sobota, 24 września 2011

Jesienne risotto! // Autumn risotto!

Myślałam sobie ostatnio o samotności i o tym, jak bardzo ją lubię, a jednocześnie się jej boję... Z samotności ludzie robią  różne, czasami bardzo głupie rzeczy, wybaczają ludziom, którzy na to nie zasługują, spotykają się z osobami, którym nie powinni poświecić 5 minut, szukają kontaktu z kimś, o kim dawno powinni zapomnieć...hmm... Może myślicie: "o czym ona znowu bredzi?", a może wiecie doskonale, o czym mówię, bo tego doświadczacie... 
My, jako ludzie mamy tendencje do wiecznego niezadowolenia. A może czas zaufać, że wszystko jest dokładnie tak, jak powinno być? Tak chyba będzie prościej...
Cokolwiek się nie dzieje, najważniejsze jest, aby pozostać sobą, ufać sobie, słuchać siebie, a reszta? Reszta jest bez znaczenia... Sam wiesz, co jest do Ciebie najlepsze. Ja wiem.

Jestem maniaczką kuchni włoskiej, a risotto to jedno z moich ukochanych dań. Przede wszystkim dzięki temu, że robi się je błyskawicznie, składniki łatwo dostosować do pory roku i zawsze budzi dobre skojarzenia... Amore mio!

I've been thinkin about loneliness recently. I don't mind loneliness, but at the sametime I'm really afraid of this state... Due to loneliness people do lot of stupid things sometimes. We forgive someone, who doesn't deserve forgiveness or we date somebody who isn't remarkable at all. Sometimes we try to keep someone in our life even if they simply can't be bothered. Maybe you don't understand me or maybe you know perfectly what I'm writing about.. 
People tend to moan about everything. Maybe it's time to start to believe that everything is just right. This would make our lives much easier, I guess.
Whatever happens, we should stay ourselves, trust ourselves and listen to our hearts and our minds. There are the most important things in our life, the rest doesn't metter . You know best what is good for you! I know what is good for me... 

I'm  a huge fan of Italian cuisine and risotto is one of my favourite dishes. It's easy, quick, and you can add to it whatever you like. You can create load of different versions. This one is delicious! You should try it! 




Składniki // To serve 2, you'll need:
  • szklanka ryżu arborio // 1 cup arborio rice 
  • 1 duża czerwona papryka // 1 big red pepper
  • 400 g żółtej fasolki szpagowej // 400 g yellow runner beans
  • 2 szklanki bulionu warzywnego // 2 cups of vegan stock
  • 1/2 szklnaki białego wina // 1/2 cup of white wine
  • 1/2 białej cebuli // 1/2 medium white onion 
  • 1 ząbek czosnku // 1 clove of garlic 
  • 3-4 łyżki oliwy z oliwek // 3-4 tbsp olive oil
Rozgrzej piekarnik do 180 st.C i piecz w nim całą paprykę do czasu, aż stanie się czarna lub prawie czarna. Ostudź, obierz i pokrój w paseczki. 
Fasolkę obierz i pokrój w 2-3 cm kawałki. Ugotuj do miękkości na parze. 
Cebulę posiekać, czosnek zmiażdżyć. Przygotować rondel z pokrywką. Na rozgrzaną oliwę wrzucić cebulę, czosnek i ryż, smażyć do czasu, aż ryż stanie się przezroczysty. Wlać wino i poczekać aż się wchłonie. Następnie dodać dwie szklanki bulionu, przykryć rondel i gotować ryż do czasu, aż cały płyn zostanie wchłonięty. 
Warzywa wymieszać z ryżem. Posypać szczyptą płatków drożdżowych, na górze położyć garść rukoli. 
Gotowe Smacznego! 

Preheat the oven to 180 C. Bake the pepper until it turns black or almost black. Then cool it, peel and slice into 2 cm pieces. 
Peel the runner ( french) beans, cut them into 2-3 cm pieces and steam for about 15-20 minutes. 
Chop the onion and squash the garlic. Heat the 3-4 tablespoon olive oil in a saucepan. Add the onion, garlic and rice and fry for a while. Slowly pour in the wine and stir until it is all absorbed. Then pour 2 cups vegan stock and simmer until it's all absorbed, too. It takes about 15 minutes. :) 
When rice is ready, add pepper and beans and stir all ingredients very slowly. Put risotto on plates, add a handful of ruccola and eat straight away! BON APPETIT! :*






Song of this Autumn ( it shows what I'm feeling recently) --> here

środa, 21 września 2011

PIZZA BIANCO!!!

Ostatnio jestem potwornie zajęta, choć jeżeli zapytacie mnie, czym właściwie się obecnie z taką intensywnością zajmuję, to nie będę umiała jednoznacznie odpowiedzieć. Może dlatego, że nie chcę, może dlatego, że owiane jest to swego rodzaju tajemnicą... Poza tym zwyczajnie nie mam ochoty tłumaczyć się, dlaczego czegoś tam nie robię lub dlaczego coś tam robię... Tłumaczenie się kojarzy mi się ze szkołą, felerną polską edukacją, z dziekanatem lub innym piekłem, do którego czasem trafiam. No i w końcu mówi się, że "tylko winny się tłumaczy", a ja nic a nic nie rozrabiam ostatnimi czasy... Nie zmienia to faktu, że jestem zabiegana, choć prawda jest też taka, że bardzo się z tego cieszę, bo nie znoszę stagnacji i tylko, kiedy jestem aktywna to czuję, że żyję. Kończą się moje wakacje, jestem w rozjazdach, dużo czytam, oglądam filmy i seriale, gotuję, ale zupełnie nie mam energii, aby publikować tu nowe przepisy. W sumie dobrze zrobić sobie urlop od wirtualnej rzeczywistości...  A kiedy myślę o przyszłości to wydaje mi się ona taka jakaś świetlana, jak ... moje poniższe pizze. Naprawdę wierzę, że wszystko będzie dobrze :).

I'm really busy now. There are so much things to do everyday, so much people to meet, so much place to visit... Days are too short for me. I think I need more than twenty-four hours to do all I want or all I need. This month I don't have time to publish my recipe here. There is no time to rest for a bit, but the truth is I'm really glad that I'm so active now, coz  it's my lifetime and I feel I'm alive! My future is bright like ... my pizzas! ;) I really believe that everythings will be O.K.! :)



Składniki na dwie pizze // to bake 2 big pizzas, you'll need :
  • 40 g świeżych drożdży // 40 g active yeast
  • 2 łyżeczki cukru // 2 tsp sugar
  • 400 ml ciepłej wody // 400 ml warm water
  • 300 g mąki pszennej białej // 300 g plain flour
  • 300 g mąki pszennej razowej // 300 g all-purpose flour
  • 4 łyżki oliwy z oliwek // 4 tbsp olive oil
  • 1 łyżeczka soli // 1 tsp salt
  • 1 łyżka tymianku // 1 tsp dry thyme
W dużej misce umieść pokruszone drożdże oraz wsyp cukier i poczekaj, aż się rozpuszczą. Dodaj 200 ml ciepłej wody, przykryj miskę ręcznikiem i odstaw na 20 minut. Po tym czasie dodaj pozstałe 200 ml ciepłej wody, mąki, oliwę, sól, tymianek i ugnieć ciasto. Przykryj miskę z ciastem ręcznikiem i ponownie odstaw w ciepłe miejsce na około 40-60 minut. Po tym czasie wyrób ciasto, przełóż do dwóch nasmarowanych oliwą dużych foremek. Następnie nałóż na drożdżowe placki sos z tofu i ułóż pokrojone w plasterki cukinie na wzór przewróconego domina. Przypraw solą, pieprzem i skrop oliwą. Piecz przez ok. 15 minut w piekraniku nagrzanym do 250 st.C. 


In large bowl mix fresh yeast with sugar and wait until melt. Add  200 ml warm water and cover the leaven with a cloth and leave it in a warm place for about 20 minutes. After this time, add the next 200 ml warm water, flour, olive oli, salt, thyme  and knead the dough.  Again cover with a cloth and leave in a warm place for another 40-60 minutes. After this time, shape the dough and put it on two big olived baking trays. Then place the tofu sauce ( recipe below)  and arrange the courgette slices like fallen dominoes. At the end pour the pizzas with olive oil and season with salt and pepper. Preheat the oven to 250 C and bake the pizzas about 15 minutes. 

Składniki na sos z tofu // Ingredients for tofu sauce:
  • 200 g tofu // 200 g tofu
  • 1/2 szklanki mleka roślinnego niesłodzonego // 1/2 cup unsweetened soy milk
  • 1 płaska łyżeczka soli // 1 small tsp salt
  • 1 łyżeczka tymianku // 1 tsp dry thyme
  • 1 łyżeczka oregano // 1 tsp dry oregano
  • 1 łyżeczka bazylii // 1 tsp  dry basil
  • świeżo mielony pieprz // fresh ground pepper
  • 2 ząbki czosnku // 2 cloves of garlic
Zmiksuj wszystkie składniki przy pomocy blendera, tak aby powstał jednolity, gładki sos.
Blend all ingeriendts together. The sauce should be smoothy.
  • 1 średnia zielona cukinia // 1 medium green courgette, sliced
  • 1 średnia żółta cukinia // 1 medium yellow courgette, sliced
  • oliwa do skropienia // olive oil to sprinkle


Podawaj z sosem ze świeżych pomidorów z ziołami. // Serve with fresh tomato herbal souce.

Soundtrack z mojego ukochanego czeskiego filmu! // The song from one of my favourite Czech movie I've ever seen! :)

środa, 14 września 2011

Hop hop!

Wiem, wiem! Patrząc na częstotliwość wpisów z lipca można by mnie nazwać obecnie leniem śmierdzącym. Na swoje usprawiedliwienie mam tylko tyle, że są wakacje... Czy ja w wakacje nie jem...? Jem i to strasznie dużo, tyjąc nieprzyzwoicie, ale kompletnie nie mam ochoty, aby prowadzić tutaj dokumentację moich kulinarnych wyczynów. Nie mam i już. Computer is not my friend anymore :). 

Ale spokojnie! Obiecuję, że na dniach ogarnę z dwa lub trzy przepisy, a może i jakiś rozkminy na różne tematy się znajdą, wszak wakacje to czas idealny: jeżdżę, podróżuję, poznaję i przyglądam się ludziom i światu. Później wyciągam wnioski, notuję obserwacje, a to w głowie, a to na bilecie pkp, starym paragonie... Poza tym przyglądam się sobie i tu też pojawiają się pewne przemyślenia. Ostatni rok, czas od poprzedniego września, był najlepszym okresem mojego życia. Był? Nie! Wciąż jest i trzymajcie kciuki, aby się nie kończył!!! 
 
Wiecie, gdzie mnie ostatnio poniosło? Tak się dziwnie poskładało, że (trochę przez przypadek) trafiłam do... Zakopanego. Byłam tam z dwa razy w podstawówce, więc miałam jakieś mgliste wspomnienia z tego miejsca. O ile Berlin nazywam wegańskim rajem, o tyle Zakopane zasługuje na miano wegańskiego piekła... W ogóle atmosfera tego miasta to nie moja bajka... Owszem widoki ładne, ale poza tym okropne tłumy ludzi, nawet na szlakach, denerwujący hałas i potwornie mięsna kuchnia. Nie udało mi się nawet dostać pizzy o wegańskim składzie ciasta... Na całe szczęście miałyśmy do dyspozycji swoją kuchnię, więc mogłyśmy przygotowywać sobie posiłki  i to uratowało całą sytuację. Tak więc, moja rada dla wegan i wegetarian: nigdy nie jedźcie w takie miejsca, myśląc, że "coś tam się zje na mieście"! W te wakacje, trochę pojeździłam po różnych miasteczkach, miastach i wsiach w pl ( morze, Kaszuby, góry) i generalnie mogę powiedzieć, że od lat nie widzę żadnego progresu! Nic się nie zmienia i jedynie w dużych miastach zaplecze gastronomiczne ma do zaoferowania cokolwiek dla wegan. Nie powiem, jest to dla mnie swego rodzaju szkoła przetrwania i myślę sobie, że skoro nawet w tak niesprzyjających warunkach daję radę prowadzić wegański styl życia, to nic mnie nie złamie. Z drugiej strony, wiem że wszystko to mogłoby wyglądać zupełnie inaczej, prościej, milej, lepiej... Nie musiałabym się czuć, jakbym pochodziła z innej planety... 

Jestem herbaciano-kawowo maniaczką! Lubię herbaty, choć czarnej praktycznie nie piję. Zielona, rooibos, biała, miętowa, rumiankowa, ziołowa, owocowe - to taka moja namiętność! ;)  A za to picie kawy sprawia  mi prawdziwą przyjemność, czasami jedyną, jaka na mnie czeka w ciągu dnia, więc nie lubię, jak mi ją się odbiera. Niestety Zakopane podpadło mi jeszcze jakością wody w kranie... Nawet moje ulubione napoje pijam z trudem... Straszne... Ale przynajmniej wiem, gdzie nigdy nie zamieszkam... ;) 

O.K.! Ale koniec pastwienia się nad stolicą Tatr. Wracając do Poznania zahaczyłyśmy przelotem o Kraków. Przybić piątkę znajomym, sprawdzić czy wszystko stoi, jak stało podczas naszej ostatniej ( bardzo dawnej ) wizyty. Kumpel zaciągnął nas do knajpki, w właściwie wegetariańskiej restauracji o nazwie KARMA. Serwowane tam potrawy są przyrządzone z eko-produktów, co przekłada się na cenę dań, ale myślę, że od czasu do czasu, zwłaszcza na wczasach, można "poszaleć". Obie zamówiłyśmy sobie to samo danie: pieczoną dynię, z fasolką, tofu, i sałatką. Pierwsze, co pomyślałam kiedy położyli przede mną wielki talerz pełen warzyw, to że się tym nie najem.  Ale nic bardziej mylnego, bo wypełniłam skutecznie swój wygłodniały żołądek. Drugie, co mi przyszło do głowy, to że talerz wygląda pięknie i jaka to miła odmiana zobaczyć coś tak ładnego, bo kilku dniach otoczenia grillami z przeróżnym mięsiwem ( brrr...). A co do smaku? Super! Bardzo proste i świeże. 
W dodatku pracująca  obsługa jest  przemiła, a wnętrze ma minimalistyczny, ale ciepły wygląd. Kraków przywitał nas piękną pogodą, tłumem turystów, ale już nie tak przytłaczającym, jak ten zakopiański. Pochodziłyśmy, pooglądałyśmy to i tamto, posiedziałyśmy  nad Wisłą, a potem grzecznie zwinęłyśmy się do Poznania... Ech, powoli odliczam czas, jaki będę musiała w nim pozostać... Coraz duszniej tutaj..., coraz mniej mnie tu trzyma...

Ściskam wszystkich, którzy do mnie zaglądają i obiecuję na dniach wyczarować coś pysznego! :)

sobota, 3 września 2011

I ♥ Berlin!!!


Niedawno wróciłam z Berlina, do którego tym razem wybrałam się w celach turystycznych, a nie jak zazwyczaj ostatnimi czasy, koncertowych. ( koniec końców na koncert i tak się załapałam ;P). Bez kitu, miałam zamiar zwiedzać i w pewnym stopniu mi się to nawet udało... ;) Wraz ze znajomymi ruszyłam w miasto: mapa i przewodnik w ręce, Sylwia z aparatem pod ręką, dzienny grupowy bilet na bezbłędną  komunikację miejską, przeciwsłoneczne okulary itd. Szybko jednak porzuciliśmy turystykę tradycyjną na rzecz ... gastroturystyki! Każdy weganin, jeżeli sam nie doświadczył, to przynajmniej słyszał, że Berlin jest wegańskim rajem ( w każdym razie, jeżeli o Europę chodzi) i nie będę zaprzeczać...Zresztą stale, jeżeli osobiście nie mogę nabyć, to przez znajomych, dostarcza mi tofu, silken tofu i tempehu z marketu z chińskim jedzeniem. 
Berlin ma jakąś taką cudowną właściwość, że pomimo swojej wielkości zupełnie mnie nie przytłacza. Jest przepełniony ludźmi, ale jednocześnie dziwnie, jak dla tak dużej aglomeracji, zrelaksowany. Czasami wręcz leniwy... Może to tylko złudzenie przyjezdnej dziewuchy, która zawsze udaje się tam w celach wypoczynkowych na koncerty, spotkać znajomych, na wegańskie jedzenie i wegańskie zakupy, ale może mi się nie wydaje... (?).
Wyjazd okazał się bardzo udany. Miłe towarzystwo, śniadania w porze brunchu, rozciągające się do lunchu. Odwieczne pytanie: "To co dziś robimy?" i odpowiedź Werci: "Kupujemy bilet!". Tak, tak najważniejsze to kupić bilet... ;). 
O tym, co warto zobaczyć w Berlinie możecie przeczytać w każdym przewodniku. Ja nigdy nie mam parcia na zwiedzanie zabytków - przy okazji, za każdym razem, jak jestem w Berlinie, coś tam jednak chętnie zobaczę. Inaczej podchodzę do miejsc, które są bardzo odległe, inaczej do tych, które często odwiedzam, jak Berlin. Interesuje mnie bardziej życie ulicy, mieszkańcy, rozmaite, czasem diametralnie różne od siebie dzielnice. Lubię obserwować ludzi, ich zachowania, czasami zgadywać kim są i co w życiu robią, wtapiać się w miasto i wczuwać się w jego rytm. Jest to, obok gastro-, mój ulubiony sposób turystyki.



W kilku zdaniach postaram się Wam przybliżyć miejsca, które odwiedziłam w ramach mojej gastroturystyki. Berlin, dzięki swojej multikulturowości, daje wiele możliwości, chociażby dlatego, że  falafele sprzedają na każdym kroku (oczywiście falafel falafelowi nierówny, ale o tym można by kolejny post napisać... ). Pełno jest tam knajp z orientalnym jedzeniem, które oferują wegańskie opcje. Ponadto weganizm jest na tyle powszechny i popularny, że właściwie nie musisz wszędzie tłumaczyć, dlaczego czegoś tam nie jadasz. 
Tym razem falefeli jednak nie było, ponieważ postanowiliśmy (z małymi wyjątkami) ograniczyć się do miejsc stricte wegańskich czy też wegańsko-wegetariańskich. Cztery dni to nie znowu wieczność, więc musieliśmy się sprężyć :). Były burgery, wegańska pizza, pyszne lody, smakowite kawy i chai'e, jogurty na śniadanie, było też obłędne jedzenie w ramach wegańskiego brunchu  na hausprojekcie, w którym się zatrzymaliśmy, ale posiłki w tym miejscu zawsze będę rekomendować pozytywnie, bo kilku mieszkańców zna się na gotowaniu, jak mało kto. Oczywiście, mimo że bardzo chciałam nie sposób było spróbować wszystkiego, co oferowały nam poszczególne miejscówki, nie chodziło nawet o ograniczenia finansowe, ale o moje możliwości wciśnięcia w siebie jedzenia, nawet najsmaczniejszego. Dlatego czasami nasz chód przypominał bardziej toczenie się niż spacer...
Jeżeli szukacie w Berlinie wegańskiego fastfoodu, to  odradzam oklepane Yellow Sunshine , a namawiam na VEGO foodworld. Jest odrobinę tańsze od tego pierwszego, przyjemniej urządzone i prowadzone przez przesympatycznych ludzi. Burgery dają radę i jest ich naprawdę spory wybór, więc każdy znajdzie tam coś dla siebie. Pizza ze szpinakiem i serem na cienkim spodzie była bardzo dobra, ale dla mnie nieco za słona. Zamówicie sobie więc coś do picia np. CLUB MATE! :) Będąc w Vego koniecznie pokierujcie się do odłegłego o jakieś 15-20 minut spacerem, Veganz, pierwszego w Europie całkowicie wegańskiego supermarketu. Jarałam się, że nie muszę czytać żadnych składów dostępnych tam produktów. Cenowo znowu jest tam różnie, ale niewątpliwie znajdziecie wszystko czego dusza zapragnie, wybór produktów jest tak ogromny, że nie wiadomo na czym oko zawiesić. Myślę, że zakupy tam wpiszą się w stały punkt programu wszelkich wyjazdów do Berlina. Oprócz sklepu, na miejscu prowadzona jest wegańska piekarnia i bistro serwujące przeróżne kanapki, przekąski, ciasta, ciasteczka, lody i rozmaite napoje. Kawa z mrożonym jogurtem waniliowym i bitą śmietaną wymiata.
Jeżeli lubicie tofu, nie jesteście uczuleni na orzechy oraz nie dysponujcie wielkimi kwotami to polecam Tofu Madagaskar, czyli pite z marynowanym tofu, warzywami i sosem orzechowym za 3 "ojro" ;). Sam pomysł tego dania jest genialny, choć zgodnie z Sylwią stwierdziłyśmy, że w naszym wykonaniu byłoby lepsze, bardziej wyraziste i bogatsze w warzywa! ;) Niemniej polecam serdecznie. Tofu Madagaskar serwują m.in. w Nilu na ulicy Grünberger.  
Jeżeli możecie pochwalić się takim spustem, jak ja, to po Tofu Madagaskar nabierzecie ochoty na coś słodkiego. :) Dosłownie dwie ulice dalej znajduje się kawiarenka Cupake Berlin, w której istnieje opcja wegańska cupakesów ( od 1do 3 wersji), a kawy serwowane są do wyboru z mlekiem sojowym. Polecam David Rio Chai Power! ( uwaga, bo pozostałe chai'e tam serwowane nie są wegańskie! ).


Jak podpowiada mi strona HappyCow w samym Berlinie możemy znaleźć około 13 typowo wegańskich miejscówek. Mieszkańcy i turyści mają więc w czym wybierać.
Przyjechałam przepełniona inspiracjami na nowe przepisy oraz coraz bardziej przekonana o konieczności stworzenia własnego miejsca... potrzebuję tylko jeszcze trochę czasu, ale jestem młoda, więc wszystko przede mną ;)
Wracając jeszcze do wegańskich miejscówek i moich przemyśleń na ich temat. Uderzył mi profesjonalizm osób tam pracujących. Wszędzie zatrudnieni są weganie, którzy doskonale ogarniają temat i są przemili. Nigdzie nie natknęłam się na nieuprzejmą, czy niedoinformowaną obsługę, czego niestety nie mogę powiedzieć o wegeknajpach chociażby w Poznaniu...

Bez większego rozwodzenia... O Berlinie opowiem Wam pewnie jeszcze nie raz i mam nadzieję, że z czasem uda mi się napisać rekomendację wszystkich tamtejszych wegańskich miejsc...

Berlin, I miss you! :*

czwartek, 1 września 2011

Placek ze śliwkami! // Plum cake!



Myślę, że moglibyśmy się umówić, że Ty weźmiesz kawy latte z sojowym na wynos, a ja jeszcze ciepłe ciasto ze śliwkami. Spotkamy się w połowie drogi. Posiedzimy na ławce lub krawężniku gapiąc się na ludzi i gadając o głupotach. Lato w mieście... A kiedy przyjdzie jesień, wymyślę inne ciasto, będziemy pić masala chai z różowego tandetnego termosu, w czapkach  i z kapturami na głowie. Będziemy siedzieć na ławce zaklinając pogodę, z nadzieją, że zima nie będzie taka ostra i szybko przyjdzie wiosna, kiedy będzie można wrócić na ławkę. Ja zrobię ciasto z truskawkami, a ty przyniesiesz cappuccino na sojowym. :)
Moje życie jest trochę pokręcone  i potrzebuję czegoś stałego, na czym mogłabym się oprzeć, do czego mogłabym wrócić, kiedy jest mi źle. Czegoś, co jest pewne, jak cztery pory roku...

To kolejne już ciasto z sezonowymi owocami, jakie prezentuję Wam na blogu tego lata. W dzieciństwie nie byłam raczej fanką ciast ze śliwkami, ale jak zapewne wiecie, z wiekiem smaki się zmieniają i obecnie lubię prawie wszystkie wersje ciast śliwkowych ( o ile oczywiście są wegańskie!). To ciasto nie jest może najpiękniejszym ciastem, jakie upiekłam, ale jest bardzo smaczne i aromatyczne. Pięknie pachnie, tak słodko. Jestem pewna, że upiekę je jeszcze nie raz. Dla mnie jest czymś pomiędzy tartą, a plackiem drożdżowym, ponieważ wychodzi dość chrupiące, ale jednocześnie zawiera drożdże. 

I have a great idea! Let's meet in town. You could buy takeaway coffee latte with soya milk and I'll take a warm plum cake with me. We'll meet halfway. We will sit on the bench and stare at people on the street, laugh and gossip. Summer in the city... And when the Autumn comes I'll bake a new cake. We'll drink masala chai from this cheap Tesco's pink thermos bottle ;) We'll put beanies and hoodies on. We'll sit on our bench hoping that winter will be short and mild and that spring will come soon. In spring we'll be back on our bench, you'll buy takeaway cappuccinos with non-dairy milk and I'll bring yummy stawberry cake with me. 
My life is a bit crazy and I need something stable. I need someone to rely on, true friends and I need a place where I can stay if I'm sad. I need something certain... Like seasons...

That's another cake with seasonal fruits which I want to show you on my blog this summer! I wasn't a plum cakes' fan when I was a kid, but, as you propably know, taste changes when we're getting older and maybe that's way I like almost every version of vegan plum cake now. This cake isn't propably the most beautiful cake that I've made, but it's tasty and aromatic. It smells  just gorgeous. I'm sure I'll bake it again. :) In my opinion it is something between a tart and a yeast cake because is a bit crunchy but contains yeast. 


I find the recipe here. 

Potrzebujesz // You'll need:
  • 2 szklanki mąki pełnoziarnistej + 3-5 łyżek mąki białej / 2 cups all-purpose flour + 3-5 tbsp plain flour
  • 1 łyżeczka suszonych drożdży / 1 teaspoon active dry yeast
  • 3/4  szklanki mleka roslinnego / 3/4 cup  non-dairy milk
  • 1/2 szklanki cukru / ½ cup sugar
  • 1/4 szklanki oleju / ¼ cup oil
  • 1 łyżeczka aromatu waniliowego / 1 teaspoon vanilla extract
  • 2 łyżki rumu / 2 Tablespoons spiced rum
  • 1 łyżeczka cukru / 1 teaspoon sugar
  • 1/2 łyżeczki cynamonu / ½ teaspoon cinnamon
  • 1/2 łyżeczki skórki z cytryny / ½ teaspoon lemon zest
  • 5-6 średniej wielkości śliwek / 5-6 medium size plums
W średniej wielkości misce zmieszaj ze sobą mąkę i drożdże. W drugiej misce połącz ciepłe mleko, cukier, olej, i wanilię. Przelej zawartość miski do mieszanki mąki i drożdży i wymieszaj ze sobą. Wyrabiaj ciasto przez 5 minut na oprószonej mąką stolnicy ( użyj 3-5 łyżek białej mąki). Przełóż ciasto do miski, przykryj ją folią spożywczą i odstaw na około 1 godzinę. ( jeżeli ciasto nie wyrośnie, nie przejmuj się, bo i tak wyjdzie ;)). Rozgrzej piekarnik na 180 st.C. Umyj śliwki, usuń pestki i pokrój je w cienkie paski. Włóż śliwki do miski, dodaj do nich rum, łyżeczkę cukru, cynamon i skórkę z cytryny. Wymieszaj i odstaw na bok. Rozwałkuj ciasto i wyłóż nim foremkę do tarty lub tortownicę. Przykryj foremkę folią spożywczą i odstaw na godzinę. Po tym czasie ułóż śliwki, zaczynając od brzegów formy, tak aby nakładały się na siebie jak przewrócone domino ;). Spryskaj śliwki sokiem, jaki pozostał w misce. Piecz w rozgrzanym piekarniku przez około 35-40 minut!

In a medium bowl whisk together the flour and yeast and set aside. In another bowl whisk together warm, non-dairy milk, sugar, oil and vanilla extract. Add this mixture to the flour and yeast mixture and mix with a spoon. Knead the mixture on a lightly floured ( use this 3-5 tbsp plain flour) surface for 5 minutes. Place a sheet of plastic wrap over the bowl with dough and allow the dough to rise for about 1 hour. ( If it does not rise to much it's alright, a cake will be o.k. anyway ;))
Preheat your oven to 180 C. Wash the plums, remove the pits and cut them into 1/4- 1/6 inch slices. Place the plum slices in a bowl and toss with the spiced rum, sugar, cinnamon and lemon zest. Roll out the dough to the inside diameter of the spring form pan on a lightly floured surface. Transfer it into the spring form pan and using your fingers, push it snug against inside of the pan. Cover the pan with a sheet of plastic wrap and let it rise for about 1 hour. Arrange the plum slices on top concentrically outward so that they're overlapping slightly like fallen dominoes. This will allow you to get maximum plum in the smallest amount of space. If there is any liquid left over in the bowl, drizzle it over the plums. Bake for about 35-40 minutes.