poniedziałek, 14 października 2013

Konfitura z dyni z pomarańczą, imbirem i kardamonem. MOC!

Ostatni weekend był jedyny w swoim rodzaju. Pod wieloma względami... Zawsze byłam freakiem, rodzice określali mnie mianem aparatki i powiedzmy sobie szczerze, że coś na rzeczy jest... Po kim ja taka? Tego tak do końca nie wie nikt... Wiecznie się w coś pakowałam jeszcze, gdy byłam dzieckiem i w sumie pozostało mi to do dziś... Jak magnes przyciąga metale, tak ja absurdalne sytuacje, dziwnych ludzi i miejsca. Z drugiej strony, przynajmniej nie mam nudnego życia, a do tego wprowadzam sporo zamieszania do codzienności bliskich mi osób...

Plan na sobotę był dosyć jasny. O 13:30 idę na spotkanie z Sylwią Chutnik do "Zemsty" z ramach festiwalu NO WOMEN NO ART . Niestety z różnych powodów, o których nie będę tu przynudzać, położyłam się spać na lekkim rauszu, zupełnie zapominając, aby ściągnąć z palca dosyć ciasny pierścionek... W sobotę obudziłam się z dwa razy większym palcem, bólem i zerową szansą na ściągniecie go domowymi metodami i z milionem rad z internetowych forów dla nieokrzesanych.... W sumie to nie był taki zwykły pierścionek, ale dość duży sygnet ze stali chirurgicznej... Razem z kumplem, psem, spuchniętym palcem pojechaliśmy do znajomych, którzy potencjalnie mogliby mi pomóc. Wizyta u nich skończyła się godzinnym piłowaniem pierścionka, ale niestety efekt był mniej niż mierny... W końcu ktoś poradził, żebyśmy skoczyli do straży pożarnej, bo przecież tam na pewno dysponują niezbędnym sprzętem... Niestety komenda, która była najbliżej przechodzi właśnie remont i została przeniesiona gdzieś, sama nie wiem gdzie... Kolejnym  punktem była "Zemsta", gdzie Sylwia Chutnik prowadziła swoje spotkanie, a ja szukałam pomocy u znajomego, który na cięciu i takich tam zabawach podobno trochę się zna. Niestety czas uciekał, a mój palec nadal był uwięziony. Ostatnią deską ratunku był SOR. Pawełek straszył mnie już martwicami i niedowładami, więc co począć? Trzeba iść się skompromitować i modlić się, żeby nie musieć pracować nigdy z ludźmi, którzy będą świadkami tej całej absurdalnej sytuacji.... Koniec końców przypomniało nam się, że przecież tuż obok szpitala jest jednostka straży pożarnej, więc postanowiliśmy jeszcze raz poszukać szczęścia poza SORem...
Gdy pan strażak zapytał się o co chodzi, nie byłam w stanie nic powiedzieć, bo tak chciało mi się śmiać.... Na szczęście Pawełek opowiedział pokrótce o wszystkim, na co pan strażak powiedział, że musi zawołać komendanta.... Potem już wszystko poszło niemal, jak z płatka. Sama nie wiem, kiedy ale znalazłam się w garażu straży pożarnej, z rączką na imadle,  sercem w przełyku, otoczona dwunastoma strażakami i Pawełkiem za plecami. Trochę to piłowanie trwało, ale koniec końców udało się - palec został uwolniony, obrzęk zszedł, ja byłam prze szczęśliwa, panowie strażacy spisali się na medal i nawet nie kpili ze mnie tak bardzo... Z emocji aż zapomniałam okularów, więc niestety muszę tam jeszcze po nie wrócić i wytłumaczyć, że to ja - ta od pierścionka... Zdjęcia nie mam, a szkoda... Może następnym razem...:)

Na zakończenie tej HERstorii powiem tylko, że z takimi problemami chodzi się do jubilera... Ale gdybyście woleli niekonwencjonalnie, absurdalnie i zabawnie to straż pożarną polecam z całego serca! ;)

Wieczorem mogłam udać się ze spokojem na spektakl "Ceglorz" .



A teraz zapraszam na jesienną konfiturę z dyni. Ja przerobiłam chyba z 8 kg i obdarowują nią teraz wszystkich dookoła. Jest pyszna i aromatyczna. Idealna do ciast, herbat i deserów. Wykorzystujcie sezon, róbcie domowe przetwory, bo naprawdę nie ma nic lepszego. 

Przepis pochodzi ze strony Biblia Smaków.




Składniki:

(na 4 słoiki po 250 ml)
  • 2 kg dyni
  • 2 pomarańcze
  • 1 cytryna
  • 1,5 łyżeczki tartego kardamonu
  • 1 łyżeczka imbiru w proszku
  • 1,5 szklanki cukru trzcinowego
  • 1 łyżka syropu klonowego

Dynię obrać, oczyścić z pestek i pokroić w kawałki. Jeśli ktoś ma ochotę i miejsce na to, pestki również można oczyścić i suszyć na słońcu. Pomarańcze przelać wrzątkiem i wyszorować.
Na głęboką patelnię wsypać cukier i wlać 1/2 szklanki wody – robię to po to, żeby dynia nie przypaliła się zanim sama puści sok. Na małym ogniu rozpuścić odrobinę cukier, dodać dynię, skórkę startą z dwóch pomarańczy i sok z nich. Dokładamy kardamon, imbir i sok z cytryny, na koniec syrop.
Najpierw dusić wszystko pod przykryciem przez 15 minut. Potem zdjąć pokrywkę i smażyć tak długo, aż konfitura zgęstnieje. Jeśli zostaną kawałki dyni, to konfitura będzie jeszcze smaczniejsza. Żeby nie zrobić ze wszystkiego „ciapki” trzeba pamiętać o tym, że zarówno duszenie jak i smażenie musi być na małym ogniu, a mieszać trzeba bardzo delikatnie drewnianą łyżką.
Gotową konfiturę przełożyć do słoików i dokładnie zakręcić. Na dno dużego garnka położyć ścierkę, wlać letnią wodę, ustawić słoiki i gotować. Od momentu kiedy woda zacznie wrzeć pasteryzować 20 minut. Pasteryzuję pod przykryciem, a potem zdejmuję garnek z ognia i czekam aż słoiki trochę wystygną. Przekładam je na ścierkę ustawiając do góry dnem, i tam pozostają aż do całkowitego ostudzenia.
 

Na zakończenie utwór z wczorajszego koncertu, który zrobił na mnie naprawdę duże wrażenie!

HERSTORIA! 

5 komentarzy:

  1. A można użyć kardamonu w proszku, w sensie np. Kamisa i syropu z agawy?

    OdpowiedzUsuń
  2. jaki imbir ? świeży, w proszku ? proszę o precyzyjność !!!

    OdpowiedzUsuń
  3. Hello, its fastidious article regarding media print, we all be familiar with media is
    a impressive source of data.

    my website ... riot points generator (http://sixgun69.dothome.co.kr/xe/?document_srl=126233)

    OdpowiedzUsuń