wtorek, 30 kwietnia 2013

Wegańska ricotta z bazylią

Dzieje się w moim życiu ostatnio tyle, że nie wiem, co powinnam o tym wszystkim myśleć. Pewne wydarzenia zaburzyły spokój i pewność, że przecież takim ludziom, jak ja nie dzieją się złe rzeczy. Bynajmniej. Wyszłam z sytuacji obronną ręką, ale myśl o tym, że nie musiało tak być, cały czas siedzi w głowie. Przewartościowałam kilka spraw, bo liczy się czas i ważne, aby to życie przeżyć, jak najlepiej, spełniając swoje marzenia i byciu blisko ze wszystkimi, na których nam najbardziej zależy. Zobaczyłam też, komu zależy na mnie i to naprawdę dużo zmienia. 
Niemniej myślę, że każdy dzień to dar, liczą się drobiazgi, bo z nich składa się życie i każda miła chwila, spędzona z fajnymi ludźmi ma teraz dużo lepszy smak, niż jeszcze kilka dni temu. 
A że boli, że kręci się w głowie?? Przynajmniej czuję, że żyję i cenię to życia dużo bardziej. 
Koniec tajemniczego filozofowania. Przejdę do jedzenia. 


Wielu moich znajomych wegan uwielbia fake food. Te wszystkie parówki, szynki i sery w wersji wegańskiej. Ja sama, choć czasami zdarza mi się po nie sięgnąć to raczej staram się unikać takiego jedzenia. Tylko dlatego, że jest podobnie, jak większość wysoko przetworzonej żywności, raczej niezdrowe. Niemniej paczka parówek Polsoi uratowała mnie nieraz z opresji, uchroniła przed śmiercią głodową, kiedy wracałam do domu głodna, jak wilk, a bez sił, chęci czy to na zakupy, a nawet, co w moim przypadku nie jest normalne, na gotowanie. 
Domowe "sery" to zupełnie inna sprawa. Pojawiają się przepisy na blogach zagranicznych czy polskich, można też znaleźć instruktażowe filmiki na YouTube, pokazujące, jak na przykład przygotować domową "mozzarellę". Taki "ser" zawiera w sobie składniki dobrej jakości, a poza smakiem jest prawdziwie odżywczy, a przecież ważne jest, aby nasza dieta była z zrównoważona i abyśmy dzięki niej czuli się silni i zdrowi. 

O tym, ze Pani Moskovitz to fajna babka wiedzą wszyscy, a przepis na ricottę znalazłam "Vegan with a vengeance" właśnie jej autorstwa. W końcu to moja guru i mistrzyni, jeżeli o gotowanie chodzi. ;) Ricotta jest pyszna, świetnie nadaje się na kanapki, bo przetestowałam w drugim śniadaniu, ale też jako dodatek do rozmaitych dań. Naprawdę nie wiem, jak ma się jej smak do oryginału, bo nigdy nie jadłam tego sera, ale w sumie czy ma to znaczenie, gdy jego wegańska wersja smakuje taaak dobrze...?



Składniki:
  • ok.200 g tofu naturalnego
  • 1 łyżeczka soku z cytryny
  • 1 mały ząbek czosnku, zmiażdżony, przeciśnięty przez praskę
  • 1/8 łyżeczki soli
  • szczypta świeżo mielonego pieprzu
  • około 5 listków bazylii lub więcej
  • 1 łyżeczka oliwy z oliwek lub oleju rzepakowego tłoczonego na zimno
  • 2 łyżki płatków drożdżowych 
W misce przy pomocy rąk rozkrusz tofu. Dodaj sok z cytryny, czosnek, sól, pieprz i bazylię. Rozcieraj rękoma przez około 2-5 minut. Wlej oliwę i wymieszaj widelcem. Na koniec wsyp płatki drożdżowe i ponownie wymieszaj. Gotowe. Proste?
A teraz chociażby na kanapki! Ze świeżym pomidorem i kiełkami, jak znalazł na drugie śniadanie czy kolację! ;



A na zakończenie:

 WE WANNA LOVE 
 WHAT WE HAD WHILE WE HAD IT 
 AND NOT CARRY A SCORCHED MEMORY
 FOR THE REST OF OUR DAYS 


środa, 24 kwietnia 2013

Ciszki kaszubskie.

Niedawno na blogu pojawiało się danie rodem w Wielkopolski, znane każdemu chyba Poznaniakowi. Gzik, bo o nim mowa, pojawiał się na stole w moim rodzinnym domu, odkąd pamiętam. Choć w takim stopniu jestem Poznanianką, jak i Kaszubką, to kuchnię z Pojezierza Kaszubskiego znam gorzej i raczej z moich wakacji na Kaszubach, niż z domu. 
Nawet sobie nie wyobrażacie, jakim zaskoczeniem było dla mnie odkrycie, że serwowane w prawie każdej kaszubskiej knajpie ciszki, w zasadzie są wegańskie. Piszę: "w zasadzie", ponieważ podaje się je z boczkiem ( ale przecież zawsze można poprosić o to, aby usmażono je na oleju z cebulką). Poza tym, choć przepis, który mam z Kaszubskiego Domu Rękodzieła w Swornegaciach, jest wegański, o tyle, gdy wpisałam ciszki w wyszukiwarkę, wyświetliły mi się przepisy zawierające jajo. Przez moment nawet zwątpiłam, czy ten mój nie jest po prostu z błędem, ale jak się okazało po przyrządzeniu, wszystko udało się doskonale i na obiad miałam ciszki z kiszona kapustą, 100 % vegan.




Jedyną wadą tego przepisu jest to, że aby przygotować je samodzielnie potrzebujemy lnianych lub bawełnianych, zawiązywanych woreczków o bokach 8x30 cm. Z drugiej strony popatrzcie sami_e.


























Chyba nie trzeba mieć wielkiego talentu, ale przecięta umiejętność posługiwania się igłą i nitką, wystarczy, aby przygotować sobie takie woreczki w domu. Ja moje zakupiłam na Kaszubach.




Przygotowanie ciasta:
  • zaparzyć szklankę drobnej kaszy jęczmiennej
  • obrać 2 kg ziemniaków, umyć i zetrzeć na tarce ( jak na placki ziemniaczane)
  • do ciasta dodać zaparzoną, spęczniałą kaszę jęczmienną i łyżeczkę soli
  • wszystko dokładnie wymieszać. 
Tak przygotowane ciasto nałożyć do woreczków i zawiązać troczki. 
Napełnione woreczki włożyć do garnka z gotującą się wodą. 
Gotować około 60 minut.
Wyjąć z garnka, ostudzić pod zimną wodą i wyłożyć na deskę do krojenia. 
Ostudzone ciszki pokroić w plasterki. 
Smażyć na patelni, na rozgrzanym oleju. 
Można doprawić solą i pieprzem . 
Podawać z zarumienioną na oleju cebulką, można też z wędzonym, podsmażonym tofu. 
Gotowe!
Smacznego.




Ciszki na Kaszubach jada się na śniadanie z chlebem i kawą zbożową lub na obiad z surówką np. z kiszonej kapusty.


sobota, 20 kwietnia 2013

Czekoladowe muffiny z syropem z brzoskwiń.

Kochani! Kochane! Mam nadzieję, że czytacie ten post w biegu, bo zamiast siedzieć przed komputerem wolicie łapać słoneczko i produkować sobie witaminę D. Wolicie spacerować i śmigać rowerkiem po okolicy. Wolicie iść na kawę z kimś, kto rozśmiesza Was, gdy tylko o tej osobie pomyślicie, a co dopiero, gdy siedzi na przeciwko Was. ;) Widziałam, że gdy przyjdzie wiosna to wszystko się ułoży. Mam wprawdzie przed sobą perspektywę sesji do połowy sierpnia, ale nic nie szkodzi. W międzyczasie czeka mnie wypad do Berlina, nad morze, na Fluff Fest. Poza tym, są jeszcze koncerty, imprezy, spotkania, więc nie martwię się w ogóle. W końcu: jakoś to będzie ;) 

Upiekłam szybkie czekoladowe muffiny. Do kawy, którą zamierzałam wypić czytając od dechy do dechy pierwszy biuletyn organizacji Otwarte Klatki , ponieważ trzeba czasami ten swój weganizm podkarmić nie tylko pysznym jedzeniem, ale też myślą, refleksją i wiedzą. Czytacie czasami jakieś ziny, biuletyny, blogi dotyczące praw zwierząt? Jeżeli nie, to koniecznie zacznijcie, bo w końcu wiedza jest kluczem... 

Muffiny powstały spontaniczne. Koleżanka robiła niedawno u mnie w domu sałatkę i pozostawiła w mojej lodówce trochę syropu i brzoskwiń z puszki, a ja na ich bazie upiekłam czekoladowe babeczki. Przy okazji podpowiadam, co zrobić z syropem z puszki po owocach oraz, jak upiec muffiny bez mleka roślinnego.;) Wiem, że można na wodzie, ale ja osobiście wolę na mleku lub soku. Bardziej mi pasują, a te na wodzie wydają się być bez smaku. Babeczki wyszły mocno czekoladowe i wilgotne. Idealnie komponują się ze śmietanką z mleka kokosowego lub polewą przygotowaną z tabliczki gorzkiej czekolady i 3-4 łyżek gęstego mleka kokosowego z puszki. Polecam! :)




Składniki:
  • 1 szklanka syropu z brzoskwiń z puszki
  • 3 połówki brzoskwiń przerobione na mus przy użyciu blendera
  • 1/4 szklanki oleju
  • 1/4-1/2 szklanki cukru trzcinowego
  • 1/2 szklanki kakao
  • 1 płaska łyżeczka sody
  • 1 płaska łyżeczka proszku do pieczenia
  • 1 szklanka mąki pszennej zwykłej
  • 1/2 szklanki mąki pełnoziarnistej
  • 1 łyżka octu
  • garść suszonej żurawiny
Piekarnik nastawiamy na 180 st.C. Syrop wymieszać z musem, olejem, cukrem. Dodać kakao, proszek i sodę i ponownie wymieszać. Następnie przesiać mąki. Dokładnie wymieszać mikserem lub trzepaczką. Na koniec dodajemy łyżkę octu. Mieszamy. Ciastem napełniamy 12 foremek na muffiny. Pieczemy w przez około 20 minut. Sprawdzamy patyczkiem i jeżeli jest czysty po wetknięciu w muffina, oznacza, że babeczki są gotowe. 
Podajmy jak już wspomniałam wyżej ze śmietanką kokosową lub polewą na bazie czekolady i mleka kokosowego! Smacznego.:)



A teraz tańczymy i rozwijamy w ten sposób obie półkule mózgowe!


środa, 17 kwietnia 2013

Pyry z gzikiem po wegańsku. ;)

Miałam plan. Zasypać Was przepisami na burgery, ponieważ ostatnio urządziłam małe Burger Party dla kilku zaprzyjaźnionych osób. Nie tylko usmażyłam/upiekłam trzy rodzaje kotletów, ale nawet wraz z siostrą przygotowałyśmy domowe bułeczki. Na deser były tofurniki i ciasto z galaretką, ale tu wspomogli nas nasi goście. :) Ja przygotowałam dyniowy tofurnik na spodzie z karmelowych herbatników i byłam całkiem zadowolona z efektu. Niestety nie mam ani jednego zdjęcia jedzenia z imprezy, więc przepisów na razie nie będzie... Nie na burgery. Kiedyś je przygotuję i wrzucę przepisy, a tymczasem mam coś na pocieszenie. 
Przygotowałam za to coś, co mi osobiście zawsze kojarzy się w wiosną, a ona w końcu zawitała i chyba zostanie już na dobre. Pyry z gzikiem to danie regionalne, charakterystyczne dla Wielkopolski, a zwłaszcza dla Poznania, więc w moim rodzinnym domu siłą rzeczy gościło i to nierzadko. Oryginalnie gzik to twaróg z cebulą, szczypiorkiem, rzodkiewką, czasem zielonym ogórkiem. W sumie jeżeli chodzi o dodatki to mogą być dowolne i wiele osób przygotowuje gzik z samą cebulą. Moja Mama dodaje czasami kiszone lub małosolne ogórki i taka opcja też jest mniam mniam.
Kiedy zostałam weganką musiałam rozkminić, jak tu wrócić czasami do obiadu, który zawsze będzie mi się kojarzył z dzieciństwem i aby moje ewentualne dziecko, ponieważ nadal o dziwo dopuszczam do siebie myśl o małym ludziku w swoim życiu,  też mogło, od czasu do czasu, zasmakować tego, w sumie prostego, całkiem zdrowego i wiosennego dania.


Składniki:
  • szklanka nerkowców, moczonych przez noc
  • 1/2 szklanki wody lub mleka roślinnego ( niesłodzonego) 
  • 3 łyżki oleju rzepakowego tłoczonego na zimno
  • sok z połowy/ ćwiartki cytryny ( w zależności czy mała czy duża i czy wolimy więcej czy mniej kwaśne)
  • 180 g tofu naturalnego ( jedwabiste świetnie się nada)
  • 3 rzodkiewki
  • 1/2 cebuli, dowolnego koloru ( można użyć całej, jeżeli jest mała lub lubimy dużą ilość cebuli) 
  • mały pęczek szczypiorku
  • 2 cm zielonego ogórka
  • świeżo mielony pieprz i sól do smaku
Nerkowce odsączyć i zmielić w blenderze/rozdrabniaczu z wodą lub mlekiem roślinnym. Dodać olej, sok z cytryny i rozdrobnione tofu i mielić, aby uzyskać możliwe najbardziej gładką masę. Rzodkiewki, cebulkę, ogórka siekamy w drobną kostkę. Szczypiorek również siekamy. Tak przygotowane warzywa mieszamy ze masą z orzechów i tofu. Przyprawiamy solą i pieprzem do smaku. Opcjonalnie można też dodać odrobinę słodkiej i ostrej papryki. Podajemy z ziemniakami ugotowanymi w mundurkach ( najlepiej na parze!) . Posypane koperkiem lub natką pietruszki. Gotowe! 



A na koniec spora dawka hipsterstwa, ale jakoś tak mam, że się identyfikuję czasem z całkiem niespodziewanym utworem. ;) 



As a child, my mother said to me
Don’t be afraid to lead the way you see
And it’s only you who knows
Nobody else can see

But do I chase myself into the dark?
In the thousand ways to lead me back to start
But you make it easy, you
To be who I want to be

And if the man in white comes over
I know you’ll still be there for me
To chase down the wolves around us
I keep the memories inside my mind
To show me how to leave the darkness
You will take me home and then believe me

Take my hand and lead me out from here
Hunted down, their footsteps drawing near
I knew you would come for me
I’m sorry you’re in so deep

And if the man in white comes over
I know you’ll still be there for me
To chase down the wolves around us
I keep the memories inside my mind
To show me how to leave the darkness
You will take me home and then believe me

And now I was so scared, I could not see the light
I didn’t want to be alone
But you just stand there watch them hold me down
I need to know that you’re around

And now I was so scared, I could not see the light
I didn’t want to be alone
But you just stand there watch them hold me down
I need to know that you’re around

niedziela, 7 kwietnia 2013

Wiosenne życzenia!

Wszyscy jesteśmy już chyba troszkę zniecierpliwieni. Spóźnia się ta wiosna w tym roku dosyć niepokojąco. A tak tęsknimy za słońcem, kwitnącymi krzewami, liśćmi na drzewach i za ciepłą, zieloną trawą, na której można sobie bezkarnie leżeć.
Nie wiem, jak Wy, ale ja czuję, że ona jest już w okolicy i na dniach opatuli nas swoim ciepłym ramieniem. Pozostanie do lata.
W związku z tym, mam trochę życzeń.
Skomponowałam posta, zamieszczając zdjęcia, która skrzętnie zapisywałam na swoim pulpicie i które sobie przeglądam, gdy jest mi smutno.
A czego życzę sobie wiosną tego roku?

 Aby była słoneczna i aktywna!

Żebym mogła chodzić w sukienkach, bo szkoda, że tak wiszą w szafie...


Choć raczej częściej wybieram taki stój...


Żebym całą wiosnę czuła się piękna, jak gwiazda francuskiego kina.


No i żeby była NADZIEJA... ;)


Mieszkanie pełne kolorów i książek...





Kuchnia jest sercem domu, więc musi być wystrzałowa! 


Ale żeby jednak dużo czasu spędzać na słoneczku, na trawce...




Siedzieć sobie, czytać książki...



... i pić dobra kawę...



... i jeść pyszne pyszności...




I być w kontakcie z ludźmi, których się kocha...




Bo miłości tej wiosny na pewno nie zabraknie...











Foto: To jeszcze jeden akcencik z okazji dzisiejszego "święta". :)

Film Still


I spontanicznego wypadu nad morze, który planuję, co roku, a w tym na bank go zrealizuję!


Medycyna = Miłość o każdej porze roku i jak, każda prawdziwa, jedyna pełna jest dramatów, łez i obrzucania się błotem... 


Grunt to znaleźć czas dla najbliższych przyjaciół, jakimikolwiek freakami by nie byli...





... i jakkolwiek dziwnie by nie wyglądali...


Choć wiadomo, że nawet wiosną dopadać będzie czasem poczucie samotności... i co najmniej raz dziennie stwierdzę, że jestem totalnie samotna...


Ale przeminie i to, gdy pomyślę o SIOSTRZANEJ MIŁOŚCI i tym , że dziewczyny MUSZĄ trzymać się razem i solidaryzować w dobrych i złych chwilach, jasne? 



I żeby wiosną nie zabrakło optymizmu. W końcu, gdy nie zadziała plan A... to alfabet ma jeszcze 25 kolejnych liter, prawda?



To co, Wiosno? Wpadasz?