piątek, 29 lipca 2011

Złociste kotlety z płatków quinoa.

Wczorajszy dzień był zdecydowanie moim dniem!!! Od rana do późnego wieczora cały pozytywny. Jednak w przyrodzie musi być równowaga, stąd dzisiejszy różowy już nie był, żebym przypadkiem nie rozpłynęła się ze szczęścia...
Kiedy jest mi tak bardzo smuto i muszę pomyśleć biorę się za sprzątanie mieszkania. To taka moja terapia zajęciowa, po której padam na twarz ze zmęczenia! Odreagowuję stres. Martwię się trochę tym, że potrafię przejść do porządku dziennego nad czymś, co normalnie powinno człowieka przytłoczyć. Znieczulica? Mam nadzieję, że to bardziej obrona samej siebie przed tym, aby nie zwariować. 

Słucham the Smiths i myślę o utworze "I know it's over". Wczoraj o nim z kimś rozmawiałam i myślę, że całkowitą prawdą jest, że:
" It's so easy to laugh
It's so easy to hate
It takes strength to be gentle and kind"

O.K., koniec smucenia! Jutro nowy dzień! Będzie dobrze. Dla równowagi w przyrodzie!

Już kiedyś kotlety z quinoa pojawiły się na blogu. Tym razem się wycwaniłam, bo zamiast ziaren, użyłam płatków z quinoa, co sprawiło, że są one jeszcze prostsze w przygotowaniu. Fakt, płatki te nie są zbyt powszechne ( sklepy ze zdrową żywnością i internetowe jedynie je mają), ale może dzięki temu przepisowi, więcej osób po nie sięgnie. A warto, warto, bo jak można wyczytać to tu, to tam quiona, czyli "złoto Inków" jest cennym źródłem białka, ale też manganu, magnezu, wapnia, żelaza, miedzi i fosforu. 
Ja w najbliższym czasie będę sporo eksperymentować w kuchni z tym "super zbożem" i może podzielę się z Wami efektami. Może, ale nie obiecuje, bo czuję, że powoli nadchodzi czas blogowego lenistwa :) 


Składniki:
  • 1 szklanka płatków quinoa
  • 1 łyżeczka przecieru pomidorowego
  • przyprawy: sól, pieprz, majeranek, papryka słodka i ostra, tymianek itp. itd.
  • 2 ząbki czosnku
  • 1/2 cebuli pokrojonej w kosteczkę 
  • 1 mały ogórek kiszony pokrojony w drobną kosteczkę
  • 4 łyżki bułki tartej + trochę do obtaczania
  • olej do smażenia
Płatki zalewamy dwiema szklankami wrzącej wody i odstawiamy na 15 minut. Dodajemy do nich przecier, zmiażdżony czosnek, cebulkę, ogórka, 4 łyżki bułki i mieszamy. Następnie przyprawiamy. Ilość przypraw zależy od tego, jak intensywny i ostry smak chcemy uzyskać, dlatego każdy powinien to zrobić wg własnego uznania. 
Z gotowej masy formować dość płaskie kotlety obtaczać je w bułce i smażyć z obu stron na złoty kolor, delikatnie przewracając z jednej strony na drugą. Gotowe! :)



10 komentarzy:

  1. Sklepy ze zdrową żywnością odwiedzam raczej sporadycznie, ale takie płatki chyba mnie do tego zachęcą. Do słuchania Smithsów natomiast nikt mnie dwa razy zapraszać nie musi ;-)

    OdpowiedzUsuń
  2. może nie na temat, ale popełniłam dziś Twoje ciasto drożdżowe (ze sliwkami, lawendą, ale bez kardamonu )
    boskie! ta lawenda... ;D

    OdpowiedzUsuń
  3. Płatki quinoa, kolejna oprócz agaru rzecz, po którą musze w końcu sie wybrać do sklepu ze zdrową żywnością.
    Wstyd się przyznać, ale pierwszy raz słyszę The Smiths...i będą kolejne. :) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  4. oj! ale mi narobiłaś apetytu drożdżówką z lawendą! Na te moje dzisiejsze smutki nic by lepiej nie podziałało! ech...

    OdpowiedzUsuń
  5. Kaludio: Zawsze musi być ten pierwszy raz! :) I love the Smiths..

    OdpowiedzUsuń
  6. Znieczulica? Nie sadze, mysle, ze raczej odruch obronny. I ciesze sie, ze nie dajesz sie przytloczyc, nawet, jesli dzieje sie to mimowolnie.
    Kotlety swietne, ostatnio dosc czesto uzywam ziarna quinoa, ale platkow jeszcze nie widzialam. Jesli znajde, skorzystam z twojego przepisu :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Jak zobaczyłam dzisiejszą burą pogodę to wiedziałam, że na obiad dzisiaj musi być jakiś kotlet! I teraz już wiem jaki, a sklep ze zdrową żywnością mam pod domem :)

    OdpowiedzUsuń
  8. http://www.youtube.com/watch?v=20PQBtyfNZY to jest piosenka na smutki, a nie The Smiths (z całym szacunkiem dla nich) ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. z.o. : muzykę do Juno uwielbiam, ale nic na to nie poradzę, że ja miewam nastój na the smiths i koniec. Czasami muzyka ma nam poprawiać nastój, a czasami go odzwierciedlać.

    OdpowiedzUsuń
  10. Geeee ale na ostatnim koncercie Mozza przeżywałam ten kawałek! już minął tydzień ale ja nadal uważam że to był piękny koncert :) chociaż ta piosenka jest słaba do przezywania z osbą którą się kocha :)(ale dla mnie ma pewne inne znaczenie - ja pracuję z glebą, a praca ta mnie frustruje więc ta soil over my head haha ;)

    OdpowiedzUsuń