niedziela, 20 kwietnia 2014

Dulce de leche de soja y coco, czyli po naszemu WEGAŃKIE TOFFI.

Gdybym miała wymienić słowa, których nadużywam to w czołówce znalazłoby się SPOKO! To jest wręcz niesamowite ile razy dziennie pada z moich ust i czasami totalnie nieadekwatnie do sytuacji. Co więcej oprócz samego "spoko" pojawia się jeszcze "bardzo spoko". Nie wiem kiedy się tego nauczyłam,ale naprawdę może się "palić i walić", a ja z z uśmiechem na twarzy skomentuję całą sytuację stwierdzeniem, że jest spoko. I żadna to hipokryzja. To raczej brak dramatyzmu. Zawsze przecież może być gorzej...;)
Bardzo to lubię, bo jednak wierzę trochę, że w życiu  dużo jesteśmy w stanie sobie oraz otoczeniu wmówić. Ja swoim "spoko" staram się zaklinać rzeczywistość. Nie zawsze się udaje, ale uwierzcie mi, że pozytywnym podejściem do wielu spraw, zakładaniem, że przecież nie może nie wyjść, nie ma opcji, udało mi się osiągnąć bardzo dużo w ostatnim czasie. Niedasizmowi mówię stanowczo nie ;) 
Nie narzekam. Na nic. Do wszystkiego staram się podchodzić z dużą rezerwą, ale przede wszystkim z optymizmem. Przecież musi się udać. Wyjdzie. Prę do przodu, idę jak burza, biorę co chcę i nie przepraszam za to, że tu jestem i żyję. Nie użalam się i nie pochylam nad jakimiś toksycznymi sprawami, nie rozczulam nad błędami i potknięciami. Biorę szybką lekcję życia, ale zamiast popadać w panikę, rozpacz i strach o to co dalej, cieszę się tym co jest. 
Ile musiałam nad tym pracować? Ile łez się wylało, wody w Warcie przepłynęło, kłótni odbyło, mostów spaliło, abym znalazła to czego szukam? Milion. Widocznie tak musiało być. Zawsze dostaje się coś za coś, za szczęście też trzeba swoje zapłacić. Kiedyś mnie to przytłaczało, że nie jestem w stanie wszystkich zadowolić, że wybierając jedno, często trzeba zrezygnować z drugiego. Może to jest ta dorosłość, o której wszyscy mówili z TAKIM "och i ach". Dokonywanie wyborów i ponoszenie konsekwencji  decyzji, które się podjęło. 
Kiedyś nie umiałam udźwignąć wielu problemów, które pojawiały się znienacka, kiedyś bardziej ulegałam wpływom. Zatańczyłabym tak, jak mi zagrają, byleby wszyscy mnie lubili i akceptowali. Ale dziś? Dziś z satysfakcją odmawiam tego tańca, gdy mi się nie podoba...

Tak więc jestem MEDYCYNA, MALAIKA I JA. Trzy razy "M". I dobrze.

Ten cytat już był umieszczany na tym blogu, ale tak do mnie przemawia, że ląduje tu jeszcze raz przy okazji nowego wpisu.
"Mówienie ludziom „nie” jest wspaniałą rzeczą, jest to część przebudzenia. I zrozum, to nie jest egoizm. Egoizmem jest wymaganie od innych, by żyli życiem, które akurat tobie wydaje 
się najwłaściwsze. To jest egoizm. 
Żyć swoim życiem nie jest egoizmem."

Anthony de Mello



To co? Robimy sos toffi? 





Inspiracja pochodzi stąd. Serdecznie polecam bloga "Seitan is my motor", choć samego seitanu jako tako nie lubię, nie polecam i jadam z rzadka, głównie w burgerach na zagranicznych wczasach. ;) 

Składniki: 
  • 3 i 1/2 szklanki mleka sojowego waniliowego
  • 1/2- 3/4 szklanki gęstego mleka kokosowego 
  • 2 szklanki cukru 
  • 1/2 łyżeczki wanilii 
  • 1/2 łyżeczki soli
  • szczypta sody
  • 1 łyżka melasy buraczanej lub trzcinowej
W dużym rondlu wymieszaj wszystkie składniki, tak aby się połączyły, a cukier praktycznie całkiem rozpuścił. Doprowadź do wrzenia, a następnie zmniejsz ogień do minimum. Gotuj przez około 2,5 godziny, doglądając co 20 minut i mieszając od czasu do czasu. Masa nie powinna się gotować, choć pojedyncze bąbelki są dopuszczalne. Po 2,5 godzinach masa powinna być ciemniejsza i gęsta. Jeżeli wydaje nam się wciąż zbyt rzadka możemy jeszcze chwilę potrzymać na ogniu. Studzimy i letnie toffi przekładamy do słoika/słoików lub polewamy ciasto/deser/lody lub kawy. Masę trzymamy w lodówce, ale powinniśmy wyciągnąć ją na 1-2 godziny przed użyciem. 
Nie mam pojęcia, jak długo możemy ją trzymać w lodówce, ale u nas znika szybko. 
Polecam serdecznie jako polewę do BEZSERNICZKÓW






Sing with me tonight
Love in a room alright
Dance to your heart’s delight
Dance up a storm tonight

‘Cause my heart needs a love dance
My heart needs a love dance
Could your heart use some romance
‘Cause my heart needs a love dance

I wrap my arms around you and pull you to my chest
Narrow is the doorway when I will attest
That I am for you, you’re not ever alone
Words in these moments, forever untold

‘Cause my heart needs a love dance
My heart needs a love dance
Could your heart use some romance
Cause my heart needs a love dance

My heart needs a love dance 

My heart, my heart, my heart 

I run away, I run away, I run away

8 komentarzy:

  1. No nie? I ciężko się opanować żeby nie wciągnąć całego łyżką:-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Maddy , tez go robię
    http://kuchniaalicji.blogspot.com/2010/08/czy-tofu-jest-tfu-nigdy-w-zyciu-czyli.html
    potwierdzam pycha do kwadratu :D
    Ta łycha z kajmakiem , mniam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :) oooo! :) Mam nadzieję, że się trochę wyrobię z fotografowaniem ;)

      Usuń
  3. Odpowiedzi
    1. Szeeeeerzeeeee polecam. To jeden w tych przepisów, który trzeba mieć pod ręką dla tych, co twierdzą, że weganie to tylko sałaki i sałatki. Mi osobiście weganizm na sałatkach w ogóle by nie przeszkadzał, ale wiem, że niektórzy bez rasowych słodyczy nie ujadą. A weganizm WCALE nie oznacza rezygnacji.

      Usuń
  4. Czy bez melasy też da radę?? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że tak choć nie próbowałam ;)

      Usuń