poniedziałek, 30 grudnia 2013

Stary/Nowy Rok. 2013/2014.

Rok temu nie podsumowywałam mijających dwunastu miesięcy, jak to miałam wcześniej w zwyczaju, a szkoda, bo dobrze jest czasami spojrzeć wstecz i wyciągnąć wnioski... 

"Pozwól swojej przeszłości zrobić Cię lepszym_ą, nie gorzkim_ą."


Zbieram dobre chwile i zamykam je do słoika ze wspomnieniami. Potem otwieram go, gdy robi się smutno i gorzej. Wracam do nich, bo one podpowiadają, że jeszcze kiedyś znowu tak będzie oraz, że w życiu sinusoidalnie dobro i zło przenikają się nawzajem. Nic wielkiego, nic odkrywczego.

W tym roku dorosłam. W lutym, kiedy wracałam z zimowych wakacji w górach byłam inna. Czułam się, jak totalny dzieciak. Beztrosko. W kwietniu miałam wypadek rowerowy i moje poczucie bezpieczeństwa zostało trochę zachwiane. Wiosna i lato minęły, jak z bicza trzasną. Nie wiem kiedy, ale przez ciągłą naukę, niemal niezauważalnie, przyszła jesień. A wraz z jesienią brutalna dorosłość. Okazało się, że nie jesteśmy tacy młodzi, piękni, nieśmiertelni.  W wypadku samochodowym zginął chłopak, który był moją pierwszą miłością. Osobą, z którą dotychczas byłam najdłużej i w dużej mierze to, że jestem taka i tu to też jego zasługa, bo czas, kiedy nasze osobowości kształtowały się najsilniej, spędziliśmy razem. Choć od lat nie mieliśmy już ze sobą bliższego kontaktu, a może właśnie dlatego, ta śmierć przewróciła w moim życiu wszystko o 180 stopni. Zrozumiałam, że palenie mostów nie ma sensu. Odkładanie ważnych spotkań na nieokreśloną przyszłość to zły pomysł, bo  jutro może nigdy nie nadejść. Nie można urywać kontaktów, pozostawiać za sobą niedopowiedzeń, bo co będzie, gdy nigdy nie uda Wam się ich wyjaśnić? Będziecie żyć w poczuciu, że może zrobiliście za mało? 
Z jednej strony czuję, jakby ktoś wyrwał mi kawałek serca. Coś się zmieniło bezpowrotnie, skończyło się raz na zawsze. Z drugiej, myślę, że muszę rozważniej stąpać po ziemi, uważać na kroki i pełniej wykorzystywać czas, który mam. Trzy razy ważyć słowa i trzy razy pomyśleć zanim się w coś zaangażuję. Uważać na ludzi, którzy mnie otaczają. I z tej pozytywnej i z tej trochę mniej fajnej strony. 

Widzę, że moje plany i marzenia, a w moim przypadku bardzo się jedne z drugimi pokrywają, klarują się. Wiem już niemal z 90% pewnością kim zostanę, choć doskonale zdaję sobie sprawę, że naprawdę jeszcze dużo może się wydarzyć i to zmienić. Powoli, niczego nie przyspieszam i nie wywieram na sobie niepotrzebnej presji. Pojawią się też wciąż nowe marzenia, nowe plany i bardzo dobrze, bo to taki motor do działania i parcia do w życiu do przodu, przed siebie.

Dorosłam, a to powoduje, że nie unikam konfrontacji, jak kiedyś. Nie zamykam się i nie uciekam przed tym, co czeka mnie prędzej, czy później. Gdy chcę o czymś pogadać to po prostu to robię. 



Mam nadzieję, że uda mi się w tym roku trochę podróżować. Pomimo ogromu pracy, który mnie czeka w nadchodzącym czasie.
I chyba skomponuję sobie podobny plan: 


Chciałabym zobaczyć jakieś nowe dla mnie miejsca. Piękne miasta...



... i urokliwe wsie ;) 



Pobiwakować, chociażby w ogrodzie moich rodziców....



... albo zamknąć się w domku na Kaszubach...


...  bo uwielbiam jeziora.


Obiecuję, że zorganizuję się tak, aby w tym natłoku pracy i obowiązków znaleźć czas dla przyjaciół. Niekoniecznie tych serialowych... 



... i dla miłości też. ;)



 Bo miłość to dobro jest i przynosi ulgę.



Mam nadzieję, że punkrock, który towarzyszy mi już tyle lat będzie zawsze żywy. Również we mnie. Niezmiennie.
I liczę, że 2014 będzie obfitował w koncerty, wyjazdy, festiwale, bo w mijającym roku nie najlepiej to wyglądało...   


A pediatria jest dla hardcorowców przecież :)


Nawet, gdy ma się stetoskop ze zwierzątkami na głowicy...


Ja, jako Lekarz bez granic? To kolejne z marzeń - pasji.



I mam nadzieję, że bycie lekarzem nie przeszkodzi mi być kiedyś mamą.



A wiem z własnego doświadczenia, że gdy szpital i przychodnia stają się drugim domem, nie niszczy to dzieciństwa zupełnie. Ba! Nawet czyni je ciekawszym... ;)


A oprócz tych górnolotnych planów mam też takie totalnie przyziemne...

Chciałabym intensywnie uprawiać jogę, żeby być wysportowaną, giętką, szczupłą. Zdrową.


A o tym, że będę jeździć wciąż rowerem nie muszę chyba mówić... To taka oczywistość.




Chciałabym się trochę kulinarnie rozwinąć, gdyż nadal czuję braki w tej materii i wciąż przybywa przepisów, które chciałabym wypróbować. Choć od czasu do czasu byłoby mi niezmiernie miło podzielić się z Wami jakąś ciekawą recepturą na pyszne wegańskie jedzenie... 


Mam takie marzenie. Chciałabym zacząć zwiedzać pchle targi i kolekcjonować jakieś ładne, unikalne noże, które będą zdobić moją kuchnię ( i służyć mi do gotowania!). 
Tak więc już wiecie, co możecie sprezentować mi na kolejne urodziny i przy każdej innej okazji też... 



Jeszcze bardziej przyziemnym marzeniem jest zapuszczenie włosów. Chciałabym mieć tak długie. (Wiem, jakie to niepraktyczne i ile wymaga pracy, ale każdy ma jakieś swoje fanaberie czy dziwactwa ;))




I żeby codziennie znaleźć 15 minut tylko dla siebie, z kubkiem czarnej kawy.

WAŻNE.





Nie żegnam mijającego roku z wielkim żalem. Mam ogromną nadzieję, że kolejny będzie dla nas lepszy i przyniesie trochę miłych niespodzianek, a to co dobre dał 2013 będzie kontynuowane.

Życzę Wam Moi Drodzy, aby ten rok był cudowny, pełen miłości i przyjaźni. Aby los Was oszczędzał, był łaskawy, nie łamał serc i kości. Żebyście pozostali zdrowi, a gdy chorujcie, abyście zdrowieli.
Życzę Wam weganizmu, jeżeli jeszcze nie zdecydowaliście się na ten krok w swoim życiu. Oszczędzicie zwierzęta, planetę, siebie. Myślę, że każdy dzień jest idealny, aby podjąć ten krok, ale niektórzy potrzebują "wielkich dat", więc Nowy Rok jest dla nich idealnym momentem.

Zdjęcie: Positive Thoughts!!!

Na zakończenie trzy utwory, każdy z innej beczki, ale każdy na swój sposób kojarzy mi się z mijającym rokiem i pozytywnie.







wtorek, 24 grudnia 2013

Dwa ciasta: cytrynowo-rozmarynowe z oliwą z oliwek oraz drożdżowo-makowy strudel.

Kochani_ne! Zaglądacie może tu raz po raz i zamykacie stronę rozczarowani, że od dawna nie pojawiło się nic nowego na blogu. Niestety. Mnie też to nieco smuci, bo lubię gotować i dzielić się swoimi kulinarnymi doświadczeniami, ale jednocześnie jest to też dla mnie znak, że tyle dzieje się w moim życiu, że pewne, mimo wszystko mniej istotne sprawy musiały zjeść na drugi plan. Mam sporo zamieszania związanego ze szkołą i sprawami około uczelnianymi i około szpitalnymi na głowie. Wstaję bardzo wcześnie, wracam późno, a Malaika, moja suczka też chce iść na spacer i nie odstępuje mnie na krok, gdy tylko pojawię się w domu. Jestem wyjątkowo zmęczona tegorocznym grudniem, w sumie cały mijający rok dał mi nieźle w kość i naprawdę cieszę się zbliżającym czasem słodkiego lenistwa. Potrzebuję zwolnienia rytmu, oddechu i życzliwych mi ludzi wokół.

Ostatnio gotuję nieco mniej, zdarza mi się jeść głównie ciastka z paczki i paluszki, na przemian z orzechami i owocami, a nawet, gdy wreszcie uda mi się przygotować jakiś sensowny posiłek to nie mam głowy, czasu i energii, aby podzielić się przepisem i zdjęciami na blogu. 
Nie mogę jednak narzekać, ponieważ należę do tych osób, które im więcej mają do zrobienia, tym szczęśliwsze się stają. W wirze pracy i obowiązków czuję się najlepiej, jak przysłowiowa ryba w wodzie, ponieważ wiem, że to, co robię jest ważne i to nie tylko dla mnie. Chcę być użyteczna, potrzebna i mieć realny wpływ na pozytywne zmiany, które mogę wnieść w otaczający mnie świat. Brzmi trochę hipisiarsko? Nic bardziej mylnego, bo bycie lekarzem to w moim mniemaniu raczej niezły hardcore i na hippie, kwiatki i inne takie bajery na szczęście nie ma miejsca. Głowa na karku to sprawa pierwszorzędna. ;) 

Koniec roku to nie tylko domykanie różnych spraw, ale też nieco przyjemności, rozmaite Christmas Party z przyjaciółmi, znajomymi. Pyszne jedzenie i miła atmosfera to coś, co wypełniało te wyjątkowo nieliczne, wolne grudniowe wieczory. Dobrze jest się spotkać i każdy powód, aby pobyć ze sobą jest dobry i neleży go wykorzystywać. 

Jestem już w domu rodzinnym. Przedwczoraj ubierałam choinkę i pomagałam Mamie stroić dom na Święta. Prezenty czekają już zapakowane, a my opanowujemy kuchnię. Już wszystko jest prawie gotowe. Wierzyć się nie chce, jak sprawnie nam to poszło w tym roku. ;)
W tym roku nie będzie bardzo innowacyjnie i wymyślnie. Na wigilijnym stole pojawi się buraczano-malinowy krem, kapusta z grzybami, pierogi z suszonymi śliwkami, pasztet z soczewicy z paprykową salsą, marynowany i panierowany tempeh, smażony tempeh po grecku, rukola z sosem z oliwy z oliwek, tradycyjna sałatka z wegańskim, domowym majonezem, pieczone ziemniaki i pieczarki z ziołami, domowy chleb, makiełki i kutia z orkiszu oraz kompot z suszu.
Będą wegańskie pierniczki, piernik i makowiec. Oprócz tego upiekłam jeszcze ciasto cytrynowe z rozmarynem. Aromatyczne i pyszne. U mnie w kształcie choinki, bo z tej foremki korzystam właściwe tylko raz do roku,  ale najlepiej upiec je w tortownicy. Można też zdecydować się na muffiny. Dobre nie tylko na święta, ale każdą okazję, gdy chcemy poczęstować kogoś czymś oryginalnym.

Wiem, że trochę późno i pewnie już z nikt z Was nie upiecze moich ciast na tegoroczne Święta, ale można pokusić się na nie przy każdej innej okazji - na Sylwestra, Nowy Rok i cały karnawał. Albo na co dzień. Dlaczego nie?

Ciasto cytrynowo-rozmarynowe z oliwą z oliwek





Składniki:
  • 3 szklanki maki pszennej
  • 1 kopiasta łyżka suszonego rozmarynu, zmielonego w młynku do kawy lub roztartego na proszek w moździerzu 
  • 2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 1/2 łyżeczki sody
  • 1/2 łyżeczki soli
  • 1 i 1/2 szklanki cukru trzcinowego
  • 1/2 szklanki oliwy z oliwek
  • 1 i 1/2 szklanki napoju roślinnego
  • 1 łyżka startej skórki cytrynowej 
  • 1/4 szklanki soku z cytryny 
  • 1/4 szklanki oleju rzepakowego czy słonecznikowego
W dużej misce wymieszać wszystkie suche składniki. W mniejszej napój roślinny i olej z oliwą. Połączyć mokre i suche składniki i dokładnie wymieszać trzepaczką, łyżką czy też przy użyciu miksera. Następnie dodać sok i skórkę cytrynową. Ponownie wymieszać. 
Tortownicę lub inną wybraną formę wysmarować olejem i wysypać bułką tartą lub wyłożyć papierem lub gdy używamy silikonowej lekko wysmarować olejem. 
Włożyć do piekarnika rozgrzanego o 180 st. C i piec 30-40 minut, aż ciasto się zarumieni, a patyczek wetknięty w ciasto będzie suchy. Gdy ciasto za szybko się zarumieni, a nadal nie będzie gotowe w środku, to należy nakryć je folią aluminiową i piec dalej, aż będzie gotowe. 

Wystudzone ciasto lukrujemy. Polewę przygotowujemy ze szklanki cukru pudru i 3-4 łyżek soku z cytryny. Możemy posypać kandyzowaną skórką cytrynową i pomarańczową czy też ulubionymi orzechami. Od wyboru do koloru.





Makowiec - mój pierwszy wegański makowiec




Jak to się stało, że przez tyle lat nie piekłam makowca? A no tak, że nie jestem jego największą fanką. Piekłam ślimaki z masą makową ( gotową, z puszki, ze sklepu). Zdarzyło mi się dwa razy piec rogale z nadzieniem z białego maku, ale makowiec, do którego w dodatku robię samodzielnie masę? Skąd. Za to co roku pojawiał się na naszym stole "tofurnik" w takiej czy innej formie. W tym roku nie będzie "tofusernika", ale za to podjęłam się upieczenia makowca. Nie jest to klasyczna strudla, bo nie zwinęłam go ślimaka, ale wygląda apatycznie, wyrósł ślicznie i zarumienił się tak, jak powinien. 


Składniki:

Ciasto:
  • 3 i 1/4 szklanki mąki pszennej tortowej
  • 20 g świeżych drożdży
  • 1/2 szklanki cukru trzcinowego
  • 200 ml (ok.3/4 szklanki) napoju roślinnego
  • 1/2 łyżeczki soli
  • 1/4 szklanki oleju rzepakowego
  • 1/2 łyżeczki aromatu waniliowego lub łyżeczka cukru z prawdziwą wanilią 
Do miski wrzuć pokruszone drożdże, wsyp cukier, wlej ciepły napój roślinny i zasyp mąką. Przykryj czystą ściereczką lub zamknij miskę i odstaw w ciepłe miejsce na 10 minut. Następnie dodaj sól, olej i wanilię i dokładnie wymieszaj, najpierw łyżką, później przy użyciu dłoni. Jeżeli ciasto się lepi przy wyrabianiu, podsyp mąką. Gotowe wyrobione ciasto pozostaw w misce zamkniętej lub przykrytej ściereczką i odstaw w ciepłe miejsce na około 60-90 minut.  

Nadzienie:
  • 250 ml mleka sojowego waniliowego
  • 1 i 1/4 szklanki maku, zmielonego w młynku do kawy
  • 2 łyżki kaszy manny
  • 1/4 szklanki cukru trzcinowego
  • 1 łyżeczka cukru waniliowego
  • łyżka rumu lub pół łyżeczki aromatu rumowego
  • 2 łyżki soku z cytryny 
Mleko sojowe podgrzewamy w rondelku. Mak, kaszę, cukier trzcinowy i waniliowy mieszamy. Makową mieszankę dodajemy do gotującego się mleka. Mieszamy i zestawiamy z ognia. Ostawiamy pod przykryciem i studzimy do temperatury pokojowej. Łączymy z rumem i sokiem z cytryny. 

Wyrośnięte ciasto rozwałkowujemy na prostokąt o bokach 30 i 40 cm. Ułóż w formie i wysmaruj nadzieniem makowym, zostawiając mniej więcej 1cm margines. Zwiń po każdej stornie i odstaw na 50 minut do wyrośnięcia pod ściereczką. 
Rozgrzej piekarnik do 180 st.C i piecz strudel przez około 30-40 minut. Patyczek wetknięty w ciasto musi być suchy. Gdy ciasto rumieni się zbyt gwałtownie, należy przykryć je folią aluminiową i piec dalej. 

Wystudzone ciasto polewamy lukrem przygotowanym ze szklanki cukru pudru i 4 łyżek soku z cytryny, posypujemy około  50-75 g słupków z migdałów. 
Gotowe. Smacznego!



Życzę Wam, aby zbliżające się dni obfitowały w miłe chwile, niezapomniane spotkania, wypełnione były śmiechem, muzyką, wspomnieniami bliskich, których może już nie ma z nami fizycznie, ale żyją wciąż w naszych umysłach czy sercach. Życzę Wam, aby choinka pachniała, jedzenie było smakowite, a największym prezentem byli dla Was ludzie, których kochacie, a nie to co znajdzie, czy też nie znajdzie się pod choinką. 

A czego ja życzę sobie w te Święta? 


Ryana Goslinga? Nie za bardzo... ;)


Ale życzę sobie wegańskiego świata. To tyle. Pomożecie? 

Nowy Rok to doskonały moment na zmiany. Może weganizm będzie jedną ze ścieżek, które obierzecie w 2014? Służę pomocą, radą i będę trzymać kciuki. 

A teraz trochę świątecznego soundtracku. ;) ;) 







czwartek, 5 grudnia 2013

Piernik wegański z melasą.

Nie, nie jestem wielką fanką zimy, miłośniczką zaśnieżonego miasta, ale za to marzy mi się spacer przez las zasypany śniegiem do kolan. Już widzę Malaikę szalejącą w takich zaspach. Są rzeczy, które w zimie mnie rozmiękczają. Biały las, zaśnieżone stoki, snowboard. I powroty do ciepłego domu, łóżka, pod koc, kubek czarnej kawy, długie wieczory i praca. 

 * Ciepły dom, podczas, gdy za oknem śnieg i szron *


* Zakolanówki i gorąca kawa *


 * Gwiazdka *


*Jemioła*


*Spacer taką drogą*


*Góry i deska*

Olya Smeshlivaya



( zdjęcia - źródło - sieć)

Zimą piekę korzenne ciasta i ciasteczka. Nie tylko dlatego, że zbliża się Gwiazdka, ale dlatego, że świetnie pasują do gorącej kawy czy herbaty. I powrót do domu, który pachnie przyprawą korzenną docenia się jeszcze bardziej. Zwłaszcza, gdy za oknem hula wiatr i ręce marzną podczas jazdy rowerem. 

Ciasto jest aromatyczne, wilgotne i pyszne. Bardzo słodkie, ale taki chyba piernik powinien być. Wszystko się zgadza. Polecam serdecznie. Ja właśnie wcinam kawałek do kubka mocnej, czarnej kawy. Idealnie. :) 





Składniki:
  • 1/2 szklanki oleju rzepakowego
  • 100 g cukru trzcinowego
  • 200 g golden syrupu ( można użyć sztucznego miodu)
  • 200 g melasy
  • 2 łyżeczki świeżo startego imbiru
  • 1 łyżeczka mielonego imbiru
  • 1 łyżeczka cynamonu
  • 2 łyżeczki przyprawy do pierników 
  • 250 ml  mleka roślinnego - u mnie mleko ryżowe
  • 3 łyżki zmielonego na mąkę siemienia lnianego + 9 łyżek ciepłej wody + 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia ( wymieszać i pozostawić z boku)
  • 1 łyżeczka sody rozpuszczona w 2-3 łyżkach ciepłej wody
  • 300 g mąki
Rozgrzać piekarnik do 170 st. C. Wyłożyć foremkę papierem do pieczenia (foremka o wym. 30x20 cm), a jeśli macie to polecam silikonową foremkę np. do tarty. 
W rondlu wymieszać olej na najmniejszym ogniu, wraz z cukrem, z melasą, złotym syropem (lub sztucznym miód), świeżym i mielonym imbirem, cynamonem i przyprawą do piernika. Zdjąć rondel z ognia, dodać napój roślinny, roztwór siemienia lnianego i roztwór sody w wodzie. Odważyć w misce mąkę i wsypać do rondla, dokładnie ucierając. Ciasto będzie dość rzadkie, ale bez paniki. Wlać ciasto do foremki i piec około 45 minut, do suchego patyczka! :) 
Po upieczeniu przełożyć foremkę na metalową kratkę i zostawić piernik w formie, aż ostygnie. Przełożyć na talerz. Można go czymś ozdobić, polać czekoladą lub lukrem. Posypać kolorowymi WEGAŃSKIMI pierdółkami. 



Zajadamy! 







* Winter Wonderland *