wtorek, 17 stycznia 2012

Zostań Wege na 30 dni!

Niedawno na blogu pojawiły sie moje wynurzenia o ubiegłorocznym maju i jego ciemnych stronach, a właściwie stronie.;) Bo generalnie rzecz biorąc, maj to jest wiosna i taki ciepły, przyjemny miesiąc. Nawet, kiedy wieje to  jakoś tak mniej niepokojąco... A jestem szczęściarą, ponieważ maj to też  moje urodziny. W dodatku wszędzie można dostać świeże warzywa, w tym ukochane szparagi i gruntowy szpinak. Stragany na ryneczku uginają się od rozmaitych, kolorowych warzyw, a ja przecież kocham jedzenie i gotowanie. Miniony maj to rusałka, wycieczki rowerowe i spotkania. Maj to Berlin. Super koncerty, wyjazdy i świetni ludzie wokół. Maj to nauka, ale medycyna jest piękna, więc się tym nie przejmuję.
Czekam na maj 2012. Już jest spoko, więc będzie super spoko! :)

A teraz? Za oknem jest biało, część miasta, w której żyję tak właściwie śpi, ja uczę się, jak to mówi moja babcia "na lekarza" :) i o śnie mogę pomarzyć... Śnieg. Niewiarygodne. Nie lubię białego koloru, ale ten dziś wygląda wyjątkowo dobrze. Pokrył szary beton i nawet to miasto jakieś ładniejsze się wydaje. Choć to nie zmienia faktu, że mi się nie chce... Więc piszę, bo jakbym nie pisała to bym się uczyła. A nie mogę się skupić, bo nie daje mi spokoju myśl o tym, że jestem za punkowa dla medycyny  i za medyczna dla punka... Próbuję połączyć te dwa światy między którymi żyję, ale to jest takie skomplikowane. No właśnie pomiędzy... between... zwischen... Łatwiej być w centrum świata, a nie na obrzeżach... W każdym razie teraz tak myślę. Bo ja ciągle jestem poza... out... raus... Chyba za dużo ostatnio smutnej muzyki, filmów... 

No dobra! Ale zima!? Seriously?



Nikt się nie jej spodziewał za bardzo, a już na pewno w nią nie wierzył, bo przecież taką wietrzną i deszczową jesień mamy tego roku, już od listopada. Myślałam, że śnieg będę musiała pokazywać swoim dzieciom na zdjęciach i filmach, co trochę mnie smuciło, ale może jest jeszcze nadzieja? Myślcie, że nie? Że nie zatrzymamy globalnego ocieplenia...? Nie wiem, ale myślę, że nie wszystko stracone. Musimy chyba trochę podziałać po prostu. Może np. spróbujecie przejść na wege dietę na 30 dni i zobaczycie, jak Wam pójdzie? Jak się będziecie czuć?




Powiedzmy sobie wprost, jeżeli rzeczywiście zależy Wam na stanie środowiska naturalnego to samo zastąpienie kąpieli prysznicem i segregacja śmieci nie wystarczą. Nie wystarczą energooszczędne żarówki i korektory słoneczne na dachach Waszych domów. Jeżeli w tej chwili, już dzisiaj,  ludzie się nie opamiętają to niestety zje nas głód, zje nas globalne ocieplenie i migracje na tle ekologicznym, do których prędzej czy później dojdzie.
Realne zmiany, korzystne dla środowiska, mogą zajść tylko, kiedy świat (cały) ograniczy spożycie mięsa i innych produktów odzwierzęcych, w przeciwnym razie dla przyszłych pokoleń nie pozostawimy nic.
Podobno człowiek to istota myśląca i nie podlega to wątpliwości, ale jeżeli nie zacznie myśleć bardziej globalnie, przenosząc to na lokalny grunt, jeżeli nie będzie myślał przyszłościowo podejmując kroki w teraźniejszości, doprowadzi do zakłady planety, na której funkcjonował od lat. Czasami mam wrażenie, że ludzi postawili sobie za cel sprawdzenie ile krzywd mogą Ziemi wyrządzić i teraz skrupulatnie ją eksploatują, nie myśląc o konsekwencjach. 
Jeżeli wyobrażacie sobie, że koniec świata to będzie wielki wybuch lub uderzy w nas jakieś ciało niebieskie, jak w filmie "Melancholia"( obejrzałam, rozczarowałam się!) to możecie się bardzo zdziwić. Spodziewałabym się tu raczej powolnego umierania. Ziemia w kachezji zjadana przez "raczysko", którym jest nikt inny, jak człowiek. Koszmarne rozwarstwienie społeczne, głód, ubóstwo i śmierć - bardziej wszechobecne niż kiedykolwiek.
Niezły Armagedon, co?
Niedawno czytałam artykuł z brytyjskiego Guardian pod tytułem "Why Vegans were right all along?", który mówił, bardzo pokrótce, o tym, że głodowi na świecie można zapobiec tylko, jeżeli natychmiast państwa bogate i rozwijające się  przestaną spożywać mięso, nabiał i ryby. Wiem, dla wielu to takie trudne, ale znajdujemy się na równi pochyłej i tylko od nas zależy, co będzie dalej!
Spróbujecie diety wege przez 30 dni. Fundacja Viva wyciąga do Was przyjazną dłoń! :) Powodzenia!

I tak płynnie od wspomnienia o maju i wiośnie, przez naukę i zimę 2012 potrafię przejść do problemów globalnych świata. To się nazywa ciąg myślenia! 


4 komentarze:

  1. Hej,
    mam pytanie trochę nie na temat:) pamiętasz może jak nazywa się ta margaryna z Aldi z której można zrobić vegan smalec?
    z góry dzięki!
    A.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ich habe keine Ahnung!:) Widziałam ją na oczy raz, kiedy właśnie robiłam niej smalec. Pamiętam, że była 1 kg kostką tłuszczu, jak odchylisz opakowanie to jest całkiem biała.

    OdpowiedzUsuń
  3. można też z PLANTY zrobić, to też utwardzony tłuszcz roślinny bez dodatków

    OdpowiedzUsuń
  4. Planta ma wegański skład, ale ja np. nie używam, bo staram się nie używać produktów koncernu univer, ponieważ koncern ten wciąż testuje wiele produktów na zwierzętach..

    OdpowiedzUsuń