piątek, 9 listopada 2012

Crumble jabłkowo-malinowe

Listopad jest takim czasem, kiedy zagorzała przeciwniczka jedzenia słodyczy i jednocześnie największa fanka świata pieczenia patrzy z wyrzutem na słój cukru trzcinowego i z utęsknieniem na piekarnik i gdy tylko znajdzie chwilę czasu umila go sobie pieczeniem, a potem jedzeniem. Trzeba trochę podrasować poziom endorfin w naszym organizmie. Jedzenie domowych wypieków jest dosyć skuteczną terapią muszę przyznać. Już samo pieczenie wyzwala we mnie dużą ilość hormonów szczęścia, a jak dodamy do tego smakowanie to jestem w przysłowiowym niebie.:) Mam jeszcze kilka sposobów i myślę, że każdy z Was posiada swój. Zostawię je dla siebie i nie będę ich komentować... :)

Wieje mi w twarz, woda spod kół pryska po placach, ale się nie zniechęcam. Codziennie rano przełamuje lenistwo i ruszam do szkoło-szpitala. Mam teraz tak dobry czas w życiu, że nawet w najgorszy miesiąc w roku, kiedy ciągle jest ciemno, zimno i pada, nie przestaję się uśmiechać. I słyszę zewsząd, że wyglądam na taką szczęśliwą i spokojną pomimo zmęczenia, które oczywiście gdzieś tam wychodzi. Czasami wprawia mnie to w zakłopotanie, bo odnoszę wrażenie, że wiele osób woli mnie smutną i taka pogodna jestem nieinteresująca. A ja? Czuję się zmęczona  smutkiem, który przecież siedzi w każdym z nas. Nie czarujmy się, to nie jest tak, że nie mam problemów i zmartwień. Każdy ma. Tylko, że ja stawiam im czoła. Nie daję się pokonać. Wypracowałam w sobie system, jakąś taką niewytłumaczalną dla mnie samej siłę. Kiedy robi mi się źle, mam ciężki dzień to po prostu daję sobie czas. Najlepiej jest mi wtedy samej. Kiedy wychodzę do ludzi to nie odnajduję w nich pocieszenia, a wręcz odwrotnie, rozmawianie o tym stanie sprawia, że on się potęguje. Nie robię niczego, na co nie mam ochoty. To naprawdę pomaga. Dystansuję się, układam w głowie rozwiązanie i to pozwala mi być ponad tymi smutkami. Więc kiedy się uśmiecham jest to absolutnie szczere, a kiedy się martwię znikam z pola Waszego widzenia...

Oczywiście, po miesiącu październiku, kiedy udawało mi się jakoś godzić szkołę i dbanie od dobre jedzenie, musiał nastąpić czas, gdy mam dni, a jest ich coraz więcej, kiedy trudno mi ogarnąć coś rozsądnego na obiad. Ostatnio postanowiłam poratować sytuację jakimś fajnym deserkiem, skoro śniadania nie zjadłam ( zaspałam!), a obiad był taki na "pół gwizdka". Potrzeba matką wynalazku, a proste przepisy najlepszym przyjacielem łasucha. Tak powstało właśnie tytułowe crumble. Jest to doskonała przekąska, gdy wpadają do nas niespodziewanie goście. Robi się ją w okamgnieniu, składniki większość z nas zawsze ma w domu, a przy tym są efektowne. O tej porze roku wszystko co ciepłe jest po prostu szczególnie przez nas pożądane... 
Przyznam się Wam teraz, że po raz pierwszy użyłam do pieczenia kokilek, które nabyłam już ponad 2-3 lata temu... Z reguły służyły mi jako miseczki na jakieś pasty. Naprawdę nie wiem dlaczego w nich do tej pory nie piekłam. Dziwadełko ze mnie pierwsza klasa! :)


Aby zrealizować ten przepis potrzeba nam czterech kokilek lub jednego żaroodpornego naczynia, które będzie miało w sumie wymiar czterech kokilek. ( naprawdę nie wiem, w jaki sposób mogłabym to lepiej wyjaśnić...)

Składniki:
  • 1 bardzo duże jabłko lub dwa mniejsze, pokrojone w kosteczkę, ja nie obieram, ale jeżeli wolicie,  możecie to zrobić.
  • 20 malin mrożonych lub świeżych
  • 2 łyżki wiórków kokosowych
  • 1 łyżka cukru trzcinowego
  • 4 łyżki mąki pełnoziarnistej
  • 2 łyżki płatków owsianych
  • 4 łyżki oleju 
  • 2 łyżki wody
  • 1 łyżeczka cynamonu
  • 1/4 łyżeczki imbiru
Piekarnik nagrzewamy do 180 st.C. Pokrojone jabłko/a mieszamy z cynamonem i imbirem i przekładamy po równo do kokilek lub całe do naczynia żaroodpornego. Dodajemy maliny ( po 5 do każdej kokilki). W misce mieszamy płatki koko, mąkę, cukier i płatki owsiane. Dodajemy olej i wodę i mieszamy do utworzenia kruszonki, którą równomiernie dzielimy na cztery i pokrywamy przygotowane owoce.
Pieczemy 20-25 minut, aby kruszonka ładnie się zarumieniała. Gotowe.

Przed zjedzeniem wymieszać kruszonkę z owocami ukrytymi pod nią! :)




When everybody is dancing
I don't want to
when everybody is joking
I don't want to
when everybody is laughing
I dont want
everybody but me
when everybody is drinking
I don't want to
when everybody is smoking
I don't need more
when everybody is fooling
I don't want to
everybody but me




9 komentarzy:

  1. Moje twierdzenie, że wszyscy lubią crumble jest prawdą! :D
    A pigwowce już mam wyszło ich 1,5kg wiec nie tak dużo, ale na pewno coś sobie z tego wyczarujesz. W poniedziałek je wyślę, a teraz biegnę łapać słońce!
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jaram się! A teraz zabieram się za rogale świętomarcińskie.:) Biały mak już sparzony :) Wyślę mi tylko swój adres na maila, ok? :)

      Usuń
  2. Odpowiedzi
    1. ale nie tak cudowne jak pizza z podwójnym serem, którą robimy w poniedziałek... hihihi!

      Usuń
    2. Zapraszam Cię do blogowej zabawy :)

      http://pamietnikwegetarianki.wordpress.com/2012/11/13/liebster-blog-award/

      Usuń
    3. dziękuję bardzo, ale ostatnio jestem bardzo zajęta, więc niestety nie będę brać udziału w zabawie, choć przyznam, że pytania ciekawe! :)

      Usuń
  3. Mhm... Prawdziwe pomaganie sobie, takie głębokie, jest w środku, nie na zewnątrz. Siła jest w każdym. Nie trzeba jej zdobywać, tylko ją po prostu odkopać i systematycznie pielęgnować. Jak taki zachwaszczony ogródek, z którym pewnego dnia postanawia się zrobić porządek ;)

    Osoby, które wolą widzieć smutek, same są smutne. Podobne przyciąga podobne.

    Ja w chwilach, kiedy nie mam czasu na porządne jedzenie, dochodzę do wniosku że istnienie kasz na świecie to naprawdę fajna sprawa ;)

    Jak to mega smakowicie wygląda...;)

    OdpowiedzUsuń