niedziela, 2 czerwca 2013

Burgery z tempehem i pieczarkami i słowotok.

Miało nie być przepisów, ponieważ szanowny aparat odmówił posłuszeństwa, ale tak się dobrze złożyło, że w minioną niedzielę odbywał się Vegan Lunch i mam zdjęcia burgerów wypstrykane przez szalejącą tego dnia z aparatem, Sylwię. 
Do przepisu przejdę za moment, a tymczasem  porozkminiam trochę, bo zauważyłam, że niemała grupa czytelników oczekuje tego bardziej, niż przepisu i gdy pojawia się sama receptura, to natychmiast słyszę głosy zawodu, że tylko tyle? Żadnych przemyśleń? 
Cieszy mnie to i nie cieszy, ponieważ przygotowanie posta, w którym piszę coś więcej, niż przepis jest dużo bardziej pracochłonne, a jak wiadomo powszechnie czas ma raczej tendencję do kurczenia się, niż rozciągania. Robię jednak, co tylko mogę, aby wilk był syty i owca cała. ;)
Jest sporo rzeczy, które przychodzą mi do głowy, a które chciałabym opisać. Przede wszystkim jest noc, a więc powinnam spać, względnie uczyć się i pracować nad pogłębieniem swojej medycznej wiedzy. Nauki jednak po dzisiejszym dniu mam raczej dość, a myśli, które krążą po głowie nie dają spać, tak więc siedzę tu i snuję opowieść. O niczym konkretnym, jak sami widzicie. 
Co mi nie daje spać? Jakie myśli? A no takie, że naprawdę nie wiem, co zrobić ze swoim życiem. Konkretnie chodzi o to, że umiem dużo, dużo też rzeczy sprawia mi przyjemność i satysfakcję. Moje pasje nie pokrywają się z wykształceniem, które zdobywam, choć nie mogę powiedzieć, że medycyna nie kręci mnie bardzo mocno, bo byłoby to kłamstwem. Ja naprawdę lubię szpitale. Po prostu jest jeszcze kilka innych spraw, zainteresowań, umiejętności. Jakkolwiek zarozumiale to będzie brzmieć, to ja po prostu jestem wszechstronna i zdolna, a studiowanie medycyny nie jest na pewno moim życiowym celem, ale tylko środkiem do osiągnięcia tego celu. 
Celem mojego życia, tak serio mówiąc, jest zrobienie wszystkiego, co umiem, aby ten świat był nieco lepszym miejscem. Dla ludzi, dla zwierząt, dla mnie. 
Wszystko, co robię, w co wierzę, moje poglądy i marzenia, moje poświęcenie i oddanie wszystkiemu, co kocham i co wydaje się warte uwagi, dedykuję właśnie mojemu dążeniu do tego, aby było lepiej. I chyba w tym szaleństwie, jakie podejmuję każdego dnia, w tej walce z "niechcemisię" i "pierdolęnierobię" jest sens. 
Łączę w sobie anarchizm, feminizm, weganizm i w to wszystko wplatam medycynę, choć może to wydawać Wam się totalnie niemożliwe. Ja jednak w takim miszmaszu funkcjonuję już od pięciu lat i wiem, że można. 
Jestem szczęśliwa, doceniam to, że żyję i to, co mam. Totalnie irytują mnie nihilistyczne postawy, czcze gadanie, o tym, że komuś nie zależy na życiu i postawa w stylu "wszystko mi jedno". Irytuje mnie takie podejście, zwłaszcza, wśród osób, które definiują się, jako "zaangażowane"... Jeżeli nie my się będziemy starać, to kto? 
Czuję, że wygrałam, bo jestem świadoma, bo robię to, co kocham, choć wydaje mi się, że nie mam na nic czasu, bo otaczają mnie fantastyczni ludzi, których z każdym dniem przybywa i równoważą mi tych, którzy nie życzą mi dobrze, więc nie muszę się tymi "złymi duchami" w ogóle przejmować, ale dzielnie idę dalej. 

To, że w sferze osobistej nie mogę się pochwalić niczym szczególnym, nie martwi mnie w ogóle, bo mam swój świat i wiem, że pewnego dnia i tu się wszystko skomponuje w całość. Na pewno nie będę już się wiązać z kim popadnie, jak kiedyś, bo nie wyszło mi to na dobre, no może poza doświadczeniem, jak być w związku nie powinno i czego należy oczekiwać. Nie będę desperacko poszukiwać faceta, jak to robi niestety wiele dziewcząt wokół, ponieważ energię, jaką w to włożę mogę spożytkować w dużo bardziej konstruktywny sposób. W związki już ładowałam i nigdy mi jej nie zwracały. Może miałam pecha i teraz mam spaczony obraz? Może kiedyś się dowiem. Z drugiej strony mam duże poczucie własnej wartości i nie mogę się zadowalać półśrodkami. Po prostu wiem, że zasługuję na wszystko, co najlepsze. Jak każdy zresztą, ale niestety nie każdy jest tego świadomy. Sama też kiedyś nie byłam, ale chyba w ciągu minionego roku naprawdę dużo zmieniło się w moim umyśle.  
Poza tym, jestem przekonana, że kiedyś trafię na kogoś, kto po prostu będzie patrzeć na świat podobnie i będzie podążał w tym samym kierunku. Kto będzie doceniał to, że jestem taką silną i niezależną kobietą, zamiast się tego bać i zastanawiać się, czy przepuszczenie mnie w drzwiach będzie nietaktem, czy jest dopuszczalne, gdyż niestety w świadomości wielu feminizm zajmuje się przede wszystkim kwestią drzwi i sztucznym tworzeniu form żeńskich, dla wszystkich zawodów świata. A ja wiem, że trafię kiedyś  na kogoś, kto powie, że to cudownie, że chcę popracować w Afryce, jako lekarz bez granic i że nasz dom będzie tam gdzie my, a nie my tam gdzie dom. Kogoś, kto nie będzie stękać nad losem mojego Taty, któremu  "przytrafiły się" cztery córki, bo doskonale wyczuwa seksizm w takim rozumowaniu. Tak, tak Kochani, gdy tylko podczas rozmowy z delikwentem pojawia się coś o moich trzech siostrach, a on zaczyna składać, niby półżartem, wyrazy współczucia w stosunku to mojego taty, ja już wiem, że chłopak przegrał i stawiam na nim krzyżyk. A mogę sobie tak skreślać do woli, bo wiem, że w końcu czeka na mnie ktoś, kto jest weganinem i wie, że to jest wybór etyczny, polityczny i ekonomiczny, a nie widzimisię rozkapryszonych dzieciaków, bo i takie zarzuty pojawiły się kiedyś w stosunku do mnie. I nigdy nie usłyszę ani od tej osoby, ani od osób z jej otoczenia: " M. jest taka fajna, że aż trudno uwierzyć, że weganka".
Skąd tyle rozkmin o związkach znowu? Bo jest wiosna i zewsząd dopadają mnie marudzenia koleżanek, że są same, a tak by chciały z kimś być. Ich poczucie własnej wartości zależy od tego, czy są adorowane, kochane i uwielbiane. Ładują się potem te panny w romansy z typami, którzy nie zasługują nawet na 5 minut ich uwagi, a potem serca połamane i znowu marudzenie. I tak w kółko.
A ja? Ja mam to gdzieś i jestem szczęśliwa, z tym, co mam! :) 

Hmmm... Znowu się rozpisałam, na szczęście chyba pozytywnie i mam nadzieję, że dałam Wam trochę do myślenia! Trzymajcie się togo, co kochacie, a Ci, którzy Was kochają będą się trzymać Was! Mówię Wam, ponieważ już to sprawdziłam na sobie. :) 
Szczęście przyciąga szczęście! Bez kitu! :)

***

Zresztą. Ja tu sobie mogę pisać takie pitu-pitu. W sumie o niczym ważnym biorąc pod uwagę  wydarzenia wokół, patrząc na kraj, w którym przyszło mi żyć i na cały świat. Czy widzicie, co się dzieje? Czujecie, że coraz więcej ludzi mówi dość? Nastroje wielu społeczeństw są bardzo rewolucyjne i ja w duchu liczę, że ta wiosna jeszcze ma szansę przynieść coś dobrego, poza tym, co już dała mi samej. Teraz wykaże się jeszcze dla świata. Oby, oby.

Zdjęcie: Here's another epic shot of the ongoing uprising in Turkey!

Teraz chyba wszyscy patrzą na Turcję. Ja patrzę na to zdjęcie i czuję się podbudowana postawą Turków. 
                           
***

Jeszcze słów kilka o lunchu! Tematem przewodnim były burgery, ale oprócz dwóch rodzajów wegańskich buł z kotletami roślinnymi, pojawiły się nuggetsy, pizze, frytki z buraków, ziemniaków, marchewek i selerów. Były też sałatki wiosenna i coleslaw z majonezem sojowym. Na deser ciastka, muffiny i szarlotka. 
I przede wszystkim po raz pierwszy udało się nam zminimalizować problem wyrzucania żywności przez lunchowych gości, bo to spędzało mi sen z powiek od początku naszej działalności. 
W dodatku zorganizowałyśmy mały quiz dla chętnych, gdzie wygrać można było książki o wegańskiej tematyce, ale niestety okazało się, że wiedza na temat weganizmu nie jest szczególnie rozbudowana, co daje nam jednak motywację, aby działać dalej i postawić nieco na aspekt informacyjno-edukacyjny. 
Cały czas kombinuję, co zrobić, aby lunche nie drażniły nachalnym aktywizmem, który może odstraszać ludzi z zewnątrz, do których w dużej mierze lunche są skierowane, ale jednocześnie, aby nie były takie wyjałowione z idei, bo gotowanie samo w sobie to ja mogę dla paczki przyjaciół zrobić, a nie od razu dla 150 przypadkowych osób. Będę to sobie dalej w głowie drążyć i w końcu na pewno coś wymyślę. ;) 

***

Lunch nie byłby taki udany, gdyby nie pomoc naszych nowych przyjaciół. Chodzi o Merapi Tempeh , którzy podarowali nam górę tempehu, a z  którego my zrobiłyśmy burgery. Przepis na nie znajdziecie poniżej. Jak na razie MT ma w swojej ofercie tempeh naturalny, smażony oraz tempehowe chipsy, ale myślę, że na tym nie będzie koniec i już czekam na kolejne bezbłędne wynalazki. 
Cieszę się, że pod nosem wyrasta mi sklep z tempehem, w dodatku tworzony przez ludzi, którzy nie znaleźli się tu przypadkiem, ale fantastycznie zaangażowanych, dzięki czemu, mogę polecieć Wam Merapi Tempeh z czystym sumieniem, nie czując się, jakbym prowadziła jakąś nachalną kampanię reklamową. ;) 

***

A teraz koniec marudzenia, tylko bierzemy się za przygotowanie burgerów! 

Składniki:
  • 1 szklanka ( około 100 g) granulatu sojowego
  • 1 szklanka bulionu warzywnego 
  • około 200-220 g pieczarek, posiekanych
  • 2 ząbki czosnku, zmiażdżone
  • 2 łyżki oleju
  • około 200-220 g tempehu, pokrojonego w małą kosteczkę. 
  • 1/4 szklanki płatków drożdżowych ( około 30 g) 
  • 2 łyżki mąki kukurydzianej
  • 2 i 1/2 łyżki siemienia lnianego i 3 łyżki wody, wymieszane
  • sól i pieprz
  • olej do smażenia ( opcja) 
Zalej granulat gorącym bulionem i pozostaw na 10 minut. Na patelni rozgrzej olej, smaż pieczarki i czosnek około 5 minut, do czasu aż pieczarki zredukują się o połowę. Zmniejsz ogień, dodaj tempeh i smaż kolejne 5 minut ( ostrożnie! żeby nie spalić!). Ostudź. 
W misce wymieszaj granulat, pieczarkową miksturę, płatki drożdżowe, mąkę kukurydzianą, miksturę z siemienia, sól i pieprz do smaku. Ugnieć ciasto, z którego uformuj 5-6 kotletów. Każdego kotleta owiń folią aluminiową i piecz w piekarniku rozgrzanym do 180 st.C. Możesz też upiec je na grillu lub usmażyć na patelni.
A teraz kotlety pakujemy w buły, dodajmy sojonez i inne smakowite dodatki, takie jak ogórki kiszone, awokado, pomidory, czerwoną cebulę czy to tam tylko sobie wymyślicie! Gotowe!
Smacznego!




A tu prawdziwy wegański chuligański dream team!

Maddy, Ida i Agatka



A teraz nucimy sobie ładną piosenczkę.


I wonder how many times you've been had
And I wonder how many plans have gone bad
I wonder how many times you had sex
I wonder do you know who'll be next
I wonder I wonder, wonder I do

I wonder about the love you can't find
And I wonder about the loneliness that's mine
I wonder how much going have you got
And I wonder about your friends that are not
I wonder I wonder, wonder I do

I wonder about the tears in children's eyes
And I wonder about the soldier that dies
I wonder will this hatred ever end 
I wonder and worry my friend 
I wonder I wonder wonder don't you?