piątek, 30 grudnia 2011

Na Nowy Rok...


Zanim zabrałam się do pisania noworocznego postu, rzuciłam okiem na moje wypociny sprzed 12 miesięcy, a brzmiały one tak:

"Od nowego roku zaczynam totalny DETOKS UMYSŁU. Bezlitośnie wyrzucę ze swojego życia wszystko, co toksyczne, co obniża jakość mojego życia, co sprawia, że jestem smutna, zdołowana i nic mi się nie chce. Kolejny rok będzie moim rokiem. Będę sama o sobie stanowić, będę się rozwijać, poznawać nowe miejsca i ludzi. Będę też uczyć się czegoś bardzo ważnego, akceptacji swoich ograniczeń. Tego, że nie muszę być najlepsza, najmądrzejsza, najładniejsza, najfajniejsza, najsilniejsza, że nikt tego ode mnie nie oczekuje. Nauczę się cieszyć z tego jaka jestem. Będę  nad sobą pracować, ale nie będę się tak surowo oceniać.Zadbam o swój rozwój intelektualny i fizyczny. Zacznę ćwiczyć ciało i umysł i wiecie co, zrobię to dla siebie, bo ten rok będzie MOIM ROKIEM. W tym roku się nie zakocham, bo najgorsze, rzeczy w moim życiu zawsze dzieją się z miłości. Moja frustracja, że nie jestem wystarczająca fajna, mądra, ładna, żeby mój chłopak mnie kochał. Zawsze gorsza od jego fantastycznych przyjaciółek, koleżanek, byłych dziewczyn. Nie zamierzam się znowu tak czuć. Dlatego też całe  niezmierzone pokłady miłości jakie mam w sobie będę pielęgnować, ale przeleję je na świat wokół. Będę pielęgnować przyjaźnie, które tyle wnoszą w moje życie. Jestem pewna, że w tym roku znajdę w sobie siłę, o której nawet nie miałam bladego pojęcia. Dzięki temu stanę się aktywna i będę działać, pomagać, zmieniać wszystko, co złe na to dobre. Będę dążyła do szczęścia przez samorozwój i dobrą zabawę. Życie jest kruche i ciągle nas zaskakuje, dlatego będę cieszyć się każdą chwilą. I wiecie, co BĘDĘ SZCZĘŚLIWA na przekór wszystkiemu i wszystkim. I mam nadzieję, że taką postawą zarażę innych weganizmem. :)"

Nie wiem, jak mi się to udało, ale chyba w dużej mierze wyszło... Jestem zabiegana, zapracowana, mam mało czasu dla innych i dla siebie. Trochę zaniedbałam też, szczególnie w drugim półroczu rozwój fizyczny, ale poza tym? Poza tym, muszę powiedzieć, że jestem całkiem niezła. 
Nie mogę narzekać na ten ROK, bo naprawdę w porównaniu z poprzednim traktował mnie bardzo łaskawie. I, kiedy myślę o wszystkim, co mam, to wydaje mi się, że narzekanie jest zupełnie nie na miejscu. 
Naprawdę czuję, że ten rok mnie rozwinął. Nauczyłam się tego, że bardzo dużo w naszym życiu zależy od nas, naszego nastawienia. Optymizm może zdziałać cuda. W tym roku odnalazłam w sobie siłę, której wcześniej nie miałam, a może zgubiłam ją gdzieś tam między gimnazjum, a liceum. Miniony rok okazał się dla mnie chyba najlepszy do wielu, może nawet kilkunastu lat. Mam przyjaciół, na których zawsze i wszędzie mogę liczyć. Czuję, że robię to, co mnie pasjonuje i sprawia mi przyjemność. Wreszcie, mam też Vegan Hooligan Crew i mogę realizować i rozwijać swoje pozamedyczne pasje, a to przecież też jest bardzo ważne, ponieważ era czasów, kiedy człowiekiem rządzi praca i kariera odchodzi w zapomnienie i trudno całe życie oprzeć na niej. 
I w tym roku, podobnie, jak w poprzednim,  przyszła na świat dziewczynka, która sprawiła, że moje życie stało się jeszcze bardziej kompletne. Mała jest rozkoszna i wierzę głęboko, że przed nią cudowne życie! Wiem, wiem, taka wyzwolona, taka wolnościowa, a tu pisze, że dzieci są spoko i jest rodzinna. No cóż, dla mnie to zupełnie się nie wyklucza, o ile ma się trochę oleju w głowie ;) 
Co mogę powiedzieć? Jest dobrze. Aż niepokojąco dobrze. 
Oczywiście myśląc lokalnie, globalnie itd. mam świadomość, zła które się dzieje. Widzę niepokoje społeczne, kryzys, drożyznę i tysiące innych problemów, jakie funduje nam współczesny świat. Wiem, że nastał czas, w którym nikomu lekko nie jest. 
Moje poczucie szczęści wynika jednak z tego, że pomimo tego wszechobecnego zła, wiem, że mam osoby na które mogę liczyć, wiem, że robię tyle ile umiem, aby zmienić coś złego, na dobre. Pomagam, jak mogę, rozwijam się i dbam o ten bliższy i dalszy mi świat. Jestem sobą, nie gram świętej, bo nią na pewno nie jestem. Niezły ze mnie łobuz, tak prawdę mówiąc, tylko, że w tej chwili jest to zupełnie nieważne. :) Liczy się to, że jestem potrzebna. Może tylko garstce osób, ale w tym momencie to cały mój świat. 


Czego chcę teraz? Kontynuacji dobrej passy. Życzę Wam i sobie tego, aby kiedy mówicie, śmiejecie się, w Waszym czynach, gestach, słowach, kiedy cokolwiek robicie, żeby w tym wszystkim była rewolucja, jakkolwiek ją pojmujecie. Aby w Waszej kuchni zadomowił się weganizm i tak już na zawsze!

Context


A tak personalnie...
( kto ma wiedzieć ten wie!).

Życzę Wam, Wszyscy Moi Drodzy Bliscy oddanych przyjaciół, którzy są w pogotowiu nawet o 3 w nocy! ( ja jestem, więc gdyby "coś" - mój nr jest Wam znany!). Żeby zdrowie nie zawodziło i nawet przeziębienie Was nie tykało! Abyście żyli tam, gdzie chcecie oraz z tym, z kim chcecie. Aby każdy dzień był mniejszą bądź większą przygodą. Abyście codziennie byli bliżej celów, które sobie wyznaczyliście. 
I żeby los oszczędził zdrad, złamanych serc i łez. 


A mi nie pozostaje nic innego, jak przybić sobie symboliczną piątkę z 2011. Było fajnie! Dzięki!

Brawo! 


6 komentarzy:

  1. Jesteś mistrzem świata! :*

    OdpowiedzUsuń
  2. w czymś na pewno. Powoli odkrywam w czym:) :*

    OdpowiedzUsuń
  3. Podobaja mi sie twoje postanowienia - jestem pewna, ze wytrwanie w nich (a na pewno sie uda!) przyniesie ci mnostwo satysfakcji i radosci! Wszystkiego dobrego :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Wszystkiego najlepszego w nowym roku! Postanowiłam dołożyć do swoich planów Twoje przemyślenia z tamtego roku. Czuję, że w 2012 są jak skrojone dla mnie:)

    M.

    OdpowiedzUsuń
  5. Maddy, dzięki za wspaniałego bloga, który mnie zawsze inspiruje, a dla moich znajomych jest dowodem na to, że jednak można gotować po wegańsku różnorodnie, kolorowo i smacznie :) Na cały 2012 życzę samych sukcesów! A tym złem na świecie bym się tak nie dołowała - filmik z dedykacją dla wszystkich dzieci gwiazd: http://www.youtube.com/watch?v=YLqVswNQwXE&feature=youtu.be Pozdrawiam, Ann.

    OdpowiedzUsuń