sobota, 17 sierpnia 2013

Dwie proste pasty na kanapki i nie tylko...

Miałam ambitny wakacyjny plan, polegający na tym, aby się trochę wyciszyć, odpocząć w jakimś odludnym miejscu i wsłuchać się w siebie. Zastanowić się, czego chcę i dokąd to moje życie zmierza. Tak naprawdę dzień za dniem ucieka, ja wypełniam swoje obowiązki najlepiej, jak umiem, ale nie mam czasu na przemyślenie tego, jaką specjalizację chciałabym robić, gdzie mogłabym żyć. Z jednej strony lubię Poznań, z drugiej nic mnie w nim nie trzyma i czy może nie warto wykorzystać tego stanu rzeczy, aby ruszyć gdzieś indziej. Wiem, że to nie jest tak, że gdzie indziej będzie lepiej, ale niewątpliwie zmiana otoczenia na głowę działa dobrze. Daje poczucie jakiegoś dynamizmu życiowego, a to napędza do działania i daje energię. 
Z drugiej strony czy nie wystarczyłaby praca lekarza bez granic? Czy opuszczać miasto pełne przyjaciół, znajomych, rodziny? Do kogo będę wracać z tych swoich misji, gdy zamieszkam w jakimś obcym mieście...? Dylematów nie brakuje, bo przecież tyle możliwości przede mną. Na szczęście jestem pewna, że jedyna słuszna droga nie istnieje, więc czegokolwiek nie wybiorę, na cokolwiek się nie zdecyduję to przecież będzie dobrze, poradzę sobie i będę wieść udane, ciekawe życie. W końcu robię to, co kocham, pozostając wierna sobie, swojemu światopoglądowi od lat. To ważne, bo wiem, że jest silna i oporna wpływy. Że otoczenie nie sprawia, że rezygnuję z siebie, więc nawet bez grupy wegan, anarchistów, feministek czy innych aktywistów wokół, pozostanę przy swoich przekonaniach. Jest to dla mnie ogromnie ważne, bo dzięki temu nie muszę tak bardzo bać się tego, jakie konsekwencje swoich decyzji poniosę. 
Jak na razie jednak nie chce mi się o tym myśleć. W roku akademickim żyję z dnia na dzień, bo w sumie nie mam innego wyjścia, a teraz, gdy sprawy mogłyby wyglądać inaczej, zwyczajnie mi się nie chce rozkminiać kwestii swojej przyszłości... Ech... Ciągle czaruję się, że wciąż mam czas... ;)


Dziś mam dla Was baaardzo proste przepisy na dwie fajne, letnie pasty do kanapek. Może nie są one wyjątkowo odżywcze, ale stanowią dobrą odmianę dla klasycznych past ze strączkowców. Są lekkie i przywodzą na myśl wakacje na południu Europy... I jak tu ich nie lubić?


Pasta z suszonych pomidorów:

  • słoik ok. 250-280 g pomidorów suszonych w zalewie
  • 5 listków bazylii
  • pieprz do smaku
Pomidory odsączyć z zalewy ( pozostały olej świetnie nadaje się do marynat czy sosów do sałatek!), dodać bazylię i zmielić wszystko w blenderze na gładką masę. Przyprawić do smaku świeżo mielonym pieprzem. 


Tapenade 

  • mały słoik czarnych oliwek ( ok. 130 g bez zalewy)
  • 5 listków bazylii
  • ząbek czosnku
  • 3 łyżki dobrej jakości oleju ( ja użyłam rzepakowego, tłoczonego na zimno)
  • pieprz do smaku
Zmielić wymienione składniki przy pomocy blendera na gładką masę. Przyprawić do smaku pieprzem. 


I co? Proste? A jakie pyszne! Polecam na sierpniowe kolacje!


2 komentarze:

  1. Suszone pomidory, amore mio!

    OdpowiedzUsuń
  2. Podobną pastę z suszonych pomidorów robiłam w formie pesto do makaronu, ale tapenada jeszcze mi się nie zdarzyła. Muszę zrobić!
    Też mnie ostatnio bierze na takie rozmyślania, czasem popadam w małe stany "nicnierobienia", ale na szczęście szybko mi przechodzi, bo wiem czego chcę i co mam robić, aby do tego dążyć. Problem w tym, że chciałabym czasem robić zbyt wiele, a to bardzo frustruje :)

    OdpowiedzUsuń