środa, 26 lutego 2014

Słodko-kwaśne rozkminy i baaardzo słodka relacja ze Słodkiej Zemsty

Ostatnie miesiące są dla mnie niczym pędzący pociąg, do którego zdecydowałam się wsiąść, a ponieważ to raczej taki "InterCity", który nie zatrzymuje się na zbyt wielu stacjach, trudno za mną nadążyć. Niełatwo mi też z niego wysiąść i powiedzieć stop, o.k. nie chcę więcej i odciąć się od życia, które prowadzę. Ale nie narzekam, gdyż podoba mi się ten pęd i ani mi się śni z niego rezygnować. 
Przeżywam na zmianę zachwyt i rozczarowanie otaczającym mnie światem, ale na szczęście to pierwsze wciąż przeważa nad drugim i sprawia, że serce bije mocniej, oddycham głęboko i pełna pozytywnych myśli snuję plany, myślę o tym, co przede mną. Choć gdzieś tam w okolicach września pojawią się "drzwi" za którymi nie wiem co się znajduje, to jednak nie mogę narzekać, bo wiem, że jest za nimi coś, co marzy mi się od zawsze i na co czekam zniecierpliwiona...

Zmiany. Zdecydowanie nadchodzą zmiany. Właściwie dzieją się cały czas. To one sprawiają, że jest mi tak dobrze. Czuję się spokojna, bo wszystkie toksyczne sytuacje, relacje, problemy, które zabierały mi energię rozeszły się po kościach, a do mnie wróciła nadzieja, że może jeszcze nie wszystko stracone. Wiosna nie tylko w przyrodzie się zrobiła, ale w głowie i to jest dobre. Lubię.  

Vegan Hooligan Crew znowu działa, ekipa ma zapał, pomysły i energię, co dało się się zaobserwować podczas ostatniej niedzieli w Zemście. 
Zorganizowana przez nas do spółki z Wypasem "Słodka Zemsta" okazała się 100% sukcesem. Przez klub przewinęła się ogromna ilość gości, a nam udało się osiągnąć rekordowej wysokości dochód, który w całości przekazaliśmy na działania Stowarzyszenia Otwarte Klatki. 
Choć jestem perfekcjonistką i bywam wymagająca we współpracy, bo lubię, gdy to, za co się zabieram zamienia się w przysłowiowe złoto. Nie zadowalam się półśrodkami i bylejakością. Nawet ktoś mi powiedział, że to mnie wykończy, ale myślę, że dużo bardziej męczące dla mnie jest, gdy coś, co robię nie przynosi oczekiwanych owoców. Staram się do wszystkiego czym się zajmuję podchodzić profesjonalnie i oczekuję tego od ekipy, z którą tworzę różne projekty i działam, bo nawet, gdy coś nie jest moją pracą przynoszącą mi dochód, korzyści materialne, ale jest moim hobby, które promuje weganizm i wspiera na rozmaite działania to nie oznacza, że mam od siebie i innych wymagać mniej. Przeciwnie. Chcę pokazać, że działanie pro bono są równie ważne i zasługują na to, aby być dopracowane. 
Efekty widać, a gdy je widać to pojawia się motywacja, aby robić więcej i lepiej. Wciąż. Niezmiennie. 
Wkładam we wszystko, co robię tyle energii, serca i pozytywnych fluidów, że aż trudno mi uwierzyć, że mam w sobie tego takie ilości... Ale mam i jeżeli trafię na dobrych ludzi, moje "chce mi się się" spotka się z ich "chce nam się" to z tego może wyjść tylko i wyłącznie coś dobrego. 
Tak właśnie zadziało się w niedzielę i mam nadzieję, że to dopiero początek po kilku miesiącach wypalenia... 

Zastanawiałam się ostatnio nad dojrzałością, bo usłyszałam niedawno od kilku osób, że ostatni czas bardzo mnie zmienił, że dojrzałam. Podejmuję dorosłe, odpowiedzialne decyzje, potrafię ponieść konsekwencje swoich działań i zaczynam myśleć o przyszłości dalej niż w kontekście przyszłego tygodnia...
No cóż... Znów wspomniane wcześniej zmiany. Koniec szkoły, praca, zastanawianie się, gdzie spędzę rok stażu... Dużo na głowie...
I myślę sobie, że dojrzałość polega nie tylko na umiejętności naprawiania błędów w kółko i kółko, ale też na uświadomieniu sobie czy świat, który nas otacza to na pewno ten, który nam pasuje i czy czujemy się w nim dobrze i bezpiecznie. A może jest tak, że ludzie, którzy nas otaczają mają wyrobione zdanie na nasz temat i są głównymi sprawcami tego, że stoimy w miejscu zamiast przeć do przodu, zmieniać się i rozwijać. Oczywiście na lepsze.
Ważne jest, aby znaleźć czas i się nad tym zastanowić. Rozejrzeć wokół i pomyśleć czy przypadkiem nie zbudowaliśmy klatki w postaci środowiska, które nas otacza. Na szczęście nie musimy tkwić w nim niewolniczo. Możemy powiedzieć sobie O.K., zrobiłam swoje tak, jak wówczas umiałam najlepiej, ale teraz chcę iść do przodu, chcę się rozwijać, być fajna, mądra, pomocna. Chcę czuć się dobrze i na to zasługuję. Nie muszę się męczyć i poświęcać dla czegoś lub kogoś, kto na to nie zasługuje.
Nie chcę stać się ofiarą schematów, stereotypów. Wydaje mi się, że to, co tak często nie daje nam się zmienić na lepsze to drugi człowiek, który nam wmawia, że jesteśmy tacy i owacy i koniec. Czarno-biali. Bez cienia szarości.

Takie rozkminy.

A teraz krótka fotorelacja ze "Słodkiej Zemsty". Wszystkie zdjęcia zrobiła Gosia :* :* :*















9 komentarzy:

  1. Lubię ciebie czytać Maddy , bije id ciebie taka poświata ciepła , fajna jesteś babeczka , fajniejsza nawet niż te na zdjęciach śliczne babeczki z wisienką:)

    p.s a jakieś przepiski będą z tej relacji? Bo jak czytam nazwy i oglądam zdjecia to jęzor mam do pasa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że przepisy się pojawią. Z czasem, bo teraz okres gorący ;)

      Usuń
  2. Odpowiedzi
    1. Dzięki! Bardzo się staraliśmy i efekt cieszy ;)

      Usuń
  3. wow, wygląda mega wypas. Mam pytanie trochę z innej beczki - jadę do Berlina na weekend, czy możesz polecić jakieś miejsce gdzie można zjeść coś wegańskiego, ale nie fast food czy fake meat, chodzi o kolację/obiad, może jest jakaś hinduska resta fajna albo coś. Ilość opcji na happy cow jest tak duża, że trudno się zdecydować, zreszta najlepsze miejsca sa z rekomendacji
    Dzieki
    Basia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo WYPAS z nami piekł to jak mogłoby by być inaczej. Co do Berlina to raczej nie polecę niestety żadnej restauracji, bo sama w żadnym bardziej "fancy" miejscu. Mam nadzieję naprawić to tej wiosny, tym bardziej, że powodów do świętowania przybywa i wówczas napiszę relację na blogu ;)

      Usuń
  4. Ja też proszę o przepisy, zwłaszcza na tort cytrynowo-kokosowy i na to coś w szklaneczkach marchewkowego koloru!
    Pozdrawiam - Ogórek

    OdpowiedzUsuń
  5. Maddy, u kogo się dziarałaś? Pytam, bo szukam kogoś kto robi wegańskie ta2, rozesłałam już tyle mailów, że ojoj, a i tak nie ustaję w poszukiwaniach... Kojarzysz może kogoś pewnego? Byłabym bardzo wdzięczna za pomoc.
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziarałam się u znajomego, więc żadnego studia nie polecę. Radzę Ci wybrać po pracach artystów studio, które Ci odpowiada i zagaić o wegańskie tusze. One nie są jakieś trudno dostępne i spokojnie mogliby dla Ciebie zamówić.

      Usuń