wtorek, 7 stycznia 2014

Pierogi ze szpinakiem i smażonym tempehem.

W życiu ostatnio wszystko przewraca się do góry nogami, choć trzeba przyznać, że raczej w tym pozytywnym tych słów znaczeniu.
Patrzę z lekkim dreszczem emocji na to, co ma się wydarzyć w ciągu kilku najbliższych miesięcy. Coś się skończy, ale coś się zacznie niewątpliwie. Znajdę się na "życiowym zakręcie", nie widząc zupełnie, co mnie czeka po jego pokonaniu. Niemniej, nie boję się, a wręcz jestem podekscytowana ilością wyzwań, z którymi przyjdzie mi się zmierzyć. Będzie się działo. I na szczęście wygląda na to, że każda sfera mojego życia choć stawia przed mną górę wyzwań i choć wiązać będzie się to ze sporym stresem, nerwami, zarwanymi nocami to jednak myślę, że satysfakcja, którą będę czerpać, okaże się najlepszą nagrodą, jaka mnie czeka. Trochę zaczynam już przebierać nóżkami pod stołem, gdy tylko o tym pomyślę...

Oprócz dyplomatorium, LEKów, stażu, dalszego szczęśliwego życia u boku Malaiki, chodzą mi po głowie fajne "projekty" do realizacji z Vegan Hooligan Crew. Mam ogromną nadzieję, że grupa po 2013, kiedy wkradł się do naszego działania marazm i stagnacja, wraz z filmowym lunchem, który czeka nas już 02.02.1014 ruszy do przodu i zacznie "weganizować" Poznań pełną parą. Owszem mamy za sobą bardzo udane lunche w roku 2013, jednak przez to, że częstotliwość organizowanych przez nas eventów nieco się rozpłynęła, trudniej jest nam się zebrać, zrobić coś poza lunchami, a warsztaty, pokazy gotowania czy innego rodzaju promowanie weganizmu od kuchni przemawia do ludzi i choć może nie polepsza losu zwierząt radykalnie, jednak staje się często jakimś punktem zapalnym, sprawia, że w świadomości uczestników naszych imprez coś zaczyna się dziać... Bardzo podoba mi się, że VHC już dawno wyszło swoimi działaniami do zupełnie innego grona odbiorców i nie tracimy czasu na "uświadamianie uświadomionych" siedząc w gronie wegan, ale otwieramy się na wszystkich, pokazujemy, że czasami nasze działanie na rzecz zwierząt, ludzi, lokalnej społeczności, promowanie antykonsumpcyjnych postaw, czy ochrona środowiska powinna mieć miejsce w codziennym życiu i takim z pozoru banalnym, a jednak niezbędnym elemencie, jakim jest kuchnia. To w niej na co dzień dokonujemy wyboru, co znajdzie się w naszej lodówce, patelni, talerzu. Z jakiego źródła będzie pochodzić, z jakim i czyim cierpieniem się wiąże. W tym miejscu kończy się zwykłe jedzenie, zaczyna się świadome życie, swego rodzaju aktywizm, polityka. I tu nie decydujemy tylko o sobie, ale też o innych. W tym miejscu powinien zacząć się weganizm.


Ostatnio nie szaleję z przepisami na blogu, jak mi się to zdarzało przed laty. Jednak mam w zanadrzu zdjęcia i przepis, którym podzielę się z Wami z przyjemnością. 
Postanowiłam uraczyć się pierogami, co z braku czasu zdarza mi się niezwykle rzadko. Wykombinowałam sobie jednak, że skoro już przygotowuję pracochłonne jedzenie, to przynajmniej je sobie w porcjach pomrożę i będę miała na obiad w tygodniu, gdy biegam z miejsca w miejsce. 
Użyłam składników, które akurat miałam pod ręką, dlatego w farszu znalazła się cukinia, szpinak i smażony tempeh. Ten ostatni, odkąd mamy w Poznaniu Merapi Tempeh, praktycznie zawsze można znaleźć w mojej lodówce, co cieszy mnie bardzo. Tempeh to zdaje się być moim ulubionym produktem sojowym. Tofu plasuje się dopiero na drugim miejscu. Mleko i jogurty na trzecim.


Składniki na farsz:

  • 3-4 łyżki oleju + kilka do wody, w której będziemy gotować pierogi
  • 1 biała cebula, pokrojona w bardzo drobną kostkę
  • 200 g smażonego tempehu, pokrojonego w bardzo drobną kosteczkę
  • 1/2 małej cukinii, startej na tarce o grubych oczkach
  • 200 g liści szpinaku, posiekanych
  • 1-2 ząbki czosnku, przeciśniętego przez praskę
  • 1 łyżeczka ziół prowansalskich
  • sól i pieprz świeżo mielony do smaku
Olej rozgrzewamy. Wrzucamy cebulę i szklimy na małym ogniu, następnie dodajemy przeciśnięty przez praskę czosnek i cukinię. Smażymy razem kilka minut. Wsypujemy szpinak i dusimy z pozostałymi składnikami przez 5 minut mieszając od czasu do czasu. Następnie dodajmy tempeh i zioła prowansalskie. Mieszamy i smażymy wszystko razem na małym ogniu przez kolejne 5 minut, mieszając od czasu do czasu. Przyprawiamy do smaku solą i pieprzem. Zdejmujemy farsz z ognia.

Składniki na ciasto: 
  • 4,5 szklanki mąki pszennej
  • łyżeczka soli 
  • 1,5 szklanki bardzo ciepłej wody
Z podanych proporcji ugniatamy gładkie, elastyczne ciasto. Rozwałkowujemy je na stolnicy oprószonej mąką na grubość kilku milimetrów ( 3-4 mm), wycinamy krążki szklanką, nakładamy warsz i zlepiamy pierogi ulubioną metodą. YouTube zawsze służy pomocą i radą, jak można to zrobić. ;)  
Mi odrobina ciasta została, więc aby jej nie marnować resztę nadziałam suszonymi śliwkami pokrojonymi w kosteczkę. To czy ciasta Wam wystarczy, zostanie czy też będziecie musieli dorobić zależy od grubości wałkowania oraz od tego, ile farszu nałożycie do środka. 
Pierogi wrzucamy porcjami do wrzącej, osolonej wody z odrobią oleju i gotujemy do momentu ich wypłynięcia na powierzchnię. Odcedzamy.
Podajemy posypane natką pietruszki i skropione dobrej jakości olejem np. oliwą z oliwek,  olejem rydzowym, dyniowym lub rzepakowym tłoczonym na zimno.



Oh simple thing, where have you gone?
I'm getting old and I need something to rely on

And if you have a minute, why don't we go
Talk about it somewhere only we know?
This could be the end of everything
So why don't we go somewhere only we know?
Somewhere only we know



5 komentarzy:

  1. Maddy mądrze piszesz i fajne przepisy pokazujesz, takie pierogi to ja już lubię

    OdpowiedzUsuń
  2. A ja z kolei nie polubiłam się z tempehem smażonym, co innego z tofu. :)
    Mam nadzieję, że kiedyś w końcu wpadnę do Poznania na wasz wegański lunch. To jest chyba największa rzecz, jakiej brakuje mi w moim mieście, grupy wegan i jakichkolwiek vege eventów. ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Kurcze,muszę zrobić kolejne podejście do ciasta do pierogów bo ostatnio mi nie wyszło :( A te pierożki wyglądają genialnie!

    OdpowiedzUsuń
  4. Wyglądają bosko a i tempeh ubóstwiam:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Piękne pierogi!

    OdpowiedzUsuń