czwartek, 2 października 2014

Amerykanki. Wegańskie. Na oleju.

Amerykanki to ciastka dzieciństwa. To comfort food. Kojarzą się z wakacyjnymi wyjazdami nad morze czy nad jeziora, gdzie rodzice kupowali każdej z nas po jednym takim ciachu, a my po kąpieli w takim czy innym akwenie zajadałyśmy się nimi, mokre, owinięte w ręczniki. Piasek między zębami i cukier we krwi. Definicja dzieciństwa? Może trochę? 
Amerykanki są biszkoptowe, ale z amoniakowym posmakiem. Na płaskiej stronie posmarowane lukrem. Najzwyklejszym - z cukru pudru i wody. Te ciastka to sam cukier i mąka. Zapomnijcie tu o zdrowym odżywianiu, ale poczujcie smak dzieciństwa. Lata dziewięćdziesiąte. Plażing w Rowach czy Łebie. Ja się nawet trochę rozmarzyłam. Nie wiem czy byłabym taką fanką tych ciastek, gdyby nie to, że kojarzą mi się z błogim, małoletnim czasem mojego życia. Wiem też, że można by pokombinować i dodać do nich jakieś owoce, urozmaicić polewę, ale powiedzmy sobie szczerze, tak z ręką na sercu, że to nie byłyby już TE amerykanki.


Kiedyś wrzuciłam już na nie przepis, ale musiałam go usunąć, bo gdy chciałam go znaleźć na blogu, okazało się, że przepadł... Nieważne zresztą, bo było lata świetlne stąd. Inne miejsca, inni ludzie, jeszcze głęboko na studiach. Pamiętam, że były smaczne, choć miałam poczucie, pomimo zapewnień znajomych, że są pyszne, że jednak receptura wymaga dalszej modyfikacji. Chciałam pominąć jajko zawarte w oryginalnym przepisie, ale zamiast zastępować je mąką z ciecierzycy mogłam po prostu zignorować je, nie siląc się za zastępstwo oraz zamiast użytego alsanu wykorzystać olej roślinny. Mijały lata, a ja nie piekłam amerykanek, bo naprawdę bardzo rzadko zdarza się, ze piekę dwa razy to samo. Tym bardziej, że obecnie panujące trendy kulinarne kierują się raczej w stronę "zdrowych" słodyczy, surowych, odżywczych, które mają być czymś więcej niż lepkim zapychaczem. Mile widzenie są kasze, bakalie, owoce, orzechy. Jeżeli już wracam do jakiś receptur to najczęściej powtarzalnym przepisem jest ciasto drożdżowe i jego pochodne. Mam po prostu tyle przepisów do wypróbowania, ze nie sposób jest wracać do raz przygotowanych... W końcu jednak wiedząc, jak moja siostra je uwielbia i postanowiłam upiec je po raz kolejny podczas mojej ostatniej wizyty w Sheffield, czyli ponad dwa lata temu. Zmodyfikowałam zmodyfikowany wcześniej przepis i wyszły tak, jak powinny. Chciałam nawet przepis opublikować już wtedy, ale trafił do postów roboczych i tak tam tkwił ponad dwa lata. 
We wrześniu tego roku moja siostra spędziła ze mną kilka dni jeszcze w moim poznańskim mieszkaniu i wspomniała, że amerykankę chętnie by zjadała.  Wróciłam więc do zmodyfikowanego przepisu sprzed dwóch lat motającego się wśród wersji roboczych postów i zrobiłam jej miłą niespodziankę.  




Nie wiem, gdzie ja miałam głowę przygotowując pierwszą wersję tych ciastek, bo choć mąka z ciecierzycy czy margaryna wegańska to może nie taki znowu dramat, ale powiedzmy sobie szczerze, że każdy nie trzyma ich w lodówce. Sama spędzam nieraz trochę czasu na wsi i widzę, jak trudno w takich miejscach bardziej wyszukane produkty. Nie każdy lubi robić zamówienia przez internet, bo aby to się rzeczywiście opłacało trzeba zamówić sporą ilość produktów. Wiadomo. Tłumaczę sobie to małym doświadczeniem kulinarnym. Prowadząc bloga zależy mi jednak, żeby pokazać, ze nie taki weganizm straszny, więc dziś częstuję amerykankami, która przyrządzimy z tego, co mamy w domu, a jak nie to na pewno znajdziemy w spożywczaku koło domu.
Dlatego robię podejście nr 2  do tych amoniakowych ciastek. Efekt - baaardzo smaczny. Tak więc trochę na pohybel modzie na zdrowe, bezglutenowe słodycze wrzucam takie o to ciastka, pełne glutenowej mąki i cukru. A co! Kto mi zabroni? 

Składniki:
  • 600 g maki pszennej
  • 2 - 2,3 szklanki mleka roślinnego
  • 1,5 szklanka  cukru
  • 0,5 szklanki oleju roślinnego
  • 1 czubata łyżeczka amoniaku
  • 1 plaska łyżeczka proszku do pieczenia
  • kilka kropli ekstraktu waniliowego lub cukru waniliowego
Do miski wlej mleko ( na początek 2 szklanki, gdy na końcu uznasz, że ciasto jest tak zwarte, że nie da się go przekładać na blachę możesz ew. dodać jeszcze 1/3 szklanki), olej, wanilię i wsyp cukier. Wymieszaj. Dodaj amoniak i proszek do pieczenia i ponownie wymieszaj. Na końcu przesiej mąkę. Zmiksuj przy pomocy miksera lub łyżką, masa będzie bardzo gęsta.  Ciasto nakładaj na wyłożoną pergaminem blachę. Ilość zależy od tego jakie duże mają być nasze amerykanki. Ja dawałam ok. 1 dużej, kopiastej łyżki stołowej. Ważne, aby zachować między nimi dość duży odstęp, ponieważ urosną mniej więcej dwukrotnie. Pieczemy w piekarniku nagrzanym do 180 st. C przez mniej więcej 15 minut. Studzimy ja na kratce, żeby amoniakowy aromat nieco wywietrzał.
Z odrobiny wody i cukru pudry przygotowujemy gęsty lukier. Smarujemy ciastka po ich płaskiej stronie. 


Amerykanki proste, jak ABC :)



12 komentarzy:

  1. A czy wszystko koniecznie podyktowane musi być modą? No nie musi!
    Ileż to razy po ciemku zdarza się nam - weganom - wyjadać masło orzechowe (oczywiście 100% orzechów) łyżeczką ze słoika. Nie dajmy się zwariować. Zdrowie zdrowiem, ale pożyć też trzeba :-)
    Przepis pewnie jak zwykle doskonały, choć pewnie nie wypróbuję, bo za tymi ciastkami nie przepadam.
    Pozdrawiam :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że następnym razem wrzucę coś, na co przepis bardziej przypadnie Ci do gustu ;) Jakieś tofurniki za mną chodzą. Zwłaszcza takie bez pieczenia... ;) Zobaczymy. Pozdrawiam. :)

      Usuń
    2. Tofurnik powiadasz...hmmm, a do mnie z lodówki uśmiechają się dwa opakowania tofu. Dajesz! ;-)
      Pozdrawiam

      Usuń
  2. Cudne, zrobię w najbliższym czasie!

    OdpowiedzUsuń
  3. Odpowiedzi
    1. Może być. Ja osobiście wolę w wypiekach proszek, bo soda jest dla mnie często zbyt wyczuwalna, ale być może tutaj zdominuje ją amoniak ;)

      Usuń
  4. Na co dzień jem super zdrowo, ale raz na jakiś czas, powiedzmy miesiąc, jakiś cheat meal musi być ;) Akurat amerykanki średnio do mnie przemawiają, za to skuszę się czasem na falafele, pakorę czy jakieś tłuste azjatyckie jedzonko. Ewentualnie na jakieś nie do końca fit ciasto ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. czym można zastąpić amoniak? albo gdzie go kupić?

    OdpowiedzUsuń
  6. Wegańskie amerykany? Kupuję!!!

    p.s amoniak bywa hipermarketach jak Carrefour

    OdpowiedzUsuń
  7. O matko, zdrowe, czy niezdrowe. Ale za to jakie pyszne. Dawno już nie jadłam takie amerykanki, ale smak z dzieciństwa pamiętam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. AMERYKANY, nie żadne amerykanki. Co to w ogóle za słowo.

      Usuń