środa, 4 grudnia 2013

Pudding z komosy ryżowej. Z dyniową konfiturą.

Nim się obejrzałam, zaczął się ostatni miesiąc tego roku. Roku, który jest dla mnie równie słodki, jak i gorzki. Powolutku zaczynam, raczej mimowolnie, bo nie lubię tego robić, podsumowywać te kilka miesięcy, które za nami. Na pewno nie mogę narzekać... Jestem dzielna, cały czas klaruje mi się głowie kilka planów na życie, a może niekoniecznie na życie, ale na najbliższe kilka lat. I to są miłe rzeczy, bo niosą ze sobą sporą dawkę pozytywnej energii, rozwój. Kroczę do przodu, pomału, ale przed siebie. 
Moi bliscy odwodzą mnie trochę od pomysły wyjazdu do Berlina po studiach, tłumacząc, że tam już są fajni lekarze, a tutaj nadal brakuje takich osób, jak ja. Poza tym, zupełnie nie w moim stylu byłoby pojechać "na gotowe"... Ja lubię tworzyć, działać, zmieniać i tu, gdzie teraz jestem, mam spore pole do popisu, aby zrealizować swoje marzenia i plany. Afryka oraz praca Lekarza Bez Granic też będzie gdzieś po drodze. Ludzi i innych zwierząt, którym trzeba pomagać nie brakuje nigdzie. Czy to w Berlinie, czy Poznaniu, czy Dar-es-salaam. Pozostaje kwestia tego, w którym miejscu będę najbardziej potrzebna, bo tam, gdzie przydam się w największym stopniu, tam będę szczęśliwa. Jestem tego pewna. 





W sumie perspektywa jedzenia na śniadanie codziennie innych wegańskich lodów i jogurtów, co mogłoby mieć miejsce w Berlinie, nie jest moim celem życiowym. Nie jest priorytetem. Priorytetem jest bycie szczęśliwą nie dzięki waniliowemu jogurtowi Alpro czy kokosowym lodom Purely Decadent, ale dzięki temu, że codziennie będę mogła komuś pomóc, zmienić czyjeś życie, promować weganizm i z czystym sumieniem wracać do domu, gdziekolwiek nie będzie i czy będzie w nim mieszkał ktokolwiek inny poza moją Malaiką i mną. 

Nim wrzucę tutaj kilka przepisów, które mogą przydać się Wam w czasie świąteczno-sylwestrowym, pokażę w jaki sposób można wykorzystać konfiturę dyniową, na którą receptura znajduje się na blogu. Ostatnio znów więcej kombinuję ze śniadaniami, ale nie chce mi się jeść w kółko tych samych rzeczy. Chcę, aby moje jedzenie było rozmaite, zdrowe oraz aby dawało mi energię w te chłodne, grudniowe poranki. 

Przeglądam blogi, polsko- i angielskojęzyczne, szukam i inspiruję się. Ostatnio jadam na śniadania pudding z kaszy quinoa z konfiturą dyniową, ale tak naprawdę każda inna również się nada. Zresztą to nie musi być śniadanie, ale równie dobrze poobiedni deser. To nie musi być konfitura, ale mus ze świeżych lub mrożonych owoców. Cokolwiek przyjdzie wam do głowy, nawet rozpuszczona czekolada... ;) 
Owszem, pudding zawiera cukier, ale trzcinowy brązowy w konfiturze i syrop klonowy w masie z kaszy. Jeżeli ktoś ma taką fantazję to może użyć innego słodu. Od wyboru do koloru. Nic nie narzucam, tylko inspiruję. Smacznego! :)  

Składniki:
  • 2 szklanki mleka roślinnego ( u mnie sojowe, bez cukru) 
  • 4 łyżki kaszy kaszy quiona, zmielonej w młynku na proszek
  • 4 łyżki syropu klonowego
  • 1 łyżka oleju z orzechów laskowych ( każdy inny o neutralnym smaku też się nada)
  • laska wanilii, wydrążyć. 


Do garnka lub głębokiej patelni o grubym dnie wlej napój roślinny oraz dodaj pozostałe składniki. Podgrzewaj na średnim ogniu cały czas równomiernie mieszając trzepaczką, do momentu kiedy zacznie wrzeć zmniejsz ogień do minimum i dalej mieszaj, aż masa będzie gładka. Uważaj, aby nie przypalić (!). Kiedy odpowiednio zgęstniej, wyłącz. Gorący pudding nałóż do miseczek lub szklaneczek, przekładając ulubioną konfiturą. Jemy na ciepło, jemy na zimno. Jakkolwiek. Smacznego! :) 


          



5 komentarzy:

  1. Dobre śniadanie to podstawa !!! Pudding wygląda wspaniale
    Maddy ty w Polsce bądź lekarzem , takich ludzkich nam trzeba

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, Margot, sama jestem ciekawa, gdzie mnie rzuci. :) A śniadanie to wiadomo - najważniejszy posiłek w ciągu dnia ;)

      Usuń
  2. Ooo, podoba mi się, me gusta!
    A postawa bardzo dobra moim zdaniem, mam nadzieję, że powiedzie ci się wszystko, co wyznaczysz sobie za cel :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. stawiam sobie te cele i dążę, dążę. Nie ma innej opcji ;)

      Usuń
  3. Ja też mam cele z których kiedyś się śmiano....wiele razy mówili mi puknij się w głowę....a teraz? To ja się z nich smieje! Pudding cudowny!

    OdpowiedzUsuń