sobota, 19 listopada 2011

Grafomański post, kolejne zaproszenie na lunch, a na deser PUMPKIN PIE!

Ostatnio za każdym razem, kiedy przymierzam się do napisania posta na bloga, kasuję po kolei każde słowo. Wyrażenie siebie poprzez słowa sprawia mi ogromną trudność. Chyba się trochę gubię, chyba nie do końca już wiem kim teraz jestem i chyba nie radzę sobie z emocjami. Kiedy to czytam, odnoszę wrażenie, że mam do czynienia ze zwykłym polonistycznym bełkotem. Chciałabym Wam opowiedzieć o moich ostatnich przeżyciach, przemyśleniach, ale nie umiem. Może to wszystko stało się zbyt trudne, aby wyrazić to w słowach, opisać na blogu? Nie będę ukrywać, że lekko nie jest, a już w ogóle miniony tydzień zaburzył mój spokój. Czuję, że to nie jest moje miejsce na ziemi, ale tak łatwo się stąd nie wyrwę. Obecnie odnoszę wrażenia, że nie mam w ogóle życia. Własnego życia. Żyję szkołą, wydarzeniami, które się dzieją  wokół mnie, ale poza tym? Brakuje wolnej przestrzeni, w umyśle, w życiu... A jest tyle rzeczy, które chciałabym realizować, tyle miejsc, ludzi, spotkań... A marzenia wydają się być teraz taaakie odległe. 

Poza jednym, które jest dosłownie w zasięgu mojej ręki. W najbliższą niedzielę przygotowuję razem z kilkoma zaprzyjaźnionymi dziewczętami (tak naprawdę, to żadne z nas dziewczęta, ale prawdziwy vegan hooligan crew :P)  wegański lunch. Po raz pierwszy w Poznaniu i mamy nadzieję, że wszystko się pięknie uda, pomimo, że prawdę mówiąc żadna z nas nie ma za bardzo czasu, aby się w to zaangażować w 100 %. W dodatku nie kończymy na jedzeniu, bo będziemy zbierać kredki, mazaki, bloki rysunkowe i kolorowanki dla dzieciaków z Oddziału Onkologicznego. 
A żeby nie jeść w ciszy, zaprosiłyśmy DJ, który będzie przygrywał muzykę, aby to popołudnie było jeszcze przyjemniejsze, takie mniej listopadowe.... Widzimy się, prawda?

Pewnie zastanawiacie się po co? Po co zabiegane, zapracowane dziewczyny zamiast iść na imprezę, zrobić coś tylko dla siebie, zaszywają się w kuchni? Bo nic nie daje takiej energii, jak zrobienie czegoś fajnego i dobrego dla innych... Chcemy, aby to miasto, ten miesiąc i Wasze, ale również nasze życie nabrało barw.

 

A teraz czas na przepis. Pewnie ostatni z dynią w tym roku. Upiekłam Pumpkin Pie, czyli ciasto znane mi głównie z amerykańskich filmów i seriali. Wyszło pyszne i aromatyczne. 
Myślę, że upiekę je jeszcze nie raz! I Was do tego gorąco zachęcam, korzystajcie z ostatnich tegorocznych, świeżych dyń.


Piekarnik rozgrzać do 180 st.C. Przygotować ciasto!

Składniki na ciasto:

  • 1,5 szklanki mąki pszennej białej
  • 2/3 szklanki mąki orkiszowej
  • 2 łyżki melasy
  • 2 kopiaste łyżki tłuszczu kokosowego
  • 10 łyżek mleka sojowego
Z podanych składników ugnieść ciasto, rozwałkować i wyłożyć foremkę do pieczenia tarty. Tak, aby stworzyć korpus, którego wnętrze wypełnimy nadzieniem dyniowym.

Składniki na farsz: 
  • 2 pełne szklanki musu z ugotowanej/pieczonej dyni
  • 1 szklanka mleka sojowego
  • 2/3 szklanki cukru trzcinowego
  • 1/4 szklanki mąki kukurydzianej
  • 1 łyżka melasy
  • 1 łyżeczka ekstraktu waniliowego
  • 1 łyżeczka mielonego cynamonu
  • 1/2 łyżeczki mielonego imbiru
  • 1/4 łyżeczki mielonej gałki muszkatołowej 
W blenderze wymieszać puree dyniowe, mleko, cukier. Dodać mąkę, melasę, wanilię,  przyprawy i ponownie zmiksować.  Wypełnić tartę nadzieniem z dyni i od razu wstawić do piekarnika. Piec ok. 45-50 minut. 
Gotowe ciasto wystudzić i posypać startą wegańską gorzką czekoladę.

Smacznego!






Koniec końców i tak będzie disco!! :)


8 komentarzy:

  1. Widzimy się. Na wizytę w Meskalinie namówiłam już 3 osoby. Mam nadzieję, że starczy dla nas tych pyszności:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Poproszę o taką akcję w Warszawie, bo nie załapałam się na ostatnie Ciasto w Miasto :(.
    A Twój pie wygląda smakowicie, chociaż jakoś nie jestem przekonana do dyniowych wypieków.

    OdpowiedzUsuń
  3. hej! W Wawie raz w miesiący w Cafe Relax odbywa się vegański brunch! Musisz się zainteresować, kiedy odbywa się nastepny!

    Ja właśnie wróciłam z lunchu i muszę przyznać, że jestem podbudowana! Pięknie!

    OdpowiedzUsuń
  4. Zrobilam tarte - ale z innym ciastem kruchym - jakos tak wyszlo a po za tym nie mialam tluszczu koko , ale farsz taki sam jak tu z tym ze dodalam jeszcze pol lyzeczki maki ziemniaczanej w razie czego ale chyba to jednak niepotrzebne bo tarta trzymala sie :P:P i wyszla przepyszna !!! Dzięki za przepis :)

    OdpowiedzUsuń