sobota, 6 grudnia 2014

Kompendium wegańskich pierników.

Pierniki są jednym z najważniejszych elementów Świąt. Piecze się je w moim rodzinnym domu odkąd pamiętam. Piekła je mama mojej babci - Prababcia, piecze Babcia i piecze moja Mama. 
Do zjedzenia i do przybrania choinki, dla siebie i na prezent dla bliskich... Bo co może być lepsze niż puszka takich domowych, aromatycznych ciastek upieczonych w miłością przez kogoś i dla kogoś, kogo się uwielbia?  Brzmię, jak hipiska? Może, ale im dalej od domu jestem tym bardziej sentymentalna się robię i tęsknię za tymi rytuałami, gestami... Za tym ciepłem, klimatem i zapachem. 
Pamiętam tylko jeden rok, gdy zbliżały się Święta, a wszystko wyglądało na to, że nie będziemy piec pierników. Moja mama robiła wówczas drugą specjalizację z medycyny i naprawdę nie miała czasu na takie przyjemności. Byłam u babci w Poznaniu i powiedziałam jej, że my w tym roku pierników nie będziemy robić. Babcia się nade mną zlitowała i przed wyjazdem wręczyła mi kulę gotowego ciasta, które należało tylko rozwałkować, wykroić i piec, piec, piec. Wróciłam z nią do domu, a tu zastałam michę ciasta na pierniki ukręconego i wyrobionego przez Mamę. 
Jak sami widzicie nie przypominam sobie roku w moim życiu, aby na Święta nie były pierników. Domowych, pachnących, leżakujących w puszkach i czekających na Gwiazdkę. I takich dyndających na choince. 

W piernikach najważniejsze są przyprawy. Musi być ich dużo, więc nie skąpimy i sypiemy obficie, zwłaszcza, gdy używamy kupnych, nieco mniej aromatycznych, wówczas spokojnie możemy przekroczyć podaną w przepisach ilość. Przyprawy powinny być jak najlepszej jakości. Wiadomo, że najlepszy efekt uzyskamy robiąc je samodzielnie w domu - z cynamonu, imbiru, gałki muszkatołowej, goździków, ziela angielskiego, a nawet i odrobiny pieprzu czy anyżu. Mielimy przyprawy przy użyciu młynka do kawy, a jeszcze lepiej - moździerza.

Inną składową pierników, która pojawia się niemal w każdym przepisie jest miód. Jak wiadomo nie jest on wegański i większość osób na diecie roślinnej nie jada tego produktu. W kuchni roślinnej jest jednak sporo zamienników takich, jak syrop klonowy, z agawy czy też mniszka. Dobre też będą oczywiście syropy daktylowe. Można też sięgnąć po sztuczny miód, ale jak sama nazwa wskazuje jest to można opcja tańsza, jednak w moim odczuciu najgorsza.
A ja? Osobiście? Najchętniej sięgam po buraczaną lub trzcinową melasę, która jest fajnym aromatycznym słodem i w dodatku nadaje naszym wypiekom bardziej "piernikowego" koloru. ;)

Wiele osób lukruje, zrobi i polewa pierniczki rozmaitymi polewami, czekoladami, zdobi słodkimi gwiazdkami, groszkami, posypkami. I u mnie w domu tak się robi, ale częściowo, bo ja, ale też niektóre moje siostry wolimy pieniki w wersji "surowej", zwykłe upieczone, bez całej tej lukrowanej otoczki. Sam proces zdobienia jest bardzo fajny, twórczy i miło spędzić w ten sposób czas z fajnymi ludźmi, natomiast ja wolę czuć smak pienika nie zmącony cukrową polewą. ;) Choć w dzieciństwie lukrowanie kochałam bardziej, niż pieczenie.
Zdobione pierniki na pewno są ładniejsze, bardziej fotogeniczne i możemy nimi ozdobić choinkę lub podarować ulubionym ludziom, dlatego nie chcę Was bardzo zniechęcać do zabawy w malowanie, strojenie, posypywanie. Polukrowane pierniki szybciej miękną i kruszeją, więc można w ten sposób przyspieszyć ten proces.

Ostatnia uwaga, którą chciałabym Wam przekazać to czas. Czas pieczenia jest bardzo ważny. Musi być na tyle krótki, aby wyjęte przez nas pierniczki, jeszcze gorące były lekko miękkie. Musimy ostrożnie sięgać je z blaszki, aby się nie zepsuły, ale gwarantuję Wam, że po ostygnięciu stwardnieją.
Najgorszą rzeczą, jaką robią "ciasteczkowi" amatorzy to pieczenie ciastek, aż staną się twarde. Wówczas, gdy ostygną staną się kamieniami, które z trudem się je i czepie z tego wątpliwą przyjemność.
Niestety. Ja po tym, jak ktoś poczęstuje mnie ciastkami, potrafię bez trudu ocenić, umiejętności kulinarne. To taki test. ;) Dlatego pamiętajcie, aby nie wydłużać czasu pieczenia, bo zepsujecie efekt. Ciasteczka mają być upieczone, a nie wysuszone na wiór.

Nawet, gdy zostałam weganką pieczenie pierników nie ustało.  Sporo przepisów ukazało się na moim blogu, właściwie od początku jego istnienia. Dziś zrobię podsumowanie tego co dotychczas opublikowałam i niech to się stanie kompendium wegańskich pierników. 
Chronologicznie. 



W 2009 roku upiekłam dla Was pierniczki na bazie przepisu od mojej Babci. Jedne z moich ulubionych. Są super, choć karmelizowanie cukru dla niedoświadczonego cukiernika może okazać się wyższą szkołą jazdy. Nie ma jednak co się zrażać, ale zadbać o głęboką patelnię z grubym dnem i nieprzywierającą powłoką i działać. Do upieczenia pierników z tego przepisu przyda nam się wegańska margaryna i tu polecam Alsan, a jajko zastąpiłam mąką z ciecierzycy. Użyty przeze mnie złoty syrop można z powodzeniem zastąpić np. miodem z mniszka. 



W roku 2010 pojawiła się kolejna wariacja na temat wegańskich pierników. W składzie pojawia się również, jak wcześniej - wegańska margaryna, ale i syrop klonowy. Nie jest to więc najtańsza, ani też najbardziej przystępna opcja. Niemniej, gdy już mamy w domy te składniki to zaprezentowane w 2010 roku pierniki są bardzo proste w przygotowaniu. Aromatyczne i słodkie. W porównaniu do tych, które przygotowywałam z przepisu Babci, są bardziej twarde, chrupkie,

W 2011 zaszalałam. Podjęłam się ponownej próby zweganizowania pierników mojej Babci. Tym razem zamiast jajka użyłam siemienia lnianego. Nadal używam w nich margaryny, ale złoty syrop lub agawę zastąpiłam melasą. Jeżeli nie macie, bądź nie chcecie używać margaryny to możecie skusić się na zastąpienie jej 250 ml oleju kokosowego ( możecie go upłynnić przed dodaniem). Pierniczy z tym tłuszczem wychodzą bardzo smaczne, natomiast ciasto jest bardziej zwarte, więc zwyczajne trudniej się wałkuje, niż takie z użyciem margaryny. Jeżeli uznacie, że ciasto jest zbyt zwarte, możecie dodać do niego odrobiny ciepłego mleka roślinnego. W tym przepisie   wymieszałam też mąki i zamiast samej pszennej białej, dodałam jeszcze krupczatki i pszennej razowej. Nieco zdrowiej, a równie pysznie. 

PIERNIKI 2011 ( drożdżowe)


W tym samym roku oprócz kruchych pierników, skusiłam się jeszcze na drożdżowe i jest to doskonała opcja dla tych, którzy zgapili się z pieczeniem tych pierwszych i nie ma już czasu, aby odleżały one w puszce czy słoju swoje i nieco skruszały. Drożdżowe pierniki przypominają znane wszystkim Katarzynki. 

PIERNIKI 2012



Ostatni raz, gdy podjęłam próbę upieczenia całkiem nowych pierników był rok 2012. Sięgnęłam wówczas po radosną twórczość mojej ulubionej Isy Chandry Moskowitz. Pierniczki są pyszne i smaczne. Właściwie od razu kruche, więc nie potrzebują leżakowania, aby skruszeć. Na dobrą sprawę można upiec je na dzień przed wigilią i będzie git.  Ich ogromną zaletą jest to, że przygotowuje się je z dodatkiem oleju, a nie margaryny. Słodem, na który decyduje się w tym przepisie Isa jest melasa, czyli wszystko jest tak jak trzeba. ;)
Wydają się proste i na pewno jest to najbardziej błyskawiczna receptura ze wszystkich, które Wam tu zaproponowałam, ale pamiętajcie, aby i tu nie przeginać z czasem pieczenia, bo nawet z tak banalnych ciastek możecie zrobić kamienie.

A na koniec trochę klasyki:


11 komentarzy:

  1. Fantastyczne wypieki, jeden lepszy od drugiego :)

    OdpowiedzUsuń
  2. w tym roku u mnie będą wegańskie pierniczki, bez lukru, klasyczne - najlepsze! :) nie umiem się doczekać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bez lukry najlepsze, bo nic nie zabija korzennego smaku tych ciastek!
      :)

      Usuń
  3. Te z 2012 robię w tym roku już 3 raz , uwielbiam je i dzięki Maddy ,żeś je na blog dałaś

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja już się w tym roku napiekłam, bo przerobiłam wszystkie 5 powyższych przepisów i wystarczy, jak na jeden rok ;)

      Usuń
  4. masz kobieto doświadczenie :) piekłam pierniczki może kilka razy w życiu, nie było nigdy u mnie takiej tradycji żeby je robić

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. pierniki to takie "must have" mojej rodziny ;)

      Usuń