wtorek, 31 lipca 2012

O restauracjach oraz prezenty z UK! :)

Łatwo jest być weganką, choć kiedy opuszcza się duże miasto to o posiłek poza domem trudno. Dlatego, większość z nas decyduje się na wczasy z dostępem do kuchni, aby móc sobie samodzielnie przygotowywać posiłki. Sama rzadko jadam w restauracjach, ponieważ mnie na to nie stać, a końcu studiuję, a zresztą wolę kasę przeznaczać na książki czy płyty.:) Moi rodzice przeciwnie. Często, zwłaszcza w weekendy stołują się poza domem, więc kiedy jestem w rodzinnym domu towarzyszę im w tych wyjściach. Z niepokojem obserwuję fakt, że od lat nic się nie zmienia w zakresie wegetariańskiego i wegańskiego jedzenia w restauracjach serwujących tradycyjne jedzenie. Ja czasami nie mam cierpliwości i sobie odpuszczam, nawet nie pytam - zamawiam frytki czy sałatkę grecką bez fety. Ostatnio moja Mama miała więcej przebicia niż ja i uparcie pytała o dania wegańskie, kiedy rodzice postanowili zabrać mnie na obiad do restauracji. W dużych miastach, z naciskiem na stolicę, Kraków i Wrocław jest już naprawdę nieźle, bo można zjeść przyzwoity posiłek w dobrej cenie, ale poza tym? Ciężko. O małych miasteczkach i wisach, nawet tych nastawionych na turystów, o czymś fajnym i wegańskim możemy zapomnieć. Niestety. 

Zazwyczaj w knajpach nie ma ani jednego dania, które my weganie moglibyśmy zjeść. Ewentualnie frytki z surówką. Czasami pizza.
Z pizzą wiąże się historia weekendowego obiadu sprzed ponad tygodnia. Nie chciałam już frytek i baru sałatkowego, bo ile można? Kiedy po konsultacji z połową kucharzy z restauracji, składu ciasta, zamówiłam pizzę. Nie było wybranej przeze mnie -  warzywnej, ale Pani zaproponowała mi nową, nie widniejącą w menu - pizzę włoską ( taka nazwa to trochę masło maślane, nie sądzicie?). Potwierdziła, że jest bez mięsa, więc poprosiłam, aby jeszcze była bez sera i cierpliwie czekałam. 
Trochę osłupiałam, kiedy kelnerka po upływie mniej więcej 20-30 minut oczekiwania postawiła przede mną - pizzę - z serem i szynką - jak się zapewne domyślacie nie była to szynka i ser wegański. 
No  cóż, można się było tego spodziewać. Wzięłam głęboki oddech i wytłumaczyłam Pani Kelnerce, że to nie jest moje zamówienie. Na szczęście kolejna pizza była naprawdę fajna - sos pomidorowy, pomidory koktajlowe, suszone pomidory, rukola i oliwa. Wadą było zbyt grube ciasto, bo ja jestem z tych, którzy lubią to papierowo cienkie... Historia skończyła się względnie dobrze, choć bardzo nie lubię takich sytuacji, bo czuję się w nich jak totalny dziwak. Mam wrażenie, i chyba nie jest ono moim wymysłem, że postrzegana jestem, jako rozpieszczona panna o takich, a nie innych fanaberiach. 
Gdybym była młodsza pewnie nawet bym się tym trochę przejmowała... Ale oni w moich oczach też nie wypadają najlepiej... ;)

Generalnie jestem zdania, że trzeba chodzić do niewegańskich knajp i pytać, pokazywać, że jesteśmy i mamy ochotę na dobre, wartościowe, urozmaicone jedzenie. Wiem, czasami nie ma się już cierpliwości, kiedy trzeba tłumaczyć na każdym kroku, o co chodzi. Myślę, jednak, że musimy to robić. Przestać traktować siebie, jako freaków, odmieńców i z pokorą wsuwać frytki, pomimo, że doskonale wiemy, jak bardzo proste jest przygotowanie wegańskich posiłków oraz jak nie wiele trzeba, aby bez wielkich zmian w menu takie dania się pojawiły. Nie ma co ukrywać, że jesteśmy mniejszością, ale nie oznacza to, że nie powinniśmy akcentować swojej obecności. Trudno, żeby ktoś przygotowywał jedzenie z myślą o nas, kiedy nie wie, że istniejemy i mamy takie potrzeby. Prawie w każdej knajpie są pierogi, zazwyczaj z jajkami w cieście, a przecież można je z powodzeniem zrobić bez jaj. To samo dotyczy spaghetti - jedno mogłoby być z sosem warzywnym lub pesto z orzechów i ziół, nie trzeba dodawać sera. Tradycyjne ciasto na pizzę jest bez mleka i jajka, ale w Polsce z uporem maniaka robią ją, jak nie z jednym, to z drugim. Sałatka wegańska z jakimś strączkowym warzywem, na przykład z ciecierzycą lub soczewicą też cieszyłaby się zainteresowaniem nie tylko wśród wegan, a zamawianie w kółko greckiej bez fety jest nudne. 
A zupy? Czy wszystkie muszą być na bulionie, skoro można ugotować pyszne na warzywach i bez kostek rosołowych? Nie muszą, prawda? Ludziom na diecie tradycyjnej takie zmiany w menu nie zrobią różnicy, a nam weganom ogromną. 

Nie wszędzie jest tak, jak u nas. Są miejsca, gdzie bez trudu można się najeść pyszności. Może jestem naiwna, ale łudzę się, że i u nas to w końcu nastąpi.

Cieszy mnie każda nowo otwarta wegańska czy wegańsko-wegatariańska knajpka, a one ostatnio w większych miastach rosną, jak grzyby o deszczu, ale nie łudźmy się, że takie miejsca powstaną w Koziej Wólce czy w innych Sworach, dlatego pytajmy o wegańskie dania w ichniejszych restauracjach.
Może za kilka lat usłyszmy, że mają coś i dla nas.

A teraz pyszności z UK, które przywiozły mi Siostry. Plus kolejna kciążka Isy Chandry Moskowitz - "Appetite for Reduction" - 125 fast and filling low-fat vegan recipes. ;)

Generalnie jakby w PL były jogurty sojowe i mleko z orzechów laskowych w większości sklepów to byłabym w pełni usatysfakcjonowana.
A fake food to taki jak żółty ser to bajer, który mnie cieszy od czasu do czasu :)





















37 komentarzy:

  1. I takie rzeczy w Tesco! Ciekawe, kiedy się doczekamy. ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ale łupy, jak ja bym chciała tę książkę! :3

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja na firmowym party mojego chłopa gdzie zostali uprzedzeni, że jestem weganką i dostali szczegółową instrukcje co jadam i jak zweganizować potrawy z ich menu dostałam zalane oliwą bakłażany i pomidory. Obok koleżanka wegetarianka dostała to samo + ziemniaki. ja nie dostałam bo przygotowanie pyr bez masła przekraczało ich dobre chęci.

    Jak jadę do siostry za granicę to zwykle chodzę do tajskich, hinduskich i arabskich knajo i jestem zadowolona. W Polsce jednak mimo wszystko na plus coraz bardziej, powstają nowe miejsca, wczoraj byłam w hiszpanskiej knajpie, gdzie zakładka wegetarianska nie była pełna smazonego sera. Zawsze to jakiś plus
    Basia

    OdpowiedzUsuń
  4. Mimo, że jestem wegetarianką też mam z tym problem, ostatnio zwiedzając kurortowe miasteczka, poszukiwałam obiadu nadającego się dla mnie do zjedzenia ( naprawdę nie jestem jakaś wybredna) musiałam opuścić 2 restauracje - w pierwszej w menu poza 23 pozycjami z mięsami można było znaleźć tylko frytki i kaszę gryczaną ... Nawet nie da się tego razem zjeść, a 100g frytek, to trochę mało , jak na obiad:D Dopiero w trzeciej knajpie znalazłam wegetariańskie dania. Nie lubię takich sytuacji, bo gdy już wychodzę po przeanalizowaniu karty czuję się niezręcznie i 'dziko ', jakbym była jakaś bardzo wybredna i nic mi nie pasowało.. Tak samo nie lubię takich sytuacji, gdy w restauracji w karcie widnieją 'dania wegetariańskie' - po zamówieniu np pierogów kelner przynosi mi je , tylko ze słoniną na wierzchu, wypadałoby zwrócić uwagę, ale zawsze brakuje mi odwagi. Ale się rozpisałam :D Pozdrawiam i dosyć narzekania :))

    OdpowiedzUsuń
  5. aaa! zazdrość! A ciekawa jestem czy mamy znajomych z tej samej paczki z Londka:D
    Co do knajp to tez bardzo rzadko jem na mieście, głownie dlatego, że tak na prawdę w Krakowie to wegańskie jedzenie nie jest takie dobre :( Mamy fajną, ale okropnie drogą Karmę, niezawodne ale totalnie oddalone od centrum momo, vega to zło, green way to zło, chili & cynamon to zło, i glonojad to jeszcze większe zło. Teraz otworzyli dwa bary tydzień temu 'Bar Spółdzielnia' (ponoć bardzo średni), a jakoś w weekend 'Green Times' które chciałabym sprawdzić. Brakuje mi porządnej restauracji z ciekawym menu, a nie wiecznie kuchnia indyjska. Wszędzie tylko samosy, kotlety z soczewicy u hummus :( Jak już mam coś jeść na mieście to wole wybrać się do włoskiej knajpy...raz na 3 miesiące? :)
    Pozdro!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. włoska knajpa... to mi się marzy... Żeby było warzywnie i rozmaicie.

      Co do Karmy - to zabrał mnie do niej znajomy, jak rok temu na jesieni byłam w krak, i najadałam się, choć za nie małą cenę ;)

      a jedzonko przyjechało akurat z Sheffield, bo tam urzęduje moja siostra :)

      Usuń
    2. aaaa, moi znajomi (właściwie to jeden dobry znajomy z banda )otwierają w Lodku wegańskiego kebaba :D
      W Karmie robią najlepszą kawę czasem się skuszę :D

      Usuń
  6. Nie jestem wegetarianka, mieso jadam 3-4 razy w miesiacu i po prostu nie lubie jezdzic po Polsce, bo nie mam co jesc. W restauracjach powtarza sie ten sam oklepany repertuar a dania wegetarianskie = maczne. Weganskie zas nie istnieja.
    Zyczylabym sobie zeby na naszym rynku pojawilo sie mleko migdalowe, sery migdalowe i jogurty na tym mleku, rozne rodzaje tempehu (mam na mysli rozne dodatki), tofu o wielu strukturach po to, zeby moc urozmaicic swoj jadlospis. Dla wegan to oczywiscie koniecznosc.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie się tego doczekamy, w końcu. Myślę, że i tak jest już coraz lepiej ;)

      Usuń
  7. a jaki jest skład tych seropodobnych serów?Bo mam wrażenie, że to sama chemia? W rossmanie pojawiło się nowe mleko - ryżowe, ekologiczne, 6zł/1l :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ooo! dzięki za info o rossmanie. Szkoda tylko, że mają tak nierówny asortyment i w niektórych np. u mnie na wsi niewielki wybór jedzenia w ogóle, głownie słodycze. :)

      Skład sera to: woda, olej kokosowy, mąka kukurydziana, koncentrat białka sojowego, karagen, guma guar, salt, ocet, ekstrakt drożdżowy, kwas mlekowy, aromaty ( bez wyróżnienia składu), ekstrakt z papryki. Czyli tak bez szału, ale też nie jakiś koszmar. Raz na jakiś czas można sobie pozwolić na sos serowy z brokułami czy cannelloni z serem. :)

      Usuń
  8. a ja po ostatniej wizycie w naszym kerfurze umarłem ....znalazłem w lodówce z padliną produkty firmy polsoja.co prawda jeden rodzaj ''parówki'' i ''wędliny'' i pastę ale to zawsze coś.zrobiłem zapas choć wcale tego nie potrzebowałem.ze strachu że to jest ich jakiś wypadek przy pracy ? sam nie wiem.obdzwoniłem znajomych wege i tarian aby zrobić masowy atak.może da im to faktycznie do myślenia ???
    ze stołowaniem się w ''zwykłych '' knajpach mam zawsze problem.niby się skuszę czasami ale nie ufam jakoś tak do końca w te potrawy.nasz miejscowy chińczyk na ten przykład .w menu makaron z warzywami ale co z tego skoro miła pani robiąc dla mnie to danie używała tej samej łyżki którą wcześniej grzebała w kurczaku.zwróciłem uwagę podziękowałem drugiej szansy nie dostaną.inny przykład .całodobowy bar mleczny w gdańsku.wpadliśmy o 4 rano .byliśmy jedynymi klientami coś tam się wybrało i nawet smaczne było.wróciliśmy w porze obiadowej i o zgrozo.smród smażonej ryby skutecznie zniechęcił mnie do konsumpcji i kolejnych wizyt.no i niestety albo mam pecha albo ktoś jest złośliwy bo dość często trafiają mi się mięsne ''bonusy'' w serwowanych daniach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ej, bo Wasza wieś to już taki drugi Berlin? Tylko gigów mniej ;)

      A nakładanie miecha i wege szamy tymi samymi sztućcami to taki klasyk, ale z reguły grzeczna prośba wystarczy, aby się nie powtórzyło.

      Pozdrowienie Chłopcze! :)

      Usuń
  9. Bardzo fajny post, dobrze się czyta. Każdy doświadczony weganin żyjący w Polsce przeżywa to, co opisałaś. Ja miałam różne postawy, przez jakiś czas mówiłam po prostu, że mam alergię i mogę się dusić - chciałam mieć pewność, że dostanę na pewno wegańską potrawę. Teraz odpuściłam. Nie chodzę, szkoda pieniędzy i czasu na tłumaczenie. Chodzę tylko do typowo wege knajp, np. gdy jestem w dużym mieście. Jednak tak jak napisałaś, może jednak trzeba chodzić i pokazywać, że są tacy ludzie, jak my. Jest w tym wiele sensu i dzięki, że zwróciłaś na to uwagę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki!

      Ja ostatnio przeżywam okres uspołeczniania. Wyszłam trochę w świat, w którym jestem często sama jedyna weganką i muszę jakoś przetrwać. Więc powinnam sie domagać swojego, co?

      Pozdrawiam.

      Usuń
  10. Super że o tym napisałaś, też zazdroszczę prezentów, czy mleko z orzechów laskowych jest rzeczywiście takie dobre? Ja chodzę do knajp i zawsze robię małą rewolucję pytając właśnie o szczegóły, ale staram się być uprzejma żeby mi w końcu nie napluli do tego jedzenia :) W ogóle bardzo lubię chodzić po knajpach. W wege przewodniku po Warszawie zobaczyłam, że jako miejsce wegańskie oznaczona jest da grasso bo nie robią problemu jak się bierze pizze bez sera, jest to trochę trudne i wymaga tlumaczenia ale pizza jest dobra. Raz tlumaczylam chyba z 15 minut po czym dostałam i tak moja polowe z serem, stwierdzilam trudno sprobuje zdjąc ale za chwile pomyslalam sorry nie po to tlumaczylam 15 min i tez jestem klientem. Poszlam do kasy wytlumaczylam, pani przeprosila przyniosla nam nowa pizze i w sumie dostalismy pol pizzy gratis. A jak zamawiam pierwszy raz i bylo zdziwienie ze bez sera to powiedzialam ze sa w wege przedowniku i to zobowiazuje :). Jendak najlepsza pizza w Warszawie jest w Con Gusto na Kabatach - cienka jak papier ja zamawiam bez sera (zwyklego i feta zeby bylo trudniej) taka z olwikami i pomidorkami suszonymi i prosze o dodatkowa swieza rucole, nie robia problemu pizza jest pyszna. A to czy ktos sie dziwnie patrzy to juz nie moja sprawa. Ja tez sie moge dziwnie patrzec na pana okolo 40 z brzuchem jakby byl w ciazy ktory wciaga pizze z miechem i podwojnym serem :) wolny kraj :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jest bardzo dobre, w każdym razie to akurat. :)

      Usuń
  11. we wro ostatnio wyrosły nowe knajpy - mechanika organika, najadacze otworzyli w końcu swoją knajpkę, złe mięso się wciąż trzyma, nasza stara vega wprowadza nowinki, nalanda też nadal serwuje posiłki, ale są też kawiarnie, które serwują vegan ciasta czy przekąski - tajne komplety, rozrusznik, kalaczakra, falanster...coś ruszyło. oczywiście greenwaya też działają, ale z sieciówek to chętnie bym zobaczyła loving hut. jeszcze sklep trzy świnki uruchomili, ale przez takie tesco produkty to bym oszalała z radości :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. własnie! Wrocek ostatnio wymiata i dużo sie o nim mówi w wegańskim świecie. We wrześniu lecę stamtąd do UK, więc może zanim dotrę na lotnisko odżywię sie, jak trzeba. :)

      Bo potem przez 3 tygodnie w Sheffield będę objadać się nieprzyzwoicie :)

      Usuń
  12. na wakacje od paru lat jeżdżę do Kątów Rybackich. A jeżdżę tam dlatego, że w restauracji Bachus można zamówić abonamentowe wegetariańskie i wegańskie jedzenie. Jeżdżę tam z moim wegetariańskim synem, któremu tamtejsze obiady bardzo smakują. Wydaje mi się, że jest to jedyne miejsce, gdzie można tak zjeść wegańsko, dlatego nawet nie staram się szukać innego miejsca odpoczynku, bo skazana byłabym na gotowanie, a nie po to przecież wyjeżdża się na urlop, żeby w kuchni siedzieć

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z jednej strony fajnie jest mieć takie miejsce, tylko, że ze mną jest taki problem, że mnie nosi i lubię szukać i poznawać nowe miejsca. Dopóki mam do czynienia z zagranicą to nie ma problemu. Tutaj jest gorzej. Tyle, że ja nie umiem sobie odmówić np. wyjazdu nad kaszubskie jeziora. Radzę sobie i z kuchnią, wiadomo, ale irytuje mnie, że nie mam wyboru.

      Pozdrowienia! :)

      Usuń
  13. A ja wlasnie wrocilam z Czech i Slowacji, i przy tych krajach w polskich knajpach jest naprawde luz. Pomimo duzego asortymentu tofu, pasztetow sojowych i nawet jogurtow sojowych w "zwyklych sklepach", kompletnie nie przeklada sie to na menu restauracji. Kuchnia czeska to mieso z miesem niemalze, a w dziale bezmiesnym karty figuruje...ser smazony z szynka, ser z salami itp. bzdury.
    Dwa razy jadlam porzadnie - w knajpie krisznowskiej w Bratyslawie i w Green Barze w Olomuncu, ale Czesi sa bardziej na etapie wegetarianizmu dopiero - za kazdym razem nie bylam pewna zupy, mimo ze miala w sobie np. tofu, bylam prawie pewna, ze jest na masle, wiec to tez loteria, i z talerza roznych potrawek warzywnych moglam zjesc tylko niektore.


    icantbelieveistvegan

    OdpowiedzUsuń
  14. a korzystałaś z przewodnika happy cow? ja teraz wybieram się do Pragi i ucieszyłam się, że jest tam kilka dosłownie knajp wegańskich, bo też słyszałam że jedzenie tam jest straszne dla wegan :) http://www.happycow.net/gmaps/searchmap.php?distance=15&x=35&y=2&address=Prague%2C+Czech+Republic&lat=50.0915&lon=14.4365

    OdpowiedzUsuń
  15. Tak, skorzystałam - w Bratysławie znalazłam jedną restaurację,w mniejszych czeskich miastach nic, udało mi się natomiast odkryć jedną nieujęta w Happy Cow w Ołomuńcu. Do Pragi jadę w grudniu, byłam już wiele razy, i tym razem nie było po drodze:)

    icantbelieveitsvegan

    OdpowiedzUsuń
  16. A ja mam pytanie kompletnie od czapy. Ponieważ Twój blog zainspirował mnie do mocnego kombinowania w stronę weganizmu... jak to jest z tą b12? Wrzucam w google, nie mogę się połapać ile powinno się tego jeść, który suplement najlepszy, jaka dawka i tak bez sensu bo nie będzie już wchłanialna itp. Trochę przeraża mnie myśl o tej homocysteinie, o tym, że nawet badania krwi mogą niewiele lekarzowi powiedzieć bo zapotrzebowanie na b12 ponoć u wegan mniejsze (nie ma zakwaszonej krwii czy coś) a mogą też być analogi z glonów wyłapane zamiast prawdziwej B12. Studiujesz medycynę, może wiesz coś w powyższym temacie? Masz kogo zapytać? Nie wiem, ratuj :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja moge polecic Ci opracowanie (niestety po ang) znanego w swiecie weganskim dietetyka Jacka Norrisa http://www.veganhealth.org/articles/vitaminb12.

      Usuń
    2. przepraszam, zapomnialam sie podpisac :-)

      Monika

      Usuń
  17. Hej. Kupilam dzis w Tesco ten napoj orzechowy, ktory przywiozly Ci siostry i jeszcze mleko midgalowe. Jakie jest wlasciwie zadanie tych napojow? Ich sklad to sama woda, cukier i odpowiednio 2,5% orzechow i 2% migdalow + dodatki(fosforan wapnia, sol morska, stabilizatory, emulgator, witaminy). Rozumiem, ze mozna je dodac do platkow na sniadanie, czy do innych przepisow zastepujac mleko. Ale wartosci odzywczych to chyba nie ma zbyt duzo. Wiecej tam cukru 7% niz orzechow i migdalow. W sumie to sama woda z cukrem i posmakiem orzechow lub migdalow. Chyba ze sie nie znam. Prosze o odpowiedz. Roma

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hehe! Racja, ale dla mnie ten napój to bajer, a nie coś co ma mi dostarczać białka. Tych orzechów w nim niby mało, ale przeciętne mleko sojowe też ma średnio 7% ziaren soi, więc to nie jest jakiś szał, a jednak wystarcza aby soja była w nim wyczuwalna.
      Generalnie fajnie dodać ten orzechowy napój do musli od czasu do czasu, chociażby po to, aby nie jeść w kółko soi. I tak u mnie nie jest źle, bo mi rodzice fundują różne owsiane czy ryżowe "mleka", bo soja to i tak jest wszędzie, więc jem ją z umiarem.
      Ten napój jest fajny do pieczenia, do kremów itd., aby wzmocnić orzechowy smak.
      Poza tym ma witaminy i wapno, a to zwłaszcza zimą, kiedy o D trudno jest cenne, a B12 też nigdy nie pogardzę. Dlatego nie psioczyłabym na niego tak bardzo. :)

      Pozdrawiam. M.

      Usuń
    2. Nie psiocze sorry, tylko sie zastanawiam. Nie pilam sojowego mleko, wiec nie wiedzialam. W temacie wegetarianizmu jestem nowa, bo dopiero od stycznia tego roku za namowa mojego 9-letniego syna przestalismy jesc mieso, a do wegan nam bardzo daleko. Mysle po prostu, ze spozywamy za duzo nabialu i chetnie bym to czyms zastapila, stad moje pytanie. Wydaje mi sie, ze wiele produktow ma na celu jedynie zastapienie konsystencji produktow mlecznych, wartosci odzywczych w nich niewiele. Bo witaminy i wapno dodane do produktow bezmlecznych nie roznia sie chyba zbytnio od suplementow w tabletkach. Tak, czy nie? Roma

      Usuń
    3. Podobno lepiej sie wchłaniają niż tabsy, a poza tym zawsze to przyjemniej wypić sobie jakiś napój niż zjeść tabletkę ;)

      Co do przejścia na wege za namową dziecka to wielkie propsy, a jeżeli chodzi o zamienniki nabiału - trochę to jeszcze u nas droga sprawa, a szkoda! Niemniej myślę, że blogi wegańskie mogą stać się dla Ciebie dużą inspiracją. Np. zamiast śmietanki można mleko koko dodawać zarówno w pikantnych, jak i słodkich daniach.
      Spożywanie zbyt dużej ilości nabiału może prowadzić do niedoboru żelaza, bo same one go nie posiadają, a jednocześnie zawarta w nich wapń utrudnia wchłanianie żelaza, więc bądźcie ostrożni.
      Dużo kasz, zielonych warzyw, strączków polecam, a jest ich taki wybór, że właściwie codziennie
      może być inna.
      Pozdrawiam. M.

      Usuń
  18. hej, wczoraj odkryłam Twój blog [choc wczesniej tez kilka razy na niego się natknęłam] ale nigdy wczesniej się tak nie zaczytywałam w Twoje rozkminy o zyciu, o sobie, o weganizmie, o świecie, w którym funkcjonujesz ... i muszę stwierdzić, że jesteś bardzo mądrą i fajną dziewczyną, która mi zaimponowała swoja postawą, swoimi przemysleniami i generalnie bardzo mi sie podoba Twój blog i przepisy ... ja od 17. roku życia zapałałam miłością do wegetarianizmu, ale nigdy nie wytrzymałam zbyt długo na tej diecie ze względu na wygodę, jakkolwiek brutalnie moze to dla Ciebie zabrzmieć to jednak to szczera prawda, za duzo miałam z tym kombinowania i mi się odechciewało ... potem znienacka zostałam na pół roku weganką i to był najpiekniejszy okres w moim zyciu, ale moje menu było bardzo monotematyczne, przede wszystkim surówki, surówki raz jeszcze surówki ... ale całe wielkie michy tego były ... potem znowu mi się odwidziało ... raz na jakis czas wracam jednak do weganizmu, ponieważ intuicyjnie wiem, że ta filozofia jedzenia jest najbardziej etyczna i w sumie najzdrowsza dla mnie ... dlatego znowu chce spróbować. moje wegańskie pichcenie do tej pory było bardzo jednostronne: zupy warzywne albo kasza, ryż, quinoa z warzywami lub surówki ... nic poza tym ... ale jak wsiąkłam wczoraj w Twojego bloga i jeszcze w "Jadłonomię" to się zakochałam w wegańskiej kuchni i przepisach, jest ich tyle, ze mozna zwariować ze szczęścia. dziękuję za to, że prowadzisz tego bloga, uwielbiam Cię czytać i mam nadzieję, że będziesz kontynuowała jego prowadzenie najdłużej jak się da. a jesli chodzi o temat restauracji to 5 lat temu pracowałam w wakacje w jednej w Holandii i jak oswiadczyłam kucharzowi, że jestem wegetarianką [akurat wtedy byłam] to osłupiał i nie wiedział czym ma mnie karmić ... serio!!!! dostawałam tak niedobre żarcie, że to przerasta wszelkie pojęcie ... wszystko było podlane tona oleju, warzyw tyle co kot napłakał, więc konsultowalismy z kucharzem razem jak powinien mi gotować i co przyrzadzać i było trochę lepiej ... a dwa lata temu byłam na diecie owocowo-warzywnej dr Ewy Dąbrowskiej i pojechaliśmy zwiedzać Brugię w Belgii i wyjście do restauracji okazało się jedna wielką pomyłką poniewaz ja zamówiłam sałatkę bez dressingu a mój facet frytki, bo nie chciał za mięso płacic jak za zboze a kelner stał osłupiony i mówił, że musismy jeszcze cos zamówić, na co ja zripostowałam, że przecież to jest nasze zamówienie a on dalej z uporem maniaka stanowczo upierał się przy swoim, więc ja zwinęłam stamtąd ostentacyjnie manatki i ostatecznie kupiłam jabłka w supermarkecie a mój chłopak pizzę w jakims fast-fodzie włoskim. jednym słowem napiszę tylko tyle: PORAŻKA!!!! w tym roku jedziemy do Włoch, ja musze trzymac bardzo ścisłą diete ze względu na candidę albicans w moim przewodzie pokarmowym, więc nastawiam sie przede wszystkim na dania weganskie, bezglutenowe z nastawieniem na pyszne sałatki ... ale co będzie, pojecia nie mam ... jakby co dam znac po przyjeździe, pozdrawiam i do nowego wpisu namawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo, za te wszystkie miłe słowa. Są dla mnie motywacją, aby jednak nie porzucać pisania. Co do restauracji, to nie wygląda to wszystko ani budująco, ani imponująco. Niemniej powstaje coraz więcej knajp wegetariańskich, a nawet wegańskich, więc jakaś nadzieja jest. Z drugiej strony fajnie byłoby, gdyby nawet w małym miasteczku na kaszubach czy mazurach można by zjeść coś rozsądnego.. Dzięki za obszerny komentarz. Zapraszam na bloga! Pozdrawiam, M.

      Usuń
  19. W Trójmieście nie ma problemu z kupnem mlek orzechowych Alpro, zdarza się i Almond Breeze ;) problemem są ceny. No i tęsknię za Nakd i za raw cakes dostępnymi w Whole Foods Market. A produkty seropodobne z Tesco są pyycha! <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W poznaniu też już nie mam takiego problemu, bo orzechowe alpro weszły na pl rynek ponad rok temu, ale sam post był pisany w 2012, kiedy jeszcze nie było go pod dostatkiem. Co do cen to zdecydowanie nieadekwatne do naszych zarobków... :/ A Nakd tez kocham :)

      Usuń
  20. ostatnio chciałam zamówic sałatkę a było w niej jajko, poprosiłam by go nie dodano i .....odmowa! bo Pani nie policzy tego potem:D
    dodam, że w Poznaniu to było...

    OdpowiedzUsuń