wtorek, 22 listopada 2011

Pierwszy lunch za nami i "takie małe WIELKIE DZIĘKI od nas dla Was"!




 foty by Sylwia i Ania P. 


Pierwszy Wegański Lunch w Poznaniu przeszedł moje najśmielsze oczekiwania. Choć wydarzenie cieszyło się sporym zainteresowaniem na facebooku, nie do końca przypuszczałam, że odbiór będzie aż tak pozytywny. 
Meskalina pękała w szwach. Vegan Hooligan Crew stanął na wysokości zadania przygotowując tyle jedzenia, że wystarczyło go dla dobrze ponad 100 osób, które zajrzały tego dnia właśnie do nas. Miło było zobaczyć tzw. "starych wyjadaczy", czyli osoby, które zjawiają się zawsze na tego typu imprezach, ale przede wszystkim ucieszyło mnie mnóstwo nowych twarzy, ludzi otwartych i chętnych do rozmowy. 
Udało nam się zebrać dwie pełne skrzynki fantów dla maluchów z Oddziału Onkologicznego, co cieszy, bo w tym wszystkim chodzi o coś więcej niż tylko jedzenie. Chodzi o umiejętność organizowania oddolnych inicjatyw całkowicie DIY, bez sponsorów, reklam i tej całej mainstreamowej otoczki. Chodzi o promocję weganizmu, ale też zachęcenia ludzi do wspólnego działania. Zrobienia czegoś dla innych, dla siebie i dla środowiska. Grupa zaprzyjaźnionych osób, w której każdy sam może zdecydować w jakim stopniu i na ile, chce się w to angażować,  może nieźle "narozrabiać".  Bez wywierania na siebie presji, zmuszania do czegokolwiek, narzucania swoich wizji. Wiadomo, że to, że się znamy, lubimy i mamy podobne podejście do wielu spraw w życiu, sprawia, że bardziej nam się chce i lepiej nam to wszystko wychodzi. Okazuje się, że wystarczy włożyć w to, co się robi trochę serca, cierpliwości. Trzeba otworzyć się na innych, na nowe miejsca, nowe formy działania, które mogą sprawić, że nasze życie będzie szło we właściwym kierunku.  Lunch spełnił swoje zadanie, bo miał przyciągnąć jak najwięcej różnorodnych ludzi, ale jednocześnie miał być pretekstem do spotkania z przyjaciółmi, dla których "nigdy nie mamy czasu", miał być promocją weganizmu, ale też miał zahaczyć o coś więcej, niż tylko jedzenie. Wyszło nam! Pięknie! 
Jeżeli nie udało Wam się dotrzeć na pierwszy lunch, to uprzejmie informuję, że 18.12. o godzinie 13.30 po raz kolejny będziemy czekać na Was w Meskalinie. Więcej informacji  pojawi się wkrótce, a tymczasem kłaniam się nisko wszystkim i do zobaczenia znów!

12 komentarzy:

  1. Potwierdzam, że było dosko. Znowu będę musiała wagarować. Demyt! ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Szkoda, że mnie tam nie było :( I w grudniu też akurat w ten weekend pracuję :( Liczę, że w styczniu wreszcie przybędę i może choć trochę dołączę do wspólnego wielkiego gotowania! A tymczasem chodzą mi po głowie warsztaty kulinarne w przedszkolnej grupie mojej Julki :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Gdzie można obejrzeć więcej zdjęć z imprezy?

    OdpowiedzUsuń
  4. Żałuję , że mieszkam daleko ...
    Wspaniała inicjatywa :)

    Pozdrawiam ciepło !

    OdpowiedzUsuń
  5. sista! dziewczęta porobiły zdjęcia i wrzuciły je tutaj:
    http://www.facebook.com/VeganHooliganCrew?sk=info

    możesz przy jednej focie kliknąć unlike, bo ja nie mogę ;) elo!

    OdpowiedzUsuń
  6. wow :) super! mam nadzieję że kiedyś mi się uda wpaść :)

    OdpowiedzUsuń
  7. wpadać, wpadać. będzie jeszcze dużo okazji! :)

    OdpowiedzUsuń
  8. inicjatywa genialna, jedzenie fantastyczne - objedlimy się po dziurki w nosie - a do tego, po ćwierćwieczu z okładem, odkryłam, że uwielbiam szpinak. ten Wasz był po prostu przekozacki! :)

    jest szansa na ujawnienie przepisów na cudowności, które pojawiły się w niedzielę? szpinak trafił już do mnie okrężną drogą, ale z dziką chęcią zdobyłabym też tajemną recepturę na ciacho bananowe, bo było rewelacyjne. co się zresztą będę rozwodzić - generalnie lanczyk-miazga!

    na następnym też się meldujemy, z kolejną porcją darów i tabunem znajomych.
    z roślinożernym pozdrowieniem! :)

    OdpowiedzUsuń
  9. ciasto bananowe... ( taaa.. podobno dobre było... hehe! nie jadłam, ale kumpel mi powiedział, że na przyszły lunch mamy tylko je zrobić, ale więcej ;))ale tym razem będzie świątecznie.

    A wiec tak:

    spód ciasta był taki jak tu:http://mniammniamvege.blogspot.com/2011/05/potrojnie-czekoladowy-tort-z-malinami.html

    krem mniej więcej jak na torcie z pszczółkami: http://mniammniamvege.blogspot.com/2010/08/ostatni-post-i-miesiac-odpoczynku-od.html z tym że nałożyłam połowę kremu, ułożyłam banany, i nałożyłam drugą część kremu.

    całość posypałam pokruszonym ciastem, takim jak na te muffiny ( tyle ze bez groszków): http://mniammniamvege.blogspot.com/2011/10/muffiny-mocha-z-groszkami-z-biaej.html

    Generalnie wszystko było odpowiednio powielone pod wielką piekarnikową blachę.
    co do reszty przepisów jakie z sistą robiłyśmy to ciężko mi napisać, bo robiłyśmy je "na oko".
    W miarę przepisu trzymałyśmy się przy gulaszu: http://mniammniamvege.blogspot.com/search/label/gulasz , tyle, że był z seitanem a nie z tempehem.

    Takie masowe gotowanie to inna bajka. Można napisać jak się to mniej więcej zrobiło, ale nie można obiecać, że wyjdzie tak samo - bo trochę inne proporcje się stworzy, inaczej się sypnie przyprawami i już mamy inne danie.

    OdpowiedzUsuń
  10. wcale się nie dziwię temu żądaniu - ciasto rozeszło się błyskawicznie, więc też próbowałam na sępa, z cudzego talerza ;)

    dzięki Ci, dobra kobieto!

    OdpowiedzUsuń
  11. Jejku, wszystko było takie pyszne, że jak tylko sobie przypomnę ten smak, to moje ślinianki zaczynają pracować! Francuskie z soczewicą najbardziej przypadły mi go gustu, a desery wszystkie na 1. miejscu w moim rankingu. Tak trzymać! ;)
    Felka Brukselka

    OdpowiedzUsuń
  12. Bosko!!!!!!!
    Bravo!!!!!

    jest sens jak są otwarci ludzie:))

    powodzenia na przyszłość :*

    OdpowiedzUsuń