piątek, 24 października 2014

Afrykańskie fistaszkowe kruche ciasteczka z dodatkiem mąki z kaszy jaglanej.

Nie lubię, gdy obcy, całkowicie przypadkowi ludzie, spotkani na ulicy czy innym miejscu użyteczności publicznej, głaszczą mojego psa. Przede wszystkim dlatego, że jest to pies, który choć jeszcze nigdy nikogo nie ugryzł, to jednak jest psem.  W dodatku jest "po przejściach" i jej zachowania nie da się do końca przewidzieć. Zresztą zawsze mnie to dziwi, bo ja raczej nie odczuwam potrzeby zabawy z przypadkowo mijanym/spotkanym na ulicy psem. Malaika jest płochliwa i zwyczajnie boi się obcych ludzi, zwłaszcza mężczyzn i jeżeli na kogokolwiek warczy czy szczeka to właśnie dlatego, że się czuje strach i próbuje się bronić. 
Jakiś czas temu wracałam z nią z miasta tramwajem, niedaleko mnie stał mężczyzna. Pewnie około pięćdziesiątki. Wracał z pracy, a że było to piątkowe popołudnie chyba z dwa tygodnie temu, wyglądał na totalnie zmęczonego, styranego i według mnie prezentował objawy POcHP. Był smutny i przygnębiony. Podobny do bohaterów wielu nagradzanych polskich filmów fabularnych, które są zbyt prawdziwe i tak boleśnie oddają polską rzeczywistość, że nie jestem wstanie ich oglądać. Smutnych ludzi i szarych bloków, dróg, mostów mam dość na co dzień. Dostrzegam ich wokół i wystarczająco mi to łamie serce, aby miała sobie aplikować dodatkowe dawki smutku. Czasami oglądam polskie produkcje, ale niekoniecznie jest to moje ulubione kino. 
Tramwaj był zatłoczony, a większość stanowili młodzi ludzie. Pan, którego obserwowałam ukradkiem, po części z powodu objawów, które prezentował i pobudził moją medyczną ciekawość, stał trzymając się tej rurki uwieszonej przy suficie. Na którymś z kolejnych mijanych przystanków zwolniło się miejsce, które nieśmiało spróbował zająć, ale wyprzedziła go dziarska dziewczyna. Nawet zorientowała się, że mężczyzna z podejrzeniem POcHP również chciał zająć to miejsce i zapytała od niechcenia, czy ma go przepuścić, ale Pan nie był z tych, którzy potrafią walczyć o to, co im się należy, a dziewczyna też wyraźnie nie miała ochoty na oddanie miejsca. Pan wrócił, więc do punktu wyjścia i zrobiło mi się go jeszcze bardziej żal i miałam ochotę nakrzyczeć na nastolatkę. 
Malaika zniecierpliwiona podróżą zaczęła się kręcić przy nodze mężczyzny, a ten, trochę z nudy, a trochę z czystej sympatii, zaczął ja głaskać i jego twarz, w miarę głaskania, rozpogadzała się. Malaika  również wyglądała na zadowolą. W mojej głowie pojawiła się myśl o dogoterapii. Uśmiechnęliśmy się do siebie porozumiewawczo.
W końcu  siedzenia się zwolniły. Do tego stopnia, że wszyscy pasażerowie mogli znaleźć miejsce. Nawet ja.

Nie lubię, kiedy obcy ludzie głaszczą mojego psa, ale czasami zdarzyć się może, że zupełnie nie będę miała nic przeciwko. Z całej historii morał jest taki, że ważne szalenie jest to, abyśmy nauczyli się dostrzegać wokół innych ludzi, ale nie tylko dostrzegać, ale również sprawiać im przyjemność i radość, nawet jeżeli mijamy się przypadkiem na ulicy.


Tytułowy przepis pochodzi z zeszytu "A vegan taste of East Africa". Kto zagląda tu częściej, ten wie, że bardzo lubię poeksperymentować z kuchnią afrykańską i nieraz na blogu pojawiały się przepisy inspirowane tym kontynentem. Nie wiem na ile podany przepis jest prawdziwy w swojej "afrykańskości", bo niestety w przeciwieństwie do innych przepisów, jakie możemy odnaleźć w tej publikacji nie wskazuje konkretnego kraju, z którego potencjalnie pochodzą. Może kuchnia wschodnioafrykańska stała się po prostu inspiracją. Niewątpliwie skład przywołuje skojarzenia z Czarnym Lądem, ponieważ zarówno masło orzechowe i mąka jaglana przewijają się w tamtejszych recepturach dość często. Odpuśćmy sobie jednak brnięcie w ich genezę i pochodzenie, a skupmy się na tym, że są bardzo smaczne i całkiem, jak na ciastka, bogate w składniki odżywcze, więc nadadzą się jako przekąska na drugie śniadanie. W dodatku  są proste do wykonania.




Składniki:
  • 1 szklanka mąki pszennej
  • 1 szklanka mąki jaglanej
  • 3 łyżki masła orzechowego 
  • 1/2 szklanki cukru 
  • 3  łyżki oleju
  • szczypta soli ( jeżeli masło orzechowe jest niesolone)
  • łyżeczka proszku do pieczenia 
  • lodowata woda
Piekarnik nastawić na 180 st.C.
W misce zmiksować masło orzechowe, olej i cukier. Wsypać mąki i proszek do pieczenia. Wymieszać. Powstanie masa na kształt kruszonki do ciasta. Stopniowo, po trochu dolewać zimnej wody i wyrabiać plastyczne ciasto. Z gotowej masy przygotować kulki wielkości śliwek węgierek lub dużych orzechów włoskich. Układać je na blasze wyłożonej papierem do pieczenia. Delikatnie spłaszczać, a następnie odciskać na wierzchu kratkę przy pomocy widelca. Możemy też użyć pieczątek do ciasta z zabawnymi napisami lub znakami. Pieczemy w piekarniku rozgrzanym do 180 st. C przez 15 minut.
Studzimy na kratce. Ostudzone zamykamy w szczelnej puszcze lub słoju. Jeżeli zdążymy, bo często zdarza się, że znikają jeszcze zanim zdążą porządnie wystygnąć. ;)





A na koniec piosnka o Malaice ;) 



8 komentarzy:

  1. te ciacha wyglądają tak smacznie, ze najchętniej schrupałabym od razu! do herbaty czy kawy będą idealne :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Jeżeli coś jest z masłem orzechowym i jaglanką to na bank będzie mi smakować.
    Nie rozumiem ludzi głaszczących na ulicy obce psy, to trochę tak jak rzucić się w objęcia obcemu człowiekowi.
    Sama staram się ustępować miejsca w tramwajach, chociaż raz zdarzyło mi się np. w tramwaju przysnąć ze słuchawkami na uszach. W pewnym momencie zostałam szturchnięta przez pana, który pomachał mi przed oczami jakąś książeczką i zażądał ustąpienia miejsca z racji swojej niepełnosprawności. Zrobiłam to od razu bez gadania, ale musiałam się jeszcze nasłuchać ironicznych tekstów, że ta młodzież dzisiaj taka niewychowana i "taaak, na pewno mnie pani nie widziała...".

    OdpowiedzUsuń
  3. Historia naprawdę ciekawa, widać, że jesteś dojrzał dojrzałą dziewczyną... :)
    A ciasteczka fantastyczne :)

    OdpowiedzUsuń
  4. ostatnio robiłam prawie identyczne, tylko nie użyłam oleju, a w zamian za to zblendowanego banana ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Też nienawidzę, kiedy obcy ludzie bez pytania dotykają mojego psa. Po pierwsze, to jest mój pies i nie daję przyzwolenia na jego macanie, tylko dlatego, że komuś wydaje się słodki i uroczy. Po drugie, mój pies co prawda po wielkich przejściach nie jest, ale ma taki charakter, że boi się niemal wszystkiego, co nieznane lub dziwne. Łatwo wystraszyć i zranić, przed czym broni się szczekaniem. Ale nie jestem w stanie wytłumaczyć temu obcemu człowiekowi, żeby nie dotykał psa, bo pogryzie, bo od razu pupil dostaje łatę agresywnego i niewychowanego. A tak nie jest. Mam też wrażenie, że z tym dotykaniem nieswoich zwierząt jest trochę tak, jak z dotykaniem brzucha ciężarnej kobiety bez pozwolenia... Kusi, kusi strasznie. A w głowie nie zapala się lampka naruszania czyjejś intymności.

    OdpowiedzUsuń
  6. Ciasteczka wyglądają niebiańsko! Zrobię, oj zrobię na pewno, ale na miodzie. O ludzie, narobiłaś mi takiego smaka, że...chyba dzisiaj jeszcze je upiekę! :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Jeśli chodzi o ustępowanie miejsca w autobusie, zawsze przed oczami staje mi obraz moje Mamy. Nie widziałam tego, bo byłam akurat u Mamy w brzusiu, ale opowiedzianą historię dobrze zapamiętałam. Otóż Mama, już w zaawansowanej ciąży (latem, a ja urodziłam się we wrześniu), wracała z pracy do domu autobusem. Usiadła, na kolanach miała siatki z zakupami i torebkę. Nad nią stanęły dwie zakonnice i przez całą drogę komentowały zachowanie "dzisiejszej młodzieży", jakie to niewychowane, nie ma szacunku i w ogóle. Gdy Mama wstała, prezentując pozostałym pasażerom pokaźny już przecież brzuszek, obie spąsowiały i spuściły oczy. Ale nie przeprosiły.

    Też mam psa. Takiego małego, puchatego, rozkosznego. Dzieci rzucają się do niej jak do zabawki. A mi zawsze serce podchodzi do gardła, bo Ptysia w ogóle nie lubi obcych, a o dzieci bywa zazdrosna. I warczy. A potem mamy patrzą na mnie z wyrzutem, choć to ich dzieci bez pytania rzuciły się na Bogu ducha winnego psa. Strasznie mnie to denerwuje.

    Ciasteczka wyglądają cudownie :) Mam w grupie koleżankę z Ugandy, muszę z nią kiedyś porozmawiać na tematy okołokulinarne :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Cieszę się, że nie jestem jakaś odosobniona w jeździe na niedotykanie mojego psiaka przez przypadkowych ludzi! ;)

    A ciacha super, więc piec, piec!

    OdpowiedzUsuń