czwartek, 1 sierpnia 2013

Curry ze szpinakiem i smażonym tempehem


Witam ponownie i kłaniam się nisko! ;) Nie byłam tutaj od dwóch miesięcy. Dwóch ciężkich i bardzo pracowitych miesięcy, kiedy chcąc nie chcąc, ale jednak bardziej chcąc, musiałam oddać się nauce medycyny. Ślęczałam, więc nad tymi książkami, zarywałam noce, wypijałam litry kawy i napoi energetyzujących, patrząc z nadzieją w przyszłość. 
Mimo iż moje życie nabrało trochę monotonnego rytmu, działo się w sumie dosyć sporo. Powiedziałabym, że zaszły nawet pewne życiowe rewolucje. Jedne bardziej, inne mniej pozytywne, ale nie będę tu się na za bardzo "obnażać", bo wiele spraw nadal czeka na rozwiązanie, więc trzymajcie kciuki, aby skończyły się dla mnie dobrze. 

Chyba mam za sobą najbardziej wyczerpującą sesję w życiu, podupadłam na zdrowiu, ale wygrałam. Zresztą prawda jest taka, że ja, gdy wypompowana, jestem najszczęśliwsza. Ostatnio znajoma stwierdziła, że gdy zaczynam mówić o medycynie, oczy mi się błyszczą i widać, że to jest moje miejsce i czas. Mam szczęście, że mogę robić to, co mnie pasjonuje, choć wiem, że cena jaką płacę i jeszcze będę płacić jest wysoka, poświęcony czas i utracone miłości nie do odzyskania. Nie można mieć jednak wszystkiego, a weganizm i medycyna to jedyne trwałe rzeczy w moim życiu i trzymam się ich kurczowo i nie puszczę. W przeciwnym razie nie mogłabym spojrzeć na siebie w lustrze. 

Wczoraj uciekłam na moment z Poznania na wieś, do moich rodziców. Wszędzie dobrze, ale na wsi najlepiej! Odpierałam atak gęsi, zbierałam wiśnie w dzikim sadzie u pacjetki mojej Mamy, przedzierałam się przez pokrzywy, leżałam w ogrodzie i czytałam "Mistykę kobiecości", jedząc papierówki prosto z drzewa. No i jeszcze radziłam jakiejś starszej pani w jaki sposób może naprawić ławkę, choć średnio się na tym znam, ale znam tych, co się na drewnie znają, więc czułam się upoważniona.;)
Jutro znowu wracam do Poznania, bo w niedzielę w Meskalinie, razem z Vegan Hooligan Crew organizujemy grilla, na którego oczywiście zapraszam serdecznie! Będzie smakowicie i wesoło! 


Z racji wizyty w domu rodzinnym, ugotowałam dla rodziców obiad. Curry warzywne ze smażonym tempehem, który można już od tygodnia regularnie nabyć w Poznaniu na ulicy Jackowskiego w trzech wersjach: naturalny, smażony i w formie czipsów, a niedługo będzie też wędzony! 
Poznaniaków odsyłam do Merapi Tempeh i zachęcam do eksperymentowania! Ja sama postaram się regularnie dzielić moimi tempehowymi przepisami, więc gdy pomysłów Wam zabraknie, to wicie, gdzie szukać! ;) 


Składniki:
  • 1 bakłażan, pokrojony 1,5 cm kostkę
  • 2 czerwone papryki, pokrojone w 1,5 cm kawałki
  • 1 czerwona cebula, posiekana w piórka
  • 2 ząbki czosnku, posiekany
  • 300 g liści szpinaku
  • puszka ciecierzycy
  • puszka mleka kokosowego
  • 200 g smażonego tempehu,  pokrojonego w kostkę
  • łyżka curry
  • łyżeczka kurkumy
  • łyżeczka imbiru
  • 0,5 łyżeczki garam masala
  • 0,5 łyżeczki kolendry w proszku
  • 0,5 łyżeczki cynamonu
  • pieprz i sól do smaku
  • olej 
W rondlu rozgrzewamy 2-3 łyżki oleju. Wrzucamy wszystkie przyprawy poza solą i pieprzem i smażymy przez chwilę, aż uwolnią aromat. Dodajmy cebulę i czosnek. Smażymy kolejną minutkę. Następnie dodajmy paprykę i bakłażana. Mieszamy z przyprawami, wlewamy 0,5 szklanki wody i dusimy pod przykrywką do czasu, aż warzywa zmiękną ( jakieś 10 minut). Następnie dodajemy szpinak i ponownie dusimy kilka minut. Wlewamy mleko kokosowe, dodajmy odcedzoną ciecierzycę, pokrojony w kostkę tempeh, doprawiamy solą i pieprzem do smaku. 
Podajmy z ryżem lub kaszą. Smacznego! 

A na koniec piosenka, która towarzyszyła mi przez całą sesję, gdy podczas upałów i duchoty, marzyłam, aby ktoś obkładał mnie mrożonymi truskawkami... Ech... taka tam sobie - FANTAZJA! :) 


2 komentarze:

  1. Hej - dwie sprawy. Po pierwsze zyczę Ci wspaniałych wakacji - chciałam Ci podziękować za Twoje przepisy, jestem już ponad dwa lata weganką i Twój blog należy do moich ulubionych. JEsteś szczęściarą, że robisz to co lubisz, ja dość późno odkryłam co chce robić w życiu, ale lepiej tak niż wcale i potem się męczyc w znienawidzonej pracy.

    Po drugie wczoraj zrobiłąm Twoje biscotti i wyszły genialne, choć trochę zmniejszyłam ilość cukru, fajnie że znów nadajesz. Pozdr Basia

    OdpowiedzUsuń