wtorek, 23 września 2014

Kukurydziany chowder, czyli pyszna i sycąca zupa na początek jesieni...

Chciałam Wam coś napisać, czymś dobrym się podzielić. Jakieś myśli, jakieś przeżycia, ale jestem teraz w takim punkcie życia, że nie potrafię tego dobrze ująć w słowa. Może najlepszy w tym przypadku byłby po prostu znak zapytania. Moje życie to teraz jeden wielki pytajnik. Czuję, że brakuje mi słów, aby móc powiedzieć co dzieje się w mojej głowie. Czas zmian i przemian. Z jednej strony czuję koszmarne przerażenie i zastanawiam się, jak to się ułoży. Z drugiej ekscytację, bo przecież mogę tyle zacząć od nowa. Nowe miejsce, dom, ludzie. Nowa praca. Nowe pomysły, plany i marzenia. Serce zaczyna bić mocniej, bo czuję, że wiele będzie zależeć ode mnie. Dawno nie byłam w takim punkcie życia, nawet w sumie nie wiem czy kiedykolwiek... 
Jesień, jesień. Będzie psychicznie trudniej. Wiem to, ale jednocześnie wiem też, że wieczory z kubkiem herbaty i ciepłym ciastem jednej dłoni i książką czy podręcznikiem, gazetą w ręce oznaczają dobro. One też są potrzebne i doceniam ten czas. 
 

Jesień zaczęła się pełną parą. Nie tylko w kalendarzu. Zrobiło się zimniej i to jest TO zimno. Inne niż w lipcu, sierpniu czy nawet na początku września. Sprawia, że myślę już o butach za kostkę, płaszczu, czapce, a nawet rękawiczkach, bo marzną mi ręce na spacerze z Malaiką. 
Miałam plan, aby wrzucić tu kilka fajnych przepisów na słodkie, na sałatkę, na inne cuda na kiju, ale zimno, jakie poczułam rano, po wyjściu z domu sprawiło, że bardzo zapragnęłam gęstej, gorącej zupy. Pomyślałam: "Chowder". Jest to zupa wyjątkowo popularna w krajach anglosaskich i choć pierwotnie jest raczej totalnym przeciwieństwem wegańskiego dania, bo gotowana z ryb lub owoców morza, z zasmażką, mlekiem, to jednak jest mnóstwo wersji tej zupy w wersji roślinnej. Wiele przepisów opiera się właśnie na kukurydzy, więc i ja uczyniłam ją głównym składnikiem mojej. Oczywiście moja przygoda z tym daniem rozpoczęła się od przejrzenia propozycji Isy Chandry Moskowitz, a następnie uprościłam jej przepis, modyfikując ilość składników według własnego pomysłu i wyszło takie cudo. Gęste, sycące, rozgrzewające. Na jesień. 


Przepis jest fajny i można go dowolnie modyfikować. Zimą użyć tylko warzyw korzeniowych. Świetnie pasowałyby też ziemniaki. Jeżeli nie będzie już świeżej kukurydzy to może być mrożona, albo nawet z puszki, ale wówczas należy dodać ją pod koniec gotowania warzyw. 
Mam już inne pomyły na ten rodzaj zup, więc jeszcze wrócę do Was na blogu z miską pysznego, sycącego dania. Tym bardziej, że zaraz zacznie się praca, a to oznacza, że czasu na gotowanie będzie mniej, a dania, które nadają się do odgrzania, czyli wszelkiego rodzaju zupy i jednogarnkowce docenię szczególnie. 



Składniki:
  • 2 łyżki oleju rzepakowego
  • 1 szklanka posiekanej w piórka szalotki 
  • 1 czerwona papryka, pokrojona w kosteczkę
  • 4 ząbki czosnku, przeciśnięte przez praskę
  • 1 łyżka świeżo startego imbiru 
  • 1/4 łyżeczki płatków chili, może być więcej jeżeli bardzo, bardzo lubicie ostre jedzenie
  • 1 mała cukinia, pokrojona w cienkie paseczki 
  • 4,5 szklanki świeżej kukurydzy, ziarna kukurydzy z mniej więcej dwóch kolb 
  • 4 szklanki bulionu warzywnego 
  • 3 łyżki mąki kukurydzianej 
  • 1 marchewka pokrojona w cienkie plasterki 
  • 1 - 1,5 łyżeczki proszku curry 
  • 400 ml mleka kokosowego
  • ew. sól, pieprz do smaku
  • sok z 1/2 limonki 
  • coś zielonego do posypania, może być pietruszka lub kiełki ( jak u mnie), a najlepiej świeża kolendra 
W dużym rondlu rozgrzewamy olej i wsypujemy szalotkę oraz paprykę. Dusimy około 4 minut, a następnie dodajemy czosnek, imbir, płatki chili i dusimy kolejną minutę, Następnie wsypujemy ziarna kukurydzy, cukinię i marchewkę, dodajemy curry, łączymy, aby równomiernie pokryło warzywa w garnku i dusimy kolejne 3 minuty, mieszając raz po raz. Zalewamy 3-3,5 szklankami bulionu i gotujmy na małym ogniu pod przykryciem przez około 20 minut. Pozostały bulion mieszamy z mąką kukurydzianą. Po około 15 minutach gotowania dolewamy miksturę z mąki kukurydzianej, gotujemy pozostałe 5 minut. Wyłączamy. Lekko chłodzimy. Dwie chochle zupy przekładamy do kielicha blendera, wlewamy puszkę mleka kokosowego i miksujemy na gładko. Wlewamy do pozostawionej w rondlu zupy. Dodajemy sok z limonki. Mieszamy, wlewamy do miseczek. Podajemy posypane kolendrą ze świeżym pieczywem.
Smacznego! 



Znacie tę piosenkę. Teraz posłuchajcie innej wersji. :)


4 komentarze:

  1. Dobry wieczór!
    Powiedzże mi, czy to prawda, że będziesz na niedzielnej veganmanii? Co szykujesz, jeśli łaska zdradzić? :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. zaiste ;) Ale nie zdradzę, bo wersji już było milion i ostateczną decyzję podejmę pewnie w sobotę robiąc zakupy. Mam nadzieję, że dam radę. :)

      Usuń
  2. Wygląda i zapowiada się cudnie !
    Ale jako fanka kreskówek Chowder'a kojarzę tylko jako postać z bajki ;D !

    OdpowiedzUsuń
  3. ciekawy pomysł, jeszcze nie jadłam zupy z kukurydzą w roli głównej :)

    OdpowiedzUsuń