sobota, 9 lipca 2011

Najprostsze wegańskie gofry!

Cieszę się swoją samotnością ( choć samotność to chyba złe słowo, bo w końcu nie jestem samotna, tylko sama :)), życiem w pojedynkę. Chyba mogę napisać, że wreszcie "smakuję" życia.  I lubię ten jego kwaśny smak. :) Od dziecka zawsze wszystko chciałam robić sama, wszystko wiedziałam najlepiej, ceniłam sobie odrębność i niezależność (choć wtedy nie umiałam tego nazwać). Wychowywałam się z trzema siostrami, więc tym bardziej poczucie indywidualności było mi  potrzebne. 

Czasami mam wrażenie, że wszyscy wokół mnie całą dobrą energię tracą na poszukiwanie swojej drugiej połowy, jak mówią niektórzy "połowy jabłka". Tymczasem mi się wydaje, że ja jestem całym jabłkiem, nie potrzebuję żadnego dopełnienia. Sama mogę stworzyć całość. Każdy chłopiec, z którym byłam, był raczej, jak taki insekt, powodujący, że się "psułam" i stając się coraz bardziej "niezjadliwa". ( no niestety nie służyli mi w ogóle). Dopiero teraz, kiedy jestem singlem, słyszę, że wyglądam na szczęśliwą. Są ludzie stworzeni do związków i tacy, którzy ich nie potrzebują, wręcz nie powinni się w nie "ładować", bo to skończy się dla nich tragicznie. Tym bardziej, jeżeli są z tych, o bogatym życiu emocjonalnym i nadmiernej wrażliwości... Muszą nauczyć się chronić samych siebie. Dlaczego ja dopiero teraz to zrozumiałam? Nie wiem... 

Abstrahując od tych dziwnych porównań, życie w pojedynkę wydaje mi się teraz lżejsze. W każdym razie w tym momencie mojego życia. Wiem z doświadczenia, że najgorzej jest kogoś pokochać, zaufać i polegać na tej osobie. Najgorzej jest uwierzyć, że potrzebuje się  miłości do funkcjonowania, bo kiedy się ją straci, ból, jaki się odczuwa jest nie do zniesienia i pewnie nigdy nie mija do końca, ale siedzi w nas głęboko. Tak mi się wydaje...

Nie myślcie jednak, że jest ze mną źle! Jest "superhiperekstradobrze" i miło :P 
I poza miłością są rzeczy, do których chce wracać. Lista takich rzeczy jest w sumie nieskończona... Należą do nich mi.in. gofry. Ech... i co ja bym zrobiła bez tej kuchni, co? ;)


Składniki na mniej więcej 8-10 gofrów:
  • 2 szklanki mąki pszennej białej
  • 1 - 1,5 szklanka mąki pszennej razowej
  • 2 i 1/2 szklanki mleka roślinnego ( u mnie owsiane)
  • 3-4 łyżki oleju 
  • 1/4 szklanki cukru trzcinowego
  • 1,5 łyżeczka proszku do pieczenia. 
  • olej do smarowania gofrownicy
Mleko, olej, cukier wymieszać. Następnie dodać mąki ( większa ilość daje większą gwarancję, że ciastko nie będzie się lepić do gofrownicy :P) i proszek do pieczenia i zmiksować razem. Smażyć w rozgrzanej gofrownicy, uprzednio posmarowanej olejem. Gofry mają być złote i chrupiące. Ja moje podałam z sosem malinowym, ale można  jeść je bez niczego lub tylko z cukrem pudrem. Można podać z bitą śmietaną sojową, świeżymi owocami lub z sorbetem owocowym. Smakują zarówno na ciepło, jak i kilka godzin po smażeniu.
Enjoy! :)


Soundtrack: Dawnfall of Gaia - "EPOS" ( auf deutsch, aber ... I like it :P) 

7 komentarzy:

  1. gofry jak bajki , śliczne

    OdpowiedzUsuń
  2. Mniam, mniam!

    Często robię dla dzieciaków na podwieczorek, aby móc się nimi przy okazji bezkarnie zajadać :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  4. http://kuchniaalicji.blogspot.com/2013/09/wspomnien-czar-czyli-wakacyjne-desery.html
    przepyszne one

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :) Cudnie! Też muszę je sobie zrobić, jak pojadę znowu do rodziców, bo niestety w Poznaniu nie mam (jeszcze) gofrownicy :)

      Usuń
  5. Witam, jeszcze nie robiłam gofrów bez jajka, jestem ciekawa czy mi wyjdą. Wyjdą?
    Te na zdjęciu wyglądają pysznie:))
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  6. mi wyszły, choć mam kiepską gofrownicę od której słabo ciasto odchodzi i trzeba sobie łopatką pomagać.

    OdpowiedzUsuń