czwartek, 10 listopada 2011

Listopadowe zamieszanie.

Zacznę od tego, że jestem totalnie zabiegana i zupełnie nie ogarniam swojego życia ostatnio. Co gorsze, nie mam czasu dla tych, dla których bardzo bym ten czas chciała znaleźć. Na szczęście wszyscy są bardzo wyrozumiali. Choć im bardziej wyrozumiali są, tym bardziej mi ich brakuje...
Doszłyśmy już z moją siostrą do etapu, w którym szkoda nam czasu na gotowanie i "dopychamy się" kanapkami ( z masłem orzechowym!), bo na zakupy też nie mamy czasu, więc nie ma czym tych kanapek posmarować...
Czuję, że jestem wyczerpana zarówno fizycznie, jak i psychicznie. Potrzebuję odpoczynku, bo niedługo naprawdę zabraknie mi siły, ale kiedy odpoczywać? Jak się potem z tego wytłumaczyć? Terminy gonią, zaliczenia i kolokwia, jeszcze kurs językowy i super pozaszkolne projekty, które mam nadzieję, staną się dla mnie źródłem energii i radości, która pomoże mi przetrwać ten bezlitosny czas.
W całym tym zamieszaniu, czuję się nieco, jak ten bezpański pies... Chciałabym, żeby mnie czasami ktoś "nakarmił, wyprowadził na spacer i pogłaskał". 
Koniec narzekania, bo w ramach odreagowania stresu poszłam na zakupy na pobliski ryneczek. Jestem uzależniona od dobrego jedzenia, a ostatnio stosujemy brutalny odwyk.
To, co najchętniej jem o tej porze roku, to brokuły, brukselki, cukinie, szpinak i oczywiście jarmuż. A żeby nie było tak zielono, sięgam po dynie... Pełnia szczęścia :). Chwilowa, ale zawsze! Teraz mam weekend przed sobą, to się wreszcie najem, jak trzeba!


Ostatnio na blogu Sylwii, pojawił się wpis o drobnych gestach, o tym, że aby sprawić drugiemu człowiekowi przyjemność, nie trzeba wiele. Czasami coś drobnego sprawia, że nawet ten z pozoru koszmarny dzień, może zakończyć się bardzo miło. I nie warto czekać na jakieś przełomy, wielkie czyny. Trzeba cieszyć się tym, co się ma. Docenić przyjaciół, znajomych i całkiem obcych ludzi, którzy nie raz przyczyniają się do tego, że się uśmiechamy. 
Miłego dani!  

Znacie kogoś, kto rozpływa się z radości, gdy zostanie obdarowany jogurtami, margarynami i śmietaną w spray'u? Ja znam i w dodatku sama się do tych osób zaliczam! Bo te z pozoru zwyczajne produkty w wersji wegańskiej są niczym biały kruk w tym miejscu, gdzie teraz żyję.



W każdym razie: Aniu, Vielen Dank! :*

4 komentarze:

  1. Jako wielka fanka mleka sojowego, bardzo ci zazdroszczę tych jogurtów. :)
    Na chroniczny brak czasu również narzekam, ale gdy człowiek wraca wieczorem do domu, to gorąca herbata i nawet zwykłe kanapki smakują jak ambrozja i nektar! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. :*

    Herbata z sokiem malinowym + kanapki z masłem orzechowym i dżemem z lingon berries. To chyba choroba naszych czasów że ciągle gdzieś biegniemy, ciągle mamy tyle na głowie itp. Ale jak to ostatnio ktoś powiedział - cechą człowieka inteligentnego jest to, że nigdy sie nie nudzi, tak więc propsy Maddy i wiesz, jesteśmy silne!

    OdpowiedzUsuń
  3. Gdzie można zdobyć te sojowe jogurty w wersji jagodowej? To mój ulubiony smak, a w moim sklepie widziałam tylko naturalne jogurty.

    OdpowiedzUsuń
  4. do mnie jogurty przyjechały z berlina, a tam praktycznie w każdym większym markecie są, i w veganz - wegańskim markecie :)

    OdpowiedzUsuń