sobota, 31 sierpnia 2013

Rozstania i powroty. I just wanna light up the world.


Powrót do miasta po dłuższym okresie czasu, w tym przypadku po miesiącu, zawsze kończy się tak samo, czyli rozczarowanie miesza się z ekscytajcą. Mijam burżujskie lofty, strzeżone osiedla i patrzących na mnie zza płotu ludzi, spijajacych kawę w przyloftowej kawiarni i mam ochotę się porzygać. Obce miejsca, obce twarze, świat, który mnie przerasta i z którym się nie chcemy. Nie rozumiemy. Nie moja bajka, nie moja przestrzeń. Nie w tym filmie gram. Potem mijam mój drogi szpital "na Przybysza" i ogarnia mnie spokój, że to miasto to jednak jest moje i mam tu swoje miejsca. Wychodząc z tramwaju, wpadam na kumpelę, której nie widziałam od miesiąca i czuję ogromną ulgę. Myślę sobie: O.K., spokojnie Magdaleno, masz tu też SWOICH LUDZI. Nie panikuj! Przy bloku mijam tego samego Pana Żula, co zwykle i już w ogóle czuję się tak swojsko i dobrze, że znowu się śmieję i ze spokojem patrzę na swoje życie tu.
I myślę, że "za chwilę" skoczę na swojego ulubionego burgera na ul. Żydowską, na kawę i muffina do kafeterii w Pasażu Apollo, że przybiję sobie piątkę z barmanami ulubionej knajpy i przesiedzę cały dzień w ulubionej ksiagarni, przygotowując fajny projekt społeczny. Myślę o lunchach i innych wydarzeniach, które Vegan Hooligan Crew będzie tworzyć i czuję takie przyjemne ciepło na sercu, które zaczyna mocniej walić i zaraz krew mi lepiej krąży. Rumienię się.

Z drugiej strony miesiąc odizolowania, przebywania poza codziennością, sprawia, że wiele miejsc, osób, zaczynam postrzegać inaczej. Jestem cichym, zdystanswoanym obserwatorem. Są miejsca i ludzie, za którymi tęsknię niewyobrażalnie. Są osoby, które z perspektywy czasu i odległości, jaka nas dzieli, rozczarowują i wiem, że muszę trzymać się z daleka, nawet gdy stoją ze mną ramię w ramię...  Na wsi, otoczona byłam niewielką liczbą osób, czasami sama. Niewątpliwie przez cały miesiąc zupełenie wolna od negatywnych emocji, od nageatywnych postaw i agresji wymierzonej w moją stronę. Wręcz przeciwnie. Spotkałam się z pozytywnymi postawami, ludźmi, którzy siebie szanują, o siebie dbają i są bezinteresowni. Bardzo przyjemna lekcja życia, muszę przyznać.  Dzięki temu sama byłam totalnie bezpieczna, pozytywna, spokojna. Nic mnie nie rozczarowywało, ja nie rozczarowywałam nikogo.

Przytłaczają mnie ludzie, których postawa, sposób bycia, a z nawet ubierania są tak krzykliwe, głośne, przaśne, że zupełnie nie wiem kim są, co mają do powiedzenia. Nie słyszę tego, co mówią. Cały sens gdzieś znika. Widzę ich, jako jakieś takie marionetki, aktorów na jednoosobowej scenie ich pustego, pozbawionego jakiejkolwiek głębi życia, jakiekolowiek większego sensu.
Widzę w tych ludziach osoby, które być może potrzebują pomocy, którzy się zgubili, ale nie za bardzo wiem, jak się za to zabrać. Poza tym, mam świadomość też, że trudno jest pomagać komuś, kto nie wykazuje woli. 

Sama wiem dokładnie dokąd zmierzam. Jestem już (prawie) pewna, czego chcę, dlatego teraz powoli i z rozwagą idę w obranym przez siebie kierunku. Nie chcę pisać, że wszystko jest idealnie, bo po pierwsze  nie jest, nigdy nie będzie i nie oczekuję takiego stanu rzeczy, a po drugie, gdy ostatnim razem, napisałam tu, że wszystko jest cudownie (choć to pewnie było tylko moje złudzenie), jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, sprawy zaczęły się sypać, jak domek z kart. 
Dlatego to, o czym marzę, to po prostu możliwość robienia tego, co lubię, co mi daje satysfakcję, radość i energię i nieważne, czy aby tak było, będę musiała się nagimnastykować, przejść drogę przez piekło, czy też pójdzie mi to, jak z pałatka. Ważne, że mam marzenia, cel i pasję, że się realizuję, choć naprawdę - łatwo nie jest!

vio-lettes:

I think this is the best thing I’ve ever seen on tumblr.

A teraz piosenka, która doda mi energii! Klimat jeszcze bardzo letni, oby pozosatał jak najdłużej ;) 


I need a release for the moment (yeah yeah, yeah yeah, yeah yeah)
Something to relieve my mind (yeah yeah, yeah yeah, yeah yeah)
I cannot deal with all this tension (yeah yeah, yeah yeah, yeah yeah)
I’ve been feeling like this all the time (yeah yeah)

Feeling like I need some room
Feeling like I need some space
Got to find something soon
To take me to outer space

I just wanna light up the world
I just wanna light up the world

Soaring through the clouds like an eagle (yeah yeah, yeah yeah, yeah yeah)
With the sun beating on my skin (yeah yeah, yeah yeah, yeah yeah)
Looking down at all these people (yeah yeah, yeah yeah, yeah yeah)
And the confusion that they bring (yeah yeah)

Feeling like I need some room
Feeling like I need some space
Got to find something soon
To take me to outer space

I just wanna light up the world
I just wanna light up the world

I just wanna light it up one time
Just to see what it’s worth
I just wanna light up the world

I ….
Afraid to see the night shine
Some are runnin’ and still hidin’ in the night time
Don’t you know there ain’t no place that I don’t know
Just get the fire ablaze from deep within your soul
Lalalalala light up your world now
Inside I’ll make the light …
…, just believe in what you see
And your light’s the only thing that’d set you free

I just want something to light up my moment
I just want something to light up my day
I just want something to light up my moment
I just want something to light up my day

I just wanna light up the world
I just wanna light up the world

I just wanna light it up one time
Just to see what it’s worth
I just wanna light up the world
Tonight

10 komentarzy:

  1. O, do tej pory nie wiedziałam, że jesteś moją imienniczką ;) Też przydałoby mi się teraz takie chwilowe chociaż oderwanie od rzeczywistości, a tu nic z tego za 2 dni powrót do rutyny, chociaż to też ma swoje plusy, zajmuje myśli.
    Pozdrawiam ciepło, fajna z Ciebie babka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki, owszem jestem Magdaleną, choć czasami mam wrażnie,że tylko ja tak siebie nazywam ;) No i czasami kumpel, jak do czymś zaskoczę ;)
      Piąteczka! <3

      Usuń
  2. Ech, a ja akurat najlepiej czuje sie w miescie. Usycham na odludziu. No a moje obecne miasto to juz w ogole uwielbiam, choc czasem mnie frustruje...
    Powroty nigdy nie sa latwe, ale kiedys trzeba wrocic.
    A lista waznych rzeczy - bezcenna!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też jestem mieszczuchem, ale takim, który zawsze będzie się rozczulać nad pięknymi kaszubskimi wsiami, chętnie tam wracam i będę wracać. :)

      Usuń
  3. przy mojej biegowej trasie wykwitł jakiś czas temu ten obrzydliwy billboard z "młodym Grunwaldem", z kolesiem w garniaku, z teczuszką i w przyodziewku do gry w tenisa. za każdym razem, kiedy patrzę na tego gościa - młodego, pięknego, gładkiego, plastikowego, ulizanego, jak, kurna, z TVN-owskiego serialu - poważnie rozważam, czy efektownie się nie zbełtać. chyba zdecydowanie wolę mój "niemłody Grunwald", niestrzeżony, bez monitoringu, za to z zawsze skorym do pogawędki panem z warzywniaczka, panami żulami, którzy letnią porą urządzili sobie w kątku pod płotem prawdziwe salony (przytargali nawet rattanowy fotel i stary parasol! :D), i miłymi staruszkami.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na szczęście jeszcze nie wszystko zostało sprzedane i ogrodzone płotem.

      Usuń
  4. Magdaleno, a możesz napisać w jakiej knajpce można zjeść burgery na Żydowskiej? Fajnie by było gdybyś kiedyś stworzyła mapę kulinarną po Poznaniu:)

    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, taka mapa chodzi mi głowie od dawien dawna, tylko coś ciągle staje mi na drodze... Ale do czasu myślę... :) A jeżli chodzi o knajpę, gdzie sewrują vege i vegan burgery to Piece of Cake, właśnie na Żydowkiej. Fajny klimat, muzyka, obsługa sympatyczna. Dobra kawa. Polecam! :)

      Usuń
    2. Dziękuję, myślałam, że tam tylko słodkie jest. Na pewno zajrzę.

      Usuń
    3. Właśnie nie! Niestety słodkie nie jest wegańskie, więc sobie tam nie dogadzam! Z drugiej strony to chyba lepiej, bo słodycze to jednak za zdrowe nie są ;)

      Usuń