poniedziałek, 5 grudnia 2011

Grzyby w sosie tymiankowym! Pychaaaa!

Ostatnio, kiedy znajomy pomagał nam dotransportować jedzenie na Wegański Lunch i zobaczył wszystko, co przygotowałyśmy stwierdził, że aby tak gotować trzeba już mieć pasję, sama umiejętność i chęć nie do końca tu wystarczają. I pewnie ma rację... Bo gotowanie dla kilku osób to zupełnie inna bajka niż gotowanie dla 150... 
Kiedy myłam gary po lunchu, naładowana taką masą energii, że mogłabym obdarować nią wszystkich, którzy się tego dnia w Meskalinie zjawili, pomyślałam sobie, że tak bardzo kocham to gotowanie właśnie za to, że ono ode mnie niczego nie wymaga ( no może poza czasem...). Przychodzi mi tak nieprzyzwoicie łatwo, lekko, bez większego wysiłku. Nie brakuje mi fantazji, rozmachu. Drzemią we mnie takie cechy wiedźmy, która lubi sobie mieszać w kotłach :).  
A potem pomyślałam o tej mojej medycynie i dotarło do mnie, że ją z kolei kocham za to, że właśnie w przeciwieństwie od gotowania, wymaga ode mnie wysiłku, czasu, poświecenia, cierpliwości, wewnętrznego zaparcia, czasami odnalezienia siły i determinacji. Czasami daje w kość, daje poczucie bezradności, nierzadko samotności i nie zawsze wychodzi... Uczy pokory, tolerancji, cierpliwości i umiejętności komunikowania się się z ludźmi. Bardzo różnorodnymi ludźmi. 
Jedno i drugie, zarówno medycyna, jak i kuchnia, wymagają ode mnie fantazji, wyobraźni, polotu i miłości. Wiecie zapewne, że gotować i leczyć trzeba z miłością.  Ja wkładam jej tyle, w te dwa elementy mojego życia,  że brakuje mi jej dla innych spraw. Cierpię na deficyty cierpliwości w tym moim pozostałym życiu,  ponieważ ciągle się spieszę, ciągle gdzieś biegnę, nie mając na nic czasu... Zupełnie. Wymagam za dużo od siebie i niestety od innych również, a to bywa dla wszystkich bardzo uciążliwe.

Czekam na skończenie studiów, choć mimo wszystko upływają całkiem przyjemnie. Na wyjazd z Poznania też czekam, bo mnie trochę nuży siedzenie w jednym miejscu. Jestem taki niecierpliwy dzieciak, który szuka swojego miejsca na ziemi. Choć doświadczenie już mnie nauczyło, że jak podchodzi się do ognia to można się sparzyć, to ja mimo tego szukam w życiu raczej adrenaliny niż stabilizacji i spokoju. Gnam, gnam, gnam... może prosto w przepaść?  Coś tam pewnie po drodze tracę, jednocześnie jednak tyyyyle zyskując... Wydaje mi się, że nauczyłam się już z tym żyć.

Koniec rozkmin. Czas na przepis. Obiad, który mi zawsze kojarzy się z zimą.


Zimową porą jem trochę inaczej niż latem. Jednym z moich ulubionych dań o tej porze roku jest sos grzybowy z tymiankiem podany z kaszą gryczaną lub ziemniakami ugotowanymi na parze. Do tego sałatka z buraczków lub marchewka z groszkiem.
Grzyby to jedna z moich kulinarnych obsesji. Uwielbiam je, choć na blogu nie ma ich znowu tak dużo... Grzyby nie należą do najbardziej lekkostrawnych dań, nie powinny ich jeść małe dzieci, kobiety w ciąży i karmiące, a także osoby mające problemy z układem pokarmowym, ponieważ grzyby trudno się trawią. Ja jednak nie jestem małym dzieckiem, nie spodziewam się potomka ani też go nie posiadam, a układ trawienny działa, więc zajadam sobie grzyby ze smakiem.

Poniższy sos jest zupełnie, jak od Mamy... Pycha!

Składniki:
  • 2 solidne garści suszonych grzybów  ( około 1,5-2 szklanek)
  • 4 szklanki wrzątku
  • 1 mała cebula
  • 2 ząbki czosnku
  • 3 łyżeczki tymianku
  • opakowanie śmietanki owsianej
  • łyżka mąki ryżowej
  • sól i pieprz do smaku
  • oliwa z oliwek ( u mnie tymiankowa)
Grzyby wrzucić do miski, zalać 4 szklankami wrzącej wody, przykryć i odstawić na godzinkę. Po tym czasie grzyby odcedzić pozostawiając 2 szklanki wywaru z grzybów. Cebulę drobno posiekać. W rondlu rozgrzać 2-3 łyżki oliwy i zeszklić na niej cebulę, dodać zmiażdżone ząbki czosnku i smażyć przez moment. Następnie dodać grzyby i dusić z cebulą przez około 5 minut. Wsypać tymianek i wymieszać. Po chwili wlać szklankę wywaru z grzybów i dusić wszystko razem przez 5-7 minut pod pokrywką. Pozostałą szklankę wywaru wymieszać z mąką ryżową. Wlać do rondelka i wymieszać z resztą. Gotować przez minutę. Zmniejszyć ognień na minimum. Następnie dodać śmietanki owsianej i wymieszać. Przyprawić do smaku solą i dużą ilością zmielonego pieprzu. Podawać z ziemniakami "w mundurkach" lub kaszą gryczaną, posypane pietruszką z ulubionymi warzywami. Smacznego!



Wiem, że zdjęcia są paskudne, ale taka pora roku. Ciężko o dobre, naturalne światło.

A na koniec utwór z super fajnym klipem odwołującym się do kultowych filmów porno z lat 70-tych... 




8 komentarzy:

  1. My wiedźmy mieszające w kotłach, o taaak :). Domowy obiadek kocham najbardziej na świecie, tylko czasu wciąż za mało.

    OdpowiedzUsuń
  2. stęskniłam się już za takim grzybowym sosem... ale musiałabym 2 obiady gotować, bo dwójka niejedzących grzyby małych dzieci przy stole :(

    OdpowiedzUsuń
  3. czytałam na jakiejś "grzybiarskiej" stronie, że grzyby nie są wcale cięzkostrawne o ile nie ma w posiłku innego skoncentrowanego białka poza nimi. podobno pogląd o cięzkostrawności grzybów wziął się stąd, że ludzie zazwyczaj jedzą miecho z grzybowymi sosami i to jest mordercze dla układu trawiennego.

    OdpowiedzUsuń
  4. ooo! to ciekawe, aczkolwiek nadal nie polecałabym ich dzieciakom, ciężarnym i matką karmiącym. :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Sylwia: no wiedzmy, wiedźmy - tylko dlaczego nie potrafimy się ta magią czasem odpowiednio posłużyć pytam się...?

    Sista: W wigilię się grzybów najesz ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. potwierdzam: grzyby + białko = feeee
    ale kasza a już gryczana, super!

    dla mnie grzyby to podstawa! (jadalne....)
    uwielbiammmmmm grzyby!

    p.s.
    klip genialny :)
    dlaczego kojarzy mi sie z manu chao??? (nie językowo?)
    hmmmm

    OdpowiedzUsuń
  7. ja nie mogę się doczekać wizyty w domu i sosu grzybowego mojego taty, z suszonych grzybów, które sami zebraliśmy a do tego z kiszonym ogórem i kaszą gryczaną ♥

    OdpowiedzUsuń