czwartek, 23 lutego 2012

Czas prezentów...

Każdy okres w roku pasuje bardziej, ale w moim życiu jest na opak. Prezenty dostaję w najmniej oczekiwanych momentach...
Z ostatniego Vegan Lunchu wróciłam z czymś, wykonanym specjalnie dla mnie... Od kogoś, kto czyta i lubi mojego bloga. Wiecie pewnie, jak to jest, kiedy wszystko, co robicie wydaje się Wam całkowicie bez sensu, a potem nagle okazuje się, że bardzo się mylicie? Ja wiem doskonale... Pisanie bloga znowu nabrało innego wymiaru. Zupełnie inaczej pisze się, gdy ma się świadomość, że po drugiej stronie jest ktoś, kto to czyta...


Teraz wykonane na drutach "eat me" wisi w mojej maleńkiej kuchni, sprawiając, że jest jeszcze przytulniejsza, a to oznacza, iż będę w niej siedzieć z większą przyjemnością, co zapewne wpłynie korzystnie na ilość postów na blogu.

Idąc chronologicznie, kolejnym prezentem jest przylot Ewy, mojej siostry, oraz Idy - mikro wersji Ewy. Moja starsza Sis ma taki dar, że działa kojąco, pomaga uporządkować i zracjonalizować myśli. Przy niej znika bałagan w mojej głowie, wątpliwości mijają, a cele są jasne i klarowne. Tak jest od zawsze, odkąd  pamiętam, zbierała mnie z moich "życiowych dołków". Taki piękny dar ma ta moja Siostra. Teraz jest jeszcze Ida, która jest bardzo rozkoszną kruszynką i naprawdę można zapomnieć przy niej o każdym zmartwieniu... Wypoczynek podczas ferii w towarzystwie tych dwóch Pań, jest prawdziwą przyjemnością.


Ewa też jest źródłem kolejnego prezentu. Jak wiecie, niedawno nabyłam pierwszą w swoim życiu wegańską  książkę kucharską. Przyjechała ze mną z Berlina. Nie minęły nawet 2 tygodnie, a już stałam się posiadaczką kolejnej. 
W moje ręce trafiła "Vegan with a vengeance" autorstwa mojego kulinarnego guru, Isy Chandry Moskowitz. Oczywiście Ewa nie miała o tym pojęcia, kiedy kupowała książkę, ale zna mnie, zna moja młodszą siostrę i wie, jakie z nas gagadki. Przejrzała ją w księgarni, stwierdziła, że autorka zna się na rzeczy, spodobały jej się teksty zamieszczone koło przepisów i zdecydowała się na tę pozycję.
Książka rzeczywiście jest fantastyczna, choć nie zawiera fotografii, aż się prosi, aby piec i gotować.
My z Ewą już zaczęłyśmy...
Jest dobrze, jest przemiło i jest smacznie... Lubię takie chwile, bo energię z nich czerpię jeszcze długo.

5 komentarzy:

  1. Oczywiście że ktoś ja czyta, ja nie tylko czytam,ale nawet korzystam z przepisów:))
    Basia

    OdpowiedzUsuń
  2. chodziłomi o twój blog, nie o książke
    Basia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :) Książkę też jak najbardziej polecam :)

      Usuń