niedziela, 8 czerwca 2014

Ziemniaki w sosie fistaszkowym w stylu afrykańskim.

W swoim dotychczasowym życiu robiłam trochę rzeczy i angażowałam się w sporą ilość "projektów". Większość polegała i polega na działalności non-profit. Jedną z nich były próby działania, jako aktywistka proanimalistyczna. I wiecie co?  Byłam do bani. Mało rzeczy w życiu tak partaczyłam, jak to. W dodatku miałam w tamtym czasie bardzo zawężony światopogląd w stosunku do dnia dzisiejszego. Zamknięta w miejscach i wśród ludzi, przy których trwanie sprawiłoby, że bym się nieźle uwsteczniła... Cechowało mnie wszystko to czego nie powinna mieć w sobie aktywistka, osoba, która w moim mniemaniu jest kimś o niezwykle szerokich horyzontach myślowych i jest otwarta na każdego. Zresztą ta cecha powinna wyróżniać zarówno aktywisków_ki, jak i lekarzy_ki... Był to chyba najbardziej frustrujący okres w moim życiu, gdy zupełnie nie udawało mi się łączyć medycyny z aktywizmem. Z racji, że jestem perfekcjonistką i daję z siebie zawsze 99%, wymiękałam. Ucierpiała na tym moja edukacja, moje działania w grupie pro-animalistycznej, ale też bardzo relacje z rozmaitymi ludźmi, bliższymi mi, bądź dalszymi. Dużo czasu zajęło mi uporządkowanie bałaganu, który zrobiłam sobie w życiu i wiele spraw musiałam przepracować, aby zrozumieć, że nie da się robić wszystkiego, być wszędzie, lubić się ze wszystkimi. Ponad rok przerwy, który poświęciłam tylko i wyłączenie medycynie zalicza się do tych najlepszych w moim dorosłym życiu. Skupienie się na jednej aktywności, pozwoliło mi po pierwsze zakochać się ponownie w moich studiach, które teraz za mną, ale też nabrać energii, zacisnąć więzi z ludźmi, otworzyć się na nowe rzeczy, nowe doświadczenia, nowe znajomości i przede wszystkim odkryć kim jestem i w czym jestem dobra. W tym wszystkim nawet na chwilę nie złamałam się i nie porzuciłam ważnych dla mnie spraw. Nawet na moment nie przestawałam stawiać na weganizm. 
Potem przyszedł okres Vegan Hooligan Crew, który trwa do dziś, a który ja nazywam czasami najlżejszą formą aktywizmu, choć tak naprawdę poza wsparciem finansowym rozmaitych organizacji, nie robimy bezpośrednio nic więcej. Na więcej mnie nie stać i nie będzie stać. Do aktywizmu sensu stricto nie wrócę, bo nigdy nie będę w tym tak dobra, jakbym chciała. A chciałabym dużo...
Nie mam już w sobie tej potrzeby, aby być wszędzie, jak kiedyś. Nie muszę "istnieć" na każdym polu, które przede mną roztacza wachlarz możliwości. Nie mam też zupełnie potrzeby posiadania szerokiego grona znajomych, jak kiedyś, bo nie dają mi one takiego poczucia bezpieczeństwa, jakie stwarza małe, ale zaufane grono. 
Przeżyłam dużo rozczarowań w ciągu ostatniego roku, ale jednocześnie milion razy więcej pozytywnych chwil i spotkań. Ludzie potrafią być tacy "och... i ach...", że naprawdę dech mi zapiera, gdy tylko o tym myślę. I jednak to poczucie, że "nigdy, nie będziesz szedł/szła sam_a" zawsze wraca, jak bumerang. Warto czasami wyjść poza utrwalone schematy, bo ktoś kto nigdy nie miał styczności ze środowiskiem wolnościowym okazuje się większym "wolnościowcem", osobą o bardziej sensowym światopoglądzie, niż większość tych, którzy z dumą się tak nawyzywają, ale mocni_ne są tylko w teorii, bo w praktyce nie przepracowali_ły nic.
Dlatego cały czas prę do przodu i jestem totalnie szczęśliwa, choć coraz chudsza, coraz bardziej zmęczona, częściej wybierająca miejsca kameralne, niszowe. Ale jestem spokojniejsza, bo mam to czego szukałam i życie mi się nowe teraz zaczyna dając tyle możliwości i ścieżek do wyboru... Wymarzone, wyczekane, wychuchane.

Za oknem lato w pełni. W ciągu dnia najchętniej jadłoby się tylko owoce, lody, sorbety. Ale w końcu przychodzi wieczór i potrzeba, aby spróbować czegoś nowego, pysznego, ciepłego. Może taka afrykańska potrawa przypadnie i Wam do gustu. Jest bardzo prosta w przygotowaniu, więc nie będziecie tkwić przy grach godzinami. W dodatku młode ziemniaki są takie pyszniutkie. Polecam te najmniejsze, ugotowane w skórce, na parze. 



Składniki:
  • 600-700 g ziemniaków, najlepiej młodych ugotowanych na parze ( gdy są małe pozostawiamy w całości, a gdy duże, kroimy na mniejsze kawałki) 
  • puszka ciecierzycy lub 100 g suchej ciecierzycy, namoczyć przez noc i ugotować. 
  • 25 g zmielonych orzeszków ziemnych 
  • 1 cebula, posiekana
  • 1 ząbek czosnku, posiekany lub przeciśnięty przez praskę
  • 1 mała papryczka chili, obrana i bardzo drobno posiekana 
  • 1 łyżeczka oliwy z oliwek
  • 200 ml bulionu warzywnego 
  • 1/2 łyżeczki papryki słodkiej 
  • 1/2 łyżeczki mielonego kuminu
  • pieprz do smaku
  • posiekana kolendra lub natka pietruszki 
Na rozgrzanym oleju zeszklij cebulę, dodaj czosnek i paprykę i chwilę razem duś. Dodaj paprykę, kumin, ciecierzycę, bulion i pieprz. Wymieszaj i doprowadź do wrzenia. Gotuj pod przykryciem przez 3 minuty, dodaj zmielone orzechy i gotuj jeszcze dwie. Wymieszaj z ziemniakami i podawaj posypane świeżą kolendrą lub natką pietruszki. 
Gotowe! :) 


Przepis pochodzi w książki "A vegan taste of East Africa" 

Na koniec Touche Amore :) 

"but if the sun is in my eyes i think i’m doing the right thing
i rely on exit signs, and destination times
and this drive that knows me better than i think i know myself
with that being said i wont play pretend
that I'm not growing up, that I'm not giving in
late nights and all night drives are reminders why i’m alive
and I'm not going anywhere"


7 komentarzy:

  1. Jak to ktoś powiedział: chwila poznania swego beztalencia jest błyskiem geniuszu :). ten moment, kiedy nagle uświadamiamy sobie, że to wszystko, co dotychczas robiliśmy, było do bani, że my sami byliśmy do bani, taka chwila szczerej do bólu samokrytyki, to takie katharsis, przełom, po którym przechodzimy na jasną stronę życia. Też tak miałam :). I wiem, że później to już jest tylko lepiej i lepiej :).
    Przepis wypróbuję, młode ziemniaczki, ciecierzyca i ten sos orzeszkowy - to musi być pyszne i sycące :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie ja cały czas doświadczam tego "lepiej" i to jest taaaakie fajne i miłe. <3 A danie oczywiście polecam.

      Usuń
  2. Takie dania , coś jak a'la potrawka ziemniaczana to mi się widzi bardzo , w tym tygodniu mam 5 dni monodiety jaglanej, ale zaserwuje sobie na koniec w sobotę.
    A to co napisałaś wyżej przeczytałam na jednym wdechu i wydechu, Maddy trzymam kciuki ,żebyś całe życie wiedziała co jest ważne i dla ciebie i dla tych , dla których jesteś ważna i żeby dało się to realizować

    OdpowiedzUsuń
  3. Zrobiłam taki obiadek, jest przepyszne, naprawdę!!! Dzięki za ten przepis :) Na pewno będę powtarzać wiele razy ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. super! cieszę się, że smakował :)

      Usuń
  4. pyszne! dodałam jeszcze zieloną pastę curry i trochę soku z limonki żeby podkręcić smak, a ziemniaki mialam ugotowane na parze wczorajsze wiec troche podsmazylam na oliwie z przyprawą do ziemniaków. ekstra :) !

    OdpowiedzUsuń