sobota, 27 września 2014

Brazylijska sałatka z jarmużem. Smakowity dodatek do wegańskiego fast foodu.

Osoby, które obserwują mojego blogowego fanpage'a wiedzą, że niedawno dotarła do mnie przesyłka z zinem, w którym znalazł się mój krótki tekst na temat weganizmu oraz kilka przepisów z bloga. Abstrahując od tego, że w druku do nazwy wkradł się błąd,  tekst napisany przeze mnie kilka ładnych miesięcy temu okazuje się być bardzo na czasie. Krytykuję w nim między innymi postawy osób będących zdeklarowanymi weganami, które uzurpują sobie prawo do decydowania o tym kto jest O.K. i zasługuje na miano "PRAWDZIWEGO" weganina, a kto tylko podąża za MODĄ i zasługuje co najwyżej na pogardę, zerkanie w wyższością i pouczanie. Piszę w nim, że czasami największymi wrogami weganizmu okazują się sami weganie, którzy na każdym kroku wytykają innym błędy mówiąc przez to, mniej lub bardziej świadomie: "ej, ty sobie nie poradzisz, to dla ciebie za trudne. WEGANIZM TO POŚWIĘCENIE".  Żadną też zachętą jest  "udowadnianie", jak trudna to ścieżka - nie do przejścia. Prawda jest taka, że NIKT nie lubi być krytykowany i prędzej czy później zwyczajnie wymięknie, odpuści. Zamiast podważać czyjąś wiarygodność otwórzmy się na innych, pomagajmy, radźmy, pokazujmy, że wybór weganizmu daje nam tyle nowych możliwości, ale przestańmy terroryzować wszystkich dookoła, bo to naprawdę nie służy niczemu dobremu. A już na pewno nie służy zwierzętom, a czy nie o to nam chodzi, aby to ich prawa były wreszcie respektowane?
Niedawno przyglądałam się krucjacie, jaką urządzono przeciwko sojowym parówkom, a konkretne przeciwko akcji #lepszyorlen zorganizowanej przez Otwarte Klatki, której celem ma być pojawienie się wegańskich hot-dogów w sieci tejże stacji. Byłam bardzo zaskoczona faktem, że parówka z bule może wywołać taką histerię, bo tego co zaczęło się dziać nie można nazwać inaczej. Mięsożercy wpadli z rozpacz, że banda "lewackich oszołomów z Otwartych Klatek" chce im ODEBRAĆ MIĘSO. Weganie opętała paranoja, że nie daj boże wegańskie parówki będą podgrzewane na tym samym opiekaczu, co mięsne i, że akcja jest głupia, bo a) powinno się stworzyć osobne stacje benzynowe dla wegan b) jesteśmy tacy PURE, że domagamy się wprowadzenia certyfikatu - Nie Leżało Obok Mięsa c) nie bo nie, zawsze jestem na nie, nic mi się nie podoba (uwielbiam!) d) chcemy, żeby stacje benzynowe wprowadziły owoce, a nie jakieś paskudne, niezdrowe parówki e) NIE wolno wchodzić w dialog z wielką korporacją, która niszczy ziemię, nawet gdyby stała się ona dzięki temu bardziej przyjazna dla świata. Mamy zasady i będziemy się ich trzymać nawet, gdy będą one przysłowiowym "strzałem w stopę" dla idei, którą przecież tak bardzo chcemy szerzyć. Chcemy, prawda?
Przeżyłam szok, jak bardzo egoistyczne jest podejście wielu wegan i tak naprawdę okazuje się, że zapominają, że najważniejsze w całej tej ideologi, postawie czy też stylu życia, nieważne do której grupy zaliczymy weganizm, są zwierzęta i ich dobro. Nie moje czy Twoje. Czasami musimy sobie schować do kieszeni nasze przekonania, czasami po prostu musimy chodzić na kompromisy, myśląc o dobrostanie zwierząt. Tym bardziej, że w moim odczuciu dobrostan zwierząt to nasz dobrostan. Zawsze zależało mi, aby nas wegan - zdeklarowanych, ale też takich, którzy żyją "po wegańsku" nie nazywając tak siebie, było jak najwięcej. Jestem zdania, że przecież im szerzej roślinne produkty i wegańskie opcje będą dostępne, tym realniejsze to się stanie. Dlatego tak, uważam, że sojowy hot-dog jest opcją, ba, nawet bardzo dobrą opcją, a zrozumie to każdy, kto bywa w trasie i czasami dopada go głód i ma ochotę na coś ciepłego, a na stacji znajduje tylko oreo i chipsy solone. I uwierzcie mi, że wówczas taki wegański hot-dog okazałby się być na wagę złota.
Wiem, że może trudno Wam w to uwierzyć, ale chciałabym, aby wegańskie opcje były wszędzie. Dosłownie wszędzie. Nawet w tych wszystkich sieciowych burgerowniach typu McDonald. Jako weganka chcę, aby mój światopogląd był respektowany i dostrzeżony w możliwie jak największej ilości miejsc. Chcę mieć wybór i chcę, aby ten wybór mieli inni. Przede wszystkim jednak chcę móc powiedzieć: "zrezygnuj z produktów odzwierzęcych, sam zobacz jakie to takie proste" i właśnie akcje typu #lepszyorlen mogą dać mi taką możliwość. Prawda?

Fajnie byłoby, aby weganie oprócz tego, że wybierają dietę roślinną rzeczywiście odżywiali się zdrowo. Tak byłoby optymalnie, ale nie każdy o to dba, nie każdy lubi i ma to tego prawo, ale jednocześnie ma też prawo do wyboru weganizmu i nie rzadko będzie on po prostu fast foodowy.

Nie raz kuszę się na wegański fast food. Robię hot-dogi, przygotowuję burgery. Czasami "od zera", czasami z półproduktów. Te, które widzicie na poniższym zdjęciu to zwykłe grahamki z pesto, rydzami i i smażoną cukinią. Nic nadzwyczajnego.


Sałatka jest bardziej wymyślna. Jest piękna, zdrowa, kolorowa. W dodatku smaczna. Ma w sobie to czego oczekuję od jedzenia. W dodatku nie znalazłam jej w żadnej wielkiej książce kucharskiej, ale recepturę podsunęła mi siostra, która wyszukała ją w angielskim magazynie "Tesco Real Food".
Choć ma brazylijskie korzenie jest to zdecydowanie zimowa sałatka, bo zarówno kapusta i marchewka, które dobrze się przechowuje, jak i jarmuż odporny na wszelkie zimno to warzywa, po które powinniśmy sięgnąć zwłaszcza, gdy znikną te wszystkie pomidory, papryki i cukinie.
Pomidorki koktajlowe można zastąpić ulubionym warzywem strączkowym. Może to być fasolka lub ciecierzyca. Opcji jest dużo i wszystko w rękach Waszej kulinarnej fantazji. :)


Składniki:
  • 400 g jarmużu, porwanego na kawałki 
  • 1/4 główki małej czerwonej kapusty, posiekanej
  • dwie marchewki, obrane i pokrojone w cienkie paski
  • 1 duże awokado, pokrojone w paski
  • 200 g pomidorków koktajlowych, pokrojonych w połówki 
  • 4 łyżki oliwy z oliwek 
  • sok wyciśnięty z 1/2 pomarańczy
  • 2 łyżki octu winnego 
  • sól i pieprz
W dużej misce na sałatkę wymieszaj jarmuż, kapustę i marchewkę. Dopraw do smaku solą i pieprzem. Wymieszaj i odstaw na chwilę, aby warzywa zmiękły . Po tym czasie wlej sok z pomarańczy, ocet i oliwę. Lekko "wmasuj" dłońmi w surówkę, co również sprawi, że kapusta i jarmuż zmiękną. Im młodszy jarmuż, tym mniej "zabiegów masowania" wymaga. ;) Odczekaj 5 minut, aby smaki się "przegryzły". Na wierzchu ułóż awokado i pomidorki.  Gotowe!



Smacznego! 

7 komentarzy:

  1. bardzo dobry wpis! uważam zupełnie tak samo, kiedyś może i nie byłam przekonana, że w ogóle zostanę wegetarianką, ale to zwyczajnie tylko z braku świadomości... teraz, jestem w stanie zostać weganką i nie ma się co opierać na opiniach innych, ludzie którzy 'kochają mięso' potrafią być niestety na prawdę niemili, ale po prostu tworzyć natłok argumentów dlaczego to takie dobry i nam potrzebne... Jednak nie ma to jak się przeciwstawić i pokazać, że weganizm to coś więcej i zdecydowanie jeden z najzdrowszych sposobów na życie - nawet z tak pysznym fast foodem, który swoją drogą jest pełen pożywnych składników :)

    OdpowiedzUsuń
  2. absolutnie się z Tobą zgadzam, cóż my weganie też jesteśmy tylko ludźmi - z naszymi wszystkimi demonami i aniołami. Agresja i egoizm nigdy nie prowadzą do czegokolwiek dobrego.

    OdpowiedzUsuń
  3. Mam podobne zdanie, a takie wege alternatywy są potrzebne dla ludzi, któzy prowadzą "szybki" tryb życia. Ja np. po koncertach jestem skazana na frytki w Mac'u, bo nic innego po prostu nie ma.

    OdpowiedzUsuń
  4. Podpisuję się pod tym, uważam dokładnie tak samo. Nie rozumiem wegan, którzy narzucają swój styl weganizmu innym. Każdy ma prawo do tego by jeść super-eko-raw-cośtam albo wybrać ścieżkę pełną sojowych parówek i wysmażonych wegan kotletów bułce z Tesco. Najważniejsze przecież są zwierzęta, sojowa parówka żadnej świni nie skrzywdzi.
    Sałatka fajna, z ogólnodostępnych składników, podoba mi się :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Nonetheless, what you can't appreciate is the contribution of
    angle to his success.

    My weblog; legal highs [legaldrugsforsale.com]

    OdpowiedzUsuń
  6. Niestety, przez parę ostatnich tygodni dało się zauważyć, że weganie (nie mówię, że wszyscy), są bardzo wrogo nastawieni do świata i uważają, że ich racje powinny być "najwyżej", bowiem im się "należy". Skoro są wege, to wszystkich należałoby nakłonić. Ale tylko na naszych warunkach - gdy ktoś proponuje kompromis, to w życiu na to nie pójdą. I przez takie zachowanie weganie (także ci mniej ortodoksyjni) i wegetarianie są postrzegani za fanatyków - wariatów, którzy nie myślą racjonalnie. To wcale nie przyczynia się do poprawy życia zwierząt, a tym bardziej nie zachęca do tego, by spróbować.
    A przecież nie istnieje tylko czarne i białe...

    OdpowiedzUsuń