środa, 7 maja 2014

Miejsca w Poznaniu - WYPAS i MERAPI TEMPEH na Jackowskiego.

Postanowiłam już jakiś czas temu, że napiszę kilka słów o miejscach, które lubię i w których bywam w Poznaniu. Z naciskiem na punkty gastronomiczne, ale nie tylko. Może zdradzę też inne sekrety. ;) Od razu uprzedzam, że będą to wysoce subiektywne wpisy, moje własne odczucia i opinie. 
Traf chciał, że na początek wjeżdża relacja z miejsca, które jest najmłodsze spośród wszystkich, gdzie można mnie spotkać, ale kupiło moje serce od pierwszych chwil swojej bytności, a tak się składa, że wypróbowywaliśmy WYPASOWYCH smakołyków już w dniu otwarcia i trafiam tam co najmniej raz w tygodniu, jak nie na obiad to chociaż na ciasto. Jeszcze nie przydarzyło mi się rozczarowanie jakimkolwiek daniem tam serwowanym, a jestem wymagającą klientką i bardzo krytycznie podchodzą do jedzenia. Nie tak łatwo podbić moje podniebienie, o sercu nawet nie wspominając.
A jednak! WYPASOWI się udało. Jest to drugie, po Kwadracie miejsce w Poznaniu, serwujące w 100% roślinną kuchnię.
To co w Wypasie urzeka na pierwszy rzut oka to spójny wystrój.
Zaraz potem spotykamy którąś z dziewczyn, które prowadzą to miejsce i porażają nas swoim uśmiechem i pozytywną energią, pomimo że obroty wielkie i pracują nieustannie.
Ta mała przestrzeń jest wręcz idealnie urządzona. Ja odnoszę wrażenie, że nic, absolutnie nic, nawet najmniejszy słoiczek z zasianym zbożem nie jest przypadkowy. 
Jak dla mnie WYPASMERAPI TEMPEH stały się jasnym punktem ulicy Jackowskiego w Poznaniu. Naprawdę trudno przejść obok tego miejsca obojętnie. Przykuwa uwagę i prosi się o to, aby zajrzeć do środka. To nie tylko jedzenie, a podejście dziewczyn prowadzących WYPAS jest bardzo twórcze w każdym aspekcie. Nie tylko kulinarnym, ale dotyczy również wnętrza. Tam się po prostu dobrze czujesz. Połączenia serca, pasji i dobrej energii zawsze się sprawdza.

Zdjęcia nie są idealne, ale wiele z nich robiłam w pośpiechu, między falowo nadchodzącymi klientami, a nie chciałam krępować wypasowych gości nachalnym fotografowaniem. ;) 



 A stara suterena, która choć w pierwszym momencie wydawała się nie do zagospodarowania, okazała się świetnym miejscem na knajpkę serwującą lunche, przekąski i ciasta.

 

Na miejscu nie ma za dużo stolików, ale przy odrobinie szczęście znajdziemy wolne krzesło, bo widoczny na zdjęciu obraz - czyli puste stoliki to naprawdę rzadki widok... 


A jak nie to nie zapominajmy, że jest to miejsce, które przede wszystkim służy idei "take away" 


Jak wspomniałam wcześniej. Tutaj nic nie jest przypadkowe. Wystrój poraża wręcz spójnością, łączy style. 

( przy okazji widać fragment krzesełka do dzieci, dla tych którzy odwiedzają WYPAS z maluchem czy też maluszką ;)) 



    



Wszechobecne zioła, sałaty, pomidorki i papryczki świetnie "ubierają" wnętrze, nadając miejscu lekko śródziemnomorski klimat, kojarzący się z wakacjami. 


A wszelkie motywy D.I.Y kochamy całym sercem. :)








A teraz trochę o jedzeniu. Zacznijmy od konkretów. 
Menu codziennie jest inne. WYPAS na swoim fejsbukowym fanpage'u prezentuje niepowtarzalne dania, a opisy są tak oryginalne, wyszukane, a jednocześnie oddające klimat potrawy, że trudno nie rzucić wszystkiego i z wywieszonym językiem nie biec na Jackowskiego. 
Dziewczyny serwują dania bardzo niecodzienne, a te codzienne czynią oryginalnymi i wyszukanymi. Łączą ze sobą z pozoru niepasujące do siebie składniki, odrywając przed swoimi gośćmi nowe smaki. Aby zrozumieć fenomen tutejszego menu najlepiej prześledźcie dania, jakie codziennie widnieją na wypasowym facebook'u, a sami zrozumiecie o co mi chodzi. 
W manu zawsze znajdziemy lunch tygodnia, zupę dania i lunch dnia w cenach odpowiednio 18, 8 i 22 zł. Czy dużo to czy nie, odpowiedzcie sobie sami. W moim odczuciu ceny są adekwatne do serwowanych dań, objętości i smaku. Podane na otrębowych talerzach, choć gdy mamy ochotę możemy zabrać ze sobą własny talerz czy kubek. Wówczas płacimy jeden polski złoty mniej za każde danie. Podobnie rzecz ma się, gdy przyniesiemy własne pudełko na jedzenie na wynos. 



Nie można też narzekać na wybór napojów, bo lodówka pęka w szwach. Nierzadko możemy też trafić na soki, kompoty i inne napoje produkowane i butelkowane na miejscu.

\

Choć zazwyczaj decyduję się na Mio Mio Mate. 


Dziś skusiłam się na wodę sodową w szkle. Urzekł mnie jej oldschool'owy charakter. ;)


Punkt zwrotu butelek również chwyta za serce.


Z WYPASU na pewno nie wyjdziemy głodni, a na dodatek mamy spory wybór jedzenia paczkowanego i w słoiczkach: past, pasztetów, chutney'ów, pikli i innych przetworów, jak choćby zupy kremy. I tu spotkamy niecodzienne połączenia i oryginalne rozwiązania kulinarne. 
Niezmiennie jest też dostępny TEMPEH produkowany na miejscu przez MERAPI TEMPEH: naturalny, smażony w plasterkach i w całości. 









Do domu możemy wrócić z WYPASIONĄ torebką z WYPASIONYMI dobrami od WYPASU i MERAPI TEMPEH



A teraz czas na deser. WYPAS specjalizuje się w ciastach przygotowywanych "na zimno". I dobrze, bo wychodzą im one rewelacyjnie. Poniżej wrzucam mały przegląd. 
Do ciasta, o ile jemy je na miejscu możemy zamówić sobie zapatystowską kawę





 Słynna tapioka z musem mango. 

 

W WYPASIE nic nie jest przypadkowe. Nawet półki pod stolikami. Malaika lubi oryginalne miejsca...
Dodam tylko, że osoby, które wpadają do WYPASU z psami mogą liczyć na miłe przyjęcie i miskę wody dla swojego pupila czy pupilki. 


To co? GO VEGAN? BE VEGAN! 
 I "niedasizmowi" mówimy NIE! 


8 komentarzy:

  1. Byłam dopiero przedwczoraj (bo do Poznania muszę dojechać kawałek i nie zawsze po drodze jest ulica Jackowskiego), ale zgadzam się z każdym Twoim słowem. Miejsce przyjazne, inspirujące, ciepłe. Urzekły mnie zwłaszcza rosnące na parapecie ogórki z maleńkimi owockami. Ciekawe, czy uda im się dorosnąć w tej suterenie z oknami od północy do rozmiarów z grubsza konsumpcyjnych? Bywasz tam częściej, to może daj znać, jak się mają ogórki:-))

    Podoba mi się też, że można przychodzić z psami. My wprawdzie nieczęsto zabieramy swojego do Poznania, ale dobrze wiedzieć, że gdyby coś, to nikt nas nie wypędzi i nie umrzemy z głodu. Fajną opcją jest zabieranie jedzenia z sobą do domu, bo o miejsce w tej niewielkiej przestrzeni naprawdę trudno.

    No i jedzenie - jadłam wprawdzie tylko jedną zupę (rewelacyjny krem z czerwonej kapusty z konfiturą z czarnej porzeczki - naprawdę niezapomniany smak, właśnie kombinuję, jak go odtworzyć), jeden lunch , dwa rodzaje ciast (czy może raczej deserów, bo skoro na surowo...) i ową słynną tapiokę - ale zachwyciłam się po prostu!
    Sama gotuję i piekę dużo i dobrze, więc trudno mnie zadowolić. Knajpy mają do zaoferowania zazwyczaj zaledwie poprawne jedzenie, a często wręcz niesmaczne. Ale w Wypasie smakowało mi WSZYSTKO, i to smakowało BARDZO!!!

    Podczas najbliższego pobytu w Poznaniu chyba się nie powstrzymam przed odwiedzinami w tym cudownym miejscu. Sądzę, że dziewczyny już powinny intensywnie myśleć nad powiększeniem powierzchni lokalu o sąsiednie sutereny (a może o parter powyżej? jak u Wierzynka w Krakowie...)

    OdpowiedzUsuń
  2. Też się napalam, a jeszcze nie byłam; z opisów i relacji wydaje mi się, że knajpa może być w czołówce wegańskich miejsc w Polsce.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. coś w tym jest, Magda.Też odnoszę takie wrażenie i cieszę się bardzo, że mam ją pod nosem ;)

      Usuń
  3. wow, pięknie tam że aż chce się pobiec
    widać, że pracują w niebieskiej kuchni, stąd pewnie to idealne jedzenie :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Zazdroszczę. Ja się cieszę, że w końcu i w moim mieście coś się dzieje i powstał pierwszy wegański lokal. Do poznańskich wegańskich opcji u mnie jeszcze daleko, ale jest już postęp. :))

    OdpowiedzUsuń
  5. Ha, tego czarnego diabełka pod stołem wczoraj widziałem :)
    Wypas jest dla nas, okolicznych warzywojadków radosnym światełkiem w środku dnia pracy.
    Wcześniej trzeba było targać produkty z domu, ewentualnie ryzykować utratę smaku i zatrucie pokarmowe w Zielonej Zarazie na Zeylanda. A i jeszcze rower jest gdzie przypiąć! Normalnie chce się żyć :P


    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jaki tam diabełek - Malaika oznacza anioł w suahili ;)
      A co do WYPASU to robi robotę i tyle :)

      Usuń
  6. Piękne wnętrze i jedzenie wygląda przepysznie ;)

    OdpowiedzUsuń