czwartek, 21 listopada 2013

Dyniowo-grzybowy gulasz, czyli jemy sezonowo!

W moim życiu dzieje się ostatnio dużo. Bardzo dużo. W sumie tego oczekiwałam po tym roku, w którym jedną nogą jestem jeszcze na studiach, ale drugą gdzieś w przyszłości. Życie nabrało rozpędu, czuję się znów, jak na karuzeli, która kręci się w kółko coraz szybciej i szybciej. Wydaje mi się, że już się nie uspokoi. W każdym razie nie teraz. 
Szkoła pochłania coraz więcej czasu, energii, uwagi. Ciężko przestać o niej myśleć, analizować i żyć w ciągłym, lekkim stresie, ponieważ czas, gdy stanę po drugiej stronie nieuchronnie się zbliża. 
Choć medycyna jest moją endless love, moje punkowe, zbuntowane, wegańskie serduszko nie pozwala mi, abym na niej poprzestała. Myślę nawet, że to, że mam swój świat poza nią uchroni mnie kiedyś przed tym, co nazywają "wypaleniem zawodowym". Myślę, że da mi poczucie bycie fair wobec siebie. Dzięki temu będę mogła być lepsza, jako człowiek, jako lekarz. Muszę tylko nauczyć się rozróżniać empatię z syntonią... 
W zeszłym tygodniu miałam przyjemność uczestniczenia w "Żywej Bibliotece" w ramach Dni Równości i Tolerancji. Byłam "żywą książką" o najlepszym tytule "Weganka" :). Chętne osoby mogły dosiąść się do stolika, przy którym siedziałam i porozmawiać ze mną o tym, dlaczego wybrałam taki styl życia, co mną kieruje, czy łatwo czy trudno żyje mi się wśród mięsożerców. Padały pytania tendencyjne i całkowicie nowe. Nie mniej było to dla mnie bardzo ciekawe, sympatyczne doświadczenia, zwłaszcza, że jestem osobą bardzo rozmowną i komunikatywną, szybko łapiącą wspólny język z całkowicie obcymi mi ludźmi. Przyznam, że miałam trochę wątpliwości, czy dobrze jest brać udział w czymś takim i czy to nie jest tak, że utwierdzać będę innych w tym, że weganizm rzeczywiście jest czymś dziwacznym, co trudno jest tolerować. Jednak potem pomyślałam, że może mam szansę pokazać go, jako coś totalnie normalnego komuś, kto jeszcze nie miał z nim do czynienia. Troje z czwórki moich rozmówców z weganizmem spotkało się po raz pierwszy. Te rozmowy, choć o rzeczach, które przegadałam już milion razy z trylionem ludzi,  były dla mnie wciąż ciekawe i miałam wrażenie, że odkrywam przed kimś jakiś nowy wspaniały świat. :) Oczywiście, pytania w stylu: czy umawiałabym się z mięsożercą totalnie mnie rozbawiły, zwłaszcza, że miałam przypinkę "I love vegan boys" przy bluzie, ale nie żałuję, że poświęciłam swój czas na bibliotekę. Lubię łamać stereotypy, promować weganizm nie jako dietę, choć tematy nierzadko krążą wokół talerza, ale jako styl życia, postawę, sprzeciw. Nie lubię rysować go, jako coś dziwacznego, trudnego, dla wybranych. Mam nadzieję, że udało mi się pokazać weganizm od najlepszej strony. 
Kolejną wegańską "akcją", a której brałam czynny udział był niedzielny Vegan Balkan Lunch w naszej kochanej Meskalinie. Wierzyć mi się trochę nie chce w to, że była to już trzynasta edycja  i wciąż myślimy o kolejnych. Po raz kolejny udowodniłyśmy, że kuchnia wegańska jest smaczna, zdrowa, kolorowa i przede wszystkim, że nie zna granic, bo każda kuchnia w swojej tradycji ma dania roślinne lub takie, które bez problemu można na takie przemienić. Jestem naprawdę dumna z Vegan Hooligan Crew i mam do niej stosunek matczyny, bo jest dla mnie jak dziecko. Dopóki nie będę pewna, że jest już całkowicie samodzielne i żyje własnym życiem, nie odpuszczę sobie zaangażowania w tę inicjatywę. Tym bardziej, że głowy są wciąż pełne pomysłów, dołączają do nas nowe osoby ze świeżą energią. Znowu się chce... 
A dzięki temu, że lunch pomaga nam wspierać słuszne inicjatywy takie, jak Stowarzyszanie Otwarte Klatki czy też Fundację Głosem Zwierząt, tym bardziej jestem usatysfakcjonowana, bo praca, którą włożyłyśmy w przygotowanie lunchu nie tylko przełożyła się na wypełnienia żołądków, ale pomaga tym, którzy starają się zmienić los zwierząt. 

Rozpisałam się i w całym tym natłoku słów muszę przejść do jedzenia. Jestem fanką dyni, grzybów i gulaszów. Tutaj mam 3 w 1. Danie jest proste i pyszne. Spróbujcie koniecznie. Sezon na dynię JESZCZE się nie skończył. 


Składniki:
  • 1 kg miąższu dyni, waga samego miąższu
  • 400 g grzybów – leśnych, pieczarek, boczniaków lub mieszanych 
  • 1 spora garść suszonych śliwek
  • 1 średnia cebula
  • ½ pęczka natki pietruszki
  • 2 czubate łyżki koncentratu pomidorowego lub więcej wedle uznania
  • 1 łyżeczka soli
  • ½ łyżeczki pieprzy Cayenne
  • ½ łyżeczki kurkumy
  • ½ łyżeczki gałki muszkatołowej
  • ½ łyżeczki wędzonej lub słodkiej papryki
  • 2 łyżki oleju
  • 1 szklanka kaszy np. pęczku, jaglanej lub gryczanej (jaką lubicie)
  • 1 kostka/1 łyżka bulionu w proszku dobrej jakości

Miąższ dyni kroimy w kostkę. Mniejsze  grzyby możemy pozostawić w całości, większe kroimy na  kawałki. Suszone śliwki kroimy na wąskie paseczki, cebulę siekamy.
W garnku rozgrzewamy olej, wrzucamy cebulę i przyprawy. Smażymy chwilę, aż cebula się zeszkli. Dodajemy dynię, grzyby i koncentrat pomidorowy, mieszamy i chwilę smażymy. Wlewamy ½ szklanki wody, mieszamy. Przykrywamy garnek i dusimy około 20 minut. W tym czasie dynia i grzyby powinny zmięknąć. Dodajemy suszone śliwki, dusimy jeszcze 5-10 minut. Przed podaniem obficie posypujemy posiekaną natką pietruszki.
Podajemy z ulubioną kaszą.  



Przepis zaczerpnęłam z Siostrzanego Bloga 



Someday 
I'll feel no pain 
Someday 
I won't have a brain 
They'll take away the part that hurts 
And let the rest remain 
Fix me 
Fix my head 
Fix me please, I don't wanna be dead 

Someday 
We'll all be rich 
Someday 
I won't listen to you bitch 
I'll turn up the volume 
And you can hear all the shit we play just for you 
Fix me 
Fix my head 
Fix me please, I don't wanna be dead 

6 komentarzy:

  1. Wciąż nie mogę się przekonać do dyni w wersji wytrawnej, ale skoro to gulasz, czyli coś co uwielbiam, to może się przekonam. ;)
    A co do tego wypalenia to na pewno dobrze mieć jakąś odskocznię. Niestety chyba nie jest tak kolorowo. Pracuję z lekarzami, więc widzę ile czasu spędzają w pracy i nie mają czasu właściwie na nic. Wierzę jednak, ze da się wszystko pogodzić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiadomo, że praca to 90% życia lekarzy, ale ja połączę kiedyś przyjemne z pożytecznym i będę promować weganizm, właśnie jako lekarka ;) Jestem w połowicznie lekarskiej rodziny, więc jestem w ten system uwikłana od poczęcia ;)

      A gulasz oczywiście polecam bardzo, bardzo! ;)

      Usuń
  2. Gulasz vel potrawka bardzo mi się widzi
    Wiesz Maddy jesteś chyba jedynym lekarzem( no prawie ,ale już tuż tuz) którego, super :)
    A te inicjatywy co bierzesz udział świetna sprawa to chyba najlepsza reklama weganizmu jaka znam
    buziaki trochę znam co jest weganką :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba coś przeskoczyło w komentarzu, ale rozumiem o co chodzi i dziękuję pięknie :)

      Usuń
  3. Ależ ten gulasz musi być aromatyczny. Grzyby i wędzona papryka na pewno o to zadbały :) A poza tym świetnie wygląda.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rzeczywiście, gulasz pyszny i polecam serdecznie! :)

      Usuń