piątek, 4 listopada 2011

Prawdziwa miłość nie zawsze się udaje.




"Nikt nie może nigdzie dojść, jeśli skądś nie odszedł. "

( John Updike)

Dlatego jestem pewna, że niektóre rzeczy, miejsca, ludzi muszę opuścić, aby zrealizować swoje plany, marzenia, aspiracje. I to nie jest nic strasznego, to jest tylko i wyłącznie życie. To samo tyczy się rozstań, które nie zawsze oznaczają koniec, ponieważ tak naprawdę, z reguły są początkiem, niejednokrotnie czegoś lepszego i fajniejszego. Przyjemniejszego etapu życia. Dlatego trochę odwagi, a wszystko będzie dobrze :)

Choć w życiu staram się niczego nie żałować, to myślę jednak, że były momenty ( czasami można to już w latach liczyć :P), miejsca, spotkania niewarte tego wszystkiego. Niepotrzebne. Szkoda było mojego czasu, fatygi, zaangażowania. Zresztą nie tylko mojego... Wydaje mi się, że sensu nie mają rzeczy, z których czerpiemy więcej negatywnych niż pozytywnych przeżyć. Pomimo, że czasami będzie nam brakować nawet tego, co było złe, to jednak szybko nabierzemy przekonania, że nie mamy za czym tęsknić. Gdy korzyści jakie czerpiesz są niewymierne, to weź na luz i uciekaj dopóki możesz i ktoś nie będzie cię na siłę zatrzymywał mamiąc "podróbą szczęście", "tandetnym półproduktem" :). Mówiąc obrazowo, życie jest za krótkie, aby satysfakcjonować się "produktem czekoladopodobnym", każdy zasługuje na prawdziwą czekoladę... Dlatego szukajmy swojego "ulubionego smaku".

Skąd takie myśli w mojej głowie? Obejrzałam ostatnio film "Blue Valentine" - przygnębiającą i do bólu prawdziwą produkcję o nieszczęśliwej parze, dwójce ludzi, którzy, chyba można wysnuć taki wniosek,  nie byli sobie pisani. Być może byłoby lepiej, gdyby się nigdy nie spotkali. Zupełnie tak jak w życiu, a przecież to tylko film. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz