sobota, 2 czerwca 2012

Czerwcowe rozkminy... ;)

"Uwielbiam", kiedy wykładowcy, aby motywować nas do pracy mówią, że nim się obejrzymy dostaniemy do ręki dyplom i będziemy już do końca życia czuć na karku oddech prawników, którzy tylko czyhają na nasz błąd...
Seriously? Wierzyć mi się nie chce, że to może być motywacja i dyskutowałam ostatnio o tym z kimś mądrym i kiedy przyznał mi rację, uspokoiłam się nieco... Dla mnie to jest tylko i wyłącznie powód, aby solidnie palnąć się w ten mój głupi łeb i zastanowić, co ja w ogóle na tych studiach robię? No przecież nie poszłam na nie, aby żyć w ciągłym strachu... Jak na razie zjada mnie i paraliżuje stres przed każdym egzaminem, a jeszcze mi dokładają takie historie... Zamiast stawiać nam przed oczami pacjentów, którzy czekają na naszą pomoc, dla których mamy się uczyć, rozwijać i poznawać, jak najwięcej jednostek chorobowych, aby właściwie diagnozować, stawiają nam żądnych naszej młodej, lekarskiej krwi prawników.
Na litością boską! Te studia, choć przygotowują w moim wyobrażeniu oczywiście, do najpiękniejszego zawodu świata, zabiją w ludziach takich, jak ja ducha walki, optymizm, dobrą wolę. Naprawdę nie znalazłam się na nich, bo ktoś mi kazał. Moi rodzice nie mieli takich marzeń. Nie jestem na nich, bo widzę tu prestiż czy awans społeczny. Nie przykładam do nich wagi, choć czasami rozumiem, że dla niektórych osób jest to naprawdę ważne, jest dużą szansą na trochę lepsze życie...
Kiedy wybierałam się na medycynę, a nie dostałam się na nią z marszu za pierwszym razem, ale musiałam zawalczyć, aby się tam znaleźć, miałam bardzo jasno sprecyzowany plan. Będę pediatrą i "lekarzem bez granic." Koniec i kropka. Nie obchodziło mnie to, że pewnie nie ułożę sobie życia osobistego itp. itd., ale poświęcę się dla bardzo słusznej, moim zdaniem, idei.
Muszę przyznać, że studiowanie medycyny i życie samo w sobie, ludzie, których spotykam po drodze to tu, to tam, zabiją ducha walki, zabijają marzenia. Tylko, że prawdzie są jak bumerang. I do mnie coraz częściej wracają...
O co mi chodzi? O to, że każdy ma jakieś swoje pragnienia, cele. I nie warto, nie można ich porzucać. Zawsze trzeba o nie walczyć, bo one nie tracą terminu ważności. Są z nami zawsze. Czasami o nich zapominamy, spalamy je na stosie życiowych niepowodzeń, ale jeżeli naprawdę ich pragnęliśmy to wrócą i upomną się o realizację. Zobaczycie. 
Myślicie, że chce mi się uczyć tych trudnych przedmiotów, zakuwać kosztem życia, przyjaciół, rodziny, snu, jedzenia, pozamedycznych zainteresowań, bo jakiś prawnik może mi kiedyś wytknąć niedouczenie? Albo dlatego, że fajnie będzie napisać lek.med. przed nazwiskiem? Też nie. Albo, że ładnie wyglądam w kiltu? Prawdę mówiąc w bieli wyglądam koszmarnie i generalnie uniformizacja nie leży w mojej naturze...
A więc po co? Po to, żeby kiedyś komuś pomóc, uratować zdrowie, a może i życie. Tylko dlatego jeszcze ciągle mi się chce... W innym wypadku odeszłabym stąd pod byle pretekstem... Naprawdę.

 Miłego!



P.S. Mamy czerwiec, a ja jak zawsze w tym czasie słucham więcej Tragedy ( i takie utwory jak Life, Conflicting Ideas czy Vengeance wiercą dziurę w głowie i brzuchu), Wolfbrigade ( nie mogę odżałować Poczdamu :( , ale czekam na Gdynię! ), trochę Doom'a ( i już żałuję, że nie zobaczę ich na Ro).
Trochę dużo pewnie Shades of Grey i Dawnfall of Gaia, Vestiges...  Ale nie mogę się opanować...
Moja MIŁOŚĆ odżyła, nabrała świeżości, nowego wymiaru i w ogóle ... yeah!yeah!yeah!
Pewnie dzięki Agacie, która w odpowiednim momencie wyciągnęła dawno nie ruszaną płytę Tragedy i wywołała lawinę naprawdę BARDZO DOBREJ MUZYKI w naszym skromnym mieszkanku. Mojej ukochanej muzyki... 
I cieszę się nią, jak umiem, bo przyjdzie lipiec i będzie więcej PJ Harvey, Kate Bush, Pretty Girls Make Graves, Analeny i Lemurii czy Hellsongs! Każdy miesiąc inny! :) 


A Was zostawiam z...

20 komentarzy:

  1. też sobie zadaje to pytanie:Po co ja poszłam na studia, ale 16stego się bronię i po kłopocie.
    w przeciwieństwie do Ciebie nas nikt nie motywował ;(
    pozdrawiam,
    Szana,
    www.gastronomygo.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ale ja własnie piszę o tym, że jeżeli ta motywacja się pojawia, to jest ona zła i nie działa. W każdym razie na mnie.
      Poza tym, ja tylko, gdy pojawiają się takie "krzywe akcje" wątpię w to, co ja tam w ogóle robię, bo to kłóci się z moim wyobrażeniem o medycynie.
      Generalnie jednak rzecz biorąc, nie mam żadnych, nawet najmniejszych wątpliwości, co ja tam robię. ;)

      Usuń
  2. Nie wierze. Jakbym czytala wnetrze mojej glowy. "Poszlam na te studia, zeby byc pediatra bez granic". Ja teeeeeeeez ;)!! Spotkamy sie na misji ;)!! Mnie zawsze przytlaczal "medyczny swiat". Nadeci wykladowcy od poczatku wmawiajacy nam, ze "lekarz to jest ktos, ktos znaczacy, wazny, stojacy na piedestale". Jaki wazny? Czlowiek jak czlowiek. Moze byc gburem, jak kazdy inny gbur i co z tego, ze lekarz. I wcale nie chce nigdy stac na jakims spolecznym piedestale. Studenci idacy na studia z motywacja "ktora specjalizacja jest najlepiej platna" lub "bo tata jest ordynatorem". Smutne to. I to, ze przez te wszystkie kolokwia stajemy sie machinami do zakuwania i tracimy inne zainteresowania, pasje. Zaczynamy sie uczyc "z pytan", byle zdarzyc....
    Ale, trzeba walczyc, by z calego naszego swiata nie zostala "tylko uczelniana medycyna". No i mysle, ze warto, zeby pozniej leczyc dzieci w Ameryce Poludniowej. Bez kasy, bez piedestalu i napuszenia, z czystej checi pomocy!!
    Tak sie ciesze, ze ktos mysli tak jak ja :D!! Moze to znaczy, ze nie jestem "az taka dziwna" ;)?!?!
    Ja tez zaczelam juz ostro zakuwac. A ze ostatni egzamin 2 lipca, z pediatrii wlasnie, wiec zostal jeszcze "tylko" rowno miesiac ;)!! Ciezko sie uczyc, gdy na dworze 32 stopnie i 15 minut na pieszo na plaze z domu ;)!!
    Pozdrowienia z Malagi!!
    Besos ;)!!
    Ewa ;)!!
    PS. Naprawde wielkie dzieki za ten twoj blogowy wpis. Od razu razniej i jasniej na swiecie :)!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dla mnie nim wyższy piedestał sobie stawiają ci wszyscy medycy, tym w moim odczuciu i oczach z większym hukiem z niego spadają.
      Ich medycyna nie jest moją medycyną.

      No i pozdrowienia z chłodnego Poznania.
      Jak kiedyś tu zawitasz na moment chociaż, to pisz! trzeba się na herbę umówić i obgadać wszystko!

      Usuń
    2. Z CHĘCIĄ!! Juz sie nie moge doczekac!!
      Ja im wiecej sie ucze, tym mniej mi sie obecna medycyna podoba. Wole profilaktyke, zamiast operacji, owoce, warzywa i ruch zamiast tabletek....
      Trzebaby zrobic medyczna rewolucje ;)!!

      Usuń
  3. Czytając Twój post uśmiechałam się do siebie. Jako, że moja pasja życiowa jest w dużej mierze powiązana z medycyną, a zwłaszcza osobą lekarza, wiem jak wiele od Was zależy. Niestety coraz więcej "specjalistów" to tylko zapis na wywieszce na drzwiach. Cieszę się,że na medycynie są takie osoby jak Ty, które wiedzą czego chcą i będą wykonywać swoją pracę całym sercem. Cieszę się, że będę mogła w przyszłości współpracować z takimi specjalistami jak Ty :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to życzę Ci, aby nigdy nie przyszło Ci pracować w bucami! ;)

      Usuń
  4. no tak, jesli lekarze słyszą juz na studiach takie grozby, to nic dziwnego ze potem ich praktyka zawodowa sprowadza się do wypisywania (w 90% przypadkow niepotrzebnych) antybiotyków :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wydaje mi się, ze jedno ma niewiele wspólnego z drugim. A winę za pochopnie prowadzone antybiotykoteriapie ponoszą zarówno lekarze, jak i pacjenci, którzy bez antybiotyku nie chcą wyjść z gabinetu. Myślę, że nadmierna wiara w antybiotyki to problem całego społeczeństwa polskiego. Nie tylko lekarzy. ;)

      Pozdrawiam! :)

      Usuń
  5. rób swoje babciu.a z prawnikami sobie poradzimy.

    OdpowiedzUsuń
  6. Widze ze Magda na pelnum krascie wjechlala w czerwiec. a potsdamu to zaluj, zaluj!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no cóż... muzyka zawsze pod nastój, więc mniej więcej już chyba wiesz, co u mnie słychać ;)

      Usuń
  7. rzeczywiście jest tak, ze w obecnych czasach strach przed podjęciem złych decyzji podsycają nowinki o procesach przeciw lekarzom. i jeszcze: przez tydzień posiedziałam w gabinecie lekarza rodzinnego i widziałam traumę, jaką przeżywa osoba z niemałym stażem pracy w starciu z ustawą refundacyjną.bez podkładki od specjalisty ani rusz - nie można przepisać refundowanych leków nikomu.biednym ludziom też.
    oczywiście, nie jest to dobra motywacja, ale troszkę tak, niestety wygląda rzeczywistość. oczywiście, z jednej strony. i czasem naprawdę chce się zrezygnować.

    mam wrażenie, że wykładowcy wychodzą z założenia, że idealizmu jest w nas dostatek, albo też nie jest on nikomu do niczego potrzebny. ja sama czasem chciałabym się pozbyć swojego idealizmu i po prostu nie myśleć o pewnych rzeczach, takich jak efektywność działania, bo wtedy ogarnia mnie lekka rozpacz.

    kiedy się w takim kontekście myśli o pracy w Afryce, to jakoś lżej się robi. mało papierów, czysta akcja. zajmujesz się chorymi dziećmi, a nie podtrzymujesz przy życiu starców. czujesz, ze robisz coś dobrego, potrzebnego, a nie wpisujesz pesel w dziesięć miejsc czy numerujesz strony w historii choroby ze strachu przed jakąś kontrolą z funduszu.

    dla kogoś, kto chce spokoju i kasy oraz nie lubi się buntować Polska jest w miarę fajnym krajem do pracy lekarskiej. jeśli jednak Ty masz power, żeby z tego zrezygnować, to będziesz zadowolona. (btw. mam koleżankę, która przez rok po studiach pracowała w Afryce. gdybyś była zainteresowana, to dam Ci kontakt)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ooo! chętnie skorzystam, tylko uporam się najpierw ze swoimi sprawami. Czyli pewnie gdzieś za miesiąc... :)
      Dzięki za obszerny komentarz. Wiesz, z tym idealizmem jest tak, że ja najbardziej lubię, kiedy jest w mojej głowie, bo kiedy za dużo się o tym mówi, to potem robi się z tego czcze gadanie. Czasami jednak muszę go z siebie wyrzucić. Nie wiem po co. żeby nie zapomnieć, że jest?
      Nie lubię jednak, kiedy ktoś mi go próbuje z tej głowy wybić.
      Generalnie przy wielu moich znajomych czuję, że twardo stąpam po ziemi, a z kolei widząc "potwora", jakim jest pl służba zdrowia wielokrotnie, to mam wrażenie, że to ja jestem jakaś oderwana od rzeczywistości i chyba zupełnie jej nie rozumiem
      Generalnie szkoda mi lekarzy, bo bardzo często nie mogą realizować skutecznego leczenia i często zamiast służyć pacjentom, służą urzędnikom, głupiemu prawu itd.
      Ja wiem dobrze, że wszędzie są potrzebujący, chorzy biedni - więc gdziekolwiek nie trafię będę mogła się wykazać i będę miała co robić,ale Afryka jest moim marzeniem i wbrew pozorom jest ono całkiem osiągalne. Ja myślę, że to jest świetna lekcja, sprawdzenie siebie i tego na ile jest we mnie rzeczywiście tego idealizmu.
      Bez super sprzętu, bez pełnej apteki a nawet bez podstawowych leków, które w Europie każdy dostaje od ręki, też wcale nie jest łatwo.

      No mniejsza o to! Dzięki!Pzdr!

      Usuń
    2. misju dziecinko!!! ucz sie tam dzielnie i na kolonie dawaj!!! <3

      Usuń
    3. Kolonie też będą! Może i w stolicy??? :P

      Usuń
    4. w stolicy gdzie indziej :)!

      Usuń