sobota, 18 maja 2013

The grass is always greener on the other side

Życie to życie! Jakie jest każdy widzi. Czasami nam się wydaje, że jest TAKIE, ale z reguły jest po prostu OWAKIE. Wiadomo. Cudów nie ma, za to co chwila kopie w tyłek i pokazuje nam, że nasze miejsce jest na ziemi, a nie 30 cm nad chodnikiem. Wydaje nam się, że może trzeba by spakować graty ( kurcze, ale te wszystkie książki, winyle, rower?? ) i ruszyć GDZIEŚ. Berlin byłby optymalny, ale gorąca Hiszpania też jest niczego sobie... I wyobrażamy sobie nasze życie tam, jako raj mlekiem ( sojowym) i miodem ( z mniszka) płynącym, a tymczasem powiedzenie, że wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma oraz, że the grass is always greener on the other side, mają w sobie dużo wiecej prawdy, niż nam się wydaje. Tymczasem problemy dopadną nas wszędzie i codzienność łatwiejsza nie będzie, bo ludzkie życie nigdy zbyt proste być nie może. Życie składa się w sumie z różnego rodzaju wpadek i choć denerwują nas i drażnią bardzo i zdaje się, że sprawiają nam same problemy, to koniec końców docenimy je i ten gorzki smak, jaki nadają, w rezultacie będzie kojarzyć nam się dobrze. Lekcje, jakie wyciągamy z rozmaitych kłopotów, jakie nas dotykają, wnoszę do naszego życia dużo więcej wartości niż te bezmyślnie przyjemne. 

Jeszcze "gorzej", gdy żyje się w środowisku wolnościowym, tak trochę na marginesie. Gdy jest się anarchofeministką i weganką. Razem z przyjaciółmi i znajomymi tworzy się rzeczywistość alternatywną, której opuszczanie bywa traumatyczne.
Człowiek sobie myśli, że ludzie są fajni i można na nich liczyć i nawet, jak czasami nas denerwują, krzywdzą, czy popełniają błędy to są one niczym, przy tych wszystkich pozytywnych i dobrych rzeczach, które wnoszą w moje życie. W dodatku nawet, gdy skaczemy sobie do gardeł, to wiem, że w chwili kłopotów ZAWSZE mam na kogo liczyć, a liczba telefonów, które mogę wybrać w tych sytuacjach jest nieskończona. 
Wiem, że gdy znowu zrobię coś przypałowego to oni machną na to ręką i mi pomogą, zamiast oceniać. 
Gdy przekraczam progi tego naszego świata, przestaje już być tak bezpiecznie, nikt nie wybacza, nie daje czasu, nie pomaga, ocenia. Nie ma miejsca na słabość, na łzy, nie ma czasu na błędy. Nikt Ci nie pomoże, gdy się zgubisz. Trauma, trauma, trauma. 

W ostatnim czasie wydarzyło się w moim życiu kilka dziwnych sytuacji, które miejsca mieć nie powinny nigdy i trochę mnie na chwilę wybiły z rytmu. Myślałam sobie - no tak smarkulo, łazisz tam, gdzie nie powinnaś, otaczasz się ludźmi, którzy nie wpisują się w tą alternatywną rzeczywistość, to potem płać. 
Pomyślałam jednak, że wyobrażę sobie, że moje życie to tort. I ja sobie ten tort podzielę na kawałki i każdy będzie symbolizował inny element mojego życia. I wiecie co? Te niefajne rzeczy są tak nieistotnie małe, że zastanawiam się, jak ja w ogóle mogłam się nimi przejmować. No cóż: psy szczekają, karawana jedzie dalej, co nie? 

Tak więc znowu jak mantrę powtarzać będę, że nie ma sensu się zamartwiać, głowić, dołować i dać się wyprowadzić z równowagi, bo każda zła chwila jest niczym wobec całego życia. Niczym. 


Na koniec Południce! <3 span="">




<3

P.S. Popsuł mi się aparat, więc w najbliższym czasie przepisów nie będzie, bo co jak co, ale blog kulinarny wymaga zdjęć i chyba nie ma co do tego dwóch zdań. 
Może w wolnej chwili napiszę Wam znowu garść rozkmin. 




2 komentarze:

  1. Ta piosenka uzależnia. Uwielbiam ją:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Przemyślenia poniekąd do mnie trafiły. Dziękuję za ten post:)

    OdpowiedzUsuń