niedziela, 2 czerwca 2013

Burgery z tempehem i pieczarkami i słowotok.

Miało nie być przepisów, ponieważ szanowny aparat odmówił posłuszeństwa, ale tak się dobrze złożyło, że w minioną niedzielę odbywał się Vegan Lunch i mam zdjęcia burgerów wypstrykane przez szalejącą tego dnia z aparatem, Sylwię. 
Do przepisu przejdę za moment, a tymczasem  porozkminiam trochę, bo zauważyłam, że niemała grupa czytelników oczekuje tego bardziej, niż przepisu i gdy pojawia się sama receptura, to natychmiast słyszę głosy zawodu, że tylko tyle? Żadnych przemyśleń? 
Cieszy mnie to i nie cieszy, ponieważ przygotowanie posta, w którym piszę coś więcej, niż przepis jest dużo bardziej pracochłonne, a jak wiadomo powszechnie czas ma raczej tendencję do kurczenia się, niż rozciągania. Robię jednak, co tylko mogę, aby wilk był syty i owca cała. ;)
Jest sporo rzeczy, które przychodzą mi do głowy, a które chciałabym opisać. Przede wszystkim jest noc, a więc powinnam spać, względnie uczyć się i pracować nad pogłębieniem swojej medycznej wiedzy. Nauki jednak po dzisiejszym dniu mam raczej dość, a myśli, które krążą po głowie nie dają spać, tak więc siedzę tu i snuję opowieść. O niczym konkretnym, jak sami widzicie. 
Co mi nie daje spać? Jakie myśli? A no takie, że naprawdę nie wiem, co zrobić ze swoim życiem. Konkretnie chodzi o to, że umiem dużo, dużo też rzeczy sprawia mi przyjemność i satysfakcję. Moje pasje nie pokrywają się z wykształceniem, które zdobywam, choć nie mogę powiedzieć, że medycyna nie kręci mnie bardzo mocno, bo byłoby to kłamstwem. Ja naprawdę lubię szpitale. Po prostu jest jeszcze kilka innych spraw, zainteresowań, umiejętności. Jakkolwiek zarozumiale to będzie brzmieć, to ja po prostu jestem wszechstronna i zdolna, a studiowanie medycyny nie jest na pewno moim życiowym celem, ale tylko środkiem do osiągnięcia tego celu. 
Celem mojego życia, tak serio mówiąc, jest zrobienie wszystkiego, co umiem, aby ten świat był nieco lepszym miejscem. Dla ludzi, dla zwierząt, dla mnie. 
Wszystko, co robię, w co wierzę, moje poglądy i marzenia, moje poświęcenie i oddanie wszystkiemu, co kocham i co wydaje się warte uwagi, dedykuję właśnie mojemu dążeniu do tego, aby było lepiej. I chyba w tym szaleństwie, jakie podejmuję każdego dnia, w tej walce z "niechcemisię" i "pierdolęnierobię" jest sens. 
Łączę w sobie anarchizm, feminizm, weganizm i w to wszystko wplatam medycynę, choć może to wydawać Wam się totalnie niemożliwe. Ja jednak w takim miszmaszu funkcjonuję już od pięciu lat i wiem, że można. 
Jestem szczęśliwa, doceniam to, że żyję i to, co mam. Totalnie irytują mnie nihilistyczne postawy, czcze gadanie, o tym, że komuś nie zależy na życiu i postawa w stylu "wszystko mi jedno". Irytuje mnie takie podejście, zwłaszcza, wśród osób, które definiują się, jako "zaangażowane"... Jeżeli nie my się będziemy starać, to kto? 
Czuję, że wygrałam, bo jestem świadoma, bo robię to, co kocham, choć wydaje mi się, że nie mam na nic czasu, bo otaczają mnie fantastyczni ludzi, których z każdym dniem przybywa i równoważą mi tych, którzy nie życzą mi dobrze, więc nie muszę się tymi "złymi duchami" w ogóle przejmować, ale dzielnie idę dalej. 

To, że w sferze osobistej nie mogę się pochwalić niczym szczególnym, nie martwi mnie w ogóle, bo mam swój świat i wiem, że pewnego dnia i tu się wszystko skomponuje w całość. Na pewno nie będę już się wiązać z kim popadnie, jak kiedyś, bo nie wyszło mi to na dobre, no może poza doświadczeniem, jak być w związku nie powinno i czego należy oczekiwać. Nie będę desperacko poszukiwać faceta, jak to robi niestety wiele dziewcząt wokół, ponieważ energię, jaką w to włożę mogę spożytkować w dużo bardziej konstruktywny sposób. W związki już ładowałam i nigdy mi jej nie zwracały. Może miałam pecha i teraz mam spaczony obraz? Może kiedyś się dowiem. Z drugiej strony mam duże poczucie własnej wartości i nie mogę się zadowalać półśrodkami. Po prostu wiem, że zasługuję na wszystko, co najlepsze. Jak każdy zresztą, ale niestety nie każdy jest tego świadomy. Sama też kiedyś nie byłam, ale chyba w ciągu minionego roku naprawdę dużo zmieniło się w moim umyśle.  
Poza tym, jestem przekonana, że kiedyś trafię na kogoś, kto po prostu będzie patrzeć na świat podobnie i będzie podążał w tym samym kierunku. Kto będzie doceniał to, że jestem taką silną i niezależną kobietą, zamiast się tego bać i zastanawiać się, czy przepuszczenie mnie w drzwiach będzie nietaktem, czy jest dopuszczalne, gdyż niestety w świadomości wielu feminizm zajmuje się przede wszystkim kwestią drzwi i sztucznym tworzeniu form żeńskich, dla wszystkich zawodów świata. A ja wiem, że trafię kiedyś  na kogoś, kto powie, że to cudownie, że chcę popracować w Afryce, jako lekarz bez granic i że nasz dom będzie tam gdzie my, a nie my tam gdzie dom. Kogoś, kto nie będzie stękać nad losem mojego Taty, któremu  "przytrafiły się" cztery córki, bo doskonale wyczuwa seksizm w takim rozumowaniu. Tak, tak Kochani, gdy tylko podczas rozmowy z delikwentem pojawia się coś o moich trzech siostrach, a on zaczyna składać, niby półżartem, wyrazy współczucia w stosunku to mojego taty, ja już wiem, że chłopak przegrał i stawiam na nim krzyżyk. A mogę sobie tak skreślać do woli, bo wiem, że w końcu czeka na mnie ktoś, kto jest weganinem i wie, że to jest wybór etyczny, polityczny i ekonomiczny, a nie widzimisię rozkapryszonych dzieciaków, bo i takie zarzuty pojawiły się kiedyś w stosunku do mnie. I nigdy nie usłyszę ani od tej osoby, ani od osób z jej otoczenia: " M. jest taka fajna, że aż trudno uwierzyć, że weganka".
Skąd tyle rozkmin o związkach znowu? Bo jest wiosna i zewsząd dopadają mnie marudzenia koleżanek, że są same, a tak by chciały z kimś być. Ich poczucie własnej wartości zależy od tego, czy są adorowane, kochane i uwielbiane. Ładują się potem te panny w romansy z typami, którzy nie zasługują nawet na 5 minut ich uwagi, a potem serca połamane i znowu marudzenie. I tak w kółko.
A ja? Ja mam to gdzieś i jestem szczęśliwa, z tym, co mam! :) 

Hmmm... Znowu się rozpisałam, na szczęście chyba pozytywnie i mam nadzieję, że dałam Wam trochę do myślenia! Trzymajcie się togo, co kochacie, a Ci, którzy Was kochają będą się trzymać Was! Mówię Wam, ponieważ już to sprawdziłam na sobie. :) 
Szczęście przyciąga szczęście! Bez kitu! :)

***

Zresztą. Ja tu sobie mogę pisać takie pitu-pitu. W sumie o niczym ważnym biorąc pod uwagę  wydarzenia wokół, patrząc na kraj, w którym przyszło mi żyć i na cały świat. Czy widzicie, co się dzieje? Czujecie, że coraz więcej ludzi mówi dość? Nastroje wielu społeczeństw są bardzo rewolucyjne i ja w duchu liczę, że ta wiosna jeszcze ma szansę przynieść coś dobrego, poza tym, co już dała mi samej. Teraz wykaże się jeszcze dla świata. Oby, oby.

Zdjęcie: Here's another epic shot of the ongoing uprising in Turkey!

Teraz chyba wszyscy patrzą na Turcję. Ja patrzę na to zdjęcie i czuję się podbudowana postawą Turków. 
                           
***

Jeszcze słów kilka o lunchu! Tematem przewodnim były burgery, ale oprócz dwóch rodzajów wegańskich buł z kotletami roślinnymi, pojawiły się nuggetsy, pizze, frytki z buraków, ziemniaków, marchewek i selerów. Były też sałatki wiosenna i coleslaw z majonezem sojowym. Na deser ciastka, muffiny i szarlotka. 
I przede wszystkim po raz pierwszy udało się nam zminimalizować problem wyrzucania żywności przez lunchowych gości, bo to spędzało mi sen z powiek od początku naszej działalności. 
W dodatku zorganizowałyśmy mały quiz dla chętnych, gdzie wygrać można było książki o wegańskiej tematyce, ale niestety okazało się, że wiedza na temat weganizmu nie jest szczególnie rozbudowana, co daje nam jednak motywację, aby działać dalej i postawić nieco na aspekt informacyjno-edukacyjny. 
Cały czas kombinuję, co zrobić, aby lunche nie drażniły nachalnym aktywizmem, który może odstraszać ludzi z zewnątrz, do których w dużej mierze lunche są skierowane, ale jednocześnie, aby nie były takie wyjałowione z idei, bo gotowanie samo w sobie to ja mogę dla paczki przyjaciół zrobić, a nie od razu dla 150 przypadkowych osób. Będę to sobie dalej w głowie drążyć i w końcu na pewno coś wymyślę. ;) 

***

Lunch nie byłby taki udany, gdyby nie pomoc naszych nowych przyjaciół. Chodzi o Merapi Tempeh , którzy podarowali nam górę tempehu, a z  którego my zrobiłyśmy burgery. Przepis na nie znajdziecie poniżej. Jak na razie MT ma w swojej ofercie tempeh naturalny, smażony oraz tempehowe chipsy, ale myślę, że na tym nie będzie koniec i już czekam na kolejne bezbłędne wynalazki. 
Cieszę się, że pod nosem wyrasta mi sklep z tempehem, w dodatku tworzony przez ludzi, którzy nie znaleźli się tu przypadkiem, ale fantastycznie zaangażowanych, dzięki czemu, mogę polecieć Wam Merapi Tempeh z czystym sumieniem, nie czując się, jakbym prowadziła jakąś nachalną kampanię reklamową. ;) 

***

A teraz koniec marudzenia, tylko bierzemy się za przygotowanie burgerów! 

Składniki:
  • 1 szklanka ( około 100 g) granulatu sojowego
  • 1 szklanka bulionu warzywnego 
  • około 200-220 g pieczarek, posiekanych
  • 2 ząbki czosnku, zmiażdżone
  • 2 łyżki oleju
  • około 200-220 g tempehu, pokrojonego w małą kosteczkę. 
  • 1/4 szklanki płatków drożdżowych ( około 30 g) 
  • 2 łyżki mąki kukurydzianej
  • 2 i 1/2 łyżki siemienia lnianego i 3 łyżki wody, wymieszane
  • sól i pieprz
  • olej do smażenia ( opcja) 
Zalej granulat gorącym bulionem i pozostaw na 10 minut. Na patelni rozgrzej olej, smaż pieczarki i czosnek około 5 minut, do czasu aż pieczarki zredukują się o połowę. Zmniejsz ogień, dodaj tempeh i smaż kolejne 5 minut ( ostrożnie! żeby nie spalić!). Ostudź. 
W misce wymieszaj granulat, pieczarkową miksturę, płatki drożdżowe, mąkę kukurydzianą, miksturę z siemienia, sól i pieprz do smaku. Ugnieć ciasto, z którego uformuj 5-6 kotletów. Każdego kotleta owiń folią aluminiową i piecz w piekarniku rozgrzanym do 180 st.C. Możesz też upiec je na grillu lub usmażyć na patelni.
A teraz kotlety pakujemy w buły, dodajmy sojonez i inne smakowite dodatki, takie jak ogórki kiszone, awokado, pomidory, czerwoną cebulę czy to tam tylko sobie wymyślicie! Gotowe!
Smacznego!




A tu prawdziwy wegański chuligański dream team!

Maddy, Ida i Agatka



A teraz nucimy sobie ładną piosenczkę.


I wonder how many times you've been had
And I wonder how many plans have gone bad
I wonder how many times you had sex
I wonder do you know who'll be next
I wonder I wonder, wonder I do

I wonder about the love you can't find
And I wonder about the loneliness that's mine
I wonder how much going have you got
And I wonder about your friends that are not
I wonder I wonder, wonder I do

I wonder about the tears in children's eyes
And I wonder about the soldier that dies
I wonder will this hatred ever end 
I wonder and worry my friend 
I wonder I wonder wonder don't you?


36 komentarzy:

  1. Maddy , twarzowe , twarzowe te zdjęcie , fajne z Was Babeczki
    A te burgery były u mnie wczoraj(Sylwia podesłała mi ulotkę)jak moja prywatna Siostra podeśle zdjęcia, bo zapomniałam aparatu ,ale siostra podrobiła , to też pokażę

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że smakowały! :) I dzięki, bo pewnie, że fajne z nas babeczki. Na szczęście nie tylko na zdjęciach ;)

      Usuń
    2. oczywiście że twarzowe :)
      za dziećmi nie szaleję ale Idę to bym ukradła normalnie ;)

      Usuń
    3. Margot: cieszę się bardzo! W wolnej chwili zacznę publikować jeszcze więcej przepisów z tempehem, bo dzięki Merapi Tempeh wreszcie będzie w zasięgu ręki!

      Zagubiony omułek: Ida to dziewczynka z charakterkiem, więc za tą słodką buźką kryje się prawdziwa chuliganka! ( co w rodzinie, to nie zginie ;))

      Usuń
    4. jestem w porównaniu ....staruszką bo od kilku lat na emeryturze...więc nie wiem czy mój wpis nie jest dla Ciebie obciachem ...ale ja tylko na chwilę A wszystko przez to,że zobaczyłam film Ziemianie i postanowiłam zostać veganką, zamówiłam tzw starter W paczce otrzymałam jakiś tempeh, który jest bez smaku więc szukam w internecie ...i...jest o nim I tak znalazlam sie u Ciebie. Niestety buły mnie nie interesują , bo mam skłonność do nabierania ciała . Jednak fragment poczytałam...i zastanawiam sie skąd niektórzy sa tak świadomi w tak młodym wieku i wiedzą jak żyć...bo ja dopiero teraz na to wpadłam. Potrzebowałam wielu trudnych doświadczeń,by zrozumieć jak...W życiu miałam różnie generalnie pod górkę poza jednym - ktoś u góry dopilnował 2 spraw- żebym mogła się uczyć i żebym postawiła na prawdę w życiu...ale to drugie przyszło znacznie później w drugiej połowie życia - gdy odmówiono mi prawa do poznania prawdy ...
      Dodam,że mam córkę (macierzyństwo w ostatniej chwili)- 23 lata - studiuje poza domem - nic nie wie o mojej vegańskiej metamorfozie ( która trwa zaledwie tydzień). Cały czas zastanawiam się jak ją przekonać do zmiany sposobu odżywiania ....pewnie pomyśli,że matce odbiło... ...
      A w tv lecą "surowi rodzice" i pomyśleć jak to jest,że jednym sieczka sypie sie z uszu i drudzy wiedzą o co w tyn wszystkim chodzi
      Pozdrawiam serdecznie

      Usuń
    5. Absolutnie nie jest to obciach, że piszesz ( mogę mówić do Ciebie na ty pomimo, że jesteś ode mnie starsza, prawda? Ja mam taki sposób bycia, że staram się zmniejszać dystans z ludźmi i do większości osób, bez względu na wiek, mówię po imieniu). Ja uważam, że na weganizm nigdy nie jest za późno. Co do córki to nie radziłabym robienia niczego na siłę, raczej swoim życiem, postępowaniem i wyborami możesz spróbować pokazać jej, o co Ci chodzi. W internecie jest mnóstwo blogów i fanpage'ów na Facebooku o tematyce wegańskiej, więc może taka forma będzie dla Twojej córki przejrzysta i przemawiająca. M
      oi rodzice nie są weganami, mój wybór zaakceptowali, choć nie było to proste. Obecnie moja Mama przygotowuje mi super smaczne jedzenie i gdy jestem w domu cała rodzina się przystosowuje. Moi rodzice zaakceptowali weganizm, bo sami wychowali mnie na osobę wrażliwą, myślącą samodzielnie i wybierającą raczej rozważnie w życiu, szukającą i nie przyjmującą wszystkiego bezkrytycznie. Tak naprawdę moje wybory są konsekwencją ich wychowania, więc jak chcą, to mogą mieć tylko do siebie "pretensje" ;) Nie powiem, środowisko, w którym się obracam też miało na to wpływ, ale ciągoty to szukania alternatyw w życiu wyniosłam z domu.
      Chyba stąd się biorą tacy ludzie, jak ja. Dzięki za komentarz i zapraszam częściej. Na blogu jest więcej przepisów w tempehem: http://www.mniammniamvege.blogspot.com/search/label/tempeh

      Może któryś Ci będzie pasował! Poza tym mam tez facebooka, na którego zapraszam: https://www.facebook.com/HappyGoLuckyCzyliCoMnieUszczesliwia?ref=hl :)

      Pozdrawiam :)

      Usuń
  2. Fajna z Ciebie babka, kolejny raz dziękuję Ci za to, co napisałaś, szczególnie o związkach.. najwyższy czas zmienić postawę i nie uzależniać swojego poczucia własnej wartości od innych.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie! Jesteśmy ekstra, więc Ci co mają nam w tym życiu towarzyszyć też mają być ekstra i basta! :)

      Usuń
  3. Hello, dzięki za ten post. Bardzo mi były potrzebne takie słowa i dużo pozytywu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Większość ludzi wokół skupia się na tym, co złe i brzydkie. Ja też to widzę, ale zamiast narzekać staram się coś z tym robić. Poza tym, jeżeli mam już wnieść coś do tego świata to to MUSI być coś fajnego, dobrego, ładnego i dającego innym kopa, siłę i szczęście. Brzmię nieco na hipisie, wiem, ale spokojnie do hipiski mi baaaaardzo daleko! :)

      Usuń
  4. jesteś super dziewczyną! mam nadzieję, że nigdy nie przestaniesz tu piać :)

    OdpowiedzUsuń
  5. ups, pisać a nie piać ......... ale Twojego piania też bym chetnie posłuchała ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Staram się nie piać, bo to jednak byłoby uciążliwe dla otoczenia... ;) A co do pisania, to daję sobie deadline - 500 postów! ten jest 348, więc jeszcze 152 przed Tobą. Myślę, że to będą co najmniej 3 lata pisania! :) Dzięki za kom. i piąteczka! :)

      Usuń
  6. A wiesz... kobiety nie zawsze marudzą, że chcą chłopa bo trzeba, bo swędzi albo bo bez chłopa czujemy się mniej warte. Myślę, że nie tęsknimy za dopełnieniem ale mamy świadomość tego jak fajnie sie dzielić z kimś pasją, podróżami, obowiązkami, troskami, marzeniami, czasem. Znam wiele silnych kobiet, które nie tyle potrzebują faceta, żeby coś konkretnego od niego brać, swietnie radzą sobie same, chcą mieć kogoś z kim mogą tworzyć i z kim mogą dzielić swoje życie.

    Czego i Tobie i sobie życzę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bella, ale je nie twierdzę inaczej! Sama przecież piszę, że czekam na kogoś takiego z kim będę dzielić to życie. Ale piszę tutaj o konkretnych osobach, które na moich oczach wikłają się w straszne relacje. Ja na to patrzę i w sumie nic nie mogę zrobić, bo to dorosłe kobiety, które mają własne życie. Ciężko mi, bo widzę, że z tej chorej potrzeby miłości i akceptacji, trafiają na coraz gorszych cwaniaków. Nie potrafią być same, nie potrafią się cieszyć życiem bez "księcia z bajki" przy swoim boku, choć ten książę daleki od ideału. I tutaj proszę, aby poczekały i dały sobie szansę na coś prawdziwego i wartościowego. Mi zależy na tych osobach i chcę dla nich, jak najlepiej. Jednocześnie jestem zmęczona zbieraniem, pocieszeniem, ratowaniem...
      Ja sama jestem pewna w 100%, że ja trafię na ta właściwą osobę, ale na pewno nie, gdy będę tracić swój czas przy kimś, kto różni się ode mnie o 180 st. To o czym piszesz, jest oczywiście fajne i ważne, ale czerpać taką radość ze związku można tylko z właściwą osobą. A ładując się w rozmaite relacje na siłę raczej nie trafimy dobrze.

      A ja? Po prostu jestem szczęśliwa i zadowolona ze swojego życia, a taka postawa nie dość, że zaraźliwa, to sprawia, że otaczają mnie zadowoleni ludzie, z którymi mogę tworzyć, bawić się, rozwijać i żyć.

      Szkoda, że całego wpisu, w którym piszę o tylu kwestiach, jak zwykle ten związkowy wychodzi przed szereg, ale jak widać, dla wielu jest to jednak palący temat.

      Pozdrawiam serdecznie i również życzę, abyś znalazła to, czego w życiu szukasz. :)

      Usuń
  7. Na początek sorry za to, że piszę jako Anonim. Nie mam konta Google ani konta tego wszystkiego, co mi się tutaj wysuwa (wszystko to właściwie pierwszy raz na oczy widzę i nie znałam tych sieciowych usług wcześniej), no i niepotrzebne mi te rzeczy mieć.
    Głupio mi prosić o coś osobę, której nie znam, ale trudno, muszę to przeboleć. ;) Weganką jestem od niedawna i naprawdę momentami gubię się w wielu rzeczach. Nie wiem,czy pijesz alkohol, ale jeśli tak to czy kiedyś mogłabym liczyć na notkę o wegańskich alkoholach? Wielkim szokiem było dla mnie odkrycie, że niektóre piwa mają w sobie coś odzwierzęcego, to obrzydliwe... No i wiem, że dla chcącego nic trudnego i że sama sobie powinnam to wyszukać, ale przekopałam wiele for internetowych, stron i jest dużo sprzecznych informacji, a wierzę,że jak siedzisz w temacie i masz dużo znajomych wegan (ja niestety nie!) to wiesz trochę więcej, co w trawie piszczy. A jeśli nawet nie notkę to może chociaż komentarz? Z góry dzięki i pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hmm.. pomysł nie jest zły, ale nie czuję się w ogóle kompetentna i musiałabym się nieźle napracować, aby to przygotować. Może w sierpniu/wrześniu, gdy będę mieć troszkę więcej czasu pomyślę o tym.
      Pozdrawiam.

      M.

      Usuń
  8. Maddy, te burgery wyglądają najlepiej na świecie! Uwielbiam wegańskie burgery i co tydzień wymyślam kolejne kombinacje, więc wiem co mówię! :) A zdradzisz mi jak robicie bułki? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bułki były upieczone z przepisu wynalezionego i wypróbowanego przez jedną z chuliganek w necie na jakiejś anglojęzycznej stronie. Wyszukam ten przepis w mailach w wolnej chwili i Ci wyślę, ok?
      Są z dodatkiem mleka sojowego. 300 takich bułeczek upiekła dla nas na zamówienie wiejska spółdzielcza piekarnia na wsi u moich rodziców, bo w Poznaniu żadna nie chciała się podjąć zamówienia na 300 wegańskich bułek jednorazowo. Mój Tata i Mama spisali się na medal, dostarczyli przepis, kupili mleko sojowe, spróbowali próbnych bułek, bo przed upieczeniem ostatecznym piekarz spr czy w ogóle mu wyjdą, a potem rodzice nam jeszcze te bułki przywieźli, bo mieszkają 140 km od Poz. Tyle zabawy z lunchem to jeszcze nigdy wcześniej nie było ;)

      Usuń
    2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    3. Też chętnie przytuliłbym przepis na buły ;)

      Usuń
  9. Albo nie, lepiej bez slubu ;)!!
    Ale za to ukradnijmy Idusie ;)!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spoko! Jestem Twoja! ;)

      Usuń
    2. Jajajaja. Spoko, kliklabym lubie to, ale tu nie ma ;)!!
      No to dawaj do Hiszpanii!! Stad do Afryki juz bliziutko :D!!

      Usuń
    3. Ewa, myślę o tym intensywnie! ;)

      Usuń
  10. Bardzo mnie inspirujesz kobieto:D Co myślicie dziewczyny o JOWach?

    www.zmieleni.pl... może to nam pozwoli wybierać bardziej eko ,wegan, albo chociaż po ludzku nastawionych polityków?

    Ja chcę EWOLUCJI i normalnie móc żyć i prowadzić działalność w tym kraju...:<

    OdpowiedzUsuń
  11. Pozytywny wiosenny wpis. Nie ma nic gorszego niż trwanie w jałowym związku, który wyniszcza a nie dodaje powera. Masz rację, zajmuj się swoimi sprawami a ktoś Cię zauważy. Myślę, że wcześniej niż później :).

    Ciekawe czy jestem tu jedynym mężczyzną, który czyta Twojego bloga. Mojego czyta głównie płeć piękna ;).

    Bułki burgerowe są świetne. Również proszę o przepis. Najlepiej będzie jak podasz przy okazji następnej notki :).

    Zdjęcie świetne :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spoko! W lipcu postaram się ogarnąć przepis na bułki.

      Co do czytelników: nie wiem ilu facetów zagląda tu przypadkiem, ale na bank kilku moich kumpli czyta go regularnie, ale jak coś komentują to przede wszystkim osobiście, czasem złośliwym smsem ;)

      A co do wpisu - raczej nie mam problemu z tym, że mnie ludzie nie zauważają ;) I nie narzekam na brak zainteresowania swoją osobą, jakkolwiek to nie brzmi:) Chodzi raczej o to, aby nie iść ślepo za każdym, kto się napatoczy ;) I tyle. ;)

      Zdjęcia autorstwa Sylwii z Vegelicious http://vegelicious.net/

      Usuń
  12. Te burgery są PRZE-GE-NIAL-NE! Zrobiłam takie dzisiaj i nie mogę o nich zapomnieć! Teraz to już zupełnie zbankrutuję, bo będę chciała cały czas kupować koszmarnie drogi tempeh (a i tak ciężko mi się czasem powstrzymać, bo za bardzo go wielbię). Nigdy nie jadłam lepszych kotletów, serio.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się! Miło przeczytać taki komentarz po dość ciężkim dniu. No i dostać kopa, żeby jednak od czasu coś tu opublikować i podzielić się przepisem na jakiś smakołyk!

      Pozdrawiam! :)

      Usuń
  13. Hej, przepraszam ze jako anonimowa, ale nie mam bloga ani nic takiego.
    Super z Ciebie dziewczyna, szkoda ze nie zainteresowana w kontaktach damsko-damskich. ;)
    Pozdrawiam, Patrycja

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uwierz mi Patrycjo, że niejednokrotnie tego żałuję! Bez kitu! :) Pozdrawiam, M.

      Usuń