piątek, 30 listopada 2012

Jednogarnkowa potrawka z ryżem, dynią i czerwoną fasolą

Sezon dyniowy jeszcze trwa i nie byłabym sobą, gdybym sobie odpuściła eksperymentowanie z tym cudownym warzywem. Zawsze zaskakuje mnie, jak wiele osób za nim nie przepada, bo o ile szpinak czy brukselka to jakaś dziecięco-przedszkolna trauma, którą zdaje się, że umiem leczyć, o tyle niechęci do dyni nie pojmuję. Już sam jej kolor jest zachęcający, a jak jeszcze pomyślimy, jak doskonale sprawdza się w daniach słodkich i pikantnych to pozytywne uczucie do niej spotęgowane jest do rozmiarów kosmosu... 
Niestety, bądź stety biorąc pod uwagę wrodzony pracoholizm, mój dzień się kurczy, a tydzień przelatuje dosłownie pomiędzy palcami. Nie mam czasu na chwilę oddechu. W sumie nie mam wolnego czasu, gdy patrzę w kalendarz i nawet takie przyjemności, jak kawa w przyjaciółką, nauka niemieckiego, kapela, blogi, które piszę czy Vegan Hooligan Crew stały się kolejnym punktem napiętego grafiku. Choć lubię to swoje życie, bo chyba o żadnej z tych aktywności nie mogę napisać, że są dla mnie kulą u nogi. Wręcz przeciwnie, są jasnymi punktami wypełniającymi moją codzienność...
Gdzie w tym wszystkim gotowanie wegańskich obiadów? Gdzieś pomiędzy jednymi zajęciami, a drugimi. Nigdy nie gotuję na jeden dzień. Dania muszą być co najmniej dwudniowe, proste do ogrzania o każdej porze. Ważne jest oczywiście też to, aby były pożywne i dostarczyły nam energii na resztę dnia. Wiem, ze Wam wyda się to zapewne chore, ale planuję co będę jeść z tygodniowym wyprzedzeniem, żeby nabyć potrzebne składniki i nie tracić czasu na zakupy w tygodniu. Pewnie, może zabijam w sobie jakiś kulinarny polot czy spontaniczność, ale tylko dzięki temu jem zdrowo, inaczej skończyłoby się na pierogach z paczki, frytkach w uczelnianej knajpie, zupce chińskiej i fasolce w pomidorach z puszki.  Czasami mam wrażenie, że zamienię się w Monicę z "Przyjaciół" z tym obsesyjnym zreorganizowaniem... ;)  
Nie chcę zabić w sobie resztek spontaniczności, które gdzieś tam na dnie serca posiadam, ale nie mam wyjścia, ponieważ mój świat to domek z kart i muszę być bardzo ostrożna, aby się nie posypał...

Wiem, że może poniższe danie nie należy do najbardziej atrakcyjnych, ale taka już wada dań jednogarnkowych, że najpiękniejsze nie są, ale poza tym mają same zalety...



Składniki:
  • 1 łyżka oleju
  • 1 cebula, posiekana w drobną kostkę
  • 1 czerwona papryka, pokrojona w kostkę lub paski
  • 2 łodygi selera pokrojone w cienkie paski ( opcjonalnie ) 
  • 4 ząbki czosnku
  • 2 liście laurowe
  • 2 łyżeczki słodkie papryki
  • 1/2 łyżeczki pieprzu cayenne
  • 1 łyżeczka suszonego tymianku
  • 1 łyżeczka suszonego oregano
  • 1 łyżka soli
  • 2 szklanki bulionu warzywnego
  • 1 puszka pomidorów, siekanych 
  • ok. 700-800 g dyni, pokrojonej w 2 cm kostkę
  • 1/2 szklanki ryżu basmati 
  • 1 puszka czerwonej fasoli, odsączonej i przepłukanej w wodzie 
Rozgrzej oliwę w rondlu, następnie dodaj cebulę, paprykę, seler i czosnek. Wsyp szczyptę soli i smaż na średnim ogniu przez 7 minut, gdy będzie taka potrzeba dodaj odrobinę oleju. Następnie dodaj liście laurowe, przyprawy oraz zioła i smaż 30 sekund. Wlej bulion i pomidory, dodaj dynię, ryż i fasolkę. Przykryj rondel i doprowadź do wrzenia. Gotuj około 20 minut na małym ogniu. 
Na końcu wyjmij listki laurowe i  posól do smaku. 
Serwuj na ciepło! Smacznego! :) 




Słucham dużo i różnego, jak na przykład tego.


2 komentarze:

  1. Sezon na dynie już powoli się konczy, a ja mam resztki w zamrażalce. Chyba wykorzystam Twój przepis na dzisiejszą kolację.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  2. Danie wygląda wspaniale, a co do planowania posiłków ja robię dokładnie tak samo - nie uważam tego za maniactwo tylko dobrą organizację. W ten sposób jest łatwiej i zwykle zdrowiej
    Na ile porcji jest przepis?
    Pozdrawiam
    Basia

    OdpowiedzUsuń