poniedziałek, 10 listopada 2014

Zupa krem z dyni piżmowej i jabłek. Na rozgrzanie ciała i ducha ;)


Bardzo chciałabym mieć kiedyś w kuchni biblioteczkę pełną wegańskich książek kucharskich, ale na razie wciąż nie spróbowałam połowy przepisów z tych kilku, które posiadam. Jednak, gdy rozmawiałam z moją siostrą z Anglii na temat prezentów na Święta, kulinarne wegańskie książki wciąż są moim faworytem. Może po mojej wrześniowej przeprowadzce powinnam jednak wziąć sobie do serca fakt, że zbieractwo to zło i przestać powiększać ilość rzeczy materialnych, ale książki (w tym kulinarne) są tym, czego nie umiem sobie jeszcze odmówić. 
Tak więc Ewka, będzie polować na jakaś piękną publikację, a ja? Ja w tym czasie zrealizuję przepis z książki, która przyleciała do mnie kiedyś z Anglii za sprawą Ewy. Chodzi o "Appetite for reduction" Isy Chandry Moskowitz. Nadal brakuje mi na półce wielu książek tej Pani, ale myślę, że z czasem całkowicie się to zmieni... :)



Dynia piżmowa to dla mnie zawsze będzie po prostu butternut squash. Znam ją z wyjazdów do Sheffield, gdzie była dostępna dla mnie przez cały rok, więc bez względu o jakiej porze roku byłam trafiała do słodyczy lub potraw wytrawnych. W zależności od potrzeby. 
Kiedyś robiłam już pewną zupę, która pierwotnie, według autorki powinna być zrobiona z dyni piżmowej, ale jeszcze rok temu była ona dla mnie bardzo trudno dostępna, dlatego zrobiłam ją z dyni zwyczajnej. Tak samo można postąpić i przy tym przepisie, ale jak macie dostęp do piżmowej  to koniecznie sięgnijcie po nią. Obecnie każdym niemal warzywniaku we Wrocławiu, do którego wchodzę, a nawet w super marketach, rodzajów dyni jest bardzo wiele. Zdobyłam dynię piżmową, ale zamiast wracać do przepisu na pieczony krem z chilli, sięgnęłam po zupełnie nową recepturę. 
Zupa jest niecodzienna i trochę się jej bałam. Nie każdy jest fanem połączenia owocowo-warzywnych smaków i choć ja sama uwielbiam krem z buraków z malinami, to znam osoby, które go nie znoszą. 
Postanowiłam zaryzykować. Zwłaszcza, że przepis pochodzi od pani Moskowitz, a ona zdaje się wiedzieć co robi. Zupa jest prosta, bardzo sezonowa, więc zdrowa i tania. W dodatku wpisuje się w trend na jedzenie polskich jabłek i picie polskiego cydru. Taka na czasie jestem, że ho ho ho, ja widzicie...
Wyszło PYSZNIE! 
Zupa wprost idealna na jesień i zimę. Na teraz Kochani, bo to już, teraz... Nim się obejrzymy, zaczniemy wycinać pierniki... O.K., O.K., już tak nie wybiegam myślami do przodu, bo się zestresuję tym upływem czasu. 



Składniki: 
  • 1 łyżeczka oleju 
  • 1 średniej wielkości cebula, pokrojona w kostkę 
  • 1 łyżka świeżo startego imbiru 
  • 3 ząbki czosnku, posiekane lub przeciśnięte przez praskę
  • 1/2 łyżeczki płatków chili 
  • 2 łyżeczki suszonego rozmarynu 
  • 1/2 łyżeczki soli 
  • 1300 g dyni piżmowej, obranej, wypestkowanej, pokrojonej w 2 cm kostkę 
  • 400 g czerwonych jabłek, obranych, pozbawionych gniazda nasiennego i pokrojonych w 2 cm kostki 
  • 2 szklanki cydru jabłkowego 
  • 2 szklanki bulionu wegańskiego 
  • 1 łyżka soku z limonki 
W dużym rondlu lub garnku o grubym dnie rozgrzej olej. Duś cebulę 5-7 minut, mieszając co jakiś czas, aby się zeszkliła i lekko zarumieniła. Dodaj imbir, czosnek, płatki chilli, rozmaryn, sól, i duś kolejne kilka minut. Następnie wsyp dynię oraz jabłka, wlej cydr oraz bulion. Przykryj i doprowadź do wrzenia. Gotuj 20 minut na małym ogniu od momentu, gdy zacznie wrzeć. 
Lekko wystudź na następnie zmiel na zupę-krem przy pomocy blendera. Dodaj sok z limonki, dopraw do smaku solą i pieprzem. Gotowe. 


10 komentarzy:

  1. właśnie na tą dynię ciągle polowałam i nie udało mi się jej nigdzie znaleźć.. może jeszcze będzie okazja :) w każdym razie, taki krem z jej udziałem to bym zjadła - uwielbiam tego typu zupy :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Zakochałam się w tym kolorze i konsystencji... *.*

    OdpowiedzUsuń
  3. Jakoś chyba tylko kilka razy było mi dane napotkać tę dynię, nie kupiłam i żałuję. Ta zupa wygląda obłędnie! :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Łooo, to musi być super! Tylko jest mały problem pt. cydr... Czy można go na coś wymienić? Jestem alkoholową abstynentką i tak, wiem, że alkohol odparowuje, tyle że jak już kupię cydr i użyję do zupy to nie będę miała co zrobić z resztą... Chyba, że ugotuję więcej zupy :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja kupiłam butelkę, która miała akurat 500 ml, czyli tyle co dwie szklanki. Poza tym cydr nadaje się do marynat. Ja np. robię marynatę do tempehu właśnie z dodatkiem cydru. Jak znajdziesz sobie na blogu przepis na tempeh a la bekon to tam właśnie też używam cydru.

      Usuń
  5. bardzo ciekawy przepis, nie spotkałam się jeszcze przepisu z cydrem!:D super!

    OdpowiedzUsuń
  6. Też ostatnio szaleję w temacie kremów z dyni. Dodatek cydru jest intrygujący :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Maddy jaka zupa , jakie foty , no no

    OdpowiedzUsuń
  8. Z książkami kucharskimi mam podobnie - jaram się nimi strasznie, ale jak już wchodzę do kuchni i tak najczęściej kończy się na wymyślaniu swoich przepisów. Albo zaglądaniu na wege blogi :)

    OdpowiedzUsuń