czwartek, 22 sierpnia 2013

Burgery buraczane. Wyśmienite.

Gotowanie jest dobre na wszystko. Gdy świętuję - gotuję, gdy dołuję - gotuję. Zaszycie się kuchni jest dla mnie oderwaniem od rzeczywistości, odpoczynkiem, czasem też ucieczką. Pomaga uporządkować myśli, zastanowić się nad tym, co mnie męczy, a w dodatku zdystansować, choć są sprawy nie do rozwiązania, więc trzeba się umieć z tym pogodzić i żyć dalej, pamiętając, że na niektóre ścieżki czasami nie warto jest wchodzić. 
Najbardziej lubię gotować dla innych, dla przyjaciół czy rodziny, gdy ją odwiedzam. Lubię widzieć, że im smakuje, że cieszą się przygotowanym przez mnie wegańskim jedzeniem i spełniam się w tym w 100%. Czasami mam wyrzuty sumienia, że tyle czasu spędzam nad książkami i wydaje mi się, że jakiś smaczny posiłek to jedyne, co mogę dać tym, na których mi zależy, żeby o tym wiedzieli, choć zdaję sobie sprawę, że tak naprawdę dla nich ma znaczenie to, że po prostu jestem, zupełnie nieważne, czy z ciastem, czy też bez. Często na obiad zapraszam bliskie mi osoby, nawet wtedy, gdy mam na głowie milion spraw, naukę i inne obowiązki, ale już kiedyś o tym pisałam - potrzebuję tych momentów, ponieważ nawet najwięksi tytani pracy nie wkuwają cały czas, nie są aktywistami przez 24 godziny na dobę. Jeżeli mam wybór - siedzieć na "fejesie" czy oglądać serial, aby się "zrelaksować", a spotkać znajomych - ta druga opcja zawsze będzie dla mnie atrakcyjniejsza. Lubię to, bo wtedy czuję, że jest normalnie, bezpiecznie, domowo, że mam wokół siebie fajnych, życzliwych ludzi i daję im znać, że nawet, gdy tygodniami uciekam w medyczny świat, to nadal tu jestem, nadal mogą na mnie liczyć. 
Moje życie znowu jest rozbujaną na całego, huśtawką, ale choć mam wrażenie, że zaraz "spadnę i znowu będę potłuczona", to jednak chyba dobrze jest tak, jak jest. Przynajmniej coś się dzieje. Choć może moje przeżycia nie zawsze są pozytywne, to jednak to, że w ogóle coś czuję jest w sumie pocieszające.

Do przygotowania tytułowych burgerów przymierzałam się już od baaaardzo dawna, odkąd pojawiły się na moim ukochanym The Post Punk Kitchen. Wiedziałam, że w końcu je zrobię, choć przyznaję się od razu, że trochę czasu mi to zajęło.
Przepis musiałam zmodyfikować i zastąpić tym, co akurat miałam w domu, u rodziców. Tak więc zamiast brązowego ryżu użyłam basmati, zamiast masła migdałowego - masło orzechowe z orzeszków ziemnych, a nasiona kopru włoskiego zamieniłam na majeranek, choć wiem doskonale, że jedno ma się nijak do drugiego, ale nie miałam tego pierwszego, a majeranek w kotletach zawsze daje radę i tym razem nie zawiódł.
Burgery wyszły pyszne. Oprócz tego są przepiękne, zdrowe i do tego baaardzo sycące. Wszyscy domownicy byli oczarowani. Do tego bułki posmarowałam gęstym pesto przygotowanym z pestek słonecznika i bazylii. Podałam je z rukolą, pomidorami, ogórkami kiszonymi, a dla Taty, w wersji ostrzejszej, włożyłam jeszcze papryczki jalapeno.
Niestety tym razem nie upiekłam samodzielnie bułek, ale zbyt dużo czasu zajęło mi buszowanie w lokalnych second handach, więc po powrocie do domu nie mogłam czekać na wyrastające drożdżowe ciasto. Rodzina domagała się obiadu. I słusznie, bo takich pysznych obiadów każdy wyczekuje zniecierpliwiony.

Składniki na około 18 burgerów:
  • 2,5 szklanki ugotowanego ryżu basmati (może być brązowy)
  • 2 szklanki ugotowanej zielonej lub brązowej soczewicy ( można użyć z puszki)
  • 2 szklanki startych surowych buraczków 
  • 1 płaska łyżeczka soli
  • świeżo mielony pieprz
  • 2 łyżeczki majeranku
  • 2 łyżeczki tymianku
  • 4 ząbki czosnku, przeciśniętego przez praskę
  • 2 małe lub jedna duża czerwona cebula, bardzo drobno posiekana
  • 2 łyżeczki musztardy
  • 4 łyżki masła orzechowego
  • 1 szklanka bułki tartej
Ryż, soczewicę i buraki zmielić przy użyciu blendera, niekoniecznie na gładką masę. Następnie dodać pozostałe składniki i dokładnie wymieszać łyżką czy też łapkami. Odstawić przygotowaną masę na chwilę. W tym czasie możemy zrobić pesto czy też inny sos do bułek, przekroić bułki, pokroić warzywa, które zamierzamy dodać do naszych burgerów. Następnie formułujemy około 18 równych kotletów. Starałam się, aby moje były możliwie płaskie, bo wiem z doświadczenia, że zdecydowanie prościej się je wówczas zajada. 
Kotlety można usmażyć na patelni, podobno zajmuje to około 12 minut, przewracając od czasu do czasu. Inną opcją jest upieczenie ich w piekarniku. Układamy je wówczas na papierze do pieczenia, smarujemy na wierzchu odrobiną oleju i wkładamy do rozgrzanego do 180 st. C piekarnika. Pieczemy po 10-15 minut z każdej strony. Ostrożnie je obracamy i ponownie delikatnie smarujemy olejem. Pod koniec pieczenia możemy włączyć termoobieg, aby odrobinę je przyrumienić. 
Ja zdecydowałam się upiec je na grillu elektrycznym i był to dobry wybór. Pieczemy z obu stron do czasu, aż się zarumienią. Upieczone kotlety natychmiast ładujemy do bułek, a następnie do wygłodniałych brzuszków! Gotowe i smacznego! :) 




A  te zdjęcia pozostały z sentymentu.



A co to?



Troszkę melancholii na koniec, czyli smutna piosenka, którą uwielbiam katować, zwłaszcza, gdy intensywnie pracuję umysłowo, zamknięta wśród czterech ścian:

13 komentarzy:

  1. Dużo ziół i czosnku - takie jak lubię! Nigdy nie dodawałam do takich burgerów masła orzechowego, następnym razem spróbuję;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam! Są pyszne i smakowały dokładnie całej rodzinie, bez wyjątku! :)

      Usuń
  2. Piękny kolor mają, też się zajadałam dziś warzywnym burgerem, ale na śniadanie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. burger dobry o każdej porze dnia ;)

      Usuń
  3. też mam na nie ochotę od dawna , nawet dla nich chciałam kupić taki przyrząd do burgerów z Tchibo, ale mi ofertę znieśli :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Margot! Zrób koniecznie, bo smak mają fantastyczny, nawet po moich drobnych modyfikacjach! :) A przyrząd do burgerów trochę mi się marzy... Albo chociaż odpowiednio duża foremka do wyciskania ciastek...

      Usuń
    2. http://talerzrozmaitosci.blogspot.se/2012/10/najlepsze-burgery-veganska-jakie-jadam.html
      ten patent z zakrętką fajny, tylko ja szukam i szukam coby kupić ,żeby taka zakrętka była plastykowa , spora , ja prawie wszystko w domu robię i zakrętki nie mam:D

      Usuń
  4. Trochę zwątpiłam, patrząc na pierwsze zdjęcie - wyglada jak surpwe mięso :D! Ale przepis wygląda na dobry, musszę wypróbować :>!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jak ja marzę, żeby wszyscy jedli tylko takie "mięso"... Polecam gorąco przepis! :)

      Usuń
  5. Muszę przyznać,że wyglądaja smakowicie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a ja z ręką na sercu gwarantuję, że też pyszne ;)

      Usuń
  6. Tak wątpiłam w połączenie z masłem orzechowym...zupełnie niepotrzebnie! Wyszły zajebiste, to burgery mojego życia! Są takie, że oboje mruczymy, jedząc, a jednocześnie wystarczy zjeść po dwa i obiad z głowy, bo są niezwykle sycące. Dziś zaszaleliśmy i zrobiliśmy sami bułki z Jadłonomii, do tego frytki i to był jedyny od dłuższego czasu produkt przetworzony w naszej kuchni. Popijając wino, będę smażyć (można też na patelni grillowej, bez tłuszczu) resztę i mrozić i jestem przeszczęśliwa, że mamy ich taki zapas! Bardzo, bardzo Ci dziękuję!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Super! Cieszę się bardzo. Rzeczywiście są syte niesamowicie, ale warte uwagi, jak mało co. Nie dziwię się, że moja siostra z UK tak bardzo chciała, aby zrobiła je raz jeszcze, a ja po ponownym spróbowaniu stwierdziłam, że retrospekcja tego przepisu jest konieczna ;)

      Usuń