wtorek, 31 maja 2011

Tatar z suszonych pomidorów

Tytułowy tatar jest okrojonym przepisem z "Przemytników marchewki, groszku i soczewicy". Chyba do żadnej innej książki kucharskiej nie wracam tak chętnie, jak do  tej. Inna sprawa, że generalnie nie mam za bardzo książek kucharskich... Mam nadzieję, że to tylko kwestia czasu i moje półki się nimi zapełnią, bo lubię je oglądać i czerpać z nich pomysły na jedzenie, które przyrządzam. 
Taki tatar jest świetną i efektowną przekąską na śniadanie lub kolację z kimś, na kim chcemy zrobić wrażenie. Jeżeli podobnie, jak ja jesteście fanami suszonych pomidorów to polubicie ten smak na pewno. 


Składniki:
  • słoik suszonych pomidorów
  • 3 średnie kwaszone ogórki
  • 1 mała czerwona cebula
  • spora szczypta świeżo mielonego pieprzu
Odsączone z oleju suszone pomidory, cebulę i ogórki kroimy w bardzo drobną kosteczkę. Przyprawiamy sporą ilością świeżo mielonego pieprzu. Przygotowaną mieszankę wkładamy np. do silikonowych foremek na muffiny. Dobrze "upychamy". Chłodzimy w lodówce przez kilka godzin, a następnie wykładamy na talerzyki. Zdobimy kiełkami.


Soundtrack: "Sun-Dried Tomatoes" - I hate you just kidding :) 

wtorek, 24 maja 2011

Pasztet z razowego chleba z pieczarkami

O pasztecie z chleba mówił mi kiedyś wegański chłopiec, z którym drogi życiowe na chwilę mi się skrzyżowały. Mama innego wegańskiego chłopca, z którym drogi skrzyżowały mi się na "trochę" dłuższą chwilę przygotowała z kolei taki pasztet i wówczas miałam okazję go spróbować. Tym razem sama postanowiłam go zrobić. Poniższy przepis wygrzebałam w internecie. Prosty, nie licząc czasu pieczenia - szybki i tani. Składniki dostępne nawet na zabitej deskami wsi. Najważniejsze jednak, że jest dobry jak ... chleb. :)
A do chłopców wracając... Jeżeli łączy Was z drugim człowiekiem to, że w drodze do LO słuchaliście "SŁÓW WE KRWI"  to chyba trochę za mało, aby Wasza znajomość przetrwała lata. I widząc się na ulicy pewnej europejskiej stolicy, najchętniej odwrócilibyście głowę, bo nie macie o czym gadać... :P. Na szczęście kończy się na sympatycznym i niewinnym "cześć". :)





Składniki:


  • pół chleba razowego
  • 25 dag pieczarek
  • 3 cebule
  • 3 ząbki czosnku 
  • 4-6 łyżek oliwy
  • 2 łyżki mąki kukurydzianej lub gryczanej lub razowej (pszenna lub żytnia)
  • po łyżeczce tymianku, rozmarynu,majeranku, oregano i bazylii
  • sól i pieprz 
  • płatki owsiane, słonecznik (opcjonalnie) 



  • Chleb pokroić i namoczyć w wodzie. Umyte pieczarki i cebule pokroić i poddusić na 2 łyżkach oliwy, dodać do nich przyprawy i  zioła. Wszystko zmielić w maszynce do mięsa lub przy pomocy blendera. Jeśli masa jest zbyt sucha dodać oliwy, a jeśli za wilgotna można dodać ziaren uprażonych na patelni (i zmielonych razem z resztą składników) lub po prostu otrąb np. pszennych. Dokładnie wymieszać i włożyć do wysmarowanej oliwą i wysypanej płatkami owsianymi foremki. Dzięki temu pasztet po wyjęciu z keksówki będzie "obklejony" płatkami. Wierzch można posypać ziarnami słonecznika
    Piec około 1 godziny w piekarniku rozgrzanym do 180 st. C.

    Soundtrack? A jakżeby inaczej: SŁOWA WE KRWI "Przebudzenie" z naciskiem na "Nie pytam"

    Nie pytam was się wcale 
    I nie chcę słuchać rad 
    Sama o tym wiem najlepiej 

    Kto wrogiem jest, kim brat 

    To jest jak muzyka 

    Która zapiera dech 

    Teraz już wiem dokładnie 

    Czego od życia chcę
    Nie będę już was słuchać 

    Okłamać, nie zdołacie też 

    Idę , gdzie mam ochotę 

    I robię to co chcę 

    A to co ciągle mówisz 

    Za moimi plecami 

    Nic mnie nie obchodzi 

    I tak gardzę tchórzami 

    Nie jestem tu przypadkiem 

    Wiem, co jest tutaj ważne 
    Nie dam wam satysfakcji 
    I szybko nie upadnę 
    Skończcie wreszcie bredzić 
    O tym, że źle robię 
    Dzisiaj jestem pewna 
    Że stoję po właściwej stronie

    środa, 18 maja 2011

    Warzywne Quiche i wściekły francuski hip-hop w tle :)

    Ludzie mają to do siebie, że uwielbiają narzucać swoją wizję świata i sposób bycia innym osobom. Zupełnie nie akceptują tego, że ktoś może inaczej niż oni myśleć, czuć, przeżywać. A przecież nie możemy być jednakowi, bo wszyscy padniemy z nudów. Każdy z nas posiada cechy, które go wyróżniają spośród innych i nie starajmy się ujednolicać. Moi przyjaciele to mieszanka wybuchowa przeróżnych osobowości.  Niektóre ich cechy doprowadzają mnie do szału, ale nie próbowałbym im niczego narzucać, bo kocham ich pomimo tych wad, a może właśnie za nie... Chyba cały czas jest za mało w nas tolerancji i akceptacji swoich ograniczeń i świadomości, że niektórych rzeczy  zmienić się nie da, nie można. Bo jeżeli je naruszymy to już nigdy nie będzie tak samo...

    Na co dzień nie mam czasu na przygotowywanie wymyślnych obiadów. Gotuję raczej prosto. Głównie zupy, różne rodzaje past i spaghetti, potrawy z ryżu i kaszy. Dobrym sposobem są też kotlety, z których robię burgery. Idealne do zjedzenia w biegu. Ostatnio znajomy się ze mnie śmiał, że ja szybciej trawię niż jem. Łatwo mu mówić. U mnie tyle się dzieje, że naprawdę nie mam kiedy usiąść i odpocząć. A dodatkowo ten pośpiech mnie stresuje, a stres mnie zjada i robi się mnie coraz mniej i mniej i mniej. 

    Od czasu do czasu muszę jednak wykazać się kulinarnie. Zrobić na kimś wrażenie. Przeszukuję internet w poszukiwaniu inspiracji. Z reguły czerpię pomysł z kilku przepisów tworząc własną wersję danej potrawy. 
    W ten sposób powstało poniższe Quiche. Kuchnia francuska z wegańską ma tyle wspólnego, co punk z hipisem, ale jak się postaramy możemy coś tam z niej wyłuskać. Mi się chyba udało! :)


    Przepis na ciasto:
    • 2/3 szklanki mąki pszennej razowej 
    • 1/3  szklanki mąki pszennej białej
    • 1/4 łyżeczki soli
    • 1/4 szklanki oliwy
    • 1/4 szklanki lodowatej wody
    Z podanych składników zagnieć ciasto. Rozwałkować i wyłożyć nim foremkę od tarty. 

    Nadzienie:
    • 1 mała cukinia
    • 1/2 czerwonej cebulki
    • 1 mały strąk czerwonej papryki
    • 1/2 szklanki zielonego groszku
    • 200 g tofu
    • 125 mleka sojowego naturalnego bez cukru
    • 2 łyżki soku z cytryny
    • 2 czubate łyżki mąki z ciecierzycy 
    • 1 czubata łyżka mąki ryżowej
    • 3 łyżki posiekanego szczypiorku
    • 2 posiekane ząbki czosnku
    • 2 łyżeczki ziół prowansalskich
    • sól i pieprz do smaku.
    Cukinie pokroić w krążki, paprykę w paski a cebulę z kosteczkę. Pokrojone warzywa wymieszać z groszkiem.  Pozostałe składniki zmiksować razem w blenderze, tak aby powstał nam sos. 
    Ciasto wypełniamy warzywami, zalewamy sosem i pieczemy przez ok. 30 minut w piekarniku rozgrzanym do ok.190 st. C.




    Najlepiej smakuje przy poniższym utworze:

    piątek, 13 maja 2011

    Zupa szparagowa

    Staram się w swoim życiu robić jak najwięcej. Jak tlenu potrzebuję różnorodności. Pewnie powinnam wybrać jedną, jedyną rzecz, formę aktywności, ale nie umiem.. niestety. Jedna jest mało satysfakcjonująca, ale słaba jakość wielu jest z kolei frustrująca... Jednak nie umiem odpuścić, bo kiedy to robię, wtedy staję się naprawdę nieszczęśliwa. Najgorzej.
    Dlatego dalej jestem  beznadziejną aktywistką, studentką, beznadzieją siostrą, córką, przyjaciółką. Dobrze, ze nie muszę być niczyją dziewczyną, bo nie udźwignęłabym tego już w ogóle. Niby wszystko jest ok. Drzewa zielone, kwitną i pachną na potęgę, słonko świeci od rana do wieczora, jest z czego się pośmiać, gdzie wyjść, z kim się spotkać, co robić, słowem: nudy nie ma, a jednak jakaś pustka, niepokój, niespełnienie czai się raz po raz w głowie... Nie wiem, naprawdę, nie wiem. Pewnie to normalne. Łudzę się, że każdy tak ma...
    Roweru mi brak. I kasy na naprawę... A chyba nic mnie tak nie odpręża jak jazda rowerem przez miasto. 
    Jakieś masowe gotowanie by pomogło, ale kto to zje? Nie ja, w końcu nie lubię. Zresztą czasu nie ma.

    Może trudno w to uwierzyć patrząc na wpis, ale myślę, że ostatnio przeżywam najlepszy okres od wielu miesięcy (naprawdę!!), w końcu pozbierana, ogarnięta, uśmiechnięta. Świadoma i pogodzona ze sobą. I z nowymi pomysłami i marzeniami czekam na koniec czerwca. Budujące jest to, że gdy przypomną sobie siebie sprzed roku - koszmarny maj - wiedzę ogromny postęp. Byłam wrakiem samej siebie. Nafaszerowana jakimś gównem, smutna tak, że trudno opisać i zbyt mało odważna, aby coś z tym zrobić. Takiego postępu, jak  od tamtego czasu, chyba jeszcze nigdy wcześniej w życiu nie poczyniłam. 
    Kolejne urodziny za mną, ale ja się nie starzeję :P  Ostatnio dano mi 8 lat mniej niż mam i bynajmniej nie chodziło o mój sposób bycia... I o dowód proszono w nocnym. Miłe to. Lubię to.
      
    Życiowe rozkminy dopadają jednak w każdym momencie. Ale spokojnie! Nie dam się. Ja już nikomu i niczemu się nie dam! Nie i już! I w sumie mam gdzieś te wątpliwości, co mnie męczą czasami. Jestem teraz w najlepszym punkcie swojego życia. Całkowicie wolna i zależna tylko od siebie. Dawno tak nie było. Tym razem niczego nie zepsuję, w nic się nie wpakuję. A to, że wszystkiego jest za dużo? Wybrnę.   

    Teraz  przepis na zupę. Mamy sezon na szparagi, które bardzo bardzo lubię. Aż dziwne, że do tej pory nie zagościły na blogu pod żadną postacią.  Zrobiłam z nich zupę - krem. Pyszna i szybka. Polecam!


    Składniki:
    • pęczek szparagów
    • 1,5 litra wrzącej wody
    • 2 łyżki suszonej mielonej włoszczyzny
    • 1 łyżka soli
    • 1 paczka silken tofu
    • pieprz i sos sojowy do smaku
    Szparagi obieramy,  kroimy w mniejsze cząstki i gotujemy do miękkości z włoszczyzną w osolonej wodzie. Po jakichś 15-20 minutach ściągamy garnek z gazu. Rozdrabniamy szparagi blenderem, dodajemy tofu i ponownie miksujemy. Nie odstawiamy na gaz, a jedynie doprawiamy do smaku sosem sojowym i pieprzem. Posypujemy natką pietruszki i podajemy ze świeżym pieczywem. 

    Uwaga! Ponowne zagotowanie sprawi, że zupa się zważy!!


    nobody likes to
    But i really like to cry
    Nobody likes me maybe if i cry

    wtorek, 10 maja 2011

    Wydarzenia na maj

    W imieniu kolektywu vegeON serdecznie zapraszam!!!

    Weganizm to nie tylko dieta. Zwierzęta są wykorzystywane na zupełnie niewyobrażalne sposoby. Żeby móc przeciwstawić się cierpieniu najpierw musimy zrozumieć jego źródła. Dlatego tym bardziej zapraszamy na prelekcje, filmy, wystawę. Wykład Darka Gzyry będzie okazją do zapoznania się z symboliczną dyskryminacją zwierząt, która pozwala usprawiedliwiać okazywane im okrucieństwo. Wystawa Patryka Zdrojewskiego pokaże jak cienka granica dzieli nas od innych zwierząt. Film „Skin Trade” i prezentacja „Wiwisekcja w Polsce” dostarczą wielu szokujących informacji na temat tych dwóch zbędnych gałęzi przemysłu, które każdego roku skazują miliony zwierząt na życie w warunkach budzących grozę i kończące się równie przejmującą śmiercią.


    Dla zachowania równowagi psychicznej w środę wyświetlimy film Bold Native, skupiający się również na kwestiach praw zwierząt. Fabularyzowana opowieść o aktywiście zaangażowanym w akcje bezpośrednie jest poprowadzona w przystępnej formie kina drogi. Zapraszamy wszystkie osoby, które nie mogą udźwignąć ciężaru filmów typu „Earthlings” przepełnionych obrazami śmierci i cierpienia. Po filmie będzie miał miejsce występ akustycznego projektu ze Stanów xTrue Naturex, który został stworzony przede wszystkim w celu podnoszenia świadomości dotyczącej kwestii wyzwolenia zwierząt (w tym ludzi) i troski o środowisko. W niedzielę zapraszamy na relaks w parku Cytadela.



    Image


    Kolektyw VegeON ma przyjemność zaprosić na kolejną edycję poznańskich Dni Weganizmu.

    W programie:

    12.05 czwartek ROZBRAT (ul. Pułaskiego 21a)
    g. 19:00 CSF „Handel skórą” link

    13.05 piątek EKOWIARNIA (ul. Ratajczaka 18 – w pasażu Apollo)
    g. 18:30 Wykład: „Zwierzęta w reklamie”
    Prowadzenie: Darek Gzyra (stowarzyszenie EMPATIA, Warszawa) link

    14.05 sobota ROZBRAT (ul. Pułaskiego 21a)
    g. 18:00 Wernisaż fotografii Patryka Zdrojewskiego „Chów przemysłowy – system zbrodni” w Galerii @ link
    g. 18:30 Wykład: „Wiwisekcja w Polsce” 
    Prowadzenie: Gabriela i Patryk (kolektyw BORUTA, Gdańsk) link
    g. 20:00 Pokaz filmu „Bold Native” link
    g. 21:00 Koncert xTrue Naturex link

    15.05.2011 niedziela STARY RYNEK i PARK CYTADELA
    g. 12:00 Akcja informacyjna nt. weganizmu (Stary Rynek - pod Pręgierzem) link
    g. 13:00 Piknik – joga, zabawy i konkursy dla dzieci, czytanie książeczki, wegańskie pyszności (Park Cytadela)





    ***

    I drugie info (więcej macie tutaj) :

    15 maja (niedziela)

    Akcja informacyjna
    mająca na celu przybliżenie i uczulenie mieszkańców Warszawy na tematykę imigrancką, jak również problem zamykania granic i działalności Frontexu.
    Występy samby, fire show
    START: 19.00
    Stare Miasto/Kolumna Zygmunta




    16 maja (poniedziałek)

    * KINO 
    projekcia filmów krótkometrażowych
    START: 16.00
    ul. Wilcza 30  

    *KONCERT 
    True Nature 
    START: 19.00 
    Klub 8 dzień tygodnia 
    ul.Czerska 12




    17 maja (wtorek)

    * WARSZTATY
    Robienia szablonów i plakatów
    START: 13.00
    ul. Wilcza 30

     *KINO
    "Hotel Sahara"
    START: 19.00
    ul. Wilcza 30



    18 maja (środa)

    * WARSZTATY
    robienia szablonów i plakatów
    START: 13.00        
      ul. Wilcza 30

    *Dyskusja na temat działań antygranicznych w Europie
    START: 14.00          
    ul. Wilcza 30

    * KINO
    "Rosarno"
    "Współczesne niewolnictwo"
    START: 19.00       
     ul. Wilcza 30



    19 maja (czwartek)

    * AKCJA STREETARTOWA
    Kulminacja warsztatów artystycznych
    START: 9.00 !!!

    *KINO
    "Welcome to Tijuana" + wykład
    START: 19.00   
    Elba Squat    
    ul. Elblska 9/11



    20 maja (piątek)

    * KONFERENCJA ANTY-FRONTEXOWA
    Bloki dyskusyjne:
    17:00 – 19:00 
    Frontex: historia europejskiego apartheidu - cele i praktyka instytucji.
    19:00 – 20:00
    VOKU- wegański posiłek
    20:00– 22:00
    Siostrzane instytucje: Ameryka i Great Mexican Wall
    Elba Squat       
    ul. Elbląska 9/11
      
    21 maja (sobota)
    * KONFERENCJA
    13:00 - 15:45  
    Praca imigrancka i organizacja pracowników imigrantów. O pracownikach imigrantach  w Polsce i Europie.
    16:00- 18:00
    Frontex i Libya.
    Wykład oraz film.
    Plan B, al. Wyzwolenia 18
    * KONFERENCJA 
    11:00 – 12:30  Rola Polski w świetle jej prezydencji UE: poszerzanie kompetencji Frontexu
    12:45– 14:15    Zarządzanie imigrantami, selective inclusion, "nielegalni" w służbie europejskiego Kapitału
    14:30 – 15:45   Strategie oporu i alternatywy dla polityki europejskiego apartheidu
    17:00 – 19:00   Twierdza Europa a rewolucje w świecie arabskim
    Centrum Społeczne Biblioteka   



    22 maja (niedziela)

    PIKNIK W PARKU GRZYBOWSKIM
    • Występy grup cyrkowych, kuglarzy
    • Stolik z informacjami
    • Występy grup muzycznych (m.in.: Irie Revoltes.... )
    • Zabawy dla dzieci

    23 maja (poniedziałek)

    * STREET PARTY PRZY RONDZIE ONZ !!!!!!!!!!
    14:00- 18:00
    START: 12.00

    sobota, 7 maja 2011

    Różane muffiny na urodziny! :)

    Post urodzinowy. Tak, tak... po 4 dniach męki mej Mamy (Ale o tym może w innym poście...) pojawiałam się na tym parszywym świecie. I właśnie dziś przypada rocznica tego wydarzenia. Sprawa wygląda tak: nie lubię urodzin. Nigdy ich jakoś szczególnie nie obchodzę. Zresztą z początkiem maja zawsze dzieje się coś ciekawszego, więc przebiegają one prawie niezauważalnie. Może dzięki temu cały czas czuję się, jak małolata, choć przyznajmy sobie szczerze, że nią już dawno nie jestem. Niestety. Mimo tego w okolicach urodzin wpadam z mały popłoch. W sumie, co roku liczę, że stanie się coś, co sprawi, że jednak zaakceptuję ich obecność. Polubię je. W związku z urodzinami naszło mnie jak zwykle kilka rozkmin, które znajdziecie poniżej. Trochę podsumowania się przyda. Gorzki początek i optymistyczne zakończenie. Aaaa i różane cupcakes'y na osłodę.

    Ludzie się krzywdzą. Tak było, jest i będzie. Tyle samo razy kogoś skrzywdziłam, ile razy sama dostałam po tyłku. Wykorzystywałam i byłam wykorzystana. Jestem wrażliwa i smutna z natury. Okazuje się jednak, że nie taka znowu miękka i z każdej, nawet najgorszej dla mnie sytuacji wychodzę obronną ręką. Na szczęście mam w głowie zakodowane, że w życiu trzeba liczyć tylko na siebie. Jest to najważniejsza, najlepsza i chyba jedyna rzecz, jaką udało się moim rodzicom wbić do mojej walniętej główki. Na całą resztę i sukcesów i porażek zapracowałam sama. Ale czy na przyjaciół, rodzinę nie można liczyć? Hmm... Zawsze są przy mnie gotowi, by pomóc, zresztą tak, jak i ja im. Nie ma opcji, że się od kogoś na kim mi zależy odwrócę, nawet jak mnie wkurzy do kwadratu. Naprawdę, kiedy tylko trzeba przejadę całe miasto rowerem w środku nocy, żeby pogadać i drzwi mojego mieszkania są zawsze otwarte. Czekam z gorącą czekoladą lub orzechówką, w zależności kto czego w danym momencie będzie potrzebował :). Jednak prawda jest taka, i wiem to, bo tego doświadczyłam na własnej skórze, że tylko Ty możesz pomóc samemu sobie. Jeżeli w Twoim życiu coś się rozwali to nikt za Ciebie, nawet jak chce i próbuje, nie poukłada Twoich spraw. 
    Życzę sobie SPOKOJU, ale nie w życiu, a w głowie. Wokół mnie niech się dzieje, jak najwięcej. Lubię wychodzić, spotkać z ludźmi, działać i bawić się. Lubię też swoje studia, bo choć są ciężkie, to uczą wielu życiowych rzeczy. I uczą pokory... Bałaganu nie chce tylko w głowie. Tam ma być jasność i porządek. A reszta?  JMT  :P

    A teraz przepis. Jestem chomikiem. Wszystko odkładam "na później" :) Tak też się stało ze słoikiem konfitury z płatków róż od taty mojego eks-chłopaka. W ramach porządków postanowiłam ją wykorzystać i przygotować z niej coś oryginalnego. Chyba się udało.

    Składniki (na mniej więcej 18-20 babeczek) :
    • 1 szklanka mleka sojowego waniliowego
    • 1 szklanka konfitury z płatków róż
    • 1 szklanka mąki pszennej razowej
    • 1 szklanka mąki pszennej białej
    • opcjonalnie 1/3 szklanki cukru trzcinowego
    • 2 łyżeczki proszku do pieczenia 
    • 1/2 szklanki oleju
    • 2 łyżki wody różanej 
    Mleko sojowe z dżemem zmiksuj blenderem. Płatki muszą zostać rozdrobnione. Dodaj olej, cukier, wodę różaną. Wsyp proszek do pieczenia i mąki. Dokładnie wymieszaj, przelej do foremek. Piecz 20 minut w piekarniku rozgrzanym do 180 st.C. 

    Krem różano- czekoladowy:
    • 150 g tofu jedwabistego ( można się pogimnastykować i nabyć je nad Wisłą, ale trzeba też sypnąć groszem, bo tanie nie jest. W UK - kostka 350 gramowa kosztuje 1 funt... no comments...)
    • 1/5 szklanki mleka roślinnego
    • 150 g wegańskiej gorzkiej czekolady
    • 2 łyżki syropy z agawy lub innego wegańskiego słodu
    • 2 -3 łyżki wody różanej
    Przy pomocy blendera łączymy tofu, mleko i syrop z agawy ( opcjonalnie też syrop smakowy). Czekoladę rozpuszczamy w kąpieli wodnej. Musimy odczekać kilka minut, aby czekolada nie była taka gorąca i łączymy wszystko razem, wskazane jest użycie blendera. I wsio! Wkładamy go na minimum godzinę do lodówki, a kiedy ładnie stężeje nakładamy szprycą na wystudzone babeczki.
    Wystudzone muffinki zdobimy kremem wg własnych fantazji. :)

    Soundtrack: Life Scars - z naciskiem na "Dla przyjaciół"  - dla mojej załogi! :*:*:*:*

    Dla tych wszystkich
    z którymi już od tylu lat
    wspólnie poznaję
    ten nasz dziwny świat.
    Dla tych wszystkich którzy
    są dla nas podporą
    podczas kolejnych zmagań
    z rzeczywistością chorą.
    Dla tych na których
    wiem, że zawsze mogę liczyć 
    z którymi mogę śmiać się
    i mogę ryczeć.
    Takie małe "WIELKIE DZIĘKI"
    od nas dla Was,
    bo przyjaźń z Wami
    to dla nas bardzo ważna sprawa.
    Z jednej strony dzięki,
    z drugiej przepraszam
    jeśli czasem z mojej winy
    plącze się droga nasza.
    Nasza wspólna droga
    która raźniej iść razem
    ku lepszemu jutro
    w stronę naszych marzeń.
    Także moi drodzy
    na bok smutki.
    GO wszyscy razem,
    odważnie przez życie,
    bo żywot krótki.
    Więc nie marnuj czasu
    drogi przyjacielu
    zamiast szukać dziury w całym
    pomyśl o wspólnym celu
    i mimo, że czasem 
    niezły pierdolnik się zdarza
    tylko od nas zależy
    czy radość czy smutek
    się częściej powtarza.
    Fajnie mieć wokół siebie
    zaufaną ekipę
    w której nie ma że ktoś gorszy,
    nie ma  że ktoś VIP'em.
    Co by się nie działo
    jeśli jestem z Wami
    wiem, że będzie OK
    wiem, że radę damy.

    ***
    AAA! zapomniałam napisać w ostatnim poście, że długi weekend spędziłam w Berlinie, którego już tradycyjnie  nie zwiedziłam. Nie mniej było tam absolutnie fantastycznie. :) 

    środa, 4 maja 2011

    Potrójnie czekoladowy tort z malinami!!!

    Wiecie, jakie szczęście czuje człowiek widząc ukochaną osobę na końcu peronu? W sumie nie wiem, ale myślę, że nie do opisania...:P  Takiego zapierającego dech szczęścia życzę komuś, kto zawsze jest gotowy, aby pozbierać mnie kiedy zaliczam kolejne życiowe upadki, skleić moje połamane serduszko, upiec wegańskie ciasto i wypić gorącą czekoladę gadając o pierdołach. Dla kogoś kto znosi te moje dziwactwa i akceptuje mnie ze wszystkimi moimi wadami i chorymi pomysłami. 
    Dla mojej najstarszej siostry na jej okrągłe urodziny mocno czekoladowy tort z malinami. Najlepszy schłodzony, dzień po zrobieniu, kiedy składniki sobą "przejdą".

    Wiem, wiem, słodkiego ostatnio dużo, ale kwiecień i maj są dość urodzinowo-imprezowe. 



    Biszkopt czekoladowy:
    • 2 szklanki mleka roślinnego
    • 2 łyżka octu
    • 1 szklanka cukru trzcinowego
    • 1/2 szklanki oleju rzepakowego
    • 2 łyżeczki aromatu waniliowego
    • 2 szklanki mąki
    • 1/2 szklanki kakao
    • 1,5 łyżeczki sody
    • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
    • szczypta soli
    W jednej misce mieszamy mokre składniki, a w drugiej suche. Następnie stopniowo po łyżce wrzucamy suche do mokrych i mieszamy trzepaczką (można mikserem, ale po co? szkoda prądu - oszczędzanie energii to ekologia!! Poza tym ja już mam całkiem pokaźne bicepsy dzięki ucieraniu ciasta :P). Napowietrzamy ciasto mieszając je w różne strony dość energicznie :). Wychodzi rzadkie, ale bez stresu uda się i tak. Przelewamy je do formy tortowej i pieczemy w 180 st.C przez ok 40 min.

    Krem:
    • 300 g tofu jedwabistego
    • 1/3 szklanki mleka roślinnego
    • 300 g wegańskiej gorzkiej czekolady ( użyłam 70%)
    • 4 łyżki syropy z agawy lub innego wegańskiego słodu
    • opcjonalnie syrop np. waniliowy
    Przy pomocy blendera łączymy tofu, mleko i syrop z agawy ( opcjonalnie też syrop smakowy). Czekoladę rozpuszczamy w kąpieli wodnej. Musimy odczekać kilka minut, aby czekolada nie była taka gorąca i mieszamy wszystko razem, wskazane jest użycie blendera.

    Biszkopt przedzielamy na pół, skrapiamy ulubionym alkoholem ;), pokrywamy połową kremu, na którym układamy maliny ( około pół paczki )  i ponownie warstwę kremu. Przykrywamy drugą częścią biszkoptu. Całość polewamy czekoladą lub gotową polewą czekoladową ( sprawdzając wcześniej koszerność składu :P). Zdobimy czymś tam, jeżeli mamy taką potrzebę. Ja położyłam 3 gałązki mięty na wierzch :P



    Soundtrack... trochę rozkminiałam, co by tu pasowało do mojej siostry - i tak sobie pomyślałam o całej naszej czwóreczce - zdecydowanie - PRETTY GIRLS MAKE GRAVES z albumem "The New Romance". Kto nas zna ten wie i jakie jesteśmy każdy widzi :P 

    niedziela, 1 maja 2011

    Kokosowy tofurnik.

    Od czasu do czasu mam na niego ochotę... Od czasu do czasu lubię sobie dogodzić, szczególnie, gdy los mnie trochę pokopie. Wiecie chyba  jak to jest, prawda? Czasami nie można sobie odmówić... Kiedyś robiłam to ciągle, ale ostatnio tylko od czasu do czasu... Piekłam go już na styl sernika królewskiego. I cały czekoladowy też już był. Piekłam go w wersji Agaty. Jakiś czas temu zmodyfikowałam nieco przepis właśnie z I love tofu i przygotowałam tofurnik kokosowy.
    Mantrą tego bloga jest moje powtarzanie, jak bardzo lubię kokos, ale pozwolę sobie jeszcze raz zaznaczyć, że UWIELBIAM KOKOS! Ostatnio moja koleżanka zarzuciła mi, że oglądam się w sklepie za facetami, którzy mają w koszyku mleko kokosowe. :) Może... Ale przysięgam, że robię to podświadomie. :)

    Wracając jednak do tofurnika - podbija serca. Seriously....? Seriously!!!
    A o to dowody mojej kokosowej miłości:
    Pieprzowa zupa indyjska
    Kokosowe muffiny
    Czekoladowo-kokosowo-daktylowe ciasto bez pieczenia
    Mandazi
    Zupa dahl
    Moja zupa marchewkowa
    Ciasto kokosowo-migdałowe
    Zupa dyniowa mlekiem kokosowym
    Kokosowe ciasteczka z czekoladą
    Eggnog
    Ciasto z konfiturą malinową pod kokosową pierzynką 
    Ślimaczki kokosowe

    ....a to dopiero początek... choć żyjemy ze sobą długo i szczęśliwie :)


    Składniki:

    Masa ciasteczkowa:
    • 400 g wegańskich kokosowych herbatników
    • 1/2 kostki wegańskiej margaryny (np.Alsan)
    Masa orzechowo-kokosowa:
    • 6 łyżek masła orzechowego w kokosem
    • 2 łyżki mąki pszennej
    • 2 łyżki cukru trzcinowego
    • 2 łyżki oleju
    Masa serowa:
    • 600 g tofu
    • szklanka mleka kokosowego
    • 1/2 szklanki cukru trzcinowego
    • sok z jednej cytryny
    • paczuszka cukru waniliowego
    • 2 opakowania budyniu kokosowego lub waniliowego
    • 3 łyżki płatków kokosowych
    • 2 łyżki kandyzowanej skórki pomarańczowej
    Wykonanie:

    Masa ciasteczkowa:
    Ciastka kruszymy na mączkę i mieszamy z margaryną. Przygotowaną masą wykładamy równomiernie dno tortownicy.

    Masa orzechowo-kokosowa:
    W kąpieli wodnej rozpuszczamy masło orzechowe i dodajemy do niego olej, mąkę i cukier i porządnie mieszamy. Gotową masę wylewamy na warstwę ciasteczkową. Odkładamy w chłodne miejsce.

    Masa serowa:
    Tofu układamy na płaskim talerzu, przykrywamy drugim talerzem i obciążamy kilkoma solidnymi podręcznikami :). Odstawiamy na kilkanaście minut, aby zbędna woda odciekła. Następnie kruszymy tofu, dodajemy do niego sok z cytryny oraz cukier i cukier waniliowy i miksujemy wszystko przy użyciu blendera, tak aby masa była gładka. Następnie dodajemy mleko kokosowe i ponownie miksujemy dokładnie blenderem.  Wsypujemy budyń, płatki kokosowe i skórkę pomarańczowa i mieszamy masę drewnianą łyżką, tak aby składniki dobrze się ze sobą połączyły i rozprowadziły równomiernie w masie. 
    Masę orzechową pokrywamy warstwą serową.
    Pieczemy ok. 1 godziny w temperaturze 170 st.C. 
    Gotowe i ostudzone ciasto pokrywamy wegańską polewą czekoladową i posypujemy wiórkami kokosowymi. Smacznego! 



    Soundtrack: Girl Talk - "Feed the Animals" :)