niedziela, 16 marca 2014

Dyniowe tosty francuskie

Moje publikowanie czegokolwiek na blogu woła o pomstę do nieba. Zupełnie się rozleniwiłam w tej materii i nie dzielę się tu ani niczym dobrym, ani niczym złym. Nietrudno się domyśleć, że w dużej mierze wiąże się to z końcem szkoły, wyborem tego, gdzie i co będę robić przez najbliższy rok oraz też tym, że ostatnio każda chwila nie wypełniona edukacją i medycyną to dla mnie praca z i nad Vegan Hooligan Crew, gdyż zawirowania mniejsze i większe, ale też ogrom energii i pomysłów, jakie na nas spłynęły zmusza do przepracowania pewnych rzeczy, jak również ogarnięcie realizacji tego, co tworzy się w naszych głowach. 

Do wczoraj za oknem mieliśmy piękną, wczesną wiosnę i mam nadzieję, że powróci ona do nas w najbliższym tygodniu. Jaram się spacerami z Malaiką, bo w ogrodach, które mijamy kwitną pierwsze, wiosenne kwiaty, gdzieniegdzie tworzą w ogrodach florystyczne dywany. Ja też na parapecie hoduję zielone. Mam rzeżuchę i szczypior, a gdy tylko pojawią się zioła na pobliskim ryneczku, wypełnię puszki pozostawione na kuchennym parapecie, oczekujące na świeżą miętę, rozmaryn, tymianek i oregano.  
Bardzo lubię ten czas. Jest taki ożywczy, a słońce, które świeci od samego rana napędza do działania. Super dobre to. I jazda na rowerze jest o 100% przyjemniejsza niż w okresie zimowym. 

Ostatni czas to czas zmian, ale zmian na lepsze. Cieszę się każdą chwilą. Gotowanie też nabiera nowego wymiaru, bo ma stać się nagrodą i odskocznią w zamieszaniu dnia codziennego. Ma mnie odżywić i dodać energii do biegu, w którym żyję, ale na który nie narzekam, bo po prostu uwielbiam ten rytm. Najbardziej wykańcza mnie nicnierobienie... Już robię listę kursów i zajęć, które muszę odbyć przed oraz na stażu, bo przecież nie mogę spocząć na tym, co oferuje mi system. Muszę stworzyć coś własnego, bo inaczej nie byłabym sobą... ;)

W tygodniu, a zwłaszcza w ostatnim czasie, nie miałam zbyt dużego pola do popisu, jeżeli chodzi o śniadania. Było szybko i skromnie. Na co dzień są to z reguły jakieś płatki z mlekiem roślinnym. Czasem owoce czy koktajl. Do tego kawa, której z reguły nie zdążę wypić i ląduje w kubku termicznym na drogę.
W weekendy jest zupełnie inaczej. Jest czas, żeby zjeść coś dobrego. Mój ulubiony cykl to pobudka, długi spacer z Malaiką, wstąpienie na rynek i zakupy owocowo-warzywne, po drodze kiosk. Potem śniadanie - tosty, naleśniki, kasza z dodatkami, koktajle itp. itd. Starannie przygotowane śniadanie, aromatyczna kawa i lektura wysokich obcasów to bardzo optymalny weekendowy zestaw śniadaniowy. Jeszcze bardziej optymalnie jest, gdy jem to śniadanie z kimś bliskim... ;)

Nie będę już dłużej przynudzać, ale podzielę się przepisem, który sama zaadoptowałam od mojej mistrzyni Isy.


Składniki:
  • kubek puree z dyni ( ja wciąż wykańczam jesienne zapasy) 
  • 1 i 1/2 kubka mleka roślinnego ( ja najbardziej lubię tu migdałowe lub owsiane) 
  • 2 łyżki mąki kukurydzianej 
  • 2 łyżeczki cynamonu 
  • 1 i 1/2 łyżeczki imbiru ( świeżego lub z proszku) 
  • 1/2 łyżeczki gałki muszkatołowej 
  • 1 łyżeczka waniliowego ekstraktu 
  • odrobina skórki startej z pomarańczy ( opcjonalnie) 
  • około 8 x 1,5 cm kromek bagietki 
  • olej do smażenia
Składniki wymieszaj, możesz użyć do tego blendera. Umieść dyniowo-"mleczną" miksturę w płaskim naczyniu. Ułóż kawałki chleba i pozostaw na 20 minut. Obróć i daj im jeszcze 10 minut, aby nasiąkły miksturą. 
Rozgrzej olej, smaż tosty po 5-7 minut z jednej strony i po 3 minut po obróceniu.  Tosty powinny ładnie zbrązowieć, ale nie spalić się! Podajemy z syropem klonowym lub/i owocami. Ja podałam z malinami z syropu produkcji moich rodziców. 





3 komentarze:

  1. Akurat zużyłam ostatnią porcję puree z dyni i muszę czekać długi czas aż spróbuję twoich tostów! A wyglądają nieziemsko :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Warto ich spróbować, bo są naprawdę super pyszne. Ja robiłam już nie raz i na rozmaitym pieczywie i zawsze wychodziły. Czasami zamiast musu z dyni dodaję dyniową konfiturę, która zawiera już przyprawy korzenne i cukier, więc podaję wtedy bez syropu tylko ze świeżymi, surowymi owocami. Też fajna opcja ;)

      Usuń
  2. uwielbiam je! teraz przerabiam podeschnięte panettone, które zostało mi po eksperymentach przedświątecznych, i zdecydowanie zyskuje w formie takich tostów :)

    OdpowiedzUsuń