poniedziałek, 28 lutego 2011

Babeczki z syropem klonowym i kremem orzechowym.


"W człowieku tkwi nieodparta potrzeba bycia akceptowanym. 
Za wszelką cenę musicie jednak zaufać tym cząstkom waszej osobowości, które wyróżniają was spośród innych i sprawiają, że jesteście niepowtarzalni.
 Nawet jeśli wyróżniająca was cecha jest dziwna czy nieakceptowana. 
Frost powiedział kiedyś tak:
Gdy stanąłem w lesie na rozstaju dróg,
Podążyłem tą mniej uczęszczaną,
I wiedziałem, że to znaczy już,
Że jest inaczej." ("Stowarzyszenie umarłych poetów")

Wróciłam. Powyższy cytat biorę sobie głęboko do serca, a nadchodząca wiosna powinna być dobra. Plany sportowe jakie miałam nie zostały w pełni zrealizowane, ale pogoda nie sprzyjała, a ze mnie straszny zmarzluch, toteż wolałam się zaszyć z książką w ciepłym domu, z kubkiem herby pod ręką. Oczywiście joga była :) i dużo spacerów. Nad morze się nawet wybrałam. I masa myśli plątała się gdzieś bardziej po prawej półkuli tzn. więcej emocji niż logiki w tych myślach było. Jeszcze mi hulają po głowie. Cieszę się, że wróciłam Poznania.  Cisza, spokój jaki miałam u rodziców to nie dla mnie . Chyba nie umiem tak żyć. Jeszcze. Pośpiech, stres, obowiązki - może uciążliwe - ale chyba mniej niż bycie sam na sam ze sobą. 

Znowu zmieniłam kolorystykę i czcionkę na blogu, ale ciągle coś mi nie gra, gdy na niego patrzę.

Na osłodę: babeczki z syropem klonowym z orzechowym kremem. 



Składniki:
  • 1/2 szklanki mleka sojowego
  • 1/2 łyżeczki octu balsamicznego
  • 1 szklanka mąki pszennej
  • 1/2 szklanki mąki pszennej razowej
  • 3/4 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 1/2 łyżeczki sody
  • 1/4 łyżeczki mielonej gałki muszkatołowej
  • 1/2 szklanki syropu klonowego
  • 1/3 szklanki oleju rzepakowego
  • 2 łyżki cukru trzcinowego
  • 1 /2 łyżeczki cukru trzcinowego z prawdziwą wanilią
Połącz mleko z octem i odstaw na kilka minut, aby zgęstniało. W drugiej misce wymieszaj mąki, proszek do pieczenia, sodę i gałkę. Do tak przygotowanej mieszanki wlej mleko, syrop klonowy i olej. Dodaj cukier trzcinowy i waniliowy. Porządnie wymieszaj. Wypełnij foremki do muffinów w 3/4 wysokości. Piecz w temp. 180st.C ok. 18- 20 minut. 

Składniki na krem:
  • 1 szklanka mleka sojowego
  • 2 łyżki cukru trzcinowego
  • 1 opakowanie budyniu śmietankowego
  • 1/2 kostki vgn margaryny
  • 1 łyżeczka aromatu migdałowego
  • 2 łyżki zmielonych orzechów włoskich
  • 2 łyżki zmielonych migdałów
1/2 szklaki mleka ugotować z cukrem. Pozostałą 1/2 wymieszać z budyniem. Połączyć z gotującym się mlekiem i mieszać, aż powstanie jednolity budyń. Wystudzić tak aby budyń i margaryna miały zbliżoną temperaturę. Margarynę utrzeć z aromatem migdałowym i orzechami. Stopniowo dodawać łyżka po łyżce budyniu i ucierać do czasu aż uzyskamy gładki krem. 

Szprycą nakładamy go na muffinki i zdobimy wg własnych fantazji :)


Soundtrack :


niedziela, 13 lutego 2011

Znikam! Papa!

Moja droga, jedyna, właściwa i najlepsza. Ale tak naprawdę nie jestem na niej sama...



Po pierwsze zmieniam czcionkę bloga, bo mnie znajomi skrzyczeli, że się rozczytać nie mogą, a przecież życia bliskim się nie utrudnia. Druga sprawa jest taka, że znikam z sieci na najbliższe 2 tygodnie. Chcę ten czas poświecić  samorozwojowi. Zadbać o siebie, o swój mózg i ciało. Najbliższy tydzień spędzę w jeszcze w Poznaniu, ale kolejny, jak dobrze pójdzie na wsi. Wyalienuję się, aby posprzątać ten bałagan w mojej głowie. Będę się włóczyć po lesie, chodzić na jezioro i patrzeć na wodę. Będę codziennie ćwiczyć jogę, jeździć rowerem, biegać i uprawiać nordic walking. Czytać książki. Bez internetu, telewizora. Żadnych zbędnych informacji z zewnątrz. Ci, którzy mogą mnie potrzebować mają mój numer, więc zawsze będą mogli liczyć na rozmowę.

Jeszcze nim się stąd wyloguję, podzielę się z Wami rozkminami, które mnie ostatnio dopadły. 
Wiecie co warto czasami zrobić? Zwolnić. Nie pędzić przez życie. Byle jak, byle gdzie. Na oślep. Czasami spróbować spojrzeć z dystansu, uważać na kroki, bo zbyt wielka spontaniczność prowadzi donikąd. 
Moja pięcioletnia siostrzenica powtarza od czasu do czasu, że "o rodzinę trzeba dbać." Ma rację. Ja bym rozszerzyła tę myśl o to, że "o rodzinę i przyjaciół trzeba dbać." Wiadomo, że każdy z nas ma swoje życie, zajęcia, pasje, ale ważne jest w tym wszystkim to, aby znaleźć dla siebie czas. Trzeba wychodzić do ludzi, zamiast spotykać się przed monitorami naszych komputerów. Portale społecznościowe, blogi, maile, skype i inne cuda nie zastąpią nam nigdy kontaktu z żywym człowiekiem. Nawet najfajniejszy mail, najciekawsza rozmowa na skypie czy innym czacie, wypada bardzo blado przy relacji face to face. 
Może jeszcze tego nie czujecie, ale idzie wiosna, dlatego ruszcie się sprzed biurka czy z kanapy i spotkajcie się. Najlepiej w połowie drogi. Na spacerze, w kawiarni, knajpie, mieszkaniu. Idźcie razem na pchli trag w niedziele rano, pograjcie w rzutki, wybierzcie się na ścianę wspinaczkową, na rower, do kina, zjedzcie razem śniadanie, obiad, czy kolację - w zależności od tego kiedy macie czas  i na co ochotę. I mówcie sobie miłe rzeczy. Dowartościowujcie się wzajemnie. W chwilach zwątpienia bądźcie dla siebie czymś w rodzaju tarczy, która chroni przed złem. Fajnie jest mieć poczucie, że w każdej chwili mogę wziąć do ręki telefon i usłyszeć w słuchawce : "O.K. Widzimy się za pół godziny".  Jednak najbardziej cieszy mnie, gdy na telefonie wyświetla się znajomy numer i ktoś bliski wyciąga mnie z domu. Albo kiedy mogę komuś ulżyć ciepłym ciastem i kubkiem herbaty lub kakao po ciężkim dniu. I rozmową oczywiście. Z kimś, kto rozumie nawet bez słów. 

Łapcie jeszcze tłumaczenie cytatu, który znalazł się w oryginale we  wrześniowym poście roku złego 2010.


Czasami powinieneś uciec, aby zobaczyć kto za Tobą pobiegnie
Czasami musisz mówić bardzo cicho, tylko po to, aby sprawdzić kto Ciebie słucha
Czasami należy przystąpić do walki, tylko po to, aby się przekonać kto jest po Twojej stronie
Czasami trzeba podjąć złą decyzję, aby sprawdzić czy jest przy Tobie ktoś, kto ją naprawi
Czasami należy pozwolić odejść komuś kogo kochasz, aby przekonać się czy on kocha Cię wystarczająco ... aby do Ciebie wrócić.

Myślę, że warto mieć na uwadze powyższy tekst, szczególnie w ciężkich momentach, bo czasami może pomóc je przetrwać, a co najważniejsze zachować godność. 

Na koniec wyjaśnienie: w najbliższym czasie będę gotować najlepsze rzeczy w życiu. Myślę, że osiągnę kulinarne wyżyny, ale nie martwcie się! Wszystko udokumentuję i w odpowiednim czasie znajdą się one na blogu, abyście i Wy mogli się delektować!! 

Soundtrack do biegania i na rower to dwie epki: ThugXLife " You're the boss" oraz Calm The Fire " Blackout".

Soundtrack do jogi to wciąż Moby z albumem "Wait for me" i naciskiem na tytułowy utwór. 

I'm gonna ask you to look away
I love my hands, but it hurts to pray
Life I have isn't what I've seen
The sky is not blue and the field's not green

Wait for me
Mhmm wait, wait for me...
Wait for me

I'm gonna ask you to look away
A broken life will never stay
Tried too hard and I'm always late
Days are grey
and nights are black

Wait for me...

Buziaki dla wszystkich, którzy zaglądają do mnie czasem.

piątek, 11 lutego 2011

PESTO Z RUKOLI!!! "Holding on to this is the best thing I'll ever do"

Pesto było jednym z pierwszych przepisów, które umieściłam na tymże blogu. Wtedy wymieniałam kilka powodów, dla których je lubię. Było pierwsze pesto, jakie w swoim życiu jadł mój ówczesny chłopak i do tej pory pamiętam ten zachwyt. W sumie nie wiem, czy zdarzyło mi się zrobić kiedykolwiek coś kulinarnie i pozakulinarnie, co spotkało się z taką jego aprobatą, jak tamto danie.  
Pesto z rukoli należy do tych, które lubię szczególnie. Generalnie jestem wielką fanką tej sałaty i doskonale pamiętam z kolei swój zachwyt, kiedy spróbowałam jej po raz pierwszy. Było to ok. 10 lat temu we Włoszech. Na pizzy. Wtedy zakochałam  się nie tylko w uroczym Włochu Germano, ale w też w rukoli. O ile miłość to grającego na gitarze młodziutkiego punka w czerwonych wysokich trampkach minęła wraz z powrotem do Polski, o tyle ta do rukoli trwa do dziś. Swoją drogą Germano wywarł taki wpływa na żeńską część koloni, że 1 września połowa z nas wróciła do gimnazjum w kultowych czerwonych trampkach.:) Teraz, jak oglądam zdjęcia z tych wakacji... oj! Ni to dziecko, ni kobieta, ale wtedy przynajmniej byłam mądra i zdecydowana. Nie to, co teraz....
Wracając do pesto - włoskie orzechy, rukola, czosnek, oliwa - samo zdrowie! Można je zjeść z makaronem - najlepiej pełnoziarnistym. Można posmarować nim kanapki, albo zrobić farsz do ciasta francuskiego lub zastąpić pomidorowy sos do pizzy. Kombinujcie.  Ten cudownie zielony kolor przywołuje wiosnę.A wiosna to nadzieja na coś nowego. W moim przypadku to nawet nie nadzieja, to pewnik czegoś nowego. 
Wstęp jest nieźle pokręcony, ale przepis jest prosty i szybki. W sam raz, gdy nie macie czasu, a bardzo chcecie oczarować kogoś smakiem.  Umówmy się: życie jest za krótkie, aby całe spędzić na gotowaniu. Ale jest też za krótkie, aby jeść byle jak. Dlatego właśnie, pomijając powody z tamtego posta, lubię pesto. 


Składniki:
  • 125 g rukoli
  • 100g orzechów włoskich
  • 2 duże ząbki czosnku
  • 5  łyżek oleju z pestek winogron
  • 1 łyżeczka suszonej bazylii
  • 1 łyżeczka oregano
  • sól i pieprz do smaku.
Wrzucamy wszystko do blendera i rozdrabniamy do czasu uzyskania cudnie zielonej pasty. Gotowe! A teraz mieszamy z ugotowanym al dente makaronem albo wykorzystujemy według własnych fantazji.
Smacznego!!!!

soundtrack: Moby (again:P) "Hotel" z naciskiem na "Love Should"

So we in sleep in bed
We never make
Holding close to love
Love should fade
Holding on to this is the best thing we'll ever do

Morning sun is sweet and soft on your eyes
Oh my love, you always leave me surprised
Before my heart starts to burst
With all my love for you

I know how it rains
I know how it
I never could feel this way
For anyone but you

I know how it rains
I know how it
I never could feel this way
For anyone but you

So it takes some time
And slip away
Holding on to love
Love should stay
Holding on to you is the best thing I'll ever do

Evening sun is sweet and soft in your face
I never ever leave this place
I feel my heart starts to burst
With all my love for you

I know how it rains
I know how it
I never could feel this way
For anyone but you

I know how it rains
I know how it
I never could feel this way
For anyone but you

wtorek, 8 lutego 2011

Cytrynowe muffiny z makiem

Agata, moja siostra i współlokatorka jednocześnie, ma ferie i pojechała do rodziców. Jestem więc w domu sama. Na szczęście zaglądają do mnie znajomi, co dopinguje mnie, aby coś ugotować czy upiec. Gdyby nie oni, nie gotowałabym, ale pewnie w najlepszym razie jadła kanapki. Jeszcze nie osiągnęłam tego stopnia wtajemniczenia kulinarnego, kiedy chce mi się gotować dla siebie samej. Mam wrażenie, że gdybym zamieszkała gdzieś całkiem sama, to pewnie do czasu znalezienia chętnych, którzy by ze mną jedli, odżywiałabym się, jak mój jeden kumpel, który podczas nieobecności swojej dziewczyny przygotowuje sobie wielką miskę muesli z mlekiem sojowym. Zawsze mnie bawi  ta jego  mamałyga.
Kiedy nie ma mojej siostry wychodzi ze mnie moja prawdziwa natura. Wszędzie rozrzucam swoje rzeczy, nic nie odkładam na miejsce,  rozstawiam po całym mieszkaniu kubki po herbatach, kawach... Ale w końcu brudas ze mnie.:P 
Skoro nie ma Agaty mogę przygotować coś czego ona nigdy by nie ruszyła. Cytrynowe muffiny z makiem. Już widzę jej wykrzywioną buzię. Hihi. W kwestii smaków jesteśmy raczej zgodne. Z tym, że Agata nie znosi cytrusowych wypieków, kremów, lodów etc. I nie znosi ciast z dodatkiem maku - tzw. piegusów. To chyba jakaś trauma z podstawówki czy coś. Cóż nie wszystkie smaki dzieciństwa muszą być nam bliskie. Ale skoro jej nie ma, to ja poeksperymentuję. :)


Składniki ( na 12 babeczek):
  • 1,5 szklanki mąki
  • 1/2 szklanki cukru
  • 1/4 szklanki nasion maku
  • 1 płaska łyżeczka proszku do pieczenia
  • 1 płaska łyżeczka sody 
  • 1/4 łyżeczki soli
  • 1 szklanka mleka sojowego
  • 1/4 szklanki oleju
  • sok z 1/2 cytryny
  • skórka strata z 1/2 cytryny
Wszystkie suche składniki mieszamy w jednej misce. W drugiej łączymy mleko, olej, sok i skórkę z cytryny. Do suchych składników powoli wlewamy mokre i dokładnie mieszamy trzepaczką, do czasu aż składniki się ze sobą ładnie połączą. Nagrzewamy piekarnik do 180 st.C. Przygotowanym ciastem napełniamy foremki na muffiny i pieczemy je w rozgrzanym piekarniku przez 15-20 minut do tzw. suchego patyczka.
Muffiny można polukrować cytrynowym lukrem,ale nie radzę. Nie przesadzajmy z tym cukrem.. :)

Gotowe! 

Soundtrack: Moby - "Wait for me" z naciskiem na "Mistake" 
    Don't speak to me this way

Don't ever let me say
Don't leave me again [x2]
I never felt this loss before
And the world is closing doors
I never wanted anything more
[x2]
Don't hug me this way
Don't touch me this way
Don't hug me again [x2]
Don't hug me this way
Don't touch me this way
Don't hug me this again [x2]
I never felt this loss before
And the world is closing doors
I never wanted anything more
Don't let me make the same mistake again
Please, don't let me make the same mistake again
Don't let me make the same mistake again
I never felt this loss before
And the world is closing doors
I never wanted anything more
Please, Don't let me make the same mistake again [x2]

sobota, 5 lutego 2011

Biscotti z orzechami i żurawinami!!

Dzisiaj bez specjalnych rozkmin. Ostanio nie ma na nie czasu, a jedyne jakie mi do głowy przychodzą są prześmieszne i ... płytkie. Np. że "chłopaki" są głupi ;P, albo że po co w ogóle są "chłopaki"? Chyba po to, aby łamać serca. Inna rozkmina jest taka, że ludzie z pewnego miasta w PL  posiadają serca z lodu i nie mają w sobie w ogóle ciepła. W innym mieście z kolei w miejscu serca chyba pyrę mają. A ci, z jeszcze innego, to z "wyngla" brunatnego, bo szybko się rozpalają i szybko gasną. ;)  Sami więc widzicie, że nic mądrego mi do tej główki nie przychodzi, a to zapewne dlatego, że uczę się wielu ważnych rzeczy i mój mózg chce się czasami głupotami zająć. Pozwałam mu na to, tak dla kondycji psychicznej.
Ostatnio choróbsko mnie dopadło na dodatek i tak mnie męczy i męczy. I czekam aż przejdzie. Na wiosnę jeszcze też czekam. Ale to chyba wszyscy...

Wczoraj przyjechali do mnie/do nas na wakacje chłopcy Mani : Złotko i Serduszko. I'm in love again.  Słodziaki, co?


Ale wracając do jedzenia. Znowu słodkie. Tym razem po włosku. Z miłości do południowych stron Europy, z tęsknoty za słońcem i ciepłem i przede wszystkim z tęsknoty za podróżami....hmm...  Ale czym właściwie są  biscotti? Takimi kopciuszkami ciastek. Nie są najpiękniejsze, ale smakują rewelacyjnie. Dzięki temu, że piecze się je podwójnie są kruche i chrupiące. Podobno przed zjedzeniem zanurza się je w kawie lub winie. Nie przypominam sobie, aby jadła je kiedykolwiek wcześniej. Mają w sobie coś z ciastek, chleba i sucharków. W dodatku są przepełnione bakaliami. Co do cukru to nie radzę, go zastępować innym, ponieważ dark muscovado nadaje im taki fajny posmak. Co jeszcze jest w nich fajne? Może to, że przepis można modyfikować dodając ulubione bakalie czy orzechy lub też aromaty. 
Zweganizowałam przepis znaleziony u mojej starszej siostry. Ona z kolei znalazła go tutaj. Tym sposobem moi mili częstuję Was dzisiaj wegańskimi biscotti. Mi zasmakowały, więc gorąco namawiam do pieczenia. Robiłam je tak trochę na oko, ale mam nadzieję, że nie pokręciłam nic z proporcjami.


Składniki:

  • 1/2 szklanki mleka sojowego naturalnego
  • 2 łyżki mąki z ciecierzycy ( takie kopiaste)
  • 85 g cukru light muscovado (użyłam dark muscovado i zmieliłam do w blenderze na proszek)
  • ok. 200 g mąki pszennej
  • 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • ok. 50 g suszonej żurawiny
  • ok.50 g dowolnych orzechów ( użyłam włoskich i migdałów w proporcji 1:1)

Mleko ubić z mąką z ciecierzycy, najlepiej blenderem. Dodać cukier i zmiksować. Wsypać proszek do pieczenia i mąkę. Jeżeli jest zbyt rzadkie dodać jeszcze odrobinę mąki. Wsypać bakalie i wymieszać. Uformować wałek  lub dwa na kształt bagietki. Nagrzać piekarnik do 180 st.C. Piec w nim wałki przez 20 minut. Następnie wyjąć je z piekarnika, odczekać 3 minuty, pokroić  na plastry grubości ok. 1 - 1,5 cm i piec je kolejne 8-10 minut.
Gotowe!


Bez jajek, bez mleka, nawet bez tłuszczu. Szok! :)

Soundtrack: Los Fastidos - "Siempre Contra" - włoskie ciastka to i muzyka z Włoch :)