewna, że w dużej mierze rzeczywistość kreujemy sami. Trochę wedle powiedzenia, że jak sobie pościelimy, tak się wyśpimy. 
Jeżeli marzy nam się rok pełen sukcesów to na nie pracujmy, pamiętając, że najprzyjemniejszą rzeczą w życiu jest dążenie do upragnionych celów. Jeżeli nie chcemy złamanych serc to ich nie łammy  i nie chodzi mi tylko o związki, chodzi mi w ogóle o bliskie nam osoby, bo serce można złamać nie tylko dziewczynie, czy facetowi, ale tacie, mamie, babci, rodzeństwu czy przyjaciołom. 
Jeżeli marzy nam się zobaczenie nowych miejsc to podróżujmy. Nie musi to być zaraz wielka podróż w nieznane, ale weekend w nadwiślańskim miasteczku, w którym nigdy nie byliśmy lub też niewielkiej wsi na Kaszubach, do której nie trafiliśmy nigdy wcześniej też może być bardzo owocny w fajne przygody. 
Wreszcie, jeżeli chcemy, aby rok 2015 był Rokiem Weganizmu to poczyńmy kroki w tym kierunku. Może zorganizujmy coś? Przygotujmy z przyjaciółmi jakiś wegański event, promujmy go i swoją życiową postawą zarażajmy innych albo bądźmy po prostu... fajni. Tak, aby inni chcieli mieć tak super, jak my. :) 
Zwierzęta na to czekają. Na zmiany na lepsze.
Rok 2014 był dla mnie całkiem dobrym rokiem. Nie jakimś szczególnym, lepszym niż 2013. Na pewno nie mogę mówić o zmarnowanym czasie. Dużo się zmieniło i wykonałam kilka kroków do przodu, a teraz mam nadzieję, że będę to nadzwyczajnej w świecie kontynuować. Robię to, o czym zawsze marzyłam i realizuję swoje plany. Jestem coraz bliżej rozmaitych celów, które obrałam. Jest naprawdę dobrze. 
Wiadomo, miewam  swoje wzloty i upadki, ale nie chodzi przecież, aby w życiu było tylko ekstra, ale o to, aby z tym co złe umieć się uporać. Nieraz jest ciężko, bo wiele rzeczy się zmieniło. Znalazłam się w nowym mieście, w którym mam tylko jedną bliską osobę, nie mam natomiast przyjaciółki od serca, ani przyjaciela, który będzie mi mówił fajne rzeczy, kiedy lampiąc się na stopy, obgryzam paznokcie ze stresu, łzy leją się jak z cebra, a ja czuję się największą idiotką i frajerką na kuli ziemskiej. Nie mam, ale w Poznaniu też nie byli od razu. Musiał minąć czas, aby wszystko nabrało odpowiednich kształtów i kolorów, aby nabrało swojskości i stało się po prostu... moje. 
Jakie mam plany na najbliższy rok? Chyba niezbyt sprecyzowane... Może dlatego, że nauczyłam się już, że plany planami, a życie życiem, więc zamiast wymyślać cuda na kiju, po prostu będę robić swoje. To, co wychodzi mi najlepiej i daje satysfakcję. Nie będę tracić czasu na coś, co nie sprawia mi choć minimalnej frajdy. Chcę być w tym roku szczęśliwa, a nie katować się i zadręczać robiąc nudne rzeczy i otaczając ludźmi, na których nie można liczyć.  
W tym roku chcę zakończyć pewne etapy mojego życia, pobyć sama, podziałać w pojedynkę, bo czasami w tłumie czuję się dużo bardziej samotna, niż w pustym pokoju, gdy siedzę i coś "dziobię" przy biurku. Planuję skupić się na swoich pomysłach, własnym rozwoju. Nie będę podążać za innymi, bo nigdy na tym dobrze nie wychodzę. Wiem już, że muszę po prostu robić to, co sama uważam za dobre (choć nie zawsze jest łatwo o tym zadecydować), nie czekając na aprobatę z czyjejkolwiek strony. 
A co z blogiem? Ten rok będzie przełomowy, bo albo skończę pisać go na dobre i zajmę się... hmm? Może graniem punk folku, jak choćby Kimya Dawson czy Erica Freas? Gitara w kącie się kurzy, czeka na mój powrót... 
Może jednak potoczy się inaczej i wejdę poziom wyżej, zainwestuję w aparat i rozwinę się nieco w tej materii. Zobaczymy i powiem Wam, że nawet podoba mi się ta niepewność. Może sama się czymś zaskoczę. ;)  

Nowy Rok zaczynam na słodko, żeby był słodki ... szczęśliwy. Tego Wam życzę. :) 


Desery to mój konik. Wystarczy przejrzeć bloga, zwłaszcza kilka miesięcy wstecz i znajdziecie sporo propozycji na fajne, proste słodkości takie, jak pudding z kaszy jaglanej z marchewką. Czasami z kolei wrzucę też coś odjechanego mniej, jak to ptasie mleczko lub bardziej, jak pudding z nasion bazylii. 
Desery z karobem to moje niedawne odkrycie i powiem Wam, że jego mariaż z tapioką okazał się wyjątkowo udany. W każdym razie dla mnie, fanki karobowego posmaku we wszelkiego rodzaju deserach. Nie tak dawno przygotowywałam dla Was deser z nasion chia, również z karobem, posłodzonego daktylami. Sama nie wiem, który jest moim faworytem.
Dziś mam coś kolorystycznie podobnego, a jednak innego.

Tapioka staje się w naszym kraju coraz bardziej popularna. Pamiętam, gdy kilka lat temu trafiłam na przepis z jej udziałem w "Przemytnikach marchewki, groszku, soczewicy" i nawet przywiozłam sobie paczkę od Pana Hipisa z Hali Mirowskiej z Warszawy, ale coś nie poszło... Nie wyszła najlepsza i zraziłam się do deserów tapiokowych. Na nowo odczarowały ją dla mnie dziewczyny z Wypasu, kiedy przygotowały ją na naszą wspólną w Vegan Hooligan Crew inicjatywę -  Słodka Zemsta. Przełamałam się, spróbowałam i przepadałam. Tapioka z musem mango z Wypasu jest bezbłędna, jedyna w swoim rodzaju.
Nie mam zamiaru jej kopiować, bo cały urok polega na wizycie w Wypasie i zjedzeniu jej tam bądź na wynos, natomiast od pewnego czasu w domu przygotowuję wersję taką, jaką widzicie w poście. Z karobem. Owoce zmieniam w zależności od tego, co jest w danej chwili na topie, co jest dostępne, sezonowe.
Tapiokę i karob możecie dostać w sklepach i na aukcjach internetowych. Są dostępne również w wielu sklepach ze zdrową żywnością, kuchnią świata i jedzeniem azjatyckim. Ja mieszkam obok świetnie zaopatrzonego Społem i właśnie tam nabywam ostatnio granulki tapioki, więc rozejrzyjcie się dobrze wokół siebie, może znajduje się na półkach sklepów, które macie pod nosem.
Sama tapioka jest przede wszystkim skrobią i więcej wartości odżywczych znajdziecie w karobie, więc jednak nie przebije owsianek i jaglanek, które stanowią wartościowsze śniadanie, co oczywiście nie dyskwalifikuje jej w przedbiegach, bo dużo zależy od dodatków. Z karobem, owocami i bakaliami stanowi przepiękne, smakowite i energetyzujące śniadanie lub deser, na który warto pozwolić sobie od czasu do czasu.

Składniki:
  • 400 ml mleka kokosowego 
  • 300 ml mleka owsianego
  • 1/3 szklanki  tapioki 
  • szczypta soli 
  • ziarenka wanilii z 1/2 laski
  • 1 kopiasta łyżka karobu 
  • 3 łyżki syropu z agawy 
Perełki tapioki wymieszać z mlekiem i odstawić na minimum godzinę Dodać sól, wanilię, cukier (słód) i karob. Wymieszać i zaczęć gotować na małym ogniu, mieszając regularnie. Doprowadzić do wrzenia i gotować jeszcze przez następne 30 minut, aż perełki staną się miękkie i przezroczyste.  
Podawać z ulubionymi owocami, w zależności od sezonu. U mnie pojawiły się banany, suszone daktyle, wiórki kokosowe, maliny mrożone i listek mięty.



Tapioka z karobem, jako śniadanie od czasu do czasu lub deser, aby ulżyć sobie po ciężkim dniu jest wprost idealna. 


Trochę muzyki na koniec. 



10 komentarzy:

  1. tapiokę uwielbiam, ale z dodatkiem karobu jeszcze nie próbowałam, świetny pomysł!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to spróbuj koniecznie. Ja uwielbiam ten karobowy, lekko kakaowy i kawowy posmak. Mój chłopak w ogóle jest zdania, że ta wersja bije na głowę zwykłą kokosową, ale nie wiem czy można ufać komuś kto woli tofucznicę z wędzonego niż naturalnego tofu ;)

      Usuń
  2. O, a ja mam z tapioką problem. Ma jakiś dziwny zapach... nawet nie wiem, jak go nazwać. Myślisz, że jak dodam do niej karob to będzie bardziej zjadliwa?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem o jakim zapachu mówisz, nie zwróciłam na niego uwagi wcześniej, więc trudno mi powiedzieć czy karob go zniweluje. Jestem wiecznym alergikiem i mam nieustanny katar.:-)może to dlatego...

      Usuń
    2. Mnie się on z bardzo tłustym mięsem kojarzy. Hmm... chyba lipną tapiokę kupiłam po prostu.

      Usuń
    3. Sucha tapioka jest bezzapachowa, sprawdziłam dziś dla pewności. Natomiast pudding chlonie zapachy w zależności od tego w czym ją przygotowalas... mleko kokosowe, dodatki itp.

      Usuń
  3. Zrobiłam i muszę przyznać, że tego typu pudding mi nie podchodzi. Ta tapioka robi się taka glutowata, no... nie moja ulubiona konsystencja:). Już w czasie moczenia tapioki miałam wrażanie, że się zaraz te kuleczki rozpadną, a w czasie gotowania robił się taki gęsty glut, ale później jakoś odzyskała kulkowaty kształt. Może coś nie tak zrobiłam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że jeżeli robilas wg przepisu to musiało być ok. Kwestia upodobań pewnie, preferencji. Dla mnie natomiast było zaskakujące, że podeszła mój siostrze, która dla odmiany nie znosi galaretek, pianek i takich tam. Wiadomo, że każdy ma inne upodobania, o gustach się nie dyskutuje.;) mam robiłam ten pudding chyba z 4-5 razy i za każdym razem wszystkim smakował.

      Usuń
  4. Maddy, a tylko spróbuj zrezygnować z bloga...już ja Cię znajdę! Ani się waż rezygnować. Zaglądam tu zawsze z uśmiechniętą paszczą i lubię odwiedziny u Ciebie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja tylko "głośno myślę..." ;) Proszę mnie tu nie zastraszać, bo się zamknę w sobie.
      Dzięki za miłe słowa, może jeszcze coś z siebie wykrzeszę... ;)

      Usuń