czwartek, 8 sierpnia 2013

Babka marmurkowa z jagodami

Znowu uciekłam z Poznania. Daję sobie tydzień na wsi i nad morzem, aby się zrelaksować, zdystansować i wyciszyć myśli i serce. Potem pewnie znowu zatęsknię za miastem, życiem w Poznaniu i przyjaciółmi, którzy tam mieszkają.

 
Ostatnio częstowałam tytułowym ciastem moich bliskich znajomych i  zapytali, jak się robi taką pyszną wegańską babkę. Oczywiście odpowiedziałam, że przepis pojawi się na blogu i wtedy się dowiedzą. :) A ciacho jest rzeczywiście pyszne. Letnie, owocowe, delikatne, wilgotne. Można przygotować je z jagodami, ale bez problemu zastąpimy je borówką amerykańską lub malinami. Polecam Wam taką marmurkową babkę serdecznie!
Wracając do tego, co należy zrobić, aby wyszło nam pyszne ciasto, to tak naprawdę najlepsze wegańskie wypieki ( i pewnie nie tylko wegańskie), jestem tego w 100% pewna,  wychodzą wtedy, gdy wkłada się w ich przygotowanie serce.
Ja staram się wkładać serce we wszystko, co robię. W każdy element mojego życia, bo gdybym tego nie robiła, to już dawno bym się poddała. Nie byłoby medycyny, nie byłoby przyjaźni, nie  byłoby żadnej formy aktywizmu, nie byłoby wegańskich lunchów w Meskalinie. Ja  po prostu się staram, i albo robię coś na 100%, albo nie biorę się za to w ogóle.
Z drugiej strony to jest bardzo wyczerpujące, a gdy przychodzi słabszy okres w życiu, znoszę to gorzej, bo przecież tak się staram, więc dlaczego wciąż coś nie wchodzi? A może to tylko kwestia moich ambicji...?
W miniony weekend odbył się kolejny meskalinowy lunch w wydaniu mojego drogiego Vegan Hooligan Crew. Jak zwykle byłam totalnie nim pochłonięta, ale muszę przyznać, że wysiłek się opłacił, bo zastrzyk energii, jaki otrzymałam jest bezcenny. W dodatku pojawiają się nowe twarze,  po głowie chodzą ciekawe pomysły i mam takie przeczucie, że czeka nas dobra druga połowa lata i fajna jesień. Mam nadzieję, że wkrótce będę się mogła z Wami podzielić dobrymi wiadomościami, zaprosić na kolejne wydarzenia, ugotować coś i spotkać Was na lunchu.
Choć, gdy piekę o 3:00 w nocy babeczki na lunch,  dziwię się sobie i trochę wątpię, czy wszystko ze mną O.K., że ciągle mi się chce, że szukam wciąż coraz to nowych form aktywności, że nie umiem odpuścić sobie i zająć się tylko medycyną, ale moje życie byłoby wtedy takie niekompletne, tyle bym traciła...
Teraz jestem w domu moich rodziców, są tu też moje trzy siostry, trzy siostrzenice i siostrzeniec. Mamy niezłe przedszkole i totalne zamieszanie, więc po całym dniu dosłownie padam z nóg. Gdy zasypiam, słyszę pracujące w oddali na polach kombajny. Budzi mnie pianie koguta u sąsiadów, a potem biegające od rana po domu dzieci moich starszych sióstr. Chodzę do lasu na jagody, lepię pierogi, piekę, przyrządzam gar sosu do makaronu. Cały czas gotuję niemal w "lunchowych" ilościach, aby cała ta ferajna miała co jeść.  Jutro już będę nad morzem.
Przyjazd do rodzinnego domu zawsze ma trochę nostalgiczny charakter. Z jednej strony jest czymś w rodzaju powrotu, próbą odnalezienia straconego czasu.
Powrót do "źródeł" pomaga mi zrozumieć teraźniejszość, to dlaczego jestem taka, a nie inna. Skąd się biorą moje lęki i obawy, dlaczego nie radzę sobie z życiem osobistym, podczas, gdy bez problemu ogarniam kilka projektów i myślę o kolejnych.
Wiem, też że zostałam wychowana tak, że muszę mieć milion pomysłów na minutę. Moi rodzice zawsze byli bardzo zajęci, więc dla mnie jest oczywiste, że siedzenie bezczynnie jest stratą czasu, energii i potencjału, który mam w sobie, a dzięki któremu mogę się jakoś przysłużyć ludziom, zwierzętom i światu. ( Hehe, nie bez powodu, mój przyjaciel powtarza mi, że jestem jego "ulubioną lewuchą" ;))
Przyjazd do domu oznacza w dużej mierze spotkanie z siostrami. Mamy szansę coś razem ugotować, posiedzieć do późna w ogrodzie i pogadać. To jest ważne, bo daje poczucie, że są na świecie ludzie, do których zawsze mogę wrócić.
Przejdźmy jednak do przepisu. Robiłam go już trzykrotnie i zawsze byłam bardzo zadowolona z efektu. W oryginalnym przepisie zamiast mleka kokosowego użyty jest jogurt sojowy. Ja nie miałam, a nawet jakbym miała, byłoby mi go szkoda zużywać do pieczenia, natomiast mleka kokosowego zawsze mam dużo w domu i świetnie się sprawdza w roli zamiennika.

 
Składniki:
  • 3 szklanki mąki pszennej ( może być razowa, orkiszowa)
  • 2 i 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 1 łyżeczka sody
  • 1 szklanka cukru trzcinowego
  • 2/3 szklanki oleju rzepakowego
  • 1 szklanka gęstego mleka kokosowego lub jogurtu sojowego
  • 1 szklanka dowolnego napoju roślinnego
  • 2 łyżki octu jabłkowego
  • 2 łyżeczki ekstraktu waniliowego
  • 1i1/2 szklanki jagód
  • 1 łyżeczka soku z cytryny
  • 1 łyżeczka startej skórki z cytryny
W jednej misce mieszamy ze sobą mąkę, proszek, sodę, cukier. W drugiej mleko koko, napój sojowy olej, ocet i wanilię. Wlewamy mokre składniki do suchych i dokładnie mieszamy, aż do uzyskania gładkiego, jednolitego ciasta. Otrzymaną masę dzielimy na dwie, mniej więcej równe części.
Do jednej porcji dodajemy sok i skórkę z cytryny. Do drugiej szklankę "zblenderowanych" jagód. Mieszamy dokładnie. Następnie do jagodowej masy dodajmy pół szklanki całych jagód i delikatnie mieszamy. Jeżeli mamy zwykłą foremkę do babki, smarujemy ją olejem, jeżeli silikonową - nic nie musimy robić. Nakładamy małymi warstwami ciasto do formy, na przemian cytrynowe i jagodowe, a następnie, po wlaniu ostatniej, delikatnie, JEDNOKROTNIE mieszamy łyżką.
Pieczemy przez około godzinę w temp. 180 st. C. Gotową babkę, jeszcze ciepłą należy polukrować lukrem przyrządzonym z cukru pudru i soku z cytryny! Gotowe! :)


Babka podczas "sesji" wzbudziła spore zainteresowanie ;)





Uwielbiam! :)

9 komentarzy:

  1. ooooo Maddy czytasz w moich myślach , potrzebowałam wegańskiego ciasta na Bundt Cake dla mojej siostrzenicy weganki i moich amerykańskich siostrzeńców, które ciotce przywieźli babkowa formę:D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja sobie niedawno sprezentowałam formę na babkę w prezencie po którymś tam egzaminie ;)A przepis polecam serdecznie ;)

      Usuń
  2. Oj, robiłam raz babkę i niestety smakowała jakoś nijako chlebowo. :< Może kiedyś się przekonam. ;)
    Chciałabym by w moim mieście były wegańskie lunche. Ale szczerze nie wiem czy by nie były z tego problemy, skoro mieszkam podobno w najbardziej faszystowskim mieście w Pl... Mój znajomy ogarnięty w tym temacie odradza tu taki aktywizm, eh. Kiepsko zniosłam zamknięcie Green Waya, niby nie było niesamowicie smacznie, ale to było jedyne miejsce, gdzie można było spokojnie zjeść po wegańsku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przepisów na babki jest wiele i ta w ogóle nie jest chlebowa i polecam ją z czystym sumieniem. ;)

      Co do lunchów to przykro mi, że tak się sprawa ma, ale może jednak warto spróbować?

      Usuń
  3. Oooojaaacieeee jaka baba!!! Odgapie i kiedyś zrobię. tyle że nie mam foremki :(((

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Częstowałam już tym ciachem sporą liczbę osób i wszyscy są zgodni - jest extra! :)

      Usuń
  4. Podchodziłem do tego przepisu jak "pies do jeża", bo w zamrażarce miałem mrożone jagody z Pińczowa, niestety świeżych już nie ma. W końcu zdecydowałem się. Wszystko się udało. Babką wszyscy byli zachwyceni. Dziękuję za wspaniały przepis i pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Teraz to ja jestem zachwycona! <3 Dzięki za miłe słowa, bo to zawsze motywuje mnie, aby kombinować na tym blogu dalej! :)

      Usuń