wtorek, 12 listopada 2013

Pesto z natki pietruszki i migdałów i garść zaproszeń.


Niedawno miałam przedziwny sen. Śniło, że mam córeczkę i że zgubiłam ją w drodze do przedszkola na Śródce... Zaczęłam jej szukać dopiero po kilku godzinach, po zajęciach w szpitalu na Szwajcarskiej, których przecież nie mogłam opuścić, bo trwały tylko tydzień i nie miałabym kiedy ich odrobić... Najgorsze jest to, że jej nie znalazłam, bo mnie obudziła siostra.
Gdybyście zapytali mnie, jak wyglądała to odparłabym, że jak taka moja miniatura.
Rozmawiałam o tym z koleżanką i stwierdziła, że tak naprawdę to nie była moja córeczka, ale ja sama. Bojąca się, że muszę pożegnać się ze swoim "wewnętrznym dzieckiem" na rzecz życia, które teraz prowadzę, obowiązków, jakie mam do spełnienia. Może, może. To nawet ma sens. Ostatnio musiałam szybko dorosnąć. Dużo się zmienia bezpowrotnie, biegnie do przodu i nikt nie pyta czy mi się to w ogóle choć trochę podoba... Szkoda, że to co sprawia, że doroślejemy jest zazwyczaj bolesne.
Z drugiej strony wszystko dobre, co mi się teraz przytrafia "smakuje" dwa razy lepiej niż do tej pory... Nabrałam też dużego dystansu do życia. Nie przejmuję się pierdołami, nie wchodzę w konflikty, nie przejmuję się, odpuszczam, macham ręką na te drobiazgi, które niepotrzebnie zawracają głowę, a które na pewno nie są warte moich nerwów. Nie tworzę problemów.
Powiedzmy sobie, że w życiu jest zazwyczaj pod górkę. Jako ludzie lubimy sobie usypać niezły kopczyk do wspinaczki. Bardzo staram się tego nie robić. Chcę, żeby było możliwie prosto. W każdym razie nie chcę być tą, która sprawia, że wszystko się komplikuje.

***

Mam dla Was dwa zaproszenia. Chronologicznie na lunch i demonstrację. W Poznaniu i w Warszawie.

Na początek o jedzeniu, czyli kolejnej już edycji Vegan Lunchu, w który mam niezmierną przyjemność być zamieszana. Tym razem tematem przewodnim będzie kuchnia bałkańska!
Zysk z biletów przeznaczymy na Stowarzyszenie Otwarte Klatki , a na bramce zbierać będziemy miski, koce i akcesoria dla podopiecznych Fundacji Głosem Zwierząt
Będzie kolorowo i wesoło. Przy rytmach bałkańskiej muzyki, przy pysznym, wegańskim jedzeniu będziemy rozgrzewać się w to listopadowe popołudnie w poznańskiej Meskalinie. 
W imieniu całego Vegan Hooligan Crew zapraszam bardzo, bardzo serdeczenie! 

Zapisy zbieramy tutaj


Kolejne wydarzenie, na które serdecznie Was zapraszam to ogólnopolska demonstracja z okazji Dnia bez Futra. Wszelkie informacje znajdziecie tu, a ja z mojej strony mogę jedynie gorąco zachęcać, aby niedzielę 24.11.  2013 spędzić właśnie w Warszawie i wspólnie zatrzymać ekspansję ferm norek i doprowadzić do ogólnopolskiego zakazu hodowli zwierząt futerkowych. Do zobaczenia!! 

A teraz jeszcze mam jedną prośbę. Poświęćcie dwie minuty i podpiszcie się pod petycję na rzecz zakazu hodowli zwierząt futerkowych w Polsce. Klikamy i podpisujemy. Dzięki! 




***

To tyle. A teraz czas na przepis. :)

***
Będąc na wsi u rodziców, gdzie udało mi się uciec pod koniec października na prawie cały tydzień, robiłam pietruszkowe dania. Natka pietruszki była jedynym, co w tym roku naprawdę dorodnie wyrosło w ogrodzie rodziców i prosiła się, aby ją wykorzystać. Totalnie eko i bio. Bez chemii, dodatków, za to bogata w minerały, przede wszystkim żelazo oraz w witaminy. Musiała królować na moim stole tym razem. 

Zrobiłam zupę z jej udziałem, sok z cytryną i focaccię verde. Pesto to taki klasyk. Spośród wszystkich wariacji na temat tego włoskiego sosu, po pietruszkowy sięgam najczęściej. Czasami zjadam klasycznie z makaronem, ale zazwyczaj służy mi jako sos do kanapek. Nawet trudno opisać, jak dobrze smakuje ze świeżym, domowym pieczywem... Mmmmm....




Przepis zaczerpnęłam od Jadłonomii.

Składniki:
  • pęczek natki pietruszki
  • 100 ml oliwy z oliwek
  • 50 ml lekko podprażonych migdałów (najlepiej tych w słupkach)
  • skórka otarta z połówki cytryny
  • łyżeczka soku z cytryny
  • sporo soli oraz czarny pieprz
  • ząbek czosnku 
Wszystkie składniki umieszczam w naczyniu blendera i blenduję do czasu,  ładnie się połączą. 


Ja najczęściej jem pesto z domowym pieczywem, ale niejednokrotnie ratuje mnie, kiedy nie mam nic na obiad i wówczas zjadam je z pełnoziarnistym makaronem. Posypuję wegańskim parmezanem. Oczywiście.:) 

A na koniec dziewczęcy rap. Coś dotyczące wczorajszego dnia... 


2 komentarze:

  1. Takie pesto.... ubóstwiam, robię raz na tydzień obowiązkowo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. i w dodatku jaka to bomba witaminowa ;)

      Usuń