niedziela, 30 września 2012

Poznań znowu...


Mawia się, że  "there is no place like home" i jest w tym sporo prawdy... Wiem, choć inaczej to się odczuwa, gdy ma się ich kilka... Dla mnie dom, to każde miejsce, gdzie zostawiam skrawek mojego serca, gdzie są osoby, które kocham. A ze zebrało się ich nieco, to domów mam niczym milionerka. ;)
Z drugiej strony sprawia to, że jestem czasami totalnie rozerwana. Nie mogę być wszędzie jednocześnie, ale też nie zbiorę nigdy do kupy z jednym miejscu wszystkich,  których tak mocno mi brakuje. Z żalem ruszam z jednego miejsca w drugie, zostawiając za sobą moich ludzi, ale jednocześnie trafiam w kolejne, które w końcu też jest domem. Tu też są moi ludzie przecież! 

Wróciłam do Poznania, nie licząc krótkiej wizyty na początku września mogę powiedzieć, ze nie było mnie tu   od naprawdę dawna... Pewnie sporo wody w Warcie upłynęło, pewnie niejedno się zmieniło i nie będę mogła oderwać oczu od tego, co zobaczę na ulicach. Lubię to uczucie - wrażenie  że mam do czynienia z nowym-starym miastem. Czasami jest to jak deja vu - wszystko jakieś takie obce, choć jednocześnie dziwnie znajome...

Lubię latać w nocy i patrzeć na miasta z lotu ptaka. Świecą się, jak bożonarodzeniowa choinka, a ja lubię jak się błyszczy i świeci. Ciekawa jestem, co mi to miasto w tym roku sprezentuje?  


Wróciłam do domu. Do mojego łóżka, mojego regału, mojej szafy i kuchni. Będę pić ziołowe herbaty z mojego ulubionego kubka, gotować obiady z nowych książek kucharskich... Będę poznawała nowe smaki jedząc ze starego talerza. Będę biegać, będę przesiadywać w bibliotece, będzie ciężko i w dodatku wiem, ze już lżejsze czasy niż teraz nie nadejdą - ale cieszę się tym. Im bardziej zajęta jestem, tym mocniej cenię sobie swoje życie. Lubię funkcjonować na najwyższych obrotach. 


Pewnie, gdyby nie szkoła nie byłoby mnie tutaj. Nie byłoby mnie nawet w tym kraju najpewniej. Nie wiem, czy to znak mojego pokolenia, ale chyba coś w tym jest, bo wielu moich znajomych też to ma, ze lubimy się przemieszać. Jak takie ptaki wędrowne, które zmieniają miejsce zamieszkania, zgodnie z porą roku. 
Skoro jednak, jak na razie, żyję tutaj to dlaczego nie sprawić, aby to życie było możliwie najprzyjemniejsze?

Wymyśliłam sobie, ze odnajdę tu w Poznaniu miejsce, które będzie moje. Wiecie, jakaś knajpa czy kawiarnia, gdzie będę mogła sobie posiedzieć, wypić herbatę i popracować... Będę też wychodzić z przyjaciółmi. Będziemy siedzieć na mieście choćbyśmy mieli pić wodę i jeść suchy chleb. Ale będziemy wychodzić, spotykać się, gadać, gadać, gadać i wspierać się we wszystkich naszych chorych pomysłach! yay! :)
Będzie spoko! 



Czekajcie na małą relację z pobytu w Sheff ! Na moim nowym blogu zapewne! 

Powyższe foty nie są moje, zaczerpnęłam je z sieci. 


The Cure - wiadomo, że to zawsze spoko :) 


5 komentarzy:

  1. ten niebieski domek to domek muminków?:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. też od razu o nim pomyślałam! :)

      Usuń
  2. tak, ale nie mieszkam w takim niestety :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Poznań... muszę się w końcu wybrać. :)

    OdpowiedzUsuń
  4. W takim razie zapraszam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń