środa, 5 września 2012

Be the change you wish to see in the world...

Nie zmienię całego świata. Nie będzie wegańskiej rewolucji i jakby za sprawą czarodziejskiej różdżki wszyscy nie zamienią się wegan, a świat nie stanie się jednolitym państwem Weganią.
Już dawno przestałam "rewolucjonizować" świat, z nadzieją przełomowych zmian. Robię, co mogę, pomagam jak umiem i na tyle, na ile pozwala mi mój napięty grafik, a tak poza tym skupiam się na rewolucjach w swoim własnym życiu. Może to dlatego, że zgadzam się z Gandhim, który powiedział: "Bądź zmianą, którą chcesz widzieć w świecie." Tak więc staram się nią być. Ogarniam się.
Bez przerwy staram się pokazywać, że można żyć inaczej, dokonywać, rzeczy które kiedyś wydawały się niewykonalne. Myślicie, że ja urodziłam się weganką? Myślcie, że nie lubiłam omletów na śniadanie? Lubiłam, ale weganizm lubię dużoooo bardziej. Im bardziej świadomie żyję, im częściej decyduję sama o sobie, a jednocześnie wiem, że te decyzje mają dobry skutek dla innych, tym lepiej się czuję. Poza tym omlety wegańskie istnieją, więc w kwestii śniadań weganizm nie musi tak bardzo odmieniać naszych zwyczajów żywieniowych. :)
Może nie mamy wielkiego wpływu na świat wokół, ale mamy wpływ na własne życie.  Dokonujemy wyborów i to jest piękne. Nie możemy tylko pozwolić, aby ktoś próbował nam prawo do tego  odebrać, ograniczać.
Wracając jednak do weganizmu. Oczywiście marzy mi się świat pełen wegan, ale wiem, że nie osiągnę tego siłą, agresją, ocenianiem kogoś przez pryzmat tego, co ma na talerzu, nawet, gdy nie mogę na te talerz patrzeć... Cały czas wierzę, może naiwnie, że wiele można osiągnąć przez pozytywne działania. Chociażby takie, jak nasze lunche. Kiedy ludzie dowiadują się czym w ogóle ten weganizm jest, albo tego, że ( akurat o VHC piszę) wegankami nie są jakieś "hipisiary", oderwane od rzeczywistości i zamknięte na cały nie-wegański świat, ale osoby, które mają normalne życie, pracę, studia, takie same problemy, marzenia, potrzeby... To jest to już jakiś postęp, prawda?
Nadal definicja weganizmu jest niezrozumiałe dla większości społeczeństwa, więc nie oczekujmy, że nagle ktoś się nim zainteresuje, jeżeli nie ma pojęcia, czego wegańska filozofia dotyczy albo ma jej jakiś spaczony obraz...
Cieszę się, kiedy ktoś zainspirowany moim podejściem do życia zdecyduje się na choćby jeden wegański dzień w tygodniu, kiedy nie tyka nic, co pochodzi od zwierząt. Cieszę się, gdy moi bliscy wybierają nietestowane na zwierzętach kosmetyki, a mając możliwość wyboru zamówią w kawiarni kawę z mlekiem sojowym, bo gdzieś im się tam zakodowało, że tak będzie lepiej... Cieszę się, gdy zaczynają dostrzegać, że ich potrzeby nie muszę być zaspokajane kosztem innych istot żywych i czujących. Kiedy przestają konsumować bezmyślnie, zniewoleni przyzwyczajeniami, a zaczynają cieszyć się życiem, gdzie bardziej liczy się być niż mieć...
Większość wegan czy wegetarian, których znam zdecydowała się na ten krok w bardzo młodym lub młodym wieku, okresie, kiedy jesteśmy zdolni zmienić nasze życie z dnia na dzień, kiedy jesteśmy radykalni, porywczy, bezkompromisowi. Nie ma jednak, co ukrywać, że im starsi jesteśmy tym gorzej znosimy zmiany i nie porywamy się z motyką na słońce, jak tylko wpadniemy na jakiś nowy pomysł na życie. Jesteśmy ostrożni, testujemy je, zanim zaczniemy w pełni realizować. Dlatego nie oczekuję, że ktoś usłyszy hasło "weganizm" i nagle zrewolucjonizuje swoje życie, ale każdy mały krok, który czyni sprawia, że na serduszku robi się mi dużo, dużo cieplej...

15 komentarzy:

  1. Fajnie piszesz o weganizmie , oj fajnie tak chwytająco za serce ,ale bez takiej wyższości Po prostu tak pięknie, tak ciepło , tak jak lubię

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! I cieszę się, że Ci się podoba!

      Usuń
  2. Uwielbiam Cię czytać:) Jesteś dla mnie wielką inspiracją, jak na razie jestem wegetarianką, ale z dnia na dzień staram się przechodzić na weganizm - trudna rewolucja, mieszkając z rodzicami w małym mieście. Idę jednak na medycynę do większego miasta i chciałabym jak Ty, żyć zgodnie z sobą, moimi przekonaniami i realizować marzenie bycia lekarzem.. Pozdrawiam ciepło:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ooo! TO w takim razie trzymam kciuki i zapraszam na mojego drugiego bloga, który będzie właśnie o medycynie. Postanowiłam "odciążyć" HM od medycznych tematów, które coraz częściej się tutaj pojawiały. Pozdrawiam. M.

      Usuń
  3. Zapomniałam wkleić link:) http://maddyandmeforyou.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wpis na drugim blogu mnie mega rozczulił :) Twój mały wkład w lepszy świat sprawia że ja jestemw tej chwili trochę lepsza więc może też mi się uda dzisiaj chociaż na chwilę dla kogoś coś miełgo wyczarować, dzięki :)

      Usuń
  4. Owszem, piszesz o tym wszystkim bardzo pięknie, ale mój ojciec powiedziałby Ci, że "wszyscy [weganie] jesteśmy beznadziejnymi idealistami". Są ludzie, których w żaden sposób nie da się przekonać, mają wtłoczoną zasadę "nie, bo nie" i nic z tym nie zrobisz. Ja sama dziwię się sobie, że rok temu przeszłam na weganizm (ale o tym napiszę już wkrótce na swoim blogu). Dziś nie jestem zdolna w sumie ogarnąć, jak ja to zrobiłam. Ale tak się cieszę, że poszedł ten impuls. Bo ten impuls odmienił mnie... mam nadzieję, że na zawsze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no ale ja właśnie piszę o takich jak Twój Ojciec. Wszystkich nie zmienimy i czas się z tym pogodzić. A jeżeli jesteś weganką od roku to moja rada jest taka, abyś dała mu jeszcze 2-3 i jego stosunek do weganizmu też się nieco zmieni. ;)

      Usuń
    2. nie zmieni się nigdy. On ma nas za bandę niewydarzonych dziwaków, którzy nie potrafią sobie radzić w życiu itp. Przykro mi to pisać, ale tak jest. Ale spokojnie, jego opinia się dla mnie nie liczy, a wręcz takie "społeczne poszturchiwanie" mnie umacnia.

      Usuń
  5. Też wyznaję filozofię małych kroków (chociaż nadal odzywa się we mnie pierwiastek wojownika - wtedy chodzę na demonstracje w obronie zwierząt i głośno krzyczę), zaczynam od swojego najbliższego środowiska i staram się jak mogę wdrażać w życie zmiany.
    Ale przyznam, że nic mnie też bardziej nie wkurza, jak moi niektórzy znajomi, którzy są inteligentni, wielokrotnie rozmawiali ze mną o weganizmie i całkowicie zgadzają się z jego racjami, próbowali moich potraw i się nimi zażerali, ale - nie chce się im ze względu na własną wygodę zrezygnować nawet trochę z dotychczasowego trybu życia...
    BTW: zdjęcie wegańskich praktyk i pooperacyjnego banana: bezcenne! :)

    OdpowiedzUsuń

  6. Zmieniłam adres bloga, dlatego jeśli obserwowałas Relishingmeals.blogspot.com obserwujesz, jest już nieaktualny. Problemy techniczne były tego powodem. :( Zapraszam na nowy: relishmeals.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  7. czy weganizm zawsze musi łączyć się z ideologią? czy to, że ktoś wybiera bo smaczniej/zdrowiej/taniej (do wyboru) znaczy, że jest gorszy od tego co dla dobra zwierząt i reszty ludzkości? czasami mam wrażenie, że to weganie dyskryminują wszystkich żywiących się inaczej niż oni przypisując im same złe cechy.

    chyba że rozróżniamy dietę wegańską czyli sam sposób żywienia od weganizmu jako - nazwijmy to - światopoglądu.

    czekam na nowe przepisy :) odwrócone ciasto jest super, nawet jak trzeba po nim szorować piekarnik (bo tortownica była nieszczelna...) :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jeżeli weganizm jest wypłukany z ideologi to to nie jest weganizm, ale po po prostu roślinna dieta według mnie. A co do wywyższania się wegan... NA szczęście w moim otoczeniu takich już nie ma... Ech to jest bardzo długi i rozległy temat... Wiem jedno, taką postawą nie zjedna się ludzi i nie przekona do swoich racji..

      Usuń
    2. ok, to już definicja dla mnie jasna.

      niestety spotkałam w swoim czasie trochę takich osób, anegdotycznych niemal. dalej widuję takie agresywne postawy w sieci dlatego cenię Twoje podejście i uważam je za jedyne mogące dać efekty.

      Usuń