sobota, 14 czerwca 2014

Ananasowo-pietruszkowo-selerowy koktajl na dzień dobry.

Ostatnio sporo chodzę po mieście załatwiając sprawy dotyczące końca studiów, bo trzeba mieć wszystkie wpisy, obiegówki, fotki, zaświadczenia. Jeżdżę rowerem, spaceruję, odbijam się od knajp, kawiarni i lodziarni. Obserwuję otoczenie, przyglądam się ludziom, których mijam i analizuję. Bardzo, ale to bardzo rozczulają mnie sędziwe pary, małżeństwa, które ciągną się pewnie od ładnych kilkudziesięciu lat, a wyglądają na najszczęśliwsze na świecie. Bez kitu, dostrzegam tam troskę i miłość, której można pozazdrościć. Robi to na mnie ogromne wrażenie, bo wciąż wydaje mi się, że ja sama należę do pokolenia ( wprawdzie nie utożsamiam się), które nie jest zdolne do czegoś takiego, że bardzo mało jest trwałych związków czy uczuć, które się gdzieś tam po drodze się nie wypalają i wszystko sypie się w drobny pył. Wiele związków opiera się na rywalizacji, chorobliwej zazdrości, a nie na przyjaźni i totalnym zaufaniu, że druga osoba jest tą. Myśląc o własnych doświadczeniach, ale przede wszystkim, gdy obserwuję świat wokół i słucham historii bliższych czy dalszych mi osób, zastanawiam się, czy na pewno wiedzą czego chcą, ba, czy potrafią podejmować świadome decyzje, czy też ich związki są efektem chwilowej niepoczytalności... Wydaje mi się, że gdy pojawiają się problemy to częściej niż kiedyś okazują się nie do pokonania i raczej wolimy wybierać łatwe ścieżki i uciekamy, przez pozostawioną na czarną godzinę furtkę bezpieczeństwa. Jesteśmy asekurantami i nie idziemy na całość, bo ciągle mamy w głowie myśl, że co będzie, gdy coś nie pójdzie? Dokąd uciekniemy? Wiem, że bardzo w tej chwili generalizuję, ale jest to takie moje subiektywne spostrzeżenie. Mogę się mylić, ale sama doświadczałam już chyba wszystkiego stąd czuję, że jestem w stanie coś w tej kwestii powiedzieć. Z drugiej strony to efekt świata, w którym żyjemy, który daje nam mnóstwo możliwości, kusi i podsuwa pod nos coraz nowsze pomysły i wizje, zachęca, aby żyć szybko i wygodnie. Do tego więcej przemieszczamy się, jesteśmy dużo bardziej niezależni niż poprzednie pokolenia i sami nie potrzebujemy tak naprawdę drugiej osoby do tego, aby ustabilizować się, mieć poczucie bezpieczeństwa, a nawet posiadać dzieci. Wiele aspektów praktycznych w dzisiejszych czasach odpada, ale ja dostrzegam w tym szansę, jaką mamy i myślę optymistycznie, że dzięki temu z moim partnerem łączyć nas może coś więcej niż konto, kredyt, dzieci czy przyzwyczajanie. Nie trzyma nas przy sobie pragmatyzm i wygoda, ale to, że razem tworzymy coś najlepszego na świecie. I myśląc w ten sposób, wydaje mi się, że może nie wszystko stracone i nasze pokolenie zapełni kiedyś ulice takimi oto staruszkami, bo może w tym całym "łatwym, lekkim i beztroskim życiu" znajdzie się czas na pielęgnowanie uczuć i budowanie głębokich relacji, bez patrzenia na bycie razem przez pryzmat wspólnego konta, kredytu, dzieci i zwykłego przyzwyczajenia, wygody i lenistwa.










Mogłabym snuć temat koktajli bez końca, bo przecież wariacji może być milion. Obecnie, przy panujących upałach wszelkie koktajle, smoothies oraz lemoniady są w cenie. Ja wymyślam przeróżne wersje, a jedna jest lepsza od drugiej. W zależności od przeznaczenia robię czysto owocowe, owocowo-warzywne, z dodatkiem napojów roślinnych, kasz, płatków. Często zaczynam i kończę dzień przeróżnymi miksturami, które wymyślam w mojej malutkiej kuchni. 
Dziesiejsza wariacja jest wakacyjna do kwadratu i mam na myśli raczej wakacje w tropikach, bo zawiera ananasa, banana i mleko kokosowe, a pietruszka i seler naciowy stanowią warzywo-ziołowy akcent i dopełniają bombę witaminową, jaka się tu znajduje.  
W smaku najbardziej wyczuwalny jest oczywiście ananas, pietruszka i seler, więc fani tych smaków do blenderów :) 




Składniki: 
  • 1/3 sporego ananasa, obrać i pokroić w kostkę
  • 1 banan, obrać i pokroić
  • 2  łodygi selera, umyć i pokroić 
  • 1/2 puszki mleka kokosowego ( około 200 ml)
  • 1 pęczek pietruszki, umyć i posiekać 
Wszystkie składniki umieścić w kielichu blendera i zmiksować. Gotowe. Warto podawać z lodem ;) 

7 komentarzy:

  1. Świetnie wygląda taki zielony koktajl :)
    Zgadzam się z Tobą. Większość ludzi dzisiaj "idzie na łatwiznę" - bo tak wygodniej, szybciej, bez zobowiązań. W poprzedniej pracy miałam dziewczynę po trzydziestce, która ciągle mówiła o związkach i dziecku. Ale jak się zaczynała z kimś spotykać, to po miesiącu kończyła związek, bo na przykład nie przytulał jej tak, jakby ona chciała... Czyste wariactwo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. chyba jest tak, jak napisałam. Wiele osób po prostu totalnie nie wie czego chce. :)

      Usuń
  2. Ale zielony :) taki radosny ten koktajl
    Wszystko ewoluuje , nasze związki też, cześć tych zmian jest dobrych ( weganizm , widzenie zwierzaków jako istoty czujące, medycyna ratująca życie ) większość niestety nie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No racja Margot, a koktajl polecam ;)

      Usuń
  3. Maddy, czytam Twojego bloga od początku. Miałam chyba roczną przerwę, a potem znów sobie o nim przypomniałam. Dzięki Tobie celebruję jedzenie, zaczynam coraz bardziej interesować się weganizmem. Dzięki Ci za to:)
    Kasia

    OdpowiedzUsuń
  4. to ja dziękuję za ten komentarz, bo to daje dużo energii na działanie ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Podobne połączenia męczyłam ostatnio polecam dodawać seler i miętę, świetnie podkręcają smak! Niestety padł mi niedawno blender, a na razie na nowy mnie nie stać, smuteczek :(

    OdpowiedzUsuń