wtorek, 17 września 2013

Wegańskie spaghetti po bolońsku. Z tempehem.

Wiem, że to, co zaraz napiszę zabrzmi z lekka makabrycznie. Wiecie, co jest fajne w zderzeniu się z autem podczas jazdy rowerem? Wiecie, jaki strach się czuje, gdy nagle tuż przed Wami pojawia się maska samochodu i nie możecie zrobić już nic? Uderzacie w nią, przelatujecie przez kierownicę, spadacie na maskę, następnie na asfalt? Pisk opon, huk uderzenia roweru o blachę samochodu, dźwięk ciała uderzającego o maskę. Mam to w głowie, choć od wypadku minęło już kilka ładnych miesięcy. Rwący ból lewej nogi raczej nie da mi o tym zbyt szybko zapomnieć. Ale to może i dobrze? Może to ma nawet sens? Dzięki temu, a właściwie od tamtego kwietniowego, swoją drogą, bardzo słonecznego, wiosennego dnia, , kiedy wybrałam się z siostrą po tofu, bo naszła nas ochota na tofucznicę, nawet przez chwilę nie wątpię w sens życia, nawet przez moment nie jest mi wszystko jedno. Wręcz przeciwnie, chcę żyć na 100%, w najlepszym znaczeniu oczywiście. Nie chcę marnować chwil, nie chcę tracić najlepszych momentów, chcę mieć blisko ludzi, których kocham, których przyjaźń jest najcenniejszym, co mam. Staram się. Chcę dawać z siebie wszystko. Chcę być tak dobra, jak tylko mogę, pozwalają mi na to zdolności, umiejętności i czas. Nie ma czasu na marnowanie chwil, nie ma czasu dla ludzi, którzy wysysają ze mnie energię i zabierają radość życia i spokój. Po prostu. 
Jest za to czas na rozmowę, wino z przyjaciółmi, burgera z przyjaciółką i kawę z najlepszymi ludźmi, jakich przyszło mi w spotkać. Jest czas na pieczenie chleba i domowy hummus. Jest czas na przygotowanie ciasta dla przyjaciół, wyjście nad Wartę, piwo przy barze z kimś super ważnym, z kim można gadać i gadać i gadać i to nigdy się nie nudzi. Jest czas dla Sióstr, Rodziców. W końcu też jest czas dla mnie. Chłonę kolejne lektury, zapisuję się na dawno odkładane zajęcia, kursy. Szukam kolejnych form aktywności, żeby nauczyć się jak najwięcej. To jest mój czas i moje życie. Całkowicie w moich rękach. 
Czasami potrzebujemy takich przykrych lekcji życia, żeby je docenić i aby  się obudzić, otrząsnąć i nie marnować nigdy więcej.

To co się stało, skłoniło mnie do tego, aby zacząć realizować w życiu to, o czym zawsze marzyłam, a odkładałam w nieskończoność, bo przecież mam jeszcze czas... Okazało się, że niekoniecznie. Dlatego postanowiłam zaprosić do swojego życia super Psinkę. Wabi się Malaika, co z w suahili znaczy Anioł, ma piękne czarne umaszczenie i wierne spojrzenie. Jest mądrym, towarzyskim i miłym dziewięciomiesięcznym psiakiem, który od teraz będzie mi towarzyszył w życiu. Wiem, jak dużą odpowiedzialnością się obarczyłam, ale powiem Wam szczerze, że zupełnie się nie boję, bo znam siebie, zawsze kochałam zwierzęta i uwielbiam psy. Wiem też, że jestem odpowiedzialna, ogarnięta i troskliwa, więc dlaczego nie? Kolejne wyzwanie przede mną. Trzymajcie kciuki! :)


A teraz wybieramy się myślami do Włoch! Jest piękny słoneczny wrześniowy dzień we Florencji... albo w Weronie... No nie ważne. Siedzimy w klimatycznej knajpie, z najlepszymi przyjaciółmi i czekając na zamówienie - spaghetti oczywiście- pijemy pyszne wino i plotkujemy o tym i o owym.




No dobrze, nie za bardzo możemy być teraz we Florencji, ale włoskie jedzenie i wino zawsze i wszędzie możemy sobie zorganizować. Przyjaciół, którzy z nami je pochłoną? Tym bardziej.
Tak więc jest ciepły, słoneczny, wrześniowy dzień w Poznaniu. Nieustraszona weganka i blogerka Maddy zabiera się za obiad dla przyjaciół - SPAGHETTI PO BOLOŃSKU z TEMPEHEM! Zaadoptowałam przepis z bloga Kwestia Smaku, a efekt? Przerósł moje najśmielsze oczekiwania! Naprawdę jest pyszny i warto zainwestować w tempeh dla tego smaku! Może zdjęcia nie do końca oddają zalety tego dania, ale tak się złożyło, że wczoraj zamiast obiadu była obiado-kolacja ;)


Składniki:
  • 3 łyżki oliwy extra virgine
  • 1 cebula
  • 1 ząbek czosnku
  •  2 łodygi selera naciowego
  • 1 marchewka
  • 400 g naturalnego tempehu pokrojonego w malutką kosteczkę
  • 1 szklanka białego wina
  • 140 g (4 łyżki) koncentratu pomidorowego 
  • 1 szklanka gorącego bulionu warzywnego
  • 1 puszka (400 g) pomidorów pelati lub passaty pomidorowej
  • sól morska i świeżo zmielony czarny pieprz
  • 1/2 łyżeczki suszonego oregano (opcjonalnie)

Na oliwie, w większym garnku, zeszklić na umiarkowanym ogniu drobno posiekaną cebulę i czosnek, dodać posiekany w drobną kosteczkę seler naciowy oraz startą na drobnej tarce marchewkę. Przesunąć wszystko na bok garnka i wsypać pokrojony w drobną kosteczkę tempeh, zarumienić. Następnie wymieszać.Wlać wino i gotować na średnim ogniu przez 3 minuty, dodać koncentrat pomidorowy uprzednio rozprowadzony w 3 łyżkach gorącego bulionu, dokładnie wymieszać. Wlać resztę gorącego bulionu, zagotować, dodać passatę pomidorową lub zmiksowane pomidory pelati z puszki. Doprawić solą, pieprzem i oregano. Przykryć i gotować na małym ogniu przez 2 godziny. Od czasu do czasu zamieszać, podlać odrobiną wody. Oczywiście, niecierpliwi mogą sobie skrócić czas gotowania o połowę. Podawać na podgrzanych talerzach z ugotowanym al dente makaronem tagliatelle lub spaghetti - najlepiej pełnoziarnistym, posypując wegańskim parmezanem. 




Soundtrack? Mój ukochany Miraż! http://mirazgirls.bandcamp.com/


Zwierzęta 

Ptaki do śpiewania 

Koty do głaskania 

Norki do ubrania 

Małpy do zabawiania 

Krowy do zjadania 

Psy do wyżywania 

Psy do znęcania 

Psy do katowania 

Fabryka zwierząt do usług człowieka 

Produkcja cierpienia, tylko to je w życiu czeka 

Najpierw głaski a później kopnięcia 

Kochasz zwierzęta, wykańczasz zwierzęta 

A ja mam dość, 

W tryby maszyny wkładam klucz francuski 
Wzbiera we mnie złość 
Lecą śruby, sprężyny i łuski 
Kwiat cywilizacji, damy radę bez tych maszyn 
Pomyśl tylko co dla ciebie życie zwierząt znaczy 
Kwiat cywilizacji, damy radę bez cierpienia 
Pomyśl tylko jak niewiele masz do stracenia


A na koniec FAJNA DARMOWA ANTY-CYRKOWA KOLOROWANKA

Macie dzieci? Drukujcie i uczcie szacunku 
dla zwierząt! 





16 komentarzy:

  1. Ale mi zrobiłaś smaka! Makaron to po pizzie moja wielka miłość, a tempehu nie jadałam chyba z 3 miesiące! mniaaam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja się super cieszę tempehową miejscówką w Poznaniu i korzystam ile się da ;)

      Usuń
  2. Z ogromną chęcią wprosiłabym się na taki obiad :D

    OdpowiedzUsuń
  3. a ja chcialabym sie dowiedziec jak karmisz swojego psiaka - przygotowujesz mu weganskie potrawy, kupujesz gotowa weganska karme czy moze zwykla? z gory dzieki za odpowiedz :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W sumie jesteśmy razem od piątku. Jak na razie je kasze i ryże, gotowane z warzywami, soczewicą, krajanką sojową, bez przyprawa ze świeżo mielonym siemieniem lnianym. Je też surową marchewkę, jabłko, czerwoną fasolkę z puszki. Dziś mój kumpel podkarmiał ją tempehem, ale raczej wolałabym nie przyzwyczajać jej do takich rarytasów ;) Dostanie B12 od czasu do czasu.
      Dania podlewam olejem. Oprócz tego z rzeczy które jadała i smakowały jej to mleko ryżowe, płatki owsiane na roślinnym mleku ( owsianym, ryżowym), wylizała kubek po jogurcie alpro. Dziś też załapała się na pancake'a i też zjadła ze smakiem ;)

      Usuń
    2. z karm wege patrząc na skład wchodzi w grę tylko yarrah. O Ami i innych naprawdę można zapomnieć. Są ubogie i zawierają często oleje kukurydziane. Co nie znaczy, że yarrah jest idealna, ale w połaczeniu z domowym jedzeniem powinno dać radę:) Powodzenia. A mogę zapytać skąd masz pieska? Adoptowałaś?
      Asia

      Usuń
    3. Tak, Malaika jest z adopcji ze strony: https://www.facebook.com/psygarnij :)

      Usuń
    4. Kurcze, ja swojego psa adoptowałam kilka miesiecy temu, ma kilka lat i nie moge do konca przestawic go na wege karme... czesto nie je tego, co mu sie przygotuje, a bialko w postaci straczkow niestety zle dziala na jego uklad pokarmowy. Jestem troche w kropce :(( musze wyprobowac yarrah, moze uda mi sie go jeszcze jakos przestawic :(

      Usuń
    5. A ja swoją małą Georgię (mam yorka) karmiłam wcześniej yarahhą, ale robiła dwie wielkie kupy dziennie i w krótkim czasie sporo schudła jak na swoje gabaryty, co mnie trochę zaniepokoiło, więc zmieniłam właśnie na Ami, czasem daję jej też coś co sama jem (uwielbia wszystkie warzywa i owoce, od sałaty, obierków po ziemniakach, po marchewki banany, jabłka itd..) wszystko jest w porządku, pies szczęśliwy, pełen energii, sierść błyszcząca, apetyt w normie (a może i nawet ponad nią, jest jadkiem do potęgi! ;) Piękna ta Twoja Malaika i cudowne ma imię!

      Usuń
  4. rety!!! 3 raz juz piszę tego komenta i tracę powoli cierpliwość!!! wrrrrrrr .... chciałam sie tylko pozachwycac psem a nie makaronem i spytać czy temperament ma tez anielski, bo wyglada mi na mała diablicę ;) ???

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hehe! Malaika jest raczej spokojna, choć to szczeniak jeszcze i wychodzi z niej czasem mały dzikus ;) Była ze mną na jodze, w kawiarni na kawie i burgerach w niedzielę, chętnie odwiedza mieszkania znajomych, lubi, gdy ktoś do nas wpada, a dziś grzecznie siedziała z kluboksięgani "zemsta" pozwalając mi i mojemu kumplowi spokojnie wypić kawę i przejrzeć książki! :)

      Usuń
  5. Wiesz, ja tam wolalabym nie miec tego wypadku, ktory mialam w maju. Nie tylko ze wzgledu na bol i na to, ze moj rower byl nie do odratowania; takze dlatego, ze zjezdzanie z gorki nie daje mi juz takiej frajdy. Zamiast tego jest strach, a strach jest niefajny.
    Za to makaron jest bardzo fajny!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, pewnie, że wypadki nie są fajne i strach, który się czuje również. Tyle, że ja raczej staram się patrzeć na jasne strony życia i dosłownie we wszystkim słucham pozytywu. Żeby nie zwariować. Pozdrawiam! :)

      Usuń
  6. hah, dla mnie Malaika od początku miała jakiś tajemniczy związek z tempehem - G. pojechał przewieźć psa, wrócił z tempehowymi darami :D

    psina jest przeurocza, niech się zdrowo chowa!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :) :) czary jakieś, no nie?

      Dzięki i pozdrawiam! :)

      Usuń